czwartek, 3 lutego 2022

Ceramiczna dekoracja ścienna na dawnym Pałacu Ślubów w Elblągu

Nasi Drodzy Czytelnicy!

Czy wiecie, że w tym roku mija nam 10 lat założenia naszego bloga? Szok! Dziękujemy Wam za to, że jesteście z nami i wiernie śledzicie nasze poczynania :)


Choć dzisiejszy post odbiega trochę od tematyki naszego bloga, ponieważ dotyczy młodszych zabytków, niż te wydobywane spod ziemi, to jednak zasługuje na odrobinę uwagi. Tym bardziej, że sztuka i design lat powojennych już dawno znalazły zaszczytne miejsce wsród obiektów, godnych zainteresowania i ochrony. 

"Bohaterką" mojego wpisu jest dekoracja ceramiczna, od wielu lat na stałe wpisana w architekturę Elbląga - ściana, zdobiąca budynek Urzędu Stanu Cywilnego, czyli dawny Pałac Ślubów, złożona z ceramicznych płytek z motywem twarzy o różnej wielkości, zwróconych do widza frontem lub profilami. Pokryte są one szkliwami o różnych odcieniach brązu, opalizującymi na złoto-fioletowo. Jest to praca dyplomowa z 1959 r., autorstwa artystki o ogromnym dorobku, Janiny Karczewskiej-Koniecznej.


Ściana budynku Urzędu Stanu Cywilnego, ul. Łączności, Elbląg. 
Autorka: Janina Karczewska-Konieczna. 


Janina Karczewska urodziła się w Gdyni 29 maja 1934 r. Ukończyła Liceum Sztuk Plastycznych z siedzibą początkowo w Gdyni, a następnie w Gdyni Orłowie.

W latach 1952 – 1959 studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Pięknych w Sopocie, a następnie w Gdańsku, pod kierunkiem prof. Krystyny Łady-Studnickiej, prof. Teresy Pągowskiej oraz prof. Witolda Frydrycha. Specjalizacja z ceramiki u prof. Hanny Żuławskiej, z grafiki u prof. Zygmunta Karolaka. Z rzeźbą miała możliwość zapoznać się w pracowni prof. Alfreda Wiśniewskiego oraz podczas plenerów prowadzonych przez prof. Wiśniewskiego i prof. Annę Pietrowiec.

Dyplom ukończenia studiów z wyróżnieniem otrzymała w 1959 r., w pracowni malarstwa prof. Piotra Potworowskiego. To właśnie wtedy powstała prezentowana dekoracja ścienna.

Tworzyła także razem z mężem, rzeźbiarzem i ceramikiem Stanisławem Koniecznym (1933-1981). Oboje, należeli do grona ceramików skupionych wokół prof. Hanny Żuławskiej, założycielki tzw. Grupy Kadyńskiej. Był to wynik współpracy pomiędzy gdańską PWSSP i Elbląskimi Zakładami Przemysłu Terenowego, dla których ceramicy mieli zaprojektować 200 wzorów i wykonać ich modele na wystawę w Warszawie. W tym celu prof. Żuławska zebrała grupę studentów i absolwentów uczelni, którzy rozpoczęli pracę w dawnej kadyńskiej cegielni. Przeprowadzali tam eksperymenty technologiczne, swoją twórczością ewoluując w stronę ceramiki unikatowej, a nie użytkowej. Zrezygnowano z koła garncarskiego, lepiąc z tzw. wolnej ręki, co dawało nieprzewidywalne i niesymetryczne kształty, przypominające bardziej rzeźby niż naczynia. Często pojawiały się na niej motywy roślinne i zwierzęce, wplatano wiklinę, nakładano grubo szkliwo, co nadawało pracom pierwotny charakter. *

W 1957 r. Grupa Kadyńska zaprezentowała swą ceramikę na ważnej i głośnej wystawie „Kadyny” w warszawskiej Kordegardzie. Wystawę tę upamiętniła Polska Kronika Filmowa z okazji wizyty artystów z Anglii, którzy odwiedzili Warszawę z przedstawieniem teatralnym Williama Szekspira „Tytus Andronikus”. Wśród nich była słynna para małżeńska Laurence Olivier i Vivien Leigh. Aktorka nabyła wówczas małą formę ceramiczną autorstwa Janiny Karczewskiej.

Lista osiągnięć artystycznych Janiny Karczewskiej-Koniecznej jest bardzo długa. Poniżej przestawię jej działania i formę docenienia jej przez świat sztuki (żródło).


Zbliżenie na fragment ściany z dekoracją ceramiczną, autorstwa 
Janiny Karczewskiej-Koniecznej.


Artystka należy do czołówki polskich autorów, którzy specjalizują się w rzeźbie ceramicznej. W latach 70. wraz z grupą artystów Wybrzeża zapoczątkowała nowy kierunek gdańskiej sztuki ceramicznej.

Oto jak artystka wspominała swoją twórczość w latach 60. i 70. podczas otwarcia jednej ze swoich wystaw: "(...) prace powstałe podczas historycznych plenerów w Kadynach (...), gdzie w ceramice troszeczkę zaczynało się odchodzić od formy użytkowej do rzeźbiarskiej, dekoracyjnej. Chciałam (...) przybliżyć czas naszych spotkań, kiedy miała miejsce eksplozja form inspirowanych naturą. Siedziało się na plaży, grzebało w piasku, wpatrywało w gołębie i mewy, obserwowało niebo, Zalew Wiślany i z tego rodziły się kompozycje rzeźbiarskie. Ośrodek, który stworzyliśmy w Gdańsku, rywalizował wtedy z dwoma mocnymi ośrodkami ceramicznymi w Warszawie i Wrocławiu. To były trzy różne - i wspierające się nawzajem - artystyczne środowiska." Inspirację Kadynami widać w pracach - formach kulistych, przypominających ukwiały, rozgwiazdy, fantastyczne meduzy, a także w strzelistych kompozycjach, zwieńczonych wyobrażeniami ptaków z rozwianymi przez wiatr piórami, stojących na słupach. (źródło)
W 1969 r. na Ogólnopolskiej Wystawie Grafiki Marynistycznej w Gdańsku, artystka otrzymała wyróżnienie za pracę „Żaki”.
W 1970 r., na II Biennale Ceramiki Artystycznej w Vallauris, w którego Comite de Patronage wśród Presidence d’honneur był Pablo Picasso, otrzymała pierwszą nagrodę Francuskiego Stowarzyszenia Działalności Artystycznej. Nagrodzona praca o tytule „Frutti di mare” (obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku) wywołała szerokie reperkusje we francuskiej krytyce artystycznej. Jean Maria Dunover określił ją mianem „nowoczesnego baroku” w „Le Monde”. Nagrodę otrzymała ex aequo ze Stanisławem Koniecznym, który został nagrodzony za „Formy architektoniczne”.

W tym samym roku wzięła udział w I Międzynarodowej Wystawie zorganizowanej w Polsce pod hasłem „Tworzywo Ceramiczne w sztuce współczesnej” w Sopocie. Otrzymała honorowy medal. Nagrodzona praca miała tytuł „Jeżowiec” i jest obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Gdańsku.

W 1971 r.  zdobyła I Nagrodę na Wystawie Okręgu Gdańskiego Związku Polskich Artystów Plastyków.
W 1972 r. wzięła udział w wystawie International Ceramics w Victoria and Albert Museum w Londynie.
W 1973 r. na II Międzynarodowej Wystawie, Gdańsk Oliwa, Jury przyznało Janinie Karczewskiej nagrodę Ministra Kultury i Sztuki ex equo z Tony Franks z Wielkiej Brytanii. Wystawione biało-szkliwione reliefowe panneau pt. „Legenda” z motywami profili „tworzyły zmultiplikowany obraz zbiorowości. Zarówno w warstwie znaczeniowej jak i w wyrazie plastycznym osiągnęła wyjątkową klarowność, dzięki czemu praca stała się dominantą tego działu.” – tak pisała o jej pracy Irena Huml w katalogu wystawy „Polska Terenem Międzynarodowych Konfrontacji Ceramiki Artystycznej”, Gdańsk 1973.

Fragment dekoracji z płytek ceramicznych.


W 1976 r. na III Międzynarodowej Wystawie, Gdańsk Oliwa, otrzymała Dyplom Honorowy.
Jeszcze w tym samym roku, na V Biennale w Vallauris (Francja) przedstawiła wypukłorzeźbę ceramiczną „Ziggurath” (obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym w Gdańsku). Artystka otrzymała wówczas Nagrodę Specjalną – ceramikę autorstwa Pabla Picassa („Twarz a la poziomka”). Redaktor Tadeusz Rafałowski w artykule „Wyjść z niespełnienia” zinterpretował prace Janiny Karczewskiej jako „…moment - wspólnoty ludzi, ich współdziałania, lub nawet tylko – współistnienia…” („Głos Wybrzeża”, 33/1976).

W latach 1975-1986 artystka była pedagogiem w Liceum Sztuk Plastycznych w Gdyni Orłowie, gdzie nauczała rysunku i malarstwa. Upamiętniono to wystawą „Janina Karczewska i jej uczniowie”, w Galerii ASP w Gdańsku, w Domu Angielskim (we wrześniu 2011). Prowadziła także we własnej pracowni praktyki dla uczniów Liceum, w specjalności: rzeźba, formy użytkowe - ceramika.

W 1980 r. ukończona została realizacja fundacji żeglarza Andrzeja Bohomolca – Kaplicy Ludzi Morza w gdańskiej Bazylice Mariackiej. Janina Karczewska-Konieczna wraz z mężem Stanisławem Koniecznym stworzyła bogaty wystrój ceramiczny. W Bazylice znajduje się tablica pamiątkowa „Matki Boskiej” upamiętniająca ofiary sowieckich łagrów i zesłań, natomiast w kruchcie znajduje się płaskorzeźba „Jubileusz Jasnogórski 1932-1982”.


Od 1981 r. zapleczem dla twórczości artystki stała się pracownia zbudowana przez Stanisława Konicznego, który opracował własne technologie szkliw („szkliwa własne”), pozostawił je żonie i córce Katarzynie.

Za swoje działania i twórczość artystyczną, w 1981 r., Janina Karczewska została wyróżniona odznaką „Zasłużony Działacz Kultury Miasta Gdańska”.

W 1982 r. otrzymała Nagrodę Dyrektora Wydziału Kultury i Sztuki Miasta Wałbrzych za „Twórcze poszukiwania nowych możliwości w tworzywie ceramicznym”.

W lutym 1985 r. prace artystki o tematyce sakralnej zostały zaprezentowane na wystawie w kościele Ojców Dominikanów w Poznaniu, w kaplicy św. Jacka. W Księdze Pamiątkowej zachowały się serdeczne echa tej wystawy.
W 1986 r. na zaproszenie polskiego misjonarza Ojca Mariana Żelazka SVD, gdańska artystka wykonała ceramiczny wystrój oraz monumentalne drzwi odlane w brązie do Kościoła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Puri, Indie. 

W 1990 r. Janina Karczewska zajęła I miejsce za pracę „Ukrzyżowanie” na IV Biennale Sztuki Sakralnej, organizowanym przez Biuro Wystaw Artystycznych w Gorzowie Wielkopolskim. Przewodniczącym jury był ks. prof. Janusz Pasierb wybitny znawca sztuki i filozof. Ks. Janusz Pasierb był jedynym Polakiem w powołanej przez papieża Światowej Radzie Ochrony Kultury. Honorowy patronat nad Biennale sprawował Arcybiskup metropolita przemyski Józef Michalik. „Medal dla niewielkiej ceramicznej pracy Janiny Karczewskiej z Gdańska – otworzył w dyskusji jury cały duży temat sztuki religijnej do mieszkań…”.

Jest też kolejny akcent elbląski - w 1990 r. artystka wzięła udział w wystawie twórców z Basenu Morza Bałtyckiego, upamiętniającej osadę handlową Truso "The Baltic Symposium TRUSO ’92" w Centrum Sztuki Galerii El.**
W 2004 r. brała udział w II Wystawie Rysunku, Grafiki i Rzeźby – Trójmiasto 2004. Otrzymała wówczas Nagrodę Specjalną za rzeźbę „Madonna”.

W latach 1993-2005 Janina Karczewska należała do grona rzeczoznawców Cepelii (Centrala Przemysłu Ludowego i Artystycznego), w specjalności „Ocena dzieł sztuki – ceramika”, co upamiętniła wystawa z katalogiem („W kręgu Cepelii. Tkanina Malarstwo Rysunek Ceramika Rzeźba”, Gdańsk 1999) oraz wręczony w 2009 r. medal z okazji 60-lecia Cepelii - „60 lat troski o ginące piękno”.

W 2006 r. rzeźby Janiny Karczewskiej o tematyce sakralnej zostały pięknie zaprezentowane w północnym skrzydle Zamku Średniego w Muzeum Zamkowym w Malborku na wystawie Między Liryką a Sacrum. Ekspozycji towarzyszył katalog prac.
W listopadzie nastąpiła nowa edycja tej wystawy (13.XI.2006 – 11.III.2007) w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku. W Zamku Książąt Pomorskich, na tle galerii średniowiecznej sztuki sakralnej, zaprezentowane zostały rzeźby gdańskiej ceramiczki zgrupowane w trzech tematach: Chrystus i Biblia. Madonny. Aniołowie.

W 2006 r., podczas Trzeciego i Czwartego Puckiego Salonu Artystycznego, otrzymała Grand Prix „za uchwycenie lokalnych klimatów, a w 2007 r. – Wyróżnienie posła Sejmu R. P. Kazimierza Plotzke.



Fragmenty dekoracji.


Rok 2007 to udział w wystawie rzeźby ceramicznej, Polish Women’s Association „Twój i mój anioł”, Lund – Malmo, Szwecja. W tym samym roku, Muzeum Ceramiki w Bolesławcu zaprezentowało dorobek obojga gdańskich artystów, Janiny Karczewskiej i Stanisława Koniecznego na wystawie Imago Mundi. Wystawę otwierał, pierwszy raz zaprezentowany, złożony z segmentów, model dla frontowej, środkowej partii drzwi kościoła w Puri, z przedstawieniem „Drzewo życia”, autorstwa Janiny Karczewskiej.
Na przełomie 2008/2009 r. w Muzeum Narodowym w Gdańsku, na stałej wystawie ceramiki dawnej zaprezentowano rzeźby ceramiczne artystki. M. in. w gablocie zamykającej ekspozycję ceramiki w dawnym Wielkim Refektarzu zaprezentowano figurę Mojżesza.

W 2009 r. Janina Karczewska otrzymała dyplom i nagrodę na Wystawie poplenerowej „Tczew – miasto nad Wisłą” Centrum Kultury i Sztuki, a także nagrodę  ś. p. Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza, z okazji jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej oraz stypendium twórcze Marszałka Województwa Pomorskiego Jana Kozłowskiego.

W tłumaczonych na język kaszubski Ewangeliach (Ewanielie na kaszebsczi tołmaczone…, Gduńsk 2010) umieszczono m. in. fotografie ceramicznych artystki, znajdujących się w Bazylice Mariackiej w Gdańsku, kościele Ojców Pallotynów we Wrzeszczu oraz z kościele p. w. św. Józefa i św. Judy Tadeusza w Gdyni-Rumii. Również w 2010 r. w Galerii Związku Polskich Artystów Plastyków, Okręg Gdański, została otwarta indywidualna wystawa ceramiki Karczewskiej-Koniecznej, a także otrzymała stypendium twórcze Marszałka Województwa Pomorskiego Mieczysława Struka.
W 2011 r., w prezbiterium kościoła Świętej Trójcy Ojców Franciszkanów w Gdańsku zaprezentowano ceramiczne figury Madonn autorstwa Janiny Karczewskiej. Wystawa ta towarzyszyła uroczystości koronacji obrazu Matki Bożej Miłosierdzia-kopii obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej.
W listopadzie 2012 r. otrzymała medal 800-lecia Miasta Pucka, burmistrza Miasta Marka Rintza. Było to na wniosek Towarzystwa Upiększania Miasta Puck, w uznaniu aktywnej współpracy na rzecz społeczności miasta, poprzez udział w Puckich Salonach Artystycznych TUMP w latach 2004-2012 r .

Przy okazji otwarcia wystawy "Terra Cotta" (Gdańsk, 2017 r.) artystka wspominała początki cyklu prac, inspirowanych morzem i swoich fascynacji morskimi głębinami, które towarzyszą jej przez te wszystkie lata działań twórczych. Podobno lektura "Życia morza" K. Demela dostarczyła jej natchnienia do kreacji przestrzennych o ekologicznych akcentach.


Wejście do dawnego Pałacu Ślubów.




Jej prace znajdują się w zbiorach: Muzeum Ceramiki w Bolesławcu, Muzeum Historycznym Miasta Gdańska, Muzeum Narodowym w Gdańsku, Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, Muzeum Narodowym w Poznaniu, Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, Muzeum Okręgowym w Toruniu, Muzeum Okręgowym w Wałbrzychu, Muzeum Narodowym we Wrocławiu, Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze, Muzeum Archidiecezjalnym w Gdańsku Oliwie, Muzeum Jana Pawła II – Dom Polski w Rzymie, Bibliotece Gdańskiej PAN, Muzeach w Pradze i Bechyne (Czechy), Muzeum Jonkoping (Szwecja), a także w formie opracowań sztuki polskiej i zagranicznej.

Inne prace artystki, nawiązujące zresztą to motywów, znanych nam z fasady dawnego Pałacu Ślubów w Elblągu.
 
Legenda o miłości (źródło)






Na koniec, chciałabym przytoczyć jeszcze parę słów o artystce, jej twórczości i spojrzeniu na świat: "Janina Karczewska-Konieczna swoim pracom potrafi nadać niezwykłą aurę. Świadoma energii tkwiącej w materii poprzez proces twórczy formułuje osobisty przekaz w kompozycje o feerycznym oddziaływaniu, ujawnia piękno nieokiełznanej natury." (źródło: internet)



Fotografie: Joanna Fonferek-Grajek

Bibliografia:

* K. Jasiołek "Asteroid i półkotapczan. O polskim wzornictwie powojennym" Warszawa, 2020, s. 46.
 **The Baltic Symposium TRUSO '92, Centrum Sztuki Galeria El.

Netografia:

https://www.gdansk.pl/wydarzenia/powojenna-gdanska-tkanina-i-ceramika-artystyczna,w,11524

https://www.facebook.com/events/d41d8cd9/janina-karczewska-konieczna-jubileusz-55-lecia-pracy-tw%C3%B3rczej/653437504729227/

https://glazadesign.pl/pl/p/Legenda-o-milosci/656

https://onebid.pl/pl/rzezby-janina-karczewska-konieczna-xx-w-bliznieta-plakieta-dekoracyjna/475391

https://www.portalpomorza.pl/wiadomosci/37071,formy-morskie-roslinne-kompozycje-sakralne-janina-karczewska-konieczna-od-kadyn-pucka-do-vallauris-i-puri

https://artinfo.pl/dzielo/wazon-ceramiczny-janina-karczewska-konieczna-xx-xxi-w



środa, 26 sierpnia 2020

Miniaturowe łódki z drewna i kory

Podczas wykopalisk na elbląskich parcelach odnajdujemy czasami ślady życia jego najmłodszych mieszkańców. Ich bardzo osobiste przedmioty - zabawki. W tej różnorodnej grupie uwagę przykuwają miniaturowe łódki. Znaleziska takie występują zwykle w miejscowościach nadmorskich i nadrzecznych, w miejscach gdzie rybołówstwo i transport wodny, a wraz z nim handel odgrywały fundamentalne znaczenie.

W Elblągu odnaleziono kilkanaście tego rodzaju zabytków, pochodzących z okresu średniowiecza i nowożytności. Wśród nich trzy, z przełomu XIV i XV wieku, zasługują na szczególną uwagę. Najmniejsza, wykonana z kory, ma trójkątny kształt. Głęboko wydrążone, płaskie dno posiada w środku otwór na maszt. Rufa jest prosto ścięta i szeroka, z otworem wydrążonym od zewnętrznej strony i wyciętym zagłębieniem u góry.


Dwie pozostałe łódki wykonano z drewna. Jedna z nich, głęboko wydrążona, ma płaskie dno i zaokrąglone burty. W środku zaznaczono przegrodę z otworem, w którym zachował się fragment masztu. W obu końcach łódki, a także na burtach, wykonano ślepe otwory. 


Druga łódka ma wrzecionowatą formę z wyraźnie zaznaczonym kilem, zapewniającym większą stabilność i lepsze utrzymanie kierunku. Na środku wydrążonego kadłuba widoczny jest ślad po maszcie. Na jednej z burt znajdują się dwa otwory, w jednym z nich tkwi krótki kołek. Zewnętrzne powierzchnie obu przedmiotów zostały wygładzone. Wszystkie łódki wyposażone były w formę żagla, mocowanego przy pomocy patyków i sznurków. 


Zróżnicowanie miniaturowy łódek odnalezionych w Elblągu wskazuje, że przedmioty te nie były częścią zorganizowanej wytwórczości. Niektóre z nich mogły być wykonane przez lokalnych wytwórców, zajmujących się obróbką drewna. Powstawały zapewne przy okazji, ze zbędnych kawałków drewna lub kory. Bardzo możliwe, że stworzyły je osoby z najbliższego otoczenia dziecka lub wykonało je ono osobiście. Analiza tych zabawek wykazała, że naśladowały nie tylko kształty prawdziwych łodzi, ale też niektóre ich szczegóły konstrukcyjne, jak wycięte na rufie siedzisko czy otwór na ster. Takie elementy jak kil czy otwór na maszt występują jedynie na zabawkach odnajdywanych na terenach nadmorskich. 


W średniowiecznym Elblągu znaczna część ludności zawodowo związana była z rybołówstwem i handlem morskim. Wielu mieszkańców pracowało na statkach (żeglarze, marynarze), w stoczni (szkutnicy, cieśle) i w porcie (urzędnicy, kupcy, tragarze etc.). Przyglądając się pracy w porcie, wpływającym i wypływającym statkom oraz łodziom, dzieci przenosiły te widoki i doświadczenia w świat swoich dziecięcych zabaw. Idealnymi miejscami do puszczania łódek były brzegi rzek, stawów lub jezior, a także miejskie rynsztoki, kanały oraz kałuże. Zabawki poruszano dmuchając w żagle lub wykorzystując siłę wiatru lub nurtu. W ramach zabawy, obserwując codzienne życie miasta, dzieci naśladowały otaczającą je rzeczywistość. Zdobywały w ten sposób niezbędną wiedzę i umiejętności przydatne w przyszłości. 




Bibliografia:

Domagalska, K., 2002, Średniowieczne i nowożytne zabawki dziecięce ze Starego Miasta w Elblągu, praca magisterska IAiE UMK, Toruń, s. 80-86, 116-121

Gomułka, I. 2010, Zabawa odbiciem rzeczywistości – łódki-zabawki z Gdańska i Opola jako odzwierciedlenie lokalnego szkutnictwa średniowiecznego, [w:] Życie codzienne przez pryzmat rzeczy, red. P. Kucypera, S. Wadyl, Toruń, s. 2-9

Mellor, M. 2014, Seeing the Medieval Child: Evidence from household and craft, [w:] Medieval Childhood: Archaeological Approaches, red. Hadley D.M., Hemer K.A., Oxford, s. 80-81

Willemsen, A. 1997, Medieval Children's Toys in the Netherlands. Production, Sale and Trade, [w:] Papers of the "Medieval Europe Brugge 1997" Conference, vol. 7, red. Boe G. de, Verhaeghe, F., Bruksela, s. 405-406

piątek, 24 kwietnia 2020

Średniowieczny pas kobiecy

Elbląg jako miasto portowe, położone na szlaku łączącym wschodnią i zachodnią Europę, na bieżąco ulegał wpływom zachodnioeuropejskiego stylu. Mimo wydawanych przez władze przepisów przeciwzbytkowych mieszczanie chętnie, m.in. poprzez ubiór, podkreślali swój społeczny status. Bogato zdobiony pas, odnaleziony podczas wykopalisk w latrynie przy ul. Św. Ducha 45, zdecydowanie podnosił prestiż i podkreślał gust właścicielki. 

Pas kobiecy, XV w. [fot. archiwum MAH]

Pas wykonano z jednego kawałka skóry. Ma długość 94 cm i ozdobiony jest nabijanymi mosiężnymi aplikacjami. Przez 3/4 długości opaska (tak pięknie nazywa się ta część pasa, którą się opasamy) biegną trzy rzędy pojedynczych okuć. Przy obu krawędziach są to 44 małe, wklęsłe kółka, wykonane metodą wybijania. Pomiędzy nimi rząd 22 odlewanych, ażurowych dekoracji. Każdy zdobiony wyciętym motywem czterolistnej koniczyny, otoczonej wypukłym ornamentem perełkowym ujętym w romboidalną ramkę na kwadratowej podstawie. Pas zaopatrzony jest w 7 dziurek. Każda wzmocniona nierówno wyciętą, prostokątną blaszką o szerokości pasa (10 cm).  Na zakończeniu pasa podwójne powtórzenie aplikacji z opaska oraz proste okucie z kawałka prostokątnej blachy. Końcówka z tulejkowatą krawędzią ozdobiona jest wybijanymi punktami, tworzącymi podwójną kopertę. Aplikacje przymocowano do pasa niewielkimi, mosiężnymi nitami. Pas zapinano niezdobioną, prostokątną sprzączką o podwójnej ramie, przymocowaną przy pomocy trapezowatej blaszki, łączącej kawałki skóry trzema niewielkimi nitami. 

Pas kobiecy, ul. Św. Ducha 45, Stare Miasto Elbląg [fot. archiwum MAH]

Szerokie i dość krótkie pasy były charakterystycznym elementem kobiecej mody w XV wieku. Noszono je do wierzchnich sukni w typie houppelande lub robe. Pas zapinano, wysoko pod biustem, klamrą do tyłu. Obwód przedstawionego pasa po zapięciu wynosi 75-78 cm co wskazuje, że był odpowiedni, by przytrzymać fałdziste okrycie w typie houppelande. Potwierdzają to przedstawienia ikonograficzne. Rzeźby ukazujące Panny Głupie, z kościoła Marii Magdaleny w Lubece ubrane są w suknie podtrzymywane przez szerokie pasy z prostokątną sprzączką o podwójnej ramie. Na miniaturze XV-wiecznego lyońskiego rękopisu Opowieści o Róży jedna z kobiet ubrana jest w długą, białą suknię przepasaną, zapiętym z tyłu i zdobionym aplikacjami, szerokim pasem. 

Miniatura z rękopisu Opowieści o Róży, ok. 1430 [źródło: wikimedia.org]

Znalezisko datuje się na XV wiek. Sposób wykonania elbląskiego pasa, jego bogata dekoracja oraz jakość wyprawionej skóry wskazują, że był to przedmiot importowany. Prawdopodobnie został wykonany w jednym z warsztatów północno-europejskich, być może angielskich. Brak bezpośrednich analogii uniemożliwia wskazanie miejsca jego wytworzenia.

Metalowe aplikacje pasa [fot. archiwum MAH]

Pas odnaleziono w wypełnisku latryny ciasno, dookolnie zwinięty co może świadczyć, że trafił tam przez przypadek. Zdjęcie sukni w typie houppelande lub robe możliwe było jedynie przez ściągnięcie jej przez głowę przy wcześniejszym odpięciu pasa. Być może w takich okolicznościach pas niefortunnie wpadł do wnętrza latryny, a może ze zgubą wiąże się zupełnie inna historia. 

środa, 25 marca 2020

Średniowieczne okulary


Średniowieczne okulary to jeden z najcenniejszych zabytków z elbląskich wykopalisk. Ten kruchy i unikatowy przedmiot rzadko wypożyczamy do innych muzeów. W 2012 roku okulary były motywem przewodnim pierwszej wystawy, którą stworzyliśmy wspólnie z Muzeum Łużyckim w Zgorzelcu [Elbląg - Zgorzelec. Historie równoległe]. Od tamtej pory, związani mocą tajemnego przyciągania i przyjaźni, co jakiś czas musimy zrobić coś razem :) Jak tylko minie pandemia, w ich uroczej kamienicy z widokiem na Görlitz, będzie można oglądać zgorzelecką odsłonę wystawy Goci. Znad Bałtyku do Rzymu, na którą już teraz serdecznie zapraszamy! Ale na razie siedźcie w domach, zróbcie sobie kawkę i poczytajcie tekst o naszych okularach ;) 

Zeszłej jesieni okulary też były w podróży. Od września do lutego prezentowano je na wystawie Faszination Stadt – Die Urbanisierung Europas im Mittelalter und das Magdeburger Recht w Kulturhistorisches Museum w Magdeburgu. Znalazły się także w katalogu wystwy.

Veranstaltungsplaktat Faszination Stadt © KHM
https://www.faszination-stadt2019.de/

Elbląskie okulary odnaleziono w latrynie (a jakże!) na parceli przy ul. Garbary 23. Są to okulary kabłąkowe, wycięte z jednego kawałka rogowej płytki. Powierzchnię dokładnie wypolerowano, a wewnątrz oprawek wyżłobiono rowki, umożliwiające zamocowanie szkieł. Szkła mają kolor ciemnozielony, w masie szklanej widoczne są drobne pęcherzyki powietrza. Krawędzie szkieł zostały oszlifowane.

Rogowe oprawki okularów upowszechniły się w XIV wieku. Kabłąk umożliwiał zamocowanie ich na nosie. Kolor szkieł sugeruje, że nie były to okulary korekcyjne. Ich zielona barwa miała działać jako filtr, łagodzący nadwyrężenie oczu. Wzmiankę o takim zastosowaniu okularów znajdujemy w Dziennikach Samuela Pepysa. W jednym z codziennych zapisków z 1666 roku autor skarży się, że przemęczył sobie oczy: [...] stały się słabe, łatwo się męczą i z trudem znoszą światło, bolą mnie od pracy przy świecach, a teraz jeszcze błysk śniegu bardzo im szkodzi". Lord Brouncker radzi mu używać okularów z zielonymi szkłami. Elbląskie znalezisko datowane jest na I. połowę XV wieku. Dowodzi to, że taki sposób radzenia sobie ze zmęczonymi oczami stosowany był już w średniowieczu.

Okulary z ul. Garbary 23, Stare Miasto Elbląg, fot. P. Wlizło

Do końca nie wiadomo, kiedy i kto wymyślił okulary. Już starożytni Grecy zaobserwowali, że kuliste naczynie wypełnione wodą powiększa oglądany przez nie przedmiot. Brak jednak dowodów na używanie przez nich okularów czy szkieł powiększających. Prawdopodobnie wynalazek ten powstał w Chinach już w V wieku. Istnieje legenda, wedle której żyjący samotnie w górach pustelnik Cho Tso używał skorupy świętego żółwia do zrobienia oprawek do szkieł. O stosowaniu okularów przez Chińczyków wiemy z relacji Marco Polo. Jednak pierwszymi na świecie optykami byli wynalazcy soczewki – Arabowie.

W Europie okulary pojawiły się pod koniec XIII wieku. Po raz pierwszy z tym wynalazkiem, za pośrednictwem kontaktów handlowych z Bliskim Wschodem, zetknęli się Włosi. Kto wykonał je po raz pierwszy jest kwestią sporną. Może był to dominikanin Alessandro de Spino we Florencji, a może miało to miejsce w jednej z wytwórni szkła w Wenecji. Oba miasta były pierwszymi ośrodkami, w których rozpoczęto wytwarzanie okularów, a właściwie lapides ad legendum - kamieni do czytania, jak je ówcześnie określano. W Wenecji pierwsze okulary do czytania wytwarzano z kryształów górskich, co potwierdzają statuty gildii z 1284 roku, reprezentującej rzemieślników weneckich obrabiających te szlachetne kamienie. Były to soczewki wypukłe, pomagające dalekowidzom, ułatwiające czytanie i pisanie. Okulary dla krótkowidzów pojawiły się dopiero w XV wieku w Niemczech.
Okulary na obrazie J. van Eycka 1436 r. (fragment)

Pod koniec XIV stulecia okulary eksportowano już do całej Europy. W XIV wieku wytwórcy okularów działali na terenie Niderlandów, od XV wieku w Niemczech: Ratyzbonie, Frankfurcie nad Menem, Strasburgu i Norymberdze. Popularność okularów wzrosła szczególnie po wynalezieniu prasy drukarskiej. Na początku XVI wieku handlarze okularami  byli już powszechnym widokiem na ulicach europejskich miast.

Okulary z ul. Garbary 23, Stare Miasto Elbląg, fot. P. Wlizło

Okulary były pożądanym i zapewne drogim przedmiotem. Pierwszymi użytkownikami byli duchowni oraz mieszczanie z wyższych warstw społecznych: rajcy, kupcy, zamożniejsi urzędnicy i rzemieślnicy. Ze względu na charakter wykonywanej pracy częściej doświadczali problemów ze wzorkiem. Długie wieczory spędzane na czytaniu i pisaniu, prowadzeniu rachunków czy korespondencji przy świecy lub praca w niedostatecznie doświetlonym warsztacie osłabiała wzrok i tak pogarszający się wraz z wiekiem. Okulary odnalezione w Elblągu należały najprawdopodobniej do H. Monacha lub M. Vilelypa, właścicieli parceli przy ul. Garbary 23 w końcu XIV i w XV wieku. Obaj byli zamożnymi kupcami, mieli więc środki i sposobność zakupu tak rzadkiego i cennego przedmiotu. Najwyraźniej jeden z nich, podobnie jak kilka wieków później Pepys, cierpiał z powodu przemęczonych oczu, nadwyrężonych długą pracą przy słabym świetle świecy. Nie możemy także wykluczyć, że chciał jedynie zaimponować posiadaniem wyjątkowego przedmiotu. Brak analogicznych obiektów uniemożliwia dokładne ustalenie  miejsca wytworzenia okularów: mogły powstać w jednym z ośrodków na terenie Włoch, Niemiec lub Niderlandów. Bardzo możliwe, że zostały zakupione przez właściciela podczas podróży handlowej.

środa, 8 stycznia 2020

Najnowsze znaleziska monet na terenie Starego Miasta Elbląga

Znaleziska monet na terenie Starego Miasta Elbląga Ostatnie znaleziska monet na terenie Starego Miasta Elbląga miały miejsce podczas tegorocznego sezonu badań archeologicznych. Prace obejmowały obszar pomiędzy ulicą Studzienną, Bednarską oraz nieistniejącym fragmentem ścieżki kościelnej, teren podwórzy oraz oficyn.

Zdjęcie terenu badań wpasowane w siatkę geodezyjną dzięki uprzejmości dr H. Olszewskiego (PWSZ w Elblągu) 



 Prace rozpoczęły się 27 maja 2019 roku i trwały do końca sierpnia. Materiały z badań są w trakcie opracowywania. Niniejszy referat jest jedynie wstępnym przedstawieniem znalezisk numizmatycznych z badań archeologicznych. Podczas eksploracji zostało znalezionych około 30 monet z różnych okresów m.in. szeląg ryski Zygmunta III Wazy, denary Zygmunta Augusta, fenigi pruskie, denar Albrechta Hohenzollerna. Przedstawione zostaną jedynie wybrane, jedne z najbardziej interesujących obiektów. Jednym z artefaktów odnalezionych podczas prac na podwórku kamienic mieszczących się przy ulicy Studziennej 12-13 jest świnka skarbonka (odnaleziona w latrynie), w której umieszczony był żeton niejakiego Hansa Krauwinckel z Norymbergii, emitowany w latach 1586-1635.
Świnka skarbonka z ul. Studziennej 12-13 fot. pw
Awers przedstawia: napis w otoku „Hanns Kravwinckel in nur” – tzn. Hans Krauwinckel z/w? Norymbergii Na rewersie: napis w otoku „gotes segen macht reich” (Boże błogosławieństwo czyni Cię bogatym) Następne, ciekawe, znalezisko to brakteaty krzyżackie z Bednarskiej 19, których niewiele znajduje się na elbląskim starym mieście.
Brakteaty krzyżackie z ul. Bednarskiej 19, odnalezione w calcu fot. pw


 Monety zostały znalezione w warstwie z lat około 1237-1246, czyli czasu kiedy miasto dopiero zaczynało się rozwijać, otrzymało prawa miejskie wraz z prawem do bicia monet. Pierwsza mennica przypuszczalnie mieściła się na terenie nieistniejącego już zamku krzyżackiego (patrz: mapa na końcu artykułu). W późniejszym czasie miała mieścić się na Targu Chlebowym (patrz: mapa na końcu artykułu), tj. odcinku Starego Rynku między ulicą Św. Ducha a Mostową. Elbląska mennica jest drugą, która powstała na terenie Państwa Krzyżackiego. Pierwszą mennicą krzyżacka była mennica toruńska. Wspomniane wcześniej brakteaty zostały znalezione w skupisku jako „skarb”, wkopane pod warstwę użytkową podwórka. Nie odnaleziono żadnego zabezpieczenia monet. Znajdowało się tam 9 brakteatów krzyżackich, z których można wydzielić siedem typów: 1. krzyż z rozwidlonym ramieniem (2 szt.) 2. tarcza ostro zakończona 3. krzyż z krzyżami po boku 4. krzyż z kulami po boku 5. korona z krzyżem 6. tarcza z krzyżem (?) 7. brama (2 szt.) Kolejne monety krzyżackie znalezione zostały w sąsiedniej kamienicy (Bednarska 20), w warstwie użytkowej podwórka średniowiecznego. W tym wypadku powinno się mówić o tzw. znalezisku luźnym. Były to 4 brakteaty – dwie monety nieokreślonego typu oraz brakteat z tarczą oraz krzyżem.

Brakteaty krzyżackie z Bednarskiej 20 fot. pw 




 Kolejne znalezisko z Bednarskiej 19 to szeląg elbląski Gustawa Adolfa – co ciekawe podczas prac archeologicznych w mieście znajdowało się mało monet mimo funkcjonowania tutaj mennic w czasach szwedzkich. Podczas wojen polsko-szwedzkich, od 1627 roku, mennica została przejęta przez Szwedów. W czasie okupacji funkcjonowały tutaj aż cztery mennice. Jedna z nich miała znajdować się wówczas na ul. Menniczej (patrz: mapa na końcu artykułu).
Szeląg elbląski Gustawa Adolfa ul. Bednarska 19 fot. pw 


Badania archeologiczne na tym terenie, a dokładniej od Ścieżki Kościelnej w stronę ul. Wodnej (tuż obok obecnego wykopu), mają być kontynuowane wiosną 2020 roku.


wtorek, 4 czerwca 2019

Moda XVIII wieku. Kobiety na kaflach piecowych.


Pierwsza połowa XVIII wieku. Rogówka, sznurówka i binda.


W damskim stroju liczyło się zarówno to, co na zewnątrz, jak i pod spodem. Należało zadbać o uzyskanie modnej sylwetki, używając do tego odpowiedniego „rusztowania”, na które składała się sznurówka i rogówka. Sznurówką był gorset, który zapewniał uwydatnienie biustu i szczupłość talii poprzez fiszbiny, wszyte w warstwy płótna. Rogówka natomiast poszerzała sylwetkę od pasa w dół i miała formę spódnicy z tafty lub płótna z przymocowanymi do niej trzema rzędami fiszbinowych lub wiklinowych obręczy. Sznurówki były powszechne w Polsce, zarówno damy, szlachcianki, jak i mieszczki starały się zachować odpowiednią figurę, co zapewne było niekomfortowe, ale za to wysmuklało kibić. Rogówki zaś nosiły panie zamożniejsze, ale tylko do oficjalnego i uroczystego stroju (ze względu na niewygodę). Na rogówkę nakładano suknię (fr. roba) z dopasowanym stanikiem, dużym dekoltem i rękawami do łokcia, zakończonymi koronką oraz szerokiej spódnicy, która była rozcięta z przodu, aby ukazać spódnicę o innym niż reszta kolorze. Często dodatkową ozdobą roby była trójkątna wkładka z przodu stanika, zwana bawet, pokryta kilkoma rzędami wstążek, wiązanych na kokardy.


źródło: internet (poniżej biblio- i netografia)


Często zdarzało się, że noszono (zapożyczone z rokokowej mody francuskiej) luźne, nie odcinane w talii suknie, noszone na rogówce, zwane sakami. Były szyte z ciężkich, brokatowych tkanin o jasnych barwach, z naszywanymi na nie złotymi lub srebrnymi koronkami. Cały strój uzupełniała binda, czyli zakładana na szyję obróżka ze zmarszczonych wstążek lub koronek. 

W kobiecym stroju widoczny też był motyw zaczerpnięty z mody niemieckiej – salopa, czyli okrycie wierzchnie, luźne z tyłu, a z przodu dopasowane do talii i ukazujące suknię spodnią. Zimowe wersje podbijano futrem. 

Z Francji zapożyczono krótkie jupki, występujące w dwóch wersjach: szerokiej, rozkloszowanej pelerynki z dekoracyjnie zwisającymi rękawami do łokcia, podszytej futrem lub jako żakiecik, wcięty w talii i obcisły, mający wąskie rękawy.

Obuwie w tym czasie to przede wszystkim pantofelki kryte, z wysoko zabudowanych podbiciem, ozdobione dużą klamrą ze srebra lub szlifowanego kryształu górskiego (miały optycznie zmniejszać damską nóżkę). Używano do ich uszycia miękkiej skóry, zamszu oraz tkanin jedwabnych. W domu natomiast noszono mules, czyli buty bez pięt, na wysokich, zgrabnych obcasach.

Jeśli chodzi o nakrycia głowy, to ówczesnym hitem mody był kornet, tzn. niewielki czepek, lekko przykrywający zaczesane do góry, ułożone w drobne loczki, pudrowane włosy.

Pierwsza połowa XVIII wieku. Deshabille i kobiece inspiracje.

Nadal noszono rogówki i ściskano się sznurówkami. Suknie najczęściej miały pastelowe kolory, dopasowany stanik z ozdobnym bawetem, dużym dekoltem, rękawami do łokcia i podwójną spódnicę. Często zdobiono je koronkami, marszczonymi wstążkami, falbankami i sztucznymi kwiatami. Od lat 70. XVIII wieku Polkom spodobało się okrycie wierzchnie o nazwie „polonaise”, czyli poloneska, które wymyślono w Paryżu – miało ono trzyczęściowy krój pleców i zbliżone było do narodowego kontusza. Poloneskę nakładano na suknię spodnią, po bokach udrapowaną w dwa skrzydła, a z tyłu podpiętą. Pelerynkami, chustkami, narzutkami natomiast przesłaniano duże dekolty. Suknie były skrócone do kostek, dzięki czemu było widać białe pończochy i atłasowe pantofelki na wysokim obcasie.

Jeśli chodzi o fryzury to najczęściej były one lekko podwyższone, pudrowane i delikatnie dekorowane kwiatami, piórami lub biżuterią. Za nakrycia głowy służyły lekkie czapeczki, czyli bonety, zdobione koronkami i wstążkami.
Mieszczki, podążając za modą francuską, nosiły karaczko (fr. caraco) – bardzo obcisły żakiecik z długimi, wąskimi rękawami, dużym falującym kołnierzem i baskinką, która miała poszerzać biodra za pomocą falban. 

Panie w tym czasie mogły wreszcie zrezygnować z ciężkich szat i nadmiaru ozdób. Zaczęły nosić „deshabille”, bardziej rozebranie niż ubranie, czyli lekką i luźną suknię, która nie była przecięta w pasie i spływała z tyłu sylwetki w malowniczych fałdach. Kobiety, w pewnym sensie, utrudniły sobie życie, podkładając pod suknię lekkie, koliste obręcze w kształcie koszyka, przyjmującego różnorakie formy. 

Portret markizy de Pompadour, F. Boucher, 1759 r. (źródło: internet)


Generalnie kobieta epoki rokoka miała błyszczeć i dać się adorować. Inspiracją była m.in. metresa króla Ludwika XV, markiza de Pompadour (1721-1764) lub pani du Barry. Na jednym z obrazów Francois’a Boucher’a z 1759 roku widzimy markizę de Pompadour, która prezentuje się w odcinanej sukni – robie o subtelnej barwie z ogromną ilością wstążek i koronek, z szeroką spódnicą rozpiętą na lekkim panier. Talia ściśnięta jest gorsetem, a dekolt uwydatnia obcisły stanik. Zwróćmy także uwagę na dyskretną biżuterię, koronkową obróżkę, spiętą bukietem kwiatów oraz fryzurę – ułożoną z drobnych loczków i przysypaną białym pudrem. Spod sukni wystaje kokieteryjnie stopa w atłasowym pantofelku.  

Higiena.

Nie ujrzymy tego ani na obrazach, ani tym bardziej na kaflach, ale w XVIII wieku dbano częściej o strój niż higienę. Wodę traktowano jak wroga – codzienne ablucje ograniczano do zamoczenia palców w wodzie różanej. Kąpiel była rzadkością, ponieważ szkodziła zdrowiu – tak wówczas uważano. Używano co prawda różnych past do zębów, ale co z tego, jeśli nie były one leczone i czyszczone, czego efektem były szczerbate uśmiechy już nawet 30-latek. Aby sprostać ówczesnym kanonom piękna, wsparcia szukano w kosmetykach i modzie. Gruba warstwa bielidła tuszowała mankamenty cery, która była ożywiana za pomocą obficie kładzionego różu na policzki. Przykre zapachy próbowano tłumić perfumami o intensywnych zapachach.

Fryzury.

W XVIII wieku uczesanie stało się najważniejszym elementem damskiego wyglądu.  Modę na bogate fryzury prawdopodobnie zapoczątkowała Maria Antonina (1755-1793), a dokładniej jej nadworna modniarka, madame Rose Bertin. Splecione loki peruki, posypanej pudrem zaczęły się przekształcać w potężnych rozmiarów budowle, konstruowane na podkładkach i stelażach, noszące nazwę „pufa”, ponieważ przypominały ten mebel. Dopiero na nich tworzono prawdziwe dzieła, wyrażające nastrój damy, jej uczucia, upodobania, a także nawiązywały do ówczesnych wydarzeń. Całość konstrukcji opływała w zwoje gazy , tiulu, piór, klejnotów i sztucznych kwiatów i owoców, miniaturek ludzi i przedmiotów. Tego typu wymyślne fryzury były niesamowicie ciężkie i aby unieść ciężar takich konstrukcji, kobiety niejednokrotnie musiały się podpierać wysokimi laskami, nie wspominając już o jednym z największych utrapień, czyli insektach, która wprost uwielbiały takie „domki”.

Rycina z żurnalu francuskiego, przedstawiająca fryzurę z okrętem,
zwaną Triumfem Wolności, 1778 r. (źródło: internet)


Polskie ikony mody.

Polskimi ikonami mody w XVIII wieku były: Izabela z Poniatowskich Branicka, Izabela z Flemmingów Czartoryska, Izabela z Czartoryskich Lubomirska lub Helena z Przeździeckich Radziwiłłowa, które rywalizowały między sobą w przepychu zarówno strojów, jak i urządzania wnętrz czy ogrodów.

Portret Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej, M. Baciarelli, lata 70. XVIII w.
(źródło: internet) 


Muszki.


W celu ukrycia niedoskonałości cery, śladów po ospie, pryszczów i wągrów, używano tzw. plasterków piękności, czyli muszek, które stały się niezwykle modne w tamtym czasie. Były szczególnie przydatne, gdy gruba wartswa bielidła nie była w stanie pokryć wszelkich mankamentów. Niewielkie muszki robiono z jedwabiu, tafty i skóry. Przeważnie były one okrągłe i czarne, ale dostępne też były muszki w kształcie zwierzątek, gwiazdek, księżyców, serduszek oraz w kolorze szkarłatnym. Ich ułożenie na twarzy miało różne znaczenia, np. muszka na czole oznaczała kobietę majestatyczną, przy oku - rozkochaną, na poliku - uprzejmą, przy ustach - całuskę, na nosie - śmiałą, nad górną wargą - kapryśną.

źródło: internet


Styl na pasterkę.

Nie wszystkie kobiety widoczne na kaflach ubrane są w stroje dworskie. Trudno też stwierdzić, czy owe panie to w rzeczywistości ubogie mieszczki, czy pasterki. Zdarzało się bowiem, że arystokracja stylizowała się, pozując do obrazów, na przedstawicieli niższych warstw społecznych , traktując to jako pewną formę rozrywki. Mamy zatem do czynienia z wyidealizowanymi wizerunkami pasterek, odpowiadającymi aktualnemu ideałowi urody, ubranymi w mocno wydekoltowane koszule z obszernymi rękawami i prostą spódnicę. Prawdopodobnie były one noszone również podczas porannej toalety. Później ten zestaw został przejęty przez kobiety z wyższych warstw społecznych.

Ilustracja angielska "Wiejska piękność", po 1770 r.
źródło: internet.
Wybrane kafle, które poniżej prezentuję, pochodzą z kolekcji muzealnej, bazującej na obiektach znajdujących się w przedwojennym Muzeum. Datowane są na 1. i 2. połowę XVIII wieku i przedstawiają sceny rodzajowe i figuralne z łączącym je wspólnym motywem: postacią kobiety, ubraną w strój z epoki. Jakość "rysunku" jest różna, autor zapewne kopiował motyw, znany z dostępnych grafik lub też wykorzystał wielokrotnie powielaną dekorację. Inspirowano się także modnymi wówczas fajansami holenderskimi. Zdobiono kafel dekoracją naszkliwną, nakładając na białe szkliwo barwnik kobaltowy, fioletowy-manganowy i zielony-szmaragdowy.
Po bardziej wnikliwych obserwacjach i analizach dekoracji okazuje się, że prezentowane damy noszą suknie z bawetem (trójkątny płat tkaniny z kokardami), a niektóre z nich posiadają angażanty, czyli koronkowe mankiety. Dodatkowo, wśród nich, pojawia się również wspomiany strój pasterski, a zatem luźniejszy i prostszy ubiór.



Kafle ze zbiorów MAH, fot. P. Wlizło.













Bibliografia i netografia:
Sieradzka A. Żony modne, Warszawa 1993; Tysiąc lat ubiorów w Polsce, Warszawa 2003.

lareinederetro.blogspot.com