poniedziałek, 30 stycznia 2017

Doppelhaken


Proch na świecie po raz pierwszy pojawia się w Chinach w IX wieku. W Europie nikt w tym czasie nie myślał o użyciu broni palnej. Bezwzględnie panowały wtedy topory, włócznie i miecze. Dopiero po ponad czterech wiekach od użycia prochu w Chinach dociera on na Stary Kontynent. Jego skład w XIII wieku podał Roger Bacon w swoim traktacie „De secretis artis…” oraz Albert Wielki w „De Mirabilibus mundi” z 1280 roku. Receptura tego wybuchowego czarnego proszku dotarła na zachód prawdopodobnie podczas kontaktów ze światem islamskim w czasie rekonkwisty Hiszpanii. Jednak przepis na mieszankę podany przez Bacona  był w postaci anagramu. Anglik chciał nie tylko zachować recepturę w tajemnicy, ale również bał się oskarżenia o czarnoksięstwo.
Ciężko stwierdzić kiedy i gdzie po raz pierwszy użyto prochu do wystrzeliwania pocisków.
Jak wskazują najstarsze źródła, po raz pierwszy broni palnej w Europie użyto w XIV w. na terenie Włoch i Anglii. 

W tym wieku również pojawia się pierwsza ilustracja„nowego” rodzaju broni. Rycina znajduje się w rękopisie Waltera de Milemete, stworzonym dla Edwarda III, króla Anglii. Lufa broni na ilustracji ma kształt flakonu i ułożona jest na stole. Amunicją był pocisk w kształcie bełtu kuszy. Do jego produkcji wykorzystywano aż pięciu rzemieślników różnych specjalności: kowal wykuwał grot, trzpień bełtu wykonywał tokarz, opierzenie z blachy brązowej sporządzali odlewnicy, uszczelki służące do izolowania lufy przeciw „ucieczce” gazów prochowych wykonywali skórnicy.
Wystrzał uzyskiwano po podpaleniu prochu za pomocą rozpalonego pręta lub, co jest bardziej prawdopodobne, podpalonego lontu.
Pierwsza europejska broń palna
Walter de Milemete - De Nobilitatibus Sapientii Et Prudentiis Regum


Pierwszą ręczną bronią palną były hakownice. Kute lub odlewane z żelaza, brązu. Lufa posiadała kształt ośmioboku, rozszerzającego się w kierunku komory prochowej. Długość samej lufy pierwszych hakownic dochodziło do 50 cm, później wydłużone do około 1 metra. Ważące do 15 kg. 

Nazwa broni wzięła się od haka, który znajduje się na końcu lufy. Pojawił się w tym miejscu na początku XV wieku. Pierwsza wzmianka o hakach zawarta jest w aktach arsenału brunszwickiego z 1418 roku Hak służył  do wyeliminowania siły odrzutu,poprzez zaczepienie go np. o brzeg muru. Do obsługi takiej hakownicy początkowo potrzebowano dwóch osób – jedna osoba podpalała lont, druga celowała. 

Hak hakownicy fot. Paweł Wlizło

Używano kul żelaznych, ołowianych, a nawet zdarzają się przypadki, gdzie używano kul szklanych lub ceramicznych.
Broń ta była używana do XVII wieku, czego przykładem jest hakownica ze zbiorów Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu. Już z ulepszonym system odpalania, przypominającym mechanizm kuszy, z którego pozostała jedynie panewka na proch. 
Zamek hakownicy fot. Paweł Wlizło


Niestety łoże hakownicy nie jest oryginalne. Znajduje się na nim inskrypcja, która prawdopodobnie podaje nam datę „1762” oraz litery „IH”.  Sama lufa o kalibrze 32 mm pochodzi z XVII wieku. Cała broń mierzy 111 cm. Na samej lufie odnaleźć również możemy oznaczenie rusznikarza.
Oznaczenia wytwórcy broni fot. Paweł Wlizło
Hakownica posiada, tak jak we współczesnej broni, ułatwiające celowanie, muszkę i szczerbinkę.
Broń tego typu znajdująca się w zbiorach MAH jest typowym przykładem uzbrojenia miejskich arsenałach. Należy ona do ciężkiej odmiany tzw. doppelhaken.

Napis na hakownicy fot. Paweł Wlizło

Do muzeum trafiła jako przekaz Obywatelskiego Komitetu Wykonawczego Roku Jubileuszowego Miasta Elbląga w roku 1954, pochodzi ze zbiorów przedwojennego Stadtische Museum.


Hakownica ze zbiorów MAH fot. Paweł Wlizło

Do opracowania wykorzystano:
Stanisław Kobielski- Polska broń. Broń palna, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, 1975
Krzysztof Kwiatkowski - Wojska zakonu niemieckiego w Prusach 1230-1525, Toruń 2016
Lech Marek - Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic, Wrocław 2014

wtorek, 17 stycznia 2017

Figurki z miśnieńskiej porcelany

Niedawno prezentowaliśmy Państwu temat porcelany chińskiej, najszlachetniejszego rodzaju ceramiki, która musiała przebyć tysiące kilometrów niebezpiecznej podróży, aby ostatecznie znaleźć się w europejskich domach.
Europejczycy już w średniowieczu podejmowali próby zmierzające do odkrycia sposobu produkcji porcelany; przez wiele lat jednak statki przywoziły porcelanę z Chin i Japonii. Dopiero na początku XVIII wieku w Saksonii pojawiły się warunki sprzyjające porcelanowym przedsięwzięciom.


Inicjatorem tych działań był elektor saski i król Polski, August II Mocny. Interesowała go nie tylko sztuka, której był wielkim miłośnikiem, ale również chemia, a w szczególności badania Ehrenfrieda Walthera von Tschirnhausa i alchemiczne eksperymenty Johanna Friedricha Bottgera. Von Tschirnhausen rozpoczął swoje poszukiwania ok. 1694 roku, topiąc różne trudno topliwe substancje, wymagające wyższej temperatury niż ta, którą udawało się osiągać w tamtym czasie. Około 1704 roku zetknął się on z Bottgerem, uwikłanym w ryzykowne przedsięwzięcie - wytop złota ze zwykłych metali i poszukiwanie kamienia filozoficznego. To był moment rozpoczęcia współpracy przy poszukiwaniach odpowiedniej receptury. 
Pierwszym osiągnięciem Bottgera były czerwone wyroby kamionkowe, które naśladowały wyroby z Yi-Hsing, jednak do wytwarzania porcelany niezbędna była zarówno biała glina (zachowująca swoją barwę przy wypalaniu), jak również topliwy kamień o właściwościach podobnych do petuntse. I tak, pięć lat później, po wielu próbach i niepowodzeniach udało się uzyskać masę porcelanową, w skład której wchodziła glinka kaolinowa, kwarc i skaleń. 

Pierwsze okazy niepolewanej porcelany wykonano najprawdopodobniej w 1708 roku (glina pochodziła ze złóż w Kolditz), a w 1710 roku, na mocy dekretu królewskiego, powstała pierwsza europejska wytwórnia porcelany w Miśni, a jej pełna nazwa brzmiała: Królewsko-Polska i Elektorsko-Saska Manufaktura Porcelany. Początkowo realizowano w niej wyłącznie królewskie zamówienia - powstawały wówczas monumentalne rzeźby i kopie porcelany orientalnej, przeznaczone do Pałacu Japońskiego w Dreźnie. Szybko jednak wykrystalizował się klasyczny repertuar dekoracji na naczyniach porcelanowych: krajobrazy, sceny portowe, motywy zwierzęce i kwiatowe, sceny dworskie, elementy orientalne, wzór cebulowy... Rozpoznawalnym elementem wytwórczości miśnieńskiej są zapewne figurki - postaci ludzkie, głownie dworzanie, a także zwierzęta.

Przykład biskwitowych figur, wykonanych w Wytwórni w Miśni posiadamy w Muzeum w kolekcji ceramiki. I, choć nie zostały one wydobyte podczas wykopalisk, to temat jest na tyle ciekawy i ściśle związany z innymi muzealnymi obiektami porcelanowymi, że warto go poruszyć na blogu.


Jeszcze do niedawna obie figurki były eksponowane w Budynku Gimnazjum, na wystawie
W elbląskiej kamienicy. Wnętrze mieszczańskie z połowy XIX w.. Trafiły one do Muzeum jako zakup, dokonany w 1980 roku. 



Fot. A. Grzelak

Figurka dziewczynki umieszczona jest na krześle, postawionym na owalnej, rokokowej podstawie. Ubrana jest dworską suknię, w prawej dłoni trzyma ciastko.Dziewczynka ubrana jest według XVIII-wiecznej mody kobiecej - nosi bogato zdobioną suknię z gorsetem, zdobioną falbankami i koronkami. Do sukni doczepiono prawdopodobnie sakiewki bądź kieszenie, ukryte pierwotnie pod wierzchnią spódnicą. Na nogach ma pantofelki na obcasie z długim, wąskim noskiem. Wymyślną fryzurę z drobnymi loczkami po bokach mógł przykrywać marszczony kapturek (zwany we Francji bagnolet), widoczny z tyłu. Na szyi ma kolię z koronki. Jej wymiary to 13 x 7,5 x 8,5 cm. 

Fot. A. Grzelak

Figurka chłopca również umieszczona jest na fotelu, stojącym na owalnej, rokokowej podstawie. Chłopiec ubrany jest strój dworski, prawą rękę opiera na oparciu fotela, lewą podtrzymuje nogę. Pod fotelem natomiast leży kosz, z którego wysypują się kwiaty. On również ubrany jest na wzór męskiej mody osiemnastego stulecia. Nosi szustokor, czyli frak bez klap, z długimi rękawami zakończonymi mankietami. Do krótkich spodni nosi pończochy. Pod szustokorem ma kamizelkę zdobioną koronką, a pod szyją nosi fular. Jego fryzura urozmaicona jest lokami po bokach, a z tyłu włosy związano dużą kokardą. Pod pachą trzyma trójgraniasty kapelusz. Jego obuwie jest na płaskim obcasie, zdobione klamrą. Przy lewym boku ma przytwierdzoną szablę (nie zachowała się w całości). Wymiary: 13 x 7,5 x 8,5 cm.

Fot. A. Grzelak
Obie wykonano w wytwórni w Miśni, a czas ich powstania określa się na ok. 1770 rok. 
Nowością wówczas były wyroby koronkowe, które występują na figurkach Aciera. Zdobienie polegało na tym, że koronkę zanurzano w glince porcelanowej i nakładano na figurkę. Bawełniana nitka spalała się w czasie wypału i pozostawiała w porcelanie odcisk sieci oczek. Początkowo, dekoracja ograniczała się do małych dodatków ubioru. Tego typu zdobienie można z całą pewnością zaobserwować na figurkach ze zbiorów muzealnych.

Znakiem na porcelanie jest symbol skrzyżowanych szabli, wprowadzony w 1720 roku, który jest jednym z najstarszych znaków firmowych na świecie. Wcześniej porcelana oznaczana była skrótami: AR, KPM, MPM, KPF.

Znak wytwórni miśnieńskiej, fot. A. Grzelak. 
Trudno wypowiedzieć się w kwestii autorstwa owych figurek. Uważa się, że generalnie, autorem świetnie wymodelowanych figurek o tematyce mitologicznej i rodzajowej był Johann Joachim Kandler, który w 1764 roku zaczął współpracować z Michelem-Victorią Acierem. On z kolei pozostał na stanowisku głównego modelarza do roku 1779 i to jemu przypisuje się ostateczne wprowadzenie stylu neoklasycznego.

Obecnie figurki znajdują się w magazynie i na czas trwania remontu w Budynku Gimnazjum nie będą dostępne dla zwiedzających.



Źródło:

G. Savage Porcelana i jej historia, wyd. PWN, Warszawa 1977.
http://rynekisztuka.pl/2012/09/21/manufaktura-porcelany-w-misni/

http://www.historiamody.cba.pl/cosinosi.htm

piątek, 23 grudnia 2016

Dalekowschodnie skarby Starego Miasta

W 2007 roku w amsterdamskim Sotheby's odbyła się aukcja porcelany wydobytej z wraku chińskiej dżonki u wybrzeży Wietnamu, niedaleko miejscowości Ca Mau (cała historia tutaj). Pod młotek poszło 76.000 sztuk naczyń, o łącznej wartości 3 milionów euro. Bez trudno zlicytowano przedmioty, które przerwały katastrofę bez szwanku, jak i te zniszczone: spalone i stopione ze sobą egzemplarze. 

Porcelana z wraku dżonki z Ca Mau; na czarce widoczne ślady "koralowców", powstałe na skutek zalegania na dnie morza. Zbiory Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu [fot. A. Grzelak - archiwum MAH]
Liczne przykłady chińskiej porcelany (m.in. z tego samego okresu co ładunek dżonki z Ca Mau) odnaleziono podczas badań archeologicznych na elbląskiej starówce. Liczący ponad 200 egzemplarzy zbiór stał się tematem opracowania dr M. Marcinkowskiego i dr B. Pośpiesznej, które ukazało się w grudniu br. w formie katalogu pt. Porcelana dalekowschodnia z badań archeologicznych na Starym Mieście w Elblągu. Delikatne, biało-niebieskie naczynia są pięknym przykładem sztuki użytkowej, jednak nie tylko estetyka wpływa na ich wartość. Można by lapidarne powiedzieć, że przedmioty te mają duszę. Tą "duszą" jest przebyta droga, ludzie i wydarzenia jej towarzyszące, które składają się na historię przedmiotu. 

Imponująca podróż większości odnalezionych w Elblągu porcelanowych naczyń, zaczęła się w górach niedaleko Jingdezhen, w chińskiej prowincji Jangxi. Tam górnicy wydobywali surowce (kaolin i pentuse - chiński kamień) niezbędne do produkcji porcelany, które przetwarzano w okolicznych warsztatach. Produkcja ceramiki zapewniała pracę okolicznym mieszkańcom, m.in. przy wydobywaniu surowców, przetwarzaniu ich oraz transporcie. Do wykonywania naczyń zatrudniano wyspecjalizowanych garncarzy i malarzy. Końcowy produkt nie był dziełem jednego artysty, a efektem pracy setek rąk. Skala tej wytwórczości jest imponująca. Już samo cesarskie zapotrzebowanie na porcelanę sięgało tysięcy sztuk. W 1546 roku do cesarskiego pałacu dostarczono 72 700 sztuk naczyń (m.in.miski na ryby, dzbany, czarki i półmiski). W raz z pojawieniem się Europejczyków stale wzrastał też eksport do krajów Zachodu. W 1608 roku Holendrzy zamówili w Chinach 108 000 sztuk porcelany, a 36 lat później już 355 000 sztuk. W ciągu 50 lat tylko* na statkach holenderskich przypłynęło do Europy ok. 3 milinów porcelanowych naczyń.

Dalekowschodnie skarby Starego Miasta - fragment ekspozycji [fot. A. Grzelak - archiwum MAH]
Podróż porcelany na europejskie stoły była długa i pełna niebezpieczeństw. Grupy tragarzy transportowały otulone słomą i zapakowane w beczki delikatne naczynia drogą lądową do portu w Kantonie. Wyprawa z ciężkim ładunkiem (oprócz porcelany transportowano tą trasą także bele jedwabiu i herbatę) obejmowała trasę liczącą 1400 km, w czasie której większość drogi przebywano spławiając towar rzekami. Nie brakowało rwących, górskich odcinków, a w połowie podróży tragarzy czekała piesza przeprawa (krótki odcinek 30 km...) przez górskie przełęcze (Przełęcz Meiling, zwana Śliwkową Przełęczą). W Kantonie, jedynym porcie gdzie mogli handlować Europejczycy, porcelanę ładowano na europejskie statki. Morska podróż trwała 8 długich miesięcy, a jej cel mogły zniweczyć burze, sztormy, napady piratów lub inne losowe wypadki, jak choćby pożar, który (z niewiadomych dla nas dzisiaj przyczyn) wybuch na pokładzie chińskiej dżonki.

W Europie porcelana szybko stała się obiektem pożądania. Delikatne i piękne przedmioty fascynowały ze względu na egzotyczne pochodzenie i tajemnicę wytwarzania, której Chińczycy pilnie strzegli. W szybkim czasie, głównie dzięki rozpowszechnieniu się zwyczaju picia herbaty i kawy, stały się przedmiotami codziennego użytku, dostępnymi szerszemu gronu rozwijającego się mieszczaństwa. Przedmioty te są świadectwem rodzących się zwyczajów i zmian w mentalności mieszkańców europejskich miast. Fragmenty spodków i czarek, odnalezione w latrynach ówczesnych elbląskich mieszczan wskazują, że Elblążanie także ulegli wpływom tych procesów.

Historię drogi porcelany, którą po setkach lat odnaleziono na terenie elbląskich parcel można poznać na naszej najnowszej wystawie w Muzeum Archeologiczno-Historycznym w Elblągu, prezentowanej w podziemiach budynku krzyżackiej Słodowni. Potłuczone naczynia stały się punktem wyjścia do opowieści o dalekich morskich podróżach, pierwszych niełatwych kontaktach Europy z chińską cywilizacją, tajnikach porcelanowej produkcji i toczącej się w tle historii Chin. Dzięki zachowanym źródłom możliwe stało się także przypisanie odkrytych naczyń do ich elbląskich nabywców.

Dalekowschodnie skarby Starego Miasta - wystawa czasowa w Muzeum Archeologiczno - Historycznym w Elblągu
* porcelana trafiała do Europy także m.in. za pośrednictwem portugalskim, angielskim i szwedzkim.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chcielibyśmy życzyć wszystkim naszym Czytelnikom spokojnego i radosnego czasu spędzonego w gronie rodziny i przyjaciół, a w nadchodzącym Nowym Roku samych pomyślnych zdarzeń. 
Do zobaczenia w 2017!

serdecznie pozdrawiamy
autorzy bloga
Joanna Fonferek, Ula Sieńkowska,
Mirek Marcinkowski



wtorek, 6 grudnia 2016

Miecz średniowieczny - znaki, inskrypcje, symbolika cz.2




Oprócz znaków związanych z wierzeniami, wspomnianych w poprzedniej części, na broni możemy spotkać również oznaczenia mieczowników i kowali. Rzemieślnik, dochodzący do swojego kunsztu poprzez długą drogę od czeladnika do mistrza, oznaczał swój wyrób wyróżniając go na tle innych. Symbole miały podkreślać, że broń została wyprodukowana właśnie w tym miejscu i właśnie przez niego. Producenci samych głowni mieczowych nie występowali powszechnie. Skupiali się w ośrodkach metalurgicznych jak np. Solingen i Passawa. Wyroby wykonane przez mieczowników z obu okolic oznaczano symbolem wilka passawskiego. Miejscowości toczyły spór, o to kto ma prawo do korzystania z symbolu. Passawa używała go już od XIII wieku, natomiast Solingen przywłaszczyło sobie znak prawdopodobnie w wieku XV. Na dowód czego mamy skargę w liście Rady miasta Passawy z 1464 roku.
Podobny symbol znajduje się na jednym z dwóch mieczy prezentowanych na wystawie Elbląg Reconditus. Chociaż wilk może bardziej przypominać mityczne zwierzę - jednorożca…ponieważ jest to naśladownictwo najprawdopodobniej z terenu Węgier. 

Znak "jednorożca" - fot. Paweł Wlizło

Na mieczu, oprócz czworonożnego zwierzęcia, znajduje się również symbol serca. Na drugiej stronie głowni, niewidocznej na ekspozycji, znajduje się również „jednorożec”, a ponad nim krzyż równoramienny.

fot. Paweł Wlizło

Z Passawą wiązać się może również symbol pastorału, widoczny na mieczu typu XVII,H2,1 wg Oakeshotta, znajdującym się w naszych zbiorach. Znak ten używany był w czasie, kiedy pracownie miecznicze były we władaniu biskupów.

Pastorał na mieczu typu XVII,H2,1 wg Oakeshotta fot. Paweł Wlizło
Oznaczeniem, którego mogły używać konkurencyjne dla Passawy pracownie solingeńskie, był znak przypominający jabłko cesarskie. Głownia miecza jest ozdobiona nim po obu stronach. 

Znak jabłka cesarskie wypełniony zółtym metalem fot. Paweł Wlizło
O pochodzeniu miecza z Solingen świadczy również nowożytna broń biała wykonywana w tamtejszych pracowniach, oznaczona taką samą sygnaturą.

Niewypełniony znak na mieczu fot. Paweł Wlizło

Na mieczach oprócz sygnatur wykonawców i oznaczeń ”magicznych”, wspomnianych w poprzedniej części ( link do wpisu ) mogły umieszczone być również inskrypcje. W zbiorach muzealnych znajduje się wczesnośredniowieczny miecz typu X.A.1 wg Oakeshotta.
Jest to przykład broni, na której chętnie umieszczano inskrypcje inwokacyjne jak np. +INNOMINEDOMINI+ (W imię Pana) lub cytaty z Księgi Psalmów. Jednak stan zachowania niestety nie pozwala na stwierdzenie, czy posiadał on jakąkolwiek inwokację.

Miecz typu X.A.1 wg Oakeshotta fot. Anna Grzelak

Analogią może być miecz św. Maurycego będący klejnotem Cesarstwa Niemieckiego, posiadający inskrypcję na swojej głowicy i jelcu.

Fot. za: www.mieczesredniowieczne.pl
Na mieczach znajdować się mogą również oznaczenia, którymi posługiwał się kowal produkujący tylko głownie. Broń zazwyczaj była oznaczana przez niego w miejscu niewidocznym podczas późniejszego użytkowania – na trzpieniu, który później pokrywany skórą, lub drewnem stawał się rękojeścią.
Przykład takiej sygnatury znajduje się na mieczu, oznaczonym jako typ XVIII,T2,1 wg Oakeshotta. Znak znajduje się na obu stronach trzpienia, przypomina swoim kształtem krzyż św. Andrzeja, lub łacińskie X. Jeśli uznalibyśmy to za liczbę, to mogła ona służyć jako znak policzonych partii głowni przeznaczonych do sprzedaży. 

 fot. Paweł Wlizło
Kolejnym z oznaczeń kowalskich, które można znaleźć na mieczu, znajdującym się w zbiorach Muzeum Archeologiczno-Historycznego jest półksiężyc wpisany w okrąg. Symbol ten jest na mieczu pokazywanym na wystawie Elbląg Reconditus. Znak półksiężyca używany był przez kowali na terenie Węgier.

fot. Robert Korsak


Do opracowania wykorzystano:

Marian Głosek, Znaki i napisy na mieczach średniowiecznych w Polsce, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1973

Krzysztof Kwiatkowski, Wojska zakonu niemieckiego w Prusach 1230-1525, Toruń 2016

Lech Marek, Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic, Wrocław 2014
red. Andrzej Nadolski, Uzbrojenie w Polsce średniowiecznej 1350-1450, Łódź 1990

Janusz Sękowski, Konserwacja broni białej z elementami bronioznawstwa, Warszawa 2008

wtorek, 29 listopada 2016

Goci w Elblągu

Grzegorz Stasiełowicz

Kilkanaście dni temu w elbląskim Muzeum otwarta została nowa wystawa poświęcona 
Gotom, „Goci. Znad Bałtyku do Rzymu”. Dzięki niezwykłej aranżacji każdy zwiedzający 
ma szansę przenieść się do czasów, gdy przybywali na nasze ziemie rzymscy kupcy
 poszukujący „złota północy” – bursztynu. Na wystawie można zobaczyć po jakich drogach 
poruszali się ówcześni podróżnicy, a nawet samemu zorganizować taką wyprawę. Można także 
obejrzeć wnętrze wozu transportowego (a nawet usłyszeć skrzypienie jego kół), zajrzeć do chaty 
oraz sprawdzić jak pochowano „księżniczkę gocką”. Całości dopełniają plansze graficzne, na 
których umieszczono teksty opisujące historię pobytu na naszych ziemiach Gotów i Gepidów.
 Jak wszystkie nasze wystawy także i ta ma za zadanie pokazanie, w sposób możliwie
 najciekawszy 
zabytków, które są materialnym dowodem kunsztu rzemieślników, którzy wytwarzali m.in. 
zapinki i bransolety z brązu i srebra, paciory z bursztynu i szkła. 
 

Wszystkim, którzy nigdy nie słyszeli o takim zjawisku, jakim byli Goci należy się kilka słów wyjaśnienia. Goci przybyli na południowe wybrzeże Bałtyku w początkach I w. n.e. Po nich przybyli Gepidowie (30/40 – 100 n.e.), którzy wg słów Jordanesa mieli być „trochę spóźnieni”. Ci ostatni zasiedlili Wysoczyznę Elbląską, którą nazwali Gepedojos. Okolice Elbląga to obszar, na którym osadnictwo tych germańskich ludów przetrwało być może aż do V-VI w. n.e.

Zabytki prezentowane na nowej wystawie prawie w całości pochodzą z badanego przez IAiE PAN w Warszawie cmentarzysku w Weklicach. Jego sława jest jak najbardziej zasłużona. Jednakże takich miejsc na terenie Elbląga i wokół niego jest znacznie więcej. Jako że blog dotyczy naszego miasta, to warto przypomnieć o dwóch takich miejscach. Chodzi o cmentarzyska, które odkryto na Polu Nowomiejskim (d. Neustädter Felde) oraz przy ul. Moniuszki (d. Scharnhorststrasse). W zbiorach obecnego Muzeum zachowało się tylko kilkadziesiąt zabytków, które wydobyto na Polu Nowomiejskim. Zabytki z tego cmentarzyska były jednymi z pierwszych, jakie zasiliły zbiory Muzeum Miejskiego w Elblągu (Stadtisches Museum Elbing).

Zabytki z Pola Nowomiejskiego, archiwum MAH.


Cmentarzysko na Polu Nowomiejskim badano w latach 1876 – 1880 oraz 1884 - 1887. Jako pierwszy prowadził je nauczyciel elbląskiego Gimnazjum Miejskiego dr Siegfried Anger, który jednocześnie pełnił funkcje kustosza Muzeum Miejskiego. Po nim pracami kierował prof. Robert Dorr, który był dyrektorem Gimnazjum Realnego i przewodniczącym Elbląskiego Towarzystwa Starożytniczego. Cmentarzysko nigdy nie doczekało się kompleksowego opracowania. Jednakże z artykułów i różnego rodzaju raportów Angera
i Dorra wiemy, że w trakcie badań odkryto 273 groby, w tym 182 szkieletowe i 91 ciałopalne. Wyniki tych badań były na tyle istotne, że na stale zagościły w literaturze z tego okresu. Ponadto autor najważniejszej pracy dotyczącej typologii zapinek (broszek) Oskar Almgren trzy, wydzielone przez siebie, typy podparł elbląskimi odkryciami.

Cmentarzysko przy obecnej ulicy Moniuszki (d. Scharnhorstrasse) zostało odkryte przypadkowo podczas prac ziemnych i budowlanych, znaleziono wtedy dwie srebrne bransolety. Badania o charakterze ratowniczym rozpoczął w 1936 r prof. Bruno Ehrlich. Prowadził je do roku 1939, następnie pracami (do 1940 r.) kierowała żona dyrektora Muzeum. W trakcie badań odkryto oprócz grobów z okresu rzymskiego (25 szkieletowych i 25 ciałopalnych) także pochówki późniejsze. Najpełniejszy obraz tych badań przedstawił Werner Neugebauer, dyrektor Muzeum, w artykule opublikowanym w 15 tomie Elbinger Jahrbuch. Po latach wrócił do tego tematu w pracy „Von Truso nach Elbing” wydanej w 1975 roku. Opublikował w niej m.in. plan z lokalizacją cmentarzyska.

Układ grobów na cmentarzysku na Polu Nowomiejskim, archiwum MAH. 


Wystawa została dofinansowana ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Samorządu Województwa Warmińsko-Mazurskiego
oraz Gminy Miasto Elbląg.

Literatura:

S. Anger: Das gemischte Gräberfeld auf dem Neustädter Felde bei Elbing,  ”Zeitschrift für  Ethnologie”, Bd.12, s. 106-125, Berlin, 1888

M. Natuniewicz: „Nowe” znaleziska ze starych wykopalisk. Ocalałe materiały archeologiczne z okresu wpływów rzymskich z okolic Elbląga, [w:] Antiquitates Prussiae. Studia z archeologii dawnych ziem pruskich, (red.) J. Kolendo, W. Nowakowski, Warszawa, s. 105-206, 2000.

W. Neugebauer: Ein gotisch-gepidisches Gräberfeld in Elbing Scharnhorststrasse,„Elbinger Jahrbuch”, H. 15, s.104-114, Elbing, 1938.
W. Neugebauer: Von Truso nach Elbing. Leitlinien der Frühgeschichte des Elbinger Raumes, „Elbinger Hefte”, Bd. 34, 1975

R. Panfil: Elbląskie Muzeum Miejskie w latach 1864 – 1945, [w:] Skarby elbląskiego Muzeum, s. 9-18, Elbląg, 2014.