poniedziałek, 31 października 2016

Co dalej z piecową akcją?

W ostatni weekend września miałam przyjemność uczestniczyć we Wrocławiu w II Ogólnopolskim Zlocie Zdunów i konferencji, zatytułowanej "Garncarz z błota narobi złota" (opis konferencji). Było to spotkanie poświęcone nie tylko zabytkowym piecom ale również poruszało problemy, z jakimi zmagają się na co dzień zdunowie. Dla mnie była to okazja, żeby przedstawić zarówno naukowcom, jak i fachowcom temat, który od prawie roku mnie zajmuje. Chciałam przede wszystkim zaprezentować to, co do tej pory udało mi się zrobić w kwestii dokumentacji fotograficznej pieców, a także dowiedzieć się, czy są może inne sposoby na to, aby dotrzeć do większej liczby potencjalnych właścicieli pieców i przekonać ich do udostępniania tych urządzeń.

Podczas prezentacji tematu "Ocalić od zapomnienia. Próba dokumentacji fotograficznej pieców elbląskich" pokazałam najciekawsze piece kaflowe, które udało mi się do tej pory sfotografować i poruszyłam najważniejsze kwestie, dotyczące sposobów informowania o całej akcji.

W trakcie poszukiwań pieców, okazało się, że jest duże prawdopodobieństwo, iż znajdę je w zabytkowych domach w podelbląskich wsiach. Ku mojemu zaskoczeniu, trafiłam na przepiękne piece eklektyczne (z dominującymi motywami manierystycznymi i barokowymi) i jeden z niewielu przykładów secesyjnych pieców z frontem pokrytym malaturą. Zaskakujący był piec z wizerunkiem Fryderyka III Hohenzollern (cesarza niemieckiego i króla Prus, ojca Wilhelma II, założyciela Królewskich Warsztatów Majoliki i Terakoty w Kadynach) wraz z pamiątkową sentencją, której autorstwo przypisuje się właśnie jemu, a brzmi ona: " Lerne leiden ohne zu Klagen" (Uczmy się cierpieć bez narzekania) i ma ona związek z tym, że Fryderyk III objął rządy, cierpiąc na bardzo poważną chorobę.



Wieś pod Elblągiem, piec z pamiątkową sentencją i portretem Fryderyka III.


Sentencja "Lerne leiden ochne zu Klagen" (Naucz się cierpieć bez narzekania).

Wiele pieców, które miałam okazję oglądać, to obiekty o prostej budowie i stylistyce, z lat międzywojennych, a także powojennych, powszechnie występujące zarówno w kamienicach, jak i willach. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie fakt, że tego typu piece znajdują się także w budynkach, należących dawniej do bogatych rodzin. Przykładem jest elbląska willa Grunau'a, znajdująca się na ul. Pułaskiego.* Biorąc pod uwagę wygląd i funkcję domu, wydawałoby się, że będą się tam znajdować bogato zdobione piece. Jest jednak zupełnie odwrotnie, choć zapewne oryginalnie zostały w niej postawione inne urządzenia grzewcze. Przypuszczalnie w pewnym momencie, mniej lub bardziej legalną drogą, wymieniono je na obecnie znajdujące się piece, a ktoś "zaopiekował" się tymi bardziej ozdobnymi. Idąc tym tokiem myślenia, mamy odpowiedź na to, skąd w nowych budynkach znajdują się zabytkowe piece - najprawdopodobniej zostały one usunięte z zabytkowych budynków i postawione wtórnie we współczesnych mieszkaniach/domach. Z jednej strony może to oburzać, z drugiej natomiast być może właśnie dzięki takim działaniom, do tej pory możemy je oglądać. Myślę, że nie raz zdarzają się właśnie tego typu przykłady ratowania zabytkowych pieców spod rąk osób nie doceniających ich walorów historycznych i artystycznych.


Elbląg, willa Grunau'a; źródło: info.elblag.pl 

Elbląg, willa Grunau'a; źródło: info.elblag.pl

Poniżej prezentuję część kolejnych "zdobyczy", które mogłam osobiście obejrzeć i sfotografować. Serdecznie dziękuję tym osobom, które zgodziły się na spotkanie i udostępniły mi piece.

Wieś niedaleko Elbląga, piec eklektyczny.

Wieś niedaleko Elbląga, oba piece znajdują się w tym samym domu.

Elbląg, detal pieca - drzwiczki od duchówki.

Elbląg, piec o prostej budowie z duchówką.

Wieś niedaleko Elbląga, dom podcieniowy; piec secesyjny prawdopodobnie z wytwórni Stegmanna.



Detal pieca.

Wieś pod Elblągiem, piec eklektyczny.



Okazuje się, że tego typu akcje organizowane były w różnych miastach i zazwyczaj wymagało to dużego wysiłku ze strony osób angażujących się w to przedsięwzięcie. Przede wszystkim chodziło o trudności w nawiązaniu kontaktów, które były spowodowane tym, że właściciele nie chcieli informować o posiadanych piecach z obawy, że zostaną one usunięte z mieszkań lub domów. 

Bardzo budująca okazała się akcja, zainicjowana przez Fundację Ochrony Zabytków Monumenta Poloniae. Z jej inicjatywy doprowadzono do współpracy m.in. z Miejskim Konserwatorem Zabytków w Krakowie, który będzie określał wartość historyczną likwidowanych pieców, co w efekcie pozwoli na wykonanie przynajmniej dokumentacji fotograficznej danego obiektu, zanim zostanie on zlikwidowany. Ma to związek z walką z krakowskim smogiem, polegająca m.in. na wymianie pieców na bardziej nowoczesne urządzenia grzewcze, czego efektem jest najczęściej bezpowrotne znikanie zabytkowych pieców kaflowych.

Nadal wydaje mi się, że temat posiada duży potencjał, jednak wymaga przede wszystkim chęci współpracy i tylko od Państwa zależy, czy uda się poszerzyć zbiór fotografii pieców kaflowych. Zatem, chciałabym poinformować, że akcja piecowa nadal trwa i w dalszym ciągu liczę na to, że uda nam się wspólnie ocalić od zapomnienia zabytkowe piece.

Ulotka informująca o akcji, wykonana przez A. Grzelak.



Willa wzniesiona w 1864 roku dla George'a Grunau, syna jednego z pionierów przemysłu elbląskiego i inicjatorów rozwoju kulturalnego miasta w 1. połowie XIX wieku. Inspirowana jest neogotykiem angielskim, popularnym wśród pruskiego ziemiaństwa. Podobno wnętrza urządzone były ze smakiem i robiły duże wrażenie. W willi przechowywano dawne pamiątki elbląskie. Obecne wyposażenie w niczym dawnej świetności nie przypomina, a budynek przeznaczony jest do sprzedaży.

poniedziałek, 17 października 2016

Miecz typu XVIIIa.H.6 wg Oakeshotta

Od czasów starożytnych, kiedy Rzymianie władali mieczami typu gladius albo późniejszymi bardziej smukłymi przypominającymi miecze średniowiecze spathami- podstawową umiejętnością walczących na polu bitwy był fechtunek. Czyli umiejętność władania bronią. Nazwa pochodzi od niemieckiego fechten – walka. W średniowieczu podstawę opanowania fechtunku stanowiła umiejętność władania tzw. długim mieczem. System walki tą bronią w XIV wieku opracował Johannes Lichtenauer, którego metody dydaktyczne dały początek niemieckiej szkole szermierczej. Średniowieczne zasady walki długim mieczem były również podstawą dla licznych nowożytnych traktatów dotyczących fechtunku.

Miecz typu XVIIa.H.6 wg Oakeshotta, ME/2/HM. Fot. A. Czuba.


Elbląski miecz można traktować jako wzorzec średniowiecznego „długiego miecza” – znanego między innymi z pól grunwaldzkich i średniowiecznych wizerunków. Mogłoby się wydawać, że posługiwanie się taką bronią musiało być nieporęczne, ponieważ jej długość to ponad metr. Nic bardziej mylnego, mimo rozmiarów waży niewiele ponad 1 kg! Twórca typologii mieczy Ewart Oakeshott stwierdził, że egzemplarze z takimi głowniami łączą w sobie „harmonijne proporcje i piękno z funkcjonalnością”. Funkcjonalność przejawia się w możliwości użycia broni nie tylko do głównego zadania jakim jest cięcie, ale także co widać wyraźnie w tym egzemplarzu - do pchnięcia, jak w przypadku nowożytnych rapierów. Popularność mieczy w tym typie przypada na lata 1410-1510. Głowice takie jak w tym egzemplarzu na początku okresu popularności broni występowały dosyć często, jednak od połowy XV wieku stały się mniej pospolite.

Fot. A. Czuba.



Fot. P. Wlizło.


Na wielu mieczach wytworzonych w średniowieczu znajdują się oznaczenia producenta. Najbardziej pożądane były te ze znakiem tzw. wilka passawskiego wykonane z doskonałej stali. Również i w tym przypadku mamy do czynienia prawdopodobnie z oznaczeniem wytwórcy. Na głowicy miecza znajduje się zagłębione pole z wpisanym nieczytelnym symbolem. Co może on przedstawiać? Rozwiązanie tego problemu należy pozostawić jako otwartą kwestię…
Miecz stanowił eksponat kolekcji przedwojennego Stadttische Museum. Jest przekazem Obywatelskiego Komitetu Wykonawczego Roku Jubileuszowego Miasta Elbląg, który powołał Muzeum w Elblągu w 1954 roku i zapoczątkował odgruzowywanie miasta.

Paweł Wlizło


Opracowano na podstawie
S. Anglo, 2000, The Martial Arts of Renaissance Europe, New Haven-London,
E. Oakeshott, 2002, Records of the Medieval Sword, Woodbridge,

L. Marek, 2014, Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic., Wrocław

poniedziałek, 3 października 2016

Konik z modrzewia

Podczas badań archeologicznych na terenie Starego Miasta odnaleziono wiele przedmiotów należących niegdyś do najmłodszych jego mieszkańców. O zabawkach pisaliśmy już kilkakrotnie . Dziś  troszkę więcej o jednej z nich - figurce drewnianego konika. 
Drewniany konik - zabawka, Stare Miasto Elbląg [fot. archiwum MAH]
Zabawka wykonana została wykonana z jednego kawałka drewna. Jest schematyczna w formie i prosto ociosana. Otwarty pysk konika zaznaczono trójkątnymi, skośnymi ścięciami drewna. Szyja ma kształt trójkąta, grzbiet jest płaski, delikatnie ścięty w tylnej części, cztery nogi zwężają się lekko ku dołowi. Ogon i grzywa (uszy?) zwierzęcia zapewne były wykonane z innych materiałów tj. słoma lub siano. Niestety, te elementy nie zachowały się do naszych czasów, pozostały po nich jedynie otwory wykonane na tylnej części łba i zadzie. Bardzo prawdopodobne, że elementy te mogły być wielokrotnie wymieniane, o czym świadczyć może stan zachowania dziurek (wyszczerbione krawędzie). 
Drewniany konik - zabawka, Stare Miasto Elbląg [fot. archiwum MAH]
Zabawka mogła być użytkowana przez dłuższy czas. Najprawdopodobniej została stworzona niejako przy okazji, z nieprzydatnego kawałka drewna. Wystrugano ją z modrzewia, którego drewno cechuje duża wytrzymałość i odporność na gnicie. Jest jednak trudne w obróbce i łupliwe. Od wieków wykorzystywano je do budowy łodzi, mostów, a nawet portów (np. Wolin). W średniowieczu wykonywano z niego deski przeznaczone do malowania obrazów. Sprawdzał się świetnie zarówno jako materiał konstrukcyjny oraz wykończeniowy, dlatego chętnie wykorzystywano go przy budowie dworów i kościołów. Wiele z nich, w dobrym stanie, przetrwało do naszych czasów (np. kościół Św. Filipa i Jakuba Apostołów w Sękowej k. Gorlic z 1522 r.). Popularność modrzewia jako materiału budowlanego doprowadziła do znacznego zubożenia drzew tego gatunku na terenie Polski. 

Konik dotrwał do naszych czasów w bardzo dobrym stanie. Najbardziej ucierpiały nogi zwierzęcia, częściowo ułamane (szczególnie lewa tylna kończyna). Jednak ubytki te mogły powstać w trakcie użytkowania zabawki. Być może złamanie nogi spowodowało, że konik wylądował w latrynie, a może dziecko po prostu z niego wyrosło. 
Drewniany konik - zabawka, Stare Miasto Elbląg [fot. archiwum MAH]

Figurki koni odnaleziono na wielu stanowiskach kultur pradziejowych (np. osady łużyckie w Gródku, Topornicy, Biskupinie). Przykłady drewnianych zabawek tego typu, z okresu wczesnego średniowiecza, odkryto w Trondheim w Norwegii. Podobnie, jak znalezisko z Elbląga,  cechuje je prostota i schematyczność wykonania. 

drewniany konik, Trondheim, 1075-1125 [źródło: http://madrone.equestrianguild.org]

drewniany konik, Trondheim, X wiek [źródło: http://www.odinsvolk.ca]
W średniowieczu koń był główną siłą pociągową,  narzędziem komunikacji i wyznacznikiem pozycji społecznej.  Konie były powszechnym widokiem, stąd też duża popularność tej formy zabawek. Na przełomie XII i XIII wieku figurki umieszczano na drewnianych podstawkach lub wyposażano w kółka (być może także w sznurek, na którym można było "prowadzić" zabawkę). 

Drewniane koniki, podobne do elbląskiego egzemplarza, odnaleziono w Gdańsku. 

Drewniane koniki z Muzeum Archeologicznego w Gdańsku [źródło: http://www.lucivo.pl]
Figurka drewnianego konika jest dotychczas jedynym takim obiektem, odnalezionym podczas wykopalisk na Starym Mieście w Elblągu. To niewielki przedmiot o wysokości ok. 5 cm i długośći 5,6 cm. Został odnaleziony na działce przy ul. Kowalskiej, w warstwie datowanej na XIV/XV wiek. 


piątek, 26 sierpnia 2016

Chiny w Elblągu

W XVII wieku rozpowszechnia się w całej Europie nowy zwyczaj picia popołudniowych herbatek. Wcześniej herbata była znana europejczykom przede wszystkim jako środek leczniczy. Wraz z upowszechnianiem się naparu z liści herbacianych coraz większym zainteresowaniem cieszyły się również naczynia służące do picia tego napoju. Uznanie zdobyła porcelana, której produkcji jeszcze nie udało się odkryć, jak również malowane na powierzchniach naczyń dekoracje w stylu dalekowschodnim. Były one obce kulturze europejskiej, tajemnicze, a przez to pożądane.

W tym czasie handlem zarówno herbatą, jak i porcelaną dalekowschodnią zajmowało się przede wszystkim niderlandzkie Zjednoczenie Kompanii Wschodnio-Indyjskiej (powstałe w 1602 roku), a nieco później Angielska Wschodnia Kompania Indyjska (zawiązana w 1600 roku).

Prowadzone w Elblągu wieloletnie badania wykopaliskowe dostarczyły bardzo dużą liczbę przedmiotów (lub ich fragmentów) wykonanych z różnych surowców, pochodzących z różnych regionów przede wszystkim Europy. Wśród tej ogromnej liczby są również fragmenty naczyń wykonane z porcelany dalekowschodniej (odnalezione, jak większość elbląskich artefaktów, w latrynach). Są one przykładem tego, że elblążanie podążali za modą europejską, a wyposażenie elbląskich kamienic było takie same jak np. w Niemczech, Holandii, Anglii.

Najstarszymi chińskimi wyrobami porcelanowymi odnalezionymi dotychczas na Starym Mieście są stosunkowo nieliczne naczynia określane jako kraak porcelain, datowane na 1. połowę XVII wieku. Zostały one wykonane w najsłynniejszym ośrodku produkcji porcelany w Jingdezhen, w prowincji Jiangxi, w okresie panowania cesarza Wanli (1573-1619), z dynastii Ming. Przykładem takiego naczynia może być wysoka czarka zdobiona na zewnętrznej powierzchni dekoracją przedstawiającą kaczkę w krajobrazie nadwodnym, z wysokimi trawami i insektami. Wewnątrz, w lustrze, namalowany został ptak na skale.


Najliczniejszą grupę tworzą naczynia biało-niebieskie okresu dynastii Qing. Są to typowe chińskie naczynia porcelanowe, używane w kraju pochodzenia i innych częściach Azji do codziennych potrzeb, jaki miski do ryżu, miski z pokrywką do zupy, małe spodki na marynaty i konfitury, czarki do wina i herbaty, czajniczki, itp. Część z nich powierzchnię zewnętrzną ma pokrytą brązową angobą lub brązowym szkliwem. Te "brązowe" były eksportowane na rynki europejskie najczęściej z Batawii (dziś Dżakarta), dlatego też w Europie naczynia te określane są jako w stylu Batavia.


Wśród elbląskich naczyń z porcelany chińskiej zostały zidentyfikowane jeszcze wyroby w stylu chińskiego Imari, familie rose (Yangcai) oraz Imari rouge-de-fer. Jednak o tych naczyniach w tym poście już nic więcej nie będzie. Tym krótkim tekstem chcę bowiem zachęcić naszych Czytelników do nabycia pod koniec bieżącego roku książki, wraz z katalogiem, pod tytułem "PORCELANA DALEKOWSCHODNIA Z BADAŃ ARCHEOLOGICZNYCH NA STARYM MIEŚCIE W ELBLĄGU". Jej autorami są Barbara Pospieszna i Mirosław Marcinkowski. Będzie to pierwsze w polskiej literaturze fachowej i jedno z pierwszych w Europie opracowań naczyń z porcelany dalekowschodniej pochodzącej z badań wykopaliskowych. Będący częścią tego wydawnictwa katalog oprócz prezentacji poszczególnych naczyń, będzie zawierał bardzo cenne dla czytelnika informacje tłumaczące obecność i znaczenie motywów dekoracyjnych.

Na realizację tego zadania Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu uzyskało dofinansowanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.



Post powstał na podstawie:
B. Pospieszna, Ceramika dalekowschodnia z badań archeologicznych na Starym Mieście w Elblągu, "Szkło i Ceramika", nr 1/2015, s. 20-24.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Stobbes Machandel

Pod nazwą Stobbes Machandel kryje się nie tylko nazwa napoju, ale również bogata historia mennonickiej rodziny, która pojawiła się na Żuławach Wiślanych i od 1776 roku rozpoczęła produkcję trunku, który do tej pory cieszy podniebienia miłośników mocniejszych wrażeń ;) Choć nie jest to historia ściśle związana z Elblągiem, to jednak w materiale archeologicznym można znaleźć jej ślady w postaci charakterystycznych dla tego napoju beczułkowatych butelek. 

HEINR. STOBBE TIEGENHOF, EM/V/155 (ul. Linki 23), fot. JF
Historia tego trunku zaczyna się w Nowym Dworze Gdańskim, gdzie już w XVIII wieku znany był likier jałowcowy o nazwie "Machandel 00", o mocy 38 %, sprzedawany we flaszkach o charakterystycznym kształcie beczki (o pojemności 0,25 l i 0,5 l). Jego produkcją zajęła się rodzina o nazwisku Stobbe, otrzymując dość szybko całkiem niezły dochód z tej działalności. Z biegiem czasu sława nalewki i tego niewielkiego wówczas miasteczka zaczęła sięgać coraz dalej. Jednocześnie rodzina Stobbe rozrastała się, a jeden z jej potomków osiadł w Elblągu, a dokładniej tuż za murami miasta, i rozpoczął produkcję machandla. Najprawdopodobniej elblążanie byli bardzo zadowoleni z tego faktu, ponieważ miejsce, gdzie powstawał ten trunek nazwano Stobbes Eck (Róg Stobbego). Był to wydzielony fragment Złodziejskiej Grobli, a obecnie jest to ul. Królewiecka.

Stobbes Eck, miejsce destylacji i degustacji machandla w Elblągu.
Źródło: http://www.aefl.de/ordld/AK-Tiegenhof/tiegenhof2/tiegenhof.2.htm
W połowie XIX wieku, w wyniku małżeństwa i połączenia kapitału dwóch rodzin, właścicielem elbląskiej wytwórni wódek stał się Aaron Wiebe, który nadal produkował "Machandel 00", ale już pod swoim nazwiskiem. Wywołało to spore oburzenie wśród rodu Stobbe, co w efekcie doprowadziło do procesu o ustalenie prawa do marki wyrobu. Odbył się on przed cesarskim trybunałem wykonawczym w Berlinie i zakończył na korzyść rodziny Stobbe, jednak A. Wiebe nie zrezygnował z produkcji likieru, a jedynie z nazwy i charakterystycznej butelki.
Jałowcowy trunek sprzedawany był na Rogu Stobbego w Elblągu do 1945 roku, czyli do momentu wkroczenia Armii Czerwonej na Żuławy i konfiskacji własności zakładu. Ówczesny właściciel firmy, Bernhard Stobbe został aresztowany i wysłany za Ural, a po 4 latach więzienia wyjechał do Oldenburga. Szczęśliwie ocalała dokumentacja produkcji napitku, dzięki czemu wznowiono ją w 1951 roku, a w 1970 firmę Stobbego przejęła niemiecka wytwórnia G.Vetter.
Dzisiaj można zakupić machandel z oferty firmy Marken Horst Osnabrück.


Reklama wytwórni,
źródło:C. Pudor, Reisebucher von Anno dazumal. Elbing und Umgebung. Reprint von 1910, Leer, 1989.
Podobno picie machandla wymagało pewnego rytuału i specjalnego kieliszka, do którego wkładało się suszoną śliwkę nabitą na wykałaczkę. Po zjedzeniu śliwki nasączonej alkoholem, wypijało się trunek, a następnie łamano wykałaczkę i pozostawiano w kieliszku. Jednak, według pewnych źródeł, w Nowym Dworze Gdańskim jałowcówkę pijało się prosto z baniaków lub z cukrem, z dużych kufli. Wódkę można było pić na ciepło, dlatego często kupowano ją w dużych gąsiorach i dawano pracującym w polu na ... wzmocnienie (zachowane są źródła, w których wypisano racje żywnościowe dla robotników i wódka miała tam swoje stałe miejsce).

http://www.inyourpocket.com/gdansk/Lost-traditions-rediscovered_71233f#&gid=1&pid=3
Podobno obecnie ten likier jest dostępny w restauracji Pod Kogutem przy ul. Wigilijnej. Zatem chętni mogą sprawdzić, czy to rzeczywiście prawda ;)

Źródła:
http://www.aefl.de/ordld/AK-Tiegenhof/tiegenhof2/tiegenhof.2.htm (zdjęcie)
http://www.inyourpocket.com/gdansk/Lost-traditions-rediscovered_71233f#&gid=1&pid=3
http://www.jakmalowany.pl/zulawskiej-jalowcowki-smak
http://www.truso.republika.pl/page4649818614799b4c820faa.html

poniedziałek, 18 lipca 2016

Gdzie się podziały elbląskie srebra?

Początki cechu

Pierwsze wzmianki o elbląskim cechu złotników pochodzą z 1385 roku z Elbląskiej Księgi Wojennej, gdzie wymienia się ich pośród 18 innych zrzeszeń rzemieślniczych, funkcjonujących w mieście. Na tej podstawie możemy twierdzić, że już w XIII wieku w Elblągu zajmowano się tą profesją. Inna wzmianka pochodzi z 1409 roku, kiedy cech zobowiązano do wsparcia wojskowego w sile dwóch łuczników i dwóch zbrojnych. Jednak pierwszy zachowany dowód istnienia tej organizacji to odpis statutu z ok. 1430 roku. Był on modyfikacją statutu gdańskich złotników (z 1409 i 1428 roku) i został wydany przez sam cech złotników. Dokument ten regulował wewnętrzne sprawy cechu. Pozostałe przepisy, dotyczące surowca czy znakowania wyrobów, ujęte były w krajowych ustawach, opierający się na uchwałach zjazdów stanowych. Jedną z takich uchwał, dotyczących złotników, podjęto podczas sejmiku stanowego w Malborku w 1395 roku: Po pierwsze, to co wykonują złotnicy, powinno być zaopatrzone w znaki mistrza. W przypadku innego oznaczenia wyrobu, wyrób taki powinien być odebrany rzemieślnikowi i przekazany na rzecz kościoła. 

Reliwiarz Krzyżacki 1388 rok, dzieło złotnika Wihellma
[obecnie w Muzeum Wojska Polskiego; zródło: www.muzeumwp.pl]

Drugi statut cechu złotników pochodzi już z czasów przynależności Elbląga do Rzeczpospolitej. Wydany został 29 lipca 1594 roku, tym razem przez burmistrza i Radę Miasta. Rada Miejska nadzorowała działalność cechów, zatwierdzała uchwalane przez nie statuty i wydawała regulacje, zwykle uzależnione od sytuacji politycznej i gospodarczej miasta. Drugi statut powielał wiele poprzednich przepisów, zaostrzał jednak wymogi dotyczące wyrobów i niewartościowej pracy. Zobowiązywał także złotników do przerabiania czystego surowca według starej próby oraz zwyczaju kraju i miast. Dokument ten obowiązywał w następnych stuleciach. Aktualizowano go aneksami, wydawanymi często na prośbę samego cechu. 

Nowa rzeczywistość

Kłopoty elbląskich złotników zaczęły się w drugiej połowie XVII wieku. Wieloletnie konflikty zbrojne Rzeczpospolitej, okupacja miasta przez  wojska szwedzkie i brandenburskie, klęski żywiołowe i epidemie, mocno osłabiły je gospodarczo. Ludność ubożała, wzrastały ceny podstawowych produktów. Niski popyt na wyroby złotnicze, wywołał ogólny kryzys w branży (z podobnymi problemami borykali się złotnicy gdańscy i toruńscy, malała liczba warsztatów). W tej sytuacji elbląscy złotnicy zaczęli zapisywać się do bogatego cechu browarników. Umożliwiał im to status cechu browarniczego z 1636 roku. Wprawdzie na jego mocy członkowie innych cechów nie mogli należeć do zrzeszenia browarników, jednak dla braci złotników uczyniono wyjątek. Mogli oni przynależeć do cechu, kontynuując jednocześnie działalność złotniczą.

W 1710 roku wszyscy złotnicy należeli już do cechu browarników. Do cechu złotniczego nie wpisano żadnego nowego ucznia, brakowało czeladników, przepisy cechowe browarników zakazywały złotnikom zatrudniać czeladników i uczniów. Tą niepokojącą sytuację burmistrz przedstawił Radzie Miejskiej 15 października 1710 roku. Wnioskował, aby przekonać browarników do zmiany przepisów. Bezskutecznie. Sytuacja nie poprawiła się, a spory zaostrzały. Browarnicy nakładali kary na złotników zatrudniających pomocników. 19 maja 1711 roku do Rady wpłynęła skarga złotnika Daniela Herrmanna. Cech browarników nakazał zwolnić mu czeladników, pod groźbą usunięcia z cechu, oraz ukarał grzywną wysokości 10 talarów. Na swoją obronę Herrmann przedstawił protokół Rady, wydany 30 stycznia 1711 roku, zezwalający mu na zatrudnianie pomocników. Po wielu takich sporach Rada uchwaliła prawo zezwalające złotnikom trzymania czeladników przez okres 6 tygodni.
Rozbiór Polski w 1772 roku przyniósł dla cechu złotników kolejne zmiany. Nowe władze wprowadziły własne porządki, na mocy ordynacji rzemieślniczej wydanej dla Prus Zachodnich 24 stycznia 1774 roku. Skorygowano wcześniejsze statuty, zreformowano egzaminy i sztukę mistrzowską. Zmiany sięgały jednak znacznie głębiej. Dotychczas funkcjonujący feudalny system cechowy zaczął się załamywać, zastępowany przez chałupnictwo i manufaktury. Liczba organizacji cechowych malała. Pokrewne rzemiosła coraz częściej łączyły się w duże cechy rzemieślnicze. Bogaci mistrzowie i kupcy powoli podporządkowywali sobie uboższych rzemieślników, tworząc przedsiębiorstwa wytwarzające na większy rynek. Zdarzało się organizowanie nakładów i manufaktur pod szyldem cechowej organizacji. W 1810 roku zniesiono obowiązek przynależności do cechu. 27 lipca 1826 roku magistrat wezwał cech do uregulowania spraw finansowych w związku z likwidacją jego działalności. Cech złotników rozwiązano oficjalnie dnia 24 marca 1827 roku.

Gdzie się podziały srebrne naczynia?

Burzliwe dzieje XVIII wieku nie były łaskawe dla wyrobów elbląskich złotników. Znaczną ich część przetopiono, by spłacić wojenne długi. W 1809 roku na spłatę kontrybucji wobec Rosji przetopiono elbląskie srebra o wartości 160 tysięcy talarów. W lutym tego samego roku, na mocy rozporządzenia wydanego w Królewcu, wprowadzono podatek od wyrobów złotniczych, w celu uzyskania pieniędzy na spłatę kontrybucji francuskich w wysokości 120 mln franków. Akcyza dotyczyła wszystkich mieszkańców Prus, posiadających przedmioty wykonane z metali szlachetnych. Należało je odsprzedać państwu lub odprowadzić od nich podatek wysokości 1/3 wartości przedmiotu wg wagi (3 srebrne grosze za 1 łut srebra). Opodatkowane naczynia stemplowano znakiem F.W. Wtedy też pojawił się na srebrnych wyrobach znak orła jako stempel opłaty skarbowej dla nowych lub sprzedawanych przedmiotów. Obowiązujący od nich podatek wynosił 1/4 wartości przedmiotu wg wagi. Od 10 września przepis ten dotyczył także przedmiotów kościelnych, które z tych opłat były dotychczas zwolnione.

Wiele dzieł, świadczących o wysokich umiejętnościach elbląskich złotników, zostało rozproszonych lub zaginęło. W 1773 roku w podziemiach miejskiego ratusza odnaleziono skrzynię z depozytem Zakonu Dominikanów, oddanym na przechowanie w niepewnych czasach reformacji. W jednej z nich znajdowały się srebrne naczynia liturgiczne należące do różnych bractw, odznaczające się ponoć bardzo wysokim poziomem wykonania. Zawartość obu skrzyń sprzedano. Ukryte srebra znaleziono także w 1752 roku w kościele św. Ducha. W czasie wymiany kościelnych ławek natrafiono w murze na szafę, w której znajdowały się srebra z elbląskich kościołów. Podobny schowek odkryto w kościele Trzech Króli. Dochodziło także do kradzieży. W 1782 roku z kościoła Bożego Ciała skradziono srebrne przedmioty o wartości 170 talarów.

Niewiele przykładów elbląskiej sztuki złotniczej przetrwało do naszych czasów. Do II wojny światowej w elbląskich kościołach, muzeum miejskim, w Bractwie św. Jerzego oraz w Kunstwerbungmuseum w Berlinie znajdowało się zaledwie 14 dzieł elbląskich złotników. Po ostatniej wojnie ocalał jedynie fragment krzyża relikwiarzowego, statua św. Jerzego oraz Skrzyżowane Klucze. 

niedziela, 19 czerwca 2016

O miłości na kaflach

Temat miłości jest zawsze aktualny i choć nasza wystawa o romansach "Między nami nic nie było...Miłość zmysłowa w czasach nowożytnych" została oficjalnie zakończona i prezentowane obiekty trafiły z powrotem do magazynów, w dalszym ciągu zasługują one na uwagę i kilka zdań. Zabytkami, które obrazowały relacje damsko - męskie były przede wszystkim kafle, pochodzące z przedwojennej kolekcji elbląskiego Muzeum, datowane głównie na XVIII i XIX wiek. Stały się one poniekąd punktem wyjścia do opowiedzenia o tym, jak wyglądała miłość w czasach nowożytnych, ale również, bazując na informacjach ze źródeł historycznych, mogliśmy spojrzeć na nią przez trochę inny pryzmat. 
Ogólnie rzecz biorąc, za źródło miłosnych uczuć uznawano serce, choć jeszcze w XVI wieku niektórzy, wzorem antycznych uczonych, skłonni byli lokować je w wątrobie. Szybsze bicie serca, jego poruszenie i drganie świadczyło o zakochaniu. Motyw ten powszechnie stosowany był w miłosnej korespondencji, odwoływano się do niego podczas zalotów, stosowano w mowie potocznej. Mężczyźni czule przemawiali i pukali do serc swoich wybranek. Ich serca mdlały, błądziły, topniały i wyskakiwały z piersi. Płonące zdobiły pierścienie darowane wielbicielom.
Szczególną rolę odgrywały oczy. To przez nie, jak przekonywał Guliano de'Medici, duchy miłości dostawały się do środka człowieka i mieszając się z jego krwią zarażały serce uczuciem. Powszechnie przypisywano miłosnym spojrzeniom magiczną moc, mogącą zaraźliwie oddziaływać na obiekt uczuć. Franciszek Karpiński w Mazurku mówił do dziewczyny wzięłaś mi sen cały oczu swych czarami.
Na kaflach wyglądało to trochę inaczej - miłość ukazywana była przede wszystkim jako scena zalotów rozgrywająca się pomiędzy parą, "przyłapaną" w uścisku lub trzymającą się nieśmiało za ręce; czasem był to mężczyzna klęczący u stóp ukochanej, trzymającej kosz z kwiatami lub owocami, klatkę z ptakiem, instrument muzyczny, róg obfitości czyli przedmioty będące symbolami miłości.
Poniżej przedstawiam tylko niewielką część naszego zbioru oraz pokrótce opisuję najczęściej pojawiające się atrybuty par zakochanych. Jak zapewne wszystkim wiadomo, temat miłości jest tak rozległy, że trudno to będzie zmieścić w jednym poście ;)

fot. A. Grzelak

Kwiaty
Od starożytności miłość uosabiały kwiaty. Pośród nich królowała róża jako wyraz uczuć. Wedle mitu (lub jezuity, Macieja Sarbiewskiego, który ten mit przytaczał) róża powstała z krwi Wenus rozlanej na cierniach, albowiem po miłości rumieniec wstydu występuje późno, lecz musi wystąpić. Wdzięcznym kwiatem różanym określano intymne części kobiecego ciała, a różane krzewy, podobnie jak storczyki, symbolizowały zmysłową miłość. Ważne miejsce w symbolice zajmował wianek, oznaczający panieństwo, wity z kwiatów i ziół: ruty, róży i lawendy. Miłość żeńską oznaczała ruta i lilia, odpowiednikiem męskim był jałowiec i chmiel, natomiast ogólnie kwiaty symbolizowały znikomość rzeczy, wiosnę i urodę.
Ptaki
Swoje miejsce w miłosnej symbolice znalazły także ptaki. Szczególnie upodobano sobie gołębie i łabędzie, w mitologii poświęcone bogini miłości. Łabędź był symbolem miłości średniowiecznego rycerstwa. Do Polski sprowadził je Zygmunt August, jako prezent dla ukochanej Barbary.
Ptaki często oznaczały pragnienia miłosne, mogły być również przemienionymi kochankami.

fot. A. Grzelak

Róg obfitości
Według mitycznego przekazu, był nim róg kozy Amaltei, która wykarmiła Jowisza. Rogi ogólnie oznaczały siłę oraz macierzyństwo (koza jako matka), a sama forma rogu - zewnętrznie falliczna, a wewnętrznie pusta, oznacza symbol płodności.

fot. J.F.


Tego wszystkiego na kaflach nie zobaczymy, jednak oprócz symboli związanych z miłością romantyczną, pojawiały się również symbole seksualne. Do męskich zaliczano symbole falliczne, czyli podłużne przedmioty: pika, dyszel, gwóźdź, szabla, pióro, walec, kiełbaska, żołądź, a także chmiel, uosabiający siłę męską, płciową i rozrodczą. Symbolami kobiecymi były natomiast przedmioty okrągłe, brylaste i miękkie: pierścień, wianek, rynienka, kądziołka (pęk lnu/konopii), skrzynia malowana, ksieniec (wnętrzności rybie)...Różne symbole dotyczyły też samego aktu płciowego, np. jeleń pijący wodę, dziewczyna pojąca konia, koszenie łąki, mężczyzna zrywający jabłko, kochankowie zrywający wiśnie, dziewczyny zbierające żołędzie lub grzyby...

fot. A. Grzelak