środa, 25 listopada 2015

Fajans pomorski na wystawie

Jeszcze do 17 grudnia można oglądać w Muzeum Narodowym w Gdańsku, w Oddziale Sztuki Dawnej przy ul. Toruńskiej, wystawę "Fajans pomorski w XVIII wieku".




Pretekstem do zorganizowania tej wystawy był zakup przez Muzeum Narodowe dwóch niezwykłej urody wielkich talerzy z fajansu pomorskiego. Pochodzą one z dawnej kolekcji Lessera Giełdzińskiego. Był on od 1860 roku związany na stałe z Gdańskiem. Prowadził firmę handlu zbożem. Dochody i zainteresowania kolekcjonerskie pozwoliły mu na zgromadzenie wielkiego zbioru sztuki dawnej i rzemiosła artystycznego. Po jego śmierci (zmarł w 1910 roku), w roku 1912 większość kolekcji została rozsprzedana na aukcji zorganizowanej w domu aukcyjnym w Berlinie.

Lesser Giełdziński
Źródło: http://www.gedanopedia.pl/gdansk/?title=GIE%C5%81DZI%C5%83SKI_LESSER
Oto co na ten temat pisze autorka wystawy i folderu do niej, pani Marta Krajewska: Wśród zgromadzonych przez kolekcjonera mebli, luster, zegarów, drewnianych rzeźb, wyrobów z cyny, żelaza, mosiądzu, brązu, marmuru, wosku, sreber, emalii, miniatur, sztychów i malarstwa olejnego znalazła się także porcelana pochodząca z renomowanych europejskich wytwórni oraz fajanse, kamionka i szkło, których sprzedaż zaplanowano na późno popołudniowe godziny w środę 12 grudnia. Wśród fajansów dominowały biało-błękitne wyroby z Delft. W obszernym wstępie charakteryzującym tę kolekcję, w którym autor Georg Cuny odwoływał się do historycznego i artystycznego splendoru minionych wieków, znalazła się wzmianka o XVIII-wiecznych gdańskich wyrobach ceramicznych, których produkcja rozwijała się także na Stolzenbergu. Już w XIX wieku stanowiły one rzadkość. Kilka z nielicznie - co wyraźnie podkreślono - zachowanych egzemplarzy znalazło się w kolekcji Lessera Giełdzińskiego, co świadczy o intencjonalnym tworzeniu zbioru przez kultywującego historię miasta kolekcjonera. Dwa najpiękniejsze z nich po 103 latach powróciły do Gdańska, aby znaleźć swoje miejsce w zbiorach Muzeum Narodowego.

Wystawa została zorganizowana ze zbiorów trzech placówek muzealnych: Muzeum Narodowego w Gdańsku, Muzeum Zamkowego w Malborku i naszego Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu. Dostarczyliśmy na tą wystawę 23 okazy fajansów elbląskich pochodzące z badań wykopaliskowych na Starym Mieście.

Jeden z elbląskich eksponatów użyczony na wystawę
Fot. Archiwum MAH

Do obejrzenia tej właściwie pierwszej wystawy poświęconej wyłącznie fajansowi pomorskiemu serdecznie zapraszamy.


Fragment wystawy "Fajans pomorski w XVIII wieku"
Muzeum Narodowe w Gdańsku
Fot.: Marta Krajewska
W tym roku mija również 100 rocznica od publikacji pierwszego naukowego tekstu poświęconego fajansom pomorskim i garncarstwu pruskiemu, autorstwa Hansa Friedricha Seckera (1888 - 1960). Z wykształcenia był historykiem sztuki i muzealnikiem, a w latach 1912 – 1916 dyrektorem Muzeum Miejskiego oraz Muzeum Rzemiosła Artystycznego w Gdańsku. Wydał on w latach 1915 – 1917, a następnie uzupełnił w 1922 roku, eseje o dziejach gdańskiego i pomorskiego garncarstwa.

Strona tytułowa pierwszego opracowania H. F. Seckera
"Der Cicerone" 1915

Hans Secker swoje opracowanie oparł przede wszystkim na eksponatach przechowywanych w gdańskich muzeach. Jednak pomiędzy najważniejszymi ośrodkami garncarskimi: Gdańskiem, Malborkiem i Elblągiem autor zauważa różnice, widząc je przede wszystkim w barwie czerepu wytwarzanych naczyń. Ustalił chronologię ceramiki pomorskiej i wyróżnił trzy okresy jej rozwoju: wczesny – od około 1695 do 1750, rozkwitu – od około 1750 do 1790 i późny – od około 1790 do 1820 roku.

W dotychczasowych studiach nad fajansem pomorskim największą liczbę prac poświęconych temu zagadnieniu opublikowała Elżbieta Kilarska. Są to prace naukowe i popularyzatorskie, które zawierają największą bazę zabytków ceramicznych wraz z ich opisem oraz często z uściśleniem okresu ich powstania. Autorka przedstawiła w nich również źródła zapożyczeń form i motywów zdobniczych, szczególnie dla najstarszych naczyń z pierwszej połowy XVIII wieku. W jednym z opracowań autorka poddała analizie przypisywane niekiedy warsztatom gdańskim dzbany fajansowe ze zbiorów Muzeum Narodowego w Krakowie i Muzeum Narodowego w Poznaniu, datowane na pierwszą połowę XVII wieku, co pozwoliło oba dzbany związać z ośrodkiem hamburskim.

Wśród licznych zespołów fajansów pomorskich, jedynie pochodzące z Elbląga doczekały się opracowania i opublikowania w roku 2011, w monografii „Fajans pomorski ze Starego Miasta w Elblągu”.


Jest to pierwsze większe opracowanie fajansów pomorskich, które stara się w sposób możliwie wszechstronny poddać analizie duży zespół tych naczyń. Oprócz przedstawienia klasyfikacji naczyń, problemów związanych z ich datowaniem i periodyzacją, przedstawia wyniki badań fizyko-chemicznych przeprowadzonych dla tej grupy wyrobów ceramicznych. Na ich podstawie zyskano pewność, że masy garncarskie były wyrabiane z glin żelazistych z dodatkiem związków wapnia. Naczynia pokrywano szkliwem ołowiowym zmąconym dodatkiem tlenku cyny. Na części naczyń z całą pewnością nałożona została również dodatkowa warstwa szkliwa ołowiowego – coperta. Poza tym została w niej podjęta próba porównania i charakterystyki naczyń z Malborka, Gdańska, Fromborka i Elbląga (ograniczona, ze względu na dostępność zbiorów i opracowań). Na dołączonej do książki płycie CD umieszczone zostały wyniki badań fizykochemicznych oraz katalog 250 naczyń. Publikacja stanowi punkt wyjścia do dalszych studiów nad fajansem pomorskim w pozostałych ośrodkach.

Jest to na obecnym etapie ostatnia większa publikacja poruszająca problematykę fajansu pomorskiego i mam szczerą nadzieję, że nie ostatnia.

wtorek, 10 listopada 2015

Być jak Benvenuto Cellini

Kilkakrotnie poruszaliśmy na blogu tematy związane z rzemiosłem złotniczym, skupiając się bardziej na aspektach technicznych (narzędzia, surowce). Jednak w jaki sposób można było zostać złotnikiem? Jak wyglądała droga do tego intratnego i szanowanego zawodu? Jakie kroki należało poczynić by rozpocząć karierę niczym Benvenuto Cellini? 

Uczeń złotnika
Naukę w Elblągu rozpocząć mógł każdy chłopiec. Zdolności artystyczne kandydata przeważały nad jego statusem społecznym. W większości byli to jednak synowie mieszczan. Przy aplikacji należało przedstawić władzom cechu tzw. Geburtsbrief  - świadectwo legalnego urodzenia. Trudno ustalić  w jakim wieku byli kandydaci, gdyż dokumenty te nie zawierały tak szczegółowych danych. Zawierały zresztą niewiele danych, prócz imienia i nazwiska rodziców oraz stwierdzenia legalności ich związku oraz prawowitego pochodzenia danej osoby. T. Nożyński przyjmuje, że w poznańskim cechu złotniczym rekrutowano uczniów wśród chłopców, którzy skończyli dwanaście lat. Po rekrutacji starsi cechu wyznaczali nowemu uczniowi mistrza, u którego miał terminować (w niektórych ośrodkach np. w Poznaniu opiekun ucznia miał prawo wybrać dla niego mistrza). Naukę poprzedzał okres próbny pozwalający mistrzowi określić talent kandydata, a uczniowi wypróbować swoje umiejętności. W Elblągu czas próby trwał 6 tygodni (w Gdańsku 8 tygodni, w Poznaniu od 2 do 6 tygodni, w Krakowie i Przemyślu okrągły rok). Po tym czasie, jeżeli mistrz był zadowolony z ucznia, rejestrował go w cechu (oczywiście za wiedzą i zgodą cechu i pozostałych mistrzów). Przy wpisie kandydata obowiązywała "opłata manipulacyjna" wynosząca w Elblągu pół grzywny dobrej monety, dwa funty wosku oraz szynkę* (z opłaty tej zwolnieni byli synowie mistrzów). Uczeń oficjalnie rozpoczynał naukę rzemiosła po zawarciu umowy pomiędzy mistrzem a opiekunami kandydata oraz wpisaniu do księgi uczniów (Lehrlings-Einschreibebuch).

Etienne Delaune Warsztat złotniczy, Francja 1576
Dom mistrza oraz warsztat (zwykle ciemny i duszny) był od tego momentu jego domem. W tym czasie całkowicie podlegał swojemu mistrzowi, który najczęściej zapewniał mu całkowite utrzymanie. Uczniowie zwykle nie otrzymywali wynagrodzenia. Oprócz nauki obowiązywała ich osobista służba w domu mistrza oraz odpowiednie zachowanie. Dzień pracy ucznia trwał około 16 godzin (od 5 rano do 9 wieczorem) i wypełniony był nauką rzemiosła oraz pomaganiem w domu nauczyciela. Przy takim trybie nauki niewiele pozostawało czasu na młodzieńcze swawole. Zresztą mistrz wymagał od swego ucznia pracowitości, posłuszeństwa i skromności. Swym zachowaniem sławić miał dobre imię swojego mistrza. Nie wolno było mu pić, palić, grać w kości i włóczyć się po nocy. Zachowanie ucznia rzutowało na reputację mistrza. Krnąbrni uczniowie za nieposłuszeństwo zwykle zbierali baty (była to tzw. kara plagi). Uczniowi nie można było spędzać nocy poza domem ani podjąć się żadnej pracy bez wiedzy i pozwolenia mistrza. Za niesubordynację karano funtem wosku, grzywną lub wydłużeniem czasu nauki. Notoryczne łamanie przepisów kończyło się zwolnieniem z terminu. Karano także mistrzów ukrywających wykroczenia swych uczniów. 

Różne bywały stosunki pomiędzy uczniami a mistrzami. Niektórzy nauczyciele nadużywali władzy nad swoimi podopiecznymi. Zmienić mistrza można było  jedynie za zgodą starszego cechu podając przyczyny. Jeśli były słuszne pozwalano na to. W praktyce jednak przypadki takie zdarzały się niezwykle rzadko, a niezadowoleni ze swego losu uczniowie po prostu uciekali z terminu. Wg prawa (które stanowił statut cechu) zbieg nie mógł już nigdzie podjąć nauki, aż nie rozliczył się ze swoim mistrzem. Po tym mógł odsłużyć termin w innym warsztacie. Ucieczki surowo karano, zwykle karą plagi. Wysokie kary nakładano także na mistrza, który przyjąłby do pracy zbiega (w Poznaniu była to 1 grzywna srebra). 

Termin trwał 4 lata. W tym czasie mistrz zobowiązany był nauczyć swego ucznia rzemiosła. Potem umowa między mistrzem a uczniem (lub jego opiekunami) wygasała. Niektórym mistrzom ciężko było rozstać się tanim pracownikiem i darmową pomocą domową jaką był uczeń przez ostatnie 4 lata. Mimo zakazów nieuczciwi mistrzowie starali się wydłużać ten okres pod pozorem niedostatecznych umiejętności ucznia czy koniecznością odpracowania kosztów utrzymania. 
Mistrz zgłaszał zakończenie nauki w cechu. Po uiszczeniu opłaty (zapewne stosunkowo wysokiej, w XVIII wieku w Elblągu wynosiła 6 florenów, do tego doliczyć należało jeszcze opłatę pisarza i to co należało się starszemu cechu i jego zastępcy) uczeń otrzymywał zaświadczenie o wyuczonym rzemiośle i po wkupieniu się w szeregi swych nowych braci (oczywiście wydając zakrapianą ucztę) stawał się czeladnikiem. Był to pierwszy etap na drodze do osiągnięcia mistrzostwa w tym fachu. 

Znacznie łatwiej w karierze powodziło się synom złotników, mogącym zdobywać doświadczenie od najmłodszych lat w rodzinnych warsztatach. W XVIII wieku złotnicy zapisywali swych synów do cechu w bardzo młodym wieku, aby szybciej "wypracowali" wymagany 10-letni okres przynależności do organizacji (niezbędny by zostać mistrzem). Naukę rozpoczynali w wieku ok. 13-15 lat. Po 4-5 latach nauki obowiązywał ich jedynie 2-letni staż czeladniczy niezbędny do uzyskania tytułu mistrza.

Kariera osiągnięta przez wspomnianego w tytule Celliniego dla elbląskich złotników była raczej nieosiągalna. Urodzony we Florencji, skąd tylko krok do Rzymu - stolicy sztuki. Pochodził z dobrze sytuowanej rodziny. Jego ojciec, także ceniony rzemieślnik (wyrabiał instrumenty muzyczne, był budowniczym wojennym, rzeźbiarzem, raz nawet zbudował rusztowanie dla Leonadra Da Vinci) przewidywał dla swego syna karierę muzyka (sam był zapalonym fletnistą). Benvenuto był jednak zdeterminowany wybrać własną drogę, choć ojciec z początku mu to utrudniał. Oddał go wprawdzie na naukę do warsztatu Michelagnola z Pinzi di Monte. Bardzo zdolnego mistrza, ale z niskiego stanu (ojciec jego był węglarzem). Marna to protekcja jak na wiernego i oddanego sługę rodu Medicich. Benvenuto nie zabawił tam zresztą długo. Ojciec zabrał go już po kilku dniach, nie mogąc znieść jego nieobecności. 
W wieku lat 15, nie przestając na zmianę grać i rysować, Benvenuto wstąpił wbrew swemu ojcu na służbę do złotnika Marcone (Antonio di Sandro). Rozgniewany ojciec zabronił złotnikowi płacić mu za pracę tak jak innymi czeladnikom. Nie powstrzymało to jednak talentu Benvenuty Celliniego. 


* wysokość opłat zmieniała się na przestrzeni wieków, różniły się też w poszczególnych ośrodkach

Drodzy Czytelnicy! Odświeżyliśmy nieco szatę graficzną naszego bloga. Najwyższa pora, od pierwszego posta minęły już w końcu 4 lata. Od dzisiaj będziemy publikować nasze posty co dwa tygodnie. Bardzo chcielibyśmy częściej, jednak jeśli chcemy zachować wysoki (mamy taką nadzieję;) poziom naszych publikacji, musimy poświęcać na ich tworzenie coraz więcej czasu. Na dodatek inne zawodowe zainteresowania autorów oraz codzienne zadania Muzeum skutecznie wypełniają nam godziny pracy ;) Mamy nadzieję, że nasze działania będą Wam sprawiały dużo radości. Dziękujemy, że nas czytacie :) 



poniedziałek, 26 października 2015

Ocalić od zapomnienia - elbląskie piece kaflowe.

Piece kaflowe przez kilka stuleci chroniły naszych przodków przed zimnem, stanowiły wyposażenie dawnych wnętrz i ozdabiały je. Nam, współczesnym kojarzą się z domowym ciepłem i przywołują wspomnienie czasów, które bezpowrotnie odeszły. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat wiele pięknych i zabytkowych pieców zostało niestety zniszczonych, choć nie nam teraz to oceniać, a jedynie zadbać o to, by ocalałe obiekty jak najdłużej pozostały w naszej pamięci...

Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu zwraca się do Państwa z prośbą o udostępnianie informacji na temat posiadanych w domach zabytkowych pieców kaflowych. Mogą to być piece już nieczynne, ale zachowane w całości, będące wyposażeniem domu lub mieszkania.
Mamy nadzieję, że z Waszą pomocą uda nam się udokumentować ich obecność zanim znikną na zawsze.



Piec kaflowy we wnętrzu przedwojennego Heimatmuseum w Elblągu,
zdjęcie pochodzi z albumu znajdującego się w zbiorach MAH.

Mile widziane będą zdjęcia pieca wraz z podanymi wymiarami oraz nazwiska i dane kontaktowe właścicieli (adres, numer telefonu i mail - wyłącznie dla informacji Muzeum).

Prosimy o kontakt na adres mailowy: j.fonferek@muzeum.elblag.pl lub muzeumel@elblag.com.pl oraz telefonicznie: 55 232 72 73 w. 51


* Akcja została zainspirowana inicjatywą Jagody Semków i Weroniki Wojnowskiej, pracujących w Muzeum we Fromborku i prowadzących bloga poświęconemu piecom:
http://www.kominki.org/blogi/piecoblog/art,1147,piecoblog-jak-zlapalysmy-piecowego-bakcyla.html

piątek, 16 października 2015

Origo - biżuteria inspirowana historią

Od pewnego czasu Muzeum Archeologiczno - Historyczne w Elblągu razem z pracownią jubilerską Studio TT pracuje nad kolekcją biżuterii inspirowanej zabytkami odkrytymi w wikińskiej osadzie Truso. Od maja bieżącego roku znaczna część oryginalnych przedmiotów jest prezentowana na nowo otwartej wystawie "Truso - legenda Bałtyku".

Osada Truso znana jest od 1981 roku dzięki odkryciu dr Marka Jagodzińskiego.
Do tej pory istniała ona tylko w relacji Wulfstana, anglosaskiego żeglarza, będącego prawdopodobnie ważną postacią na dworze króla Wessexu Alfreda Wielkiego. Pod koniec IX wieku odbył on podróż morską między Hedeby (Haithabu) a Truso, a treść jego sprawozdania została umieszczona przez Alfreda w przełożonej na język staroangielski Chorografii Paulusa Orozjusza.

W literaturze naukowej o lokalizacji Truso wspominano w XVI wieku - oksfordzki geograf Richard Hakluyt opisywał historię żeglugi i odkryć Anglików, wspominając m.in. o podróży Wulfstana. Od tamtej pory aż do lat 80-tych ubiegłego wieku rozwinęła się szeroka dyskusja wśród naukowców zajmujących się problematyką lokalizacji Truso, które urosło do rangi legendarnego miasta, porównywalnego z antyczną Troją czy Atlantydą.

Okazało się, że ta poszukiwana osada znajduje się niedaleko Elbląga, na terenie dzisiejszego Janowa Pomorskiego - dowiodły tego badania archeologiczne i przyrodnicze, które przeprowadzono na wschodnich obrzeżach jeziora Drużno.

Wykopaliska w osadzie Truso, fot. archiwum MAH


Truso zostało założone właśnie nad brzegiem jeziora Drużno, a obszar, który zajmowało miał charakter obronny. Regularna zabudowa osady powstawała etapami, rozwijał się także port, co miało decydujący wpływ na oblicze funkcjonalno przestrzenne tego założenia. Osada funkcjonowała od końca VIII do początków XI wieku i zamieszkiwali ją głównie Skandynawowie, o czym świadczą przede wszystkim odkryte wyroby rzemieślnicze związane z kowalstwem, jubilerstwem (złotnictwem), szklarstwem, bursztyniarstwem i rogownictwem.*

Origo to kolekcja biżuterii inspirowanej historią, tradycją, dziedzictwem kulturowym regionu. Z łacińskiego origo to geneza, pochodzenie, początek, rodowód, źródło. Od kilku lat Studio TT tworzy biżuterię wykorzystującą charakterystyczne motywy, pochodzące z naszego regionu, wykonane ze szlachetnych materiałów, wielokrotnie będące dziełami artystycznymi. W realizacjach pojawiły się m.in.: Baby Pruskie, elementy zabytkowej ceramiki kadyńskiej, elbląski formy przestrzenne, a także ostatnio właśnie wikińskie ozdoby z osady Truso.


Origo to biżuteria unikalna, wykonana w lokalnej firmie przez miejscowych artystów, rzemieślników i zaprojektowana z myślą o promocji regionu, z którego pochodzi. Tym razem inspiracją dla niej stały się amulety i elementy biżuterii, noszone przez wikingów: zapinki równoramienne i owalne, pierścienie, zawieszki w kształcie postaci kobiecej oraz koła, a także okucie pasa.


Kolekcja biżuterii inspirowana oryginalną zawieszką z Truso, fot. A. Grzelak
Zawieszka ołowiana, zdobiona jednostronnie motywem krzyża równoramiennego, fot. archiwum MAH
Kolekcja biżuterii inspirowana oryginalną zawieszką, fot. A. Grzelak

Zawieszki tarczowate, fot. archiwum MAH.




Więcej zdjęć biżuterii oraz cennik znajdziecie TUTAJ 

Zamówienia można składać na e-mail: j.fonferek@muzeum.elblag.pl

Inne realizacje Studia TT do obejrzenia na stronie: http://www.studiott.pl/

*Post powstał na podstawie "Truso - legenda Bałtyku" oraz "Truso - między Weonodlandem a Witlandem" autorstwa  dr M. F. Jagodzińskiego.

czwartek, 15 października 2015

Garncarstwo w Tolkmicku

Kontynuując moje rozważania na temat ośrodków garncarskich chciałem dziś przybliżyć informacje na temat garncarzy z Tolkmicka.
To właśnie Tolkmicko wydaje się jednym największych w rejonie ośrodków garncarskich, być może w największym rozkwicie silnie konkurującym z Elblągiem.
Najstarszym śladem istnienia bardzo silnego ośrodka garncarskiego w Tolkmicku jest list wystosowany w dniu 9 grudnia 1647 roku przez Radę Tolkmicka do Rady Elbląga w sprawie przywrócenia garncarzom z tego ośrodka prawa przybywania do Elbląga na jarmarki. Świadczy on pośrednio o tym, że wcześniej garncarze z Tolkmicka mogli sprzedawać swoje wyroby w Elblągu. Jednak w połowie XVII wieku stanowili zbyt silną konkurencję dla rzemieślników elbląskich, dlatego pozbawiono ich możliwości handlowania swoimi wyrobami.
W zespole akt elbląskich w Archiwum Państwowym w Gdańsku zachowane są wzmianki na temat cechu garncarzy tolkmickich. Najstarsze dokumenty pochodzą z 1740 roku, w którym to Jan Rautenberg, czeladnik u mistrza Krzysztofa Tiedemanna, został przyjęty jako mistrz do cechu. Na dokumentach tych znajduje się odcisk pieczęci cechowej z datą „1737”.

Przerys pieczęci tolkmickiego cechu garncarzy z 1737 r.

W 1772 roku, w wyniku pierwszego rozbioru Polski, Tolkmicko zostało włączone do Prus. Dokonana analiza udzielonych władzom pruskim odpowiedzi na 61 pytań (tzw. Indaganda) pozwoliła na poznanie stanu miasta w latach 1777-1778. W okresie tym głównym źródłem utrzymania mieszkańców było rzemiosło. Funkcjonowały jedynie te gałęzie wytwórczości, które służyły zaspokojeniu podstawowych potrzeb mieszkańców: piwowarstwo, piekarnictwo, rzeźnictwo, kowalstwo, bednarstwo i garncarstwo. Dobrą sytuacją materialną uwarunkowaną odpowiednio wysoką sprzedażą produktów mieli jedynie przedstawiciele dwóch rzemiosł, garncarstwa i bednarstwa.
Również w kolejnych latach Tolkmicko było ważnym miejscem wytwórczości garncarskiej, a jego rola w rejonie z całą pewnością wzrosła. Być może przyczyną tego był fakt pobierania przez mieszkańców Tolkmicka nauki rzemiosła garncarskiego w Bolesławcu (Bunzlau). W ciągu całego XIX wieku liczba garncarzy pracujących w tym niewielkim miasteczku rosła, osiągając najwyższy poziom w 1886 roku. W tym czasie w Tolkmicku, które liczyło 3000 mieszkańców, swoje warsztaty miało 46 mistrzów garncarskich. Do najstarszych i najczęściej wymienianych w spisach mistrzów należeli garncarze o nazwiskach Zimmermann wymieniani 16 razy, Rautenberg – 10 razy, Abraham – 10 razy, Dombrowski – 6 razy, Dobczinski – 6 razy. Nic niestety nie jest wiadome na temat rodzaju wytwarzanych przez tolkmickich garncarzy naczyń, szczególnie dotyczy to XVIII wieku. Brak rozeznania w wytwarzanym asortymencie miał miejsce już przed II wojną światową. Waldemar Heym pisząc swój krótki esej na temat garncarzy z tego miasta przypuszczał, że część naczyń przechowywanych w zbiorach ówczesnego muzeum w Kwidzynie mogła pochodzić właśnie z Tolkmicka.
W 1935 roku została założona z inicjatywy władz miasta manufaktura ceramiczna znana pod nazwą „Tolkemiter Erde”. Jej celem było wskrzeszenie garncarskich tradycji Tolkmicka. Niedługo potem (1938) została przekazana w prywatne ręce. Jej nowy właściciel – August Caspritz, kupiec z Hamburga, doprowadził do jej rozwoju. W zakładzie tym wytwarzano naczynia nawiązujące do miejscowej tradycji, a także w modnym ówcześnie stylu Art. Deco.

Wyroby "Tolkemiter Erde"
Żródło: W. Wojnowska, Tolkemiter Erde – zapomniana wytwórnia,
http://frombork.art.pl/pl/tolkemiter-erde-zapomniana-wytwornia

[dostęp 15.11.2014].
Wyroby "Tolkemiter Erde" s tylu Art Deco
Żródło: W. Wojnowska, Tolkemiter Erde – zapomniana wytwórnia,
http://frombork.art.pl/pl/tolkemiter-erde-zapomniana-wytwornia

[dostęp 15.11.2014].


Zdobywanie Tolkmicka i jego zniszczenie już po zajęciu przez Armię Czerwoną w styczniu 1945 roku oszczędziły zabudowania manufaktury „Tolkemiter Erde”. W lipcu 1946 roku wznowiono w niej produkcję, pod szyldem „Bałtyckich Zakładów Ceramicznych”. Jednak już w grudniu 1948 roku podjęto decyzję o zlikwidowaniu zakładu, co nastąpiło definitywnie w 1952 roku.


Wykorzystano następujące opracowania:

S. GierszewskiŻycie gospodarcze Tolkmicka jako królewszczyzny (1569-1772), „Rocznik Elbląski”, t. 5, 1972, s. 159-173.
A. GrothTolkmicko w latach 1777-1778. Z problematyki małego miasteczka, „Rocznik Elbląski”, t. 20, s. 105-112.
W. Heym, Die Töpfer in Tolkemit, „Jahrbuch für Historische Volkskunde”, Band III/IV, 1934, s. 126-128.
W. Heym, Das bäuerliche Geschirr im Regierungsbezirk Westpreußen in geschichtlicher Zeit, „Jahrbuch für Historische Volkskunde”, Band III/IV, 1934, s. 85-125.
W. Heym, Die Stadt der Töpfer Tolkemit, „Alt-Preussen”, Jg. 4, H. 3, 1939, s. 78-80.
W. Wojnowska, Tolkemiter Erde – zapomniana wytwórnia, http://frombork.art.pl/pl/tolkemiter-erde-zapomniana-wytwornia [dostęp 15.11.2014].

Cech garncarski w Młynarach

Dziś kolejne miasteczko, w którym cech garncarzy odgrywał ważną rolę, i jak się wydaje nie tylko w Młynarach, bo chciałem tym ośrodkiem zainteresować.
Na początku lat 90. XX w. podczas prac przy rozbudowie miejscowej szkoły natrafiono na pozostałości pieca garncarskiego z XIV-XV wieku. Niestety, archeologa przy jego "rozkopaniu", a właściwie zniszczeniu nie było... Wszystko co wiadomo o tym odkryciu to zaledwie kilka naczyń ocalonych przez miejscowych miłośników historii i przybliżona lokalizacja. Wskazuje to, że już od samego początku istnienia Młynar (miasto otrzymało akt lokacyjny prawdopodobnie w 1327 roku) miejscowy cech garncarski był dosyć silny. Dalsza jego historia jest słabo poznana i zawiera wiele luk i "dziur".


Plan Młynar sporządzony przez Jakoba Holsta 9 lipca 1627 r.
Najstarszy plan miasta.
Źródło:  J. Białobrzeski, Młynary małe miasto 1327-2007, Olsztyn  2008. s. 44.

Na podstawie tych skromnych informacji można stwierdzić, że najstarszym dokumentem dotyczącym cechu garncarzy w Młynarach, jest statut cechowy z 21 lutego 1636 roku, wydany przez elektora Jerzego Wilhelma w Królewcu, który ponoć składał się z 48 artykułów. 
Pośrednio istnienie cechu jest poświadczone przynajmniej od 1568 roku, taka data widniała na pieczęci cechowej. Natomiast z dokumentów kościelnych wynika, że w roku 1553 miejscowy garncarz wykonał dachówki na kościół, za które otrzymał 36 marek i 15 srebrnych groszy, na piece garncarskie 45 szylingów, na formy 6 szylingów i dodatkowo jeszcze 15 korców zboża. Wiadomo również, że glinę wybierano z tzw. góry garncarskiej, która położona była przy drodze do Kraskowa, w kierunku północnym od Młynar. 


Widok Młynar. Autor  Christian Benedikt, 1750 r.
Źródło:  J. Białobrzeski, Młynary małe miasto 1327-2007, Olsztyn  2008. s. 45.

Kolejny znany dokument to przywilej cechowy, z 15 września 1744 roku, który został wystawiony w Berlinie przez Fryderyka II. Wiadomo, że w 1806 roku mistrz garncarski z Młynar, Johann Fischer, zatrudniał 9 uczniów. W kolejnych latach liczba garncarzy ulegała zmianom – w 1813 było ich ośmiu z terenu miasta i trzech z pobliskich wiosek; w 1817 cech zrzeszał 9 mistrzów, 5 czeladników i 4 uczniów; w 1829 roku było aż 15 mistrzów; w roku 1848 i 1859 członkami cechu było 14 mistrzów; w 1898 – 9 pracujących w mieście i 2 na wsi. Z powodu małej liczby garncarzy cech został rozwiązany w 1908 roku. 



Młynary z lotu ptaka, przed 1945 rokiem.

Wiadomo również, że w istniejącym przed II wojną światową muzeum były przechowywane wyroby miejscowych garncarzy: kafle z lat 1704-1800 i naczynia datowane na 1700-1745. Niestety prawdopodobnie wszystkie nie przetrwały zawieruchy wojennej i powojennej, która doprowadziła do prawie całkowitego zniszczenia historycznego centrum miasteczka.

Faenza w Elblągu

Tytułowa Faenza to talerz majolikowy na stopce, odkryty w trakcie badań parceli przy ul. Rybackiej 30.

Talerz majolikowy z ul. Rybackiej 30 - strona licowa.
(Fot. Archiwum MAH)

Z technologicznego punktu widzenia majolika jest wyrobem fajansowym. Znajomość tego rodzaju wyrobów ceramicznych została przyniesiona do Europy z Półwyspu Arabskiego. Ich produkcja na kontynencie europejskim była w początkowym okresie związana z Arabami, a nazwa została urobiona od Majorki – portu przeładunkowego, za pośrednictwem którego arabskie wyroby docierały do odbiorców europejskich. Pełen rozkwit wytwórczości fajansów na Półwyspie Iberyjskim nastąpił w XII wieku, a najbardziej znaczącym ośrodkiem była Malaga, później również w Paternie i Manises, w pobliżu Malagi. Fajanse nazywane współcześnie hiszpańsko-mauretańskimi były wytwarzane również po wyparciu Arabów z Hiszpanii. Przykłady takich naczyń zostały również odkryte w Elblągu.

Talerz majolikowy z ul. Rybackiej 30 - strona spodnia.
(Fot. Archiwum MAH)

Technika produkcji naczyń fajansowych, nazywanych majoliką, od XIV wieku znana była w Włoszech, a w XV stuleciu rozprzestrzeniła się w całej Italii. Wkrótce, powstało bardzo wiele warsztatów wytwarzających tego rodzaju wyroby ceramiczne i kilka dużych ośrodków, których produkcja zyskała uznanie w wielu krajach europejskich. Do najbardziej znanych ośrodków produkcji majoliki należały Faenza (od nazwy tej miejscowości został przyjęty termin fajans), Deruta, Urbino, Gubbio, Castel Durante, Cafaggiolo, Savona, Castelli, Montelupo, Florencja, Wenecja, Albissola, Siena, a na Sycylii Caltagirone.
Technika wykonywania majoliki jest charakterystyczna dla fajansów “wysokiego (wielkiego) ognia”, czyli dekoracji “podszkliwnej”. Wypalone uprzednio naczynie powlekano szkliwem, na którym wykonywano dekorację malarską. Następnie naczynie ponownie było wypalane. Taki sposób wytwarzania naczyń powodował, że do dekoracji malarskiej dostępna była ograniczona paleta barw, oparta na pigmentach wytrzymujących wysoką temperaturę drugiego wypału. Są to bawrniki: niebieski (kobaltowy) otrzymywany z tlenku kobaltu, zielony z tlenku miedzi, fioletowo-brunatny z manganu, żółty ze siarczku antymonu i pomarańczowy (czerwony) ze związków żelaza (najczęściej z ochry). Niekiedy na wypalonym powtórnie naczyniu nakładano warstwę przezroczystego szkliwa ołowiowego (coperta) i wypalano po raz trzeci, już jednak w znacznie niższej temperaturze. Po tym zabiegu naczynie zyskiwało dodatkowo efekt lśnienia.
Odkryty w Elblągu talerz majolikowy zachowany jest fragmentarycznie. Niestety do naszych czasów nie zachowało się lustro talerza i jego stopka. W lustrze namalowany był prawdopodobnie jakiś motyw figuralny (mogła to być postać, postać mitologiczna, wizerunek zwierzęcia). Doskonale zachowana jest natomiast faliście ukształtowana część przykrawędna. Do jej dekoracji wykorzystano barwniki kobaltowy, zieleń miedziową, żółty i pomarańczowy (czerwony), a więc z dostępnej palety barw brakuje jedynie manganowego. Dekoracja elbląskiego naczynia opiera się na symetrycznym podziale powierzchni na pola dekoracyjne o rytmicznie zróżnicowanym kolorycie, wypełnione ornamentem roślinnym w postaci liści akantu, wici, palmet. Reprezentuje typ dekoracji nazywanej a quartieri. Jest to sposób dekoracji charakterystyczny dla wyrobów majolikowych z Faenzy, przede wszystkim dla warsztatu Virgilliotto Calamelli. 
Podobnie dekorowane naczynia znajdują się w zbiorach m.in. Rijksmuseum w Amsterdamie czy w Muzeo Iternazionale delle Ceramiche w Faenzie. Naczynie ze zbiorów amsterdamskich datowane jest bardzo szeroko, w przedziale 1575 – 1650, natomiast przechowywany w muzeum we Faenzie na lata 1540 – 1550. 

Talerz majolikowy ze zbiorów Rijksmuseum w Amsterdamie.
Źródło: https://www.rijksmuseum.nl

Talerz majolikowy ze zbiorów Muzeo Iternazionale delle Ceramiche w Faenzie
Źródło: H.-P. Fourest, Die Europ
äische Keramik, 1983, s. 94.


Talerz elbląski należy datować na około 1550 rok.

Z opracowanych, przez zespół historyków pod kierownictwem prof. A. Czacharowskiego, kartotek działek miejskich Starego Miasta Elbląga dowiadujemy się jedynie, że w połowie XVI wieku działka przy ul. Rybackiej 30 należała do średniozamożnego mistrza Temnircha, a później do Bartłomieja Schmidta. 
Zapewne jednego możemy być pewni, że wydobyte na światło dzienne po ponad 400 latach naczynie było ozdobą stołu w elbląskiej kamienicy drugiej połowy XVI wieku…