piątek, 6 października 2017

Relacja ze spotkania Baltic Network w Mariehamn, wrzesień 2017.

Od 2012 roku Muzeum Archeologiczno-Historyczne w Elblągu współpracuje z muzeami z krajów nadbałtyckich, które mają na celu promowanie regionu morza Bałtyckiego przez pryzmat historii, archeologii i sztuki. Współpraca ta wspiera muzea w tworzeniu wystaw, rozwijaniu możliwości turystycznych, poszerzaniu oferty edukacyjnej oraz prowadzeniu wspólnych projektów. Dwa razy do roku pracownicy muzeów spotykają się w różnych miastach, dyskutując, wymieniając się wiedzą i doświadczeniem oraz poszukują nowych możliwości współpracy. 

We wrześniu tego roku gospodarzem spotkania Baltic Network było Alands Museum w Mariehamn na Wyspach Alandzkich. 
Wyspy Alandzkie to archipelag, należący administracyjnie do Finlandii, położony u wejścia Zatoki Botnickiej na morzu Bałtyckim. Językiem urzędowym jest szwedzki, ale wyspy posiadają dużą autonomię, co niezwykle często jest podkreślane przez ich mieszkańców, których jest tam około 30 tysięcy. Stolicą i jednocześnie jedynym miastem archipelagu jest Mariehamn (po szwedzku Port Marii), założone w 1861 roku przez cara Aleksandra II dla jego żony, Marii Aleksandrowny.

Różne ujęcia Mariehamn:  pomnik Marii Aleksandrowny, przystań, zabytkowy dom. Fot. JF

Oprócz spotkania, odbyła się także konferencja, zatytułowana Museums as year-round experience; challenges and possibilities, dotycząca sposobów, w jaki muzea starają się przyciągać zwiedzających w okresie jesienno-zimowym, w czasie gdy turyści raczej nie szukają tych miejsc na swoich mapach. Uczestnicy konferencji próbowali odpowiedzieć na pytania, jakie możliwości wówczas się pojawiają i z jakimi wyzwaniami muszą się zmagać muzea. Podsumowując poszczególne prezentacje, wydaje się, że każde z muzeów wokół Bałtyku może podzielić swoją działalność na okres letni, kiedy następuje intensyfikacja działań muzealnych (duża liczba turystów, oprowadzanie z przewodnikami, udział muzeów w wydarzeniach miejskich, ogólnokrajowych i ogólnoeuropejskich, zajęcia w plenerze dla dzieci) oraz okres jesienno-zimowy, gdy muzea nastawiają się raczej na odwiedzających z przedszkoli i szkół, przygotowując ofertę zajęć, skierowaną przede wszystkim do mieszkańców danego miasta. W dalszym ciągu jednak poszukiwane są nowe sposoby oddziaływania na lokalną społeczność - każde z muzeów radzi sobie inaczej, bazując na specyfice danego miejsca, jego historii i zbiorach.
Z drugiej strony, co również podkreślono na konferencji, nie możemy zapominać o tym, że muzeum to przede wszystkim miejsce-świątynia przeznaczona muzom poszczególnych gałęzi sztuki. Jest miejscem, w którym gromadzi się, bada i otacza ochroną obiekty, posiadające wartość artystyczną i historyczną, dając jednocześnie zwiedzającym możliwość ich kontemplacji i interpretacji w atmosferze wyciszenia.* Jest to ważny głos w dyskusji, szczególnie w kontekście poszukiwania przez muzea komercyjnych atrakcji.


Główna wystawa w Muzeum w Mariehamn, fot. JF.

Gospodarze spotkania Baltic Network, Muzeum Historii i Kultury Alandii po 3 latach remontu oraz projektowania i planowania wystaw, otworzyło swoje drzwi dla zwiedzających. Jest ono całkowicie odnowione i zachwyca swoją główną wystawą, ukazującą historię Wysp Alandzkich, zaczynając od łowców fok, którzy jako pierwsi postawili swoje stopy na tych skalistych wyspach aż do współczesnej wielokulturowej społeczności. Wystawa podzielona jest na prehistorię, średniowiecze i wiek XVIII i XIX - łącznie to 7,5 tysiąca lat historii Alandii, w której nie brakło zarówno dramatycznych zdarzeń, jaki i trudów i radości zwykłej codzienności. Wystawa została przygotowana w sposób przemyślany, z łatwym dostępem dla osób niepełnosprawnych. Nie jest "przeładowana" treścią, jednak ci, którzy mają niedosyt w pozyskiwaniu informacji na temat poszczególnych obiektów, mogą sięgnąć po podręczne przewodniki, znajdujące się na wystawie.








Główna wystawa w Muzeum w Muzeum w Mariehamn, fot. JF.

Dodatkową atrakcją, którą przygotowali dla nas gospodarze, było zwiedzanie Zamku w Kastelholm i Muzeum Jana Karlsgardena,, znajdująceych się niedaleko (25 km) Mariehamn. Ruiny zamku w Kastelholm to dawna forteca, jedyna, pełniąca takie funkcje w średniowieczu w Alandii, stanowiąca niezależną administracyjnie jednostkę z zamkiem jako centrum. Posiadłość cieszyła się dużym zainteresowaniem zarówno króla Gustawa Wazy, jak i księcia Jana, a Eryk XIV był tu więziony. Do 1634 roku zamek był centrum administracyjnym, wielokrotnie przebudowywany, aby stać się bardziej reprezentacyjnym. Od 1745 (po pożarze) aż do 1990 roku zamek przechodził liczne renowacje, aby ostatecznie stać się Muzeum.

Źródło oraz więcej zdjęć: link


Kastelholm, wnętrze zamku; fot. JF.

Skansen w Kastelholm, fot. JF.

Wokół zamku, w malowniczej scenerii, stworzono skansen, pokazujący życie na wsi oraz tradycyjne budownictwo w XIX wieku.
Jeśli ktoś ma ochotę, może zobaczyć więcej zdjęć (wystawy w Muzeum w Mariehamn i otwartego Muzeum w Kastelholm), które dokumentują tegoroczne spotkanie Baltic Network.
Kolejne ma się odbyć w Muzeum Miasta Gdyni już wiosną 2018 roku, gdzie omówione zostaną nowe pomysły na wspólne działania.



       *Ustawa z dnia 29 czerwca 2007 r. o zmianie ustawy o muzeach ( Dz.U. z 2007 r. Nr 136, poza. 956 z późn. zm):
"Art. 1. Muzeum jest jednostką organizacyjną nienastawioną na osiąganie zysku, której celem jest gromadzenie i trwała ochrona dóbr naturalnego i kulturalnego dziedzictwa ludzkości o charakterze materialnym i niematerialnym, informowanie o wartościach i treściach gromadzonych zbiorów, upowszechnianie podstawowych wartości historii, nauki i kultury polskiej oraz światowej, kształtowanie wrażliwości poznawczej i estetycznej oraz umożliwianie korzystania ze zgromadzonych zbiorów."

środa, 27 września 2017

Kijanki do prania

Kijanka do prania, pomimo że wygląda jak najzwyklejszy kawałek drewna i tym w istocie jest, jednak dla etnografa to jedno z bardziej zajmujących wytworów kultury ludowej. Kazimierz Moszyński przeprowadził badania na ten temat i okazały się bardzo odkrywcze. Na kijankę nie zwracano nigdy szczególnej uwagi i nie były one też specjalnie zdobione.
Badaniem kijanek zajął się na początku XX wieku Kazimierz Moszyński i wyodrębnił aż 14 typów na obszarze słowiańszczyzny. Budowa konkretnych modeli jest tak różna, że nie można powiedzieć, że są one wynikiem ewoluowania jednej formy w następną. Możemy więc mówić, że typy kijanek ciężkich zebranych w XX wieku są formami pierwotnymi, czyli takimi które występowały wśród ludności na konkretnym terenie od dawna i w takiej formie się utrwaliły.

Typy kijanek według Kazimierza Moszyńskiego (Kultura ludowa Słowian t.II s. 597)

Dzięki przebadaniu zasięgu występowania różnych rodzajów narzędzia, dostajemy dosyć rzetelne dowody przeszłości etnograficznej danego terenu. Czyli możemy dowiedzieć się, jaka ludność zamieszkiwała dane okolice i skąd mogła pochodzić. Dowody te są bardziej pewne niż inne etnograficzne przesłanki. Ubiór jest względny, bo moda ludowa była wyrazem przystosowania się do środowiska i kopiowania wzorów warstw wyższych. Zwyczaje, przesądy i gusła wędrowały z ust do ust, a dialekt trudno się bada bo potrzeba wykwalifikowanych badaczy. Badania nad kijankami są proste i dosyć pewne, polegają na zebraniu materiału i odnotowaniu miejscowości, z których pochodzą.
Jak prześledzimy mapę występowania kijanek widać wyraźnie, że na konkretnym terenie znajdujemy konkretny rodzaj kijanek, a jeśli występują inne, to nie są to pojedyncze egzemplarze, ale całe obszary występowania innych modeli. Z mapy tej możemy wyczytać przykładowo, że w Alpach niemieckich i na znacznym obszarze Austrii występują identyczne kijanki jak w rejonach nadbałtyckich, ten typ spotykamy też w okolicach Kowna, a kijanki wielkoruskie są kopiami kijanek finlandzkich.
Mapa ta przynosi nam jeszcze inną wiedzę. Znamy kilkanaście typów kijanek, ale generalnie można podzielić je na lekkie i ciężkie. Kijanki ciężkie wykorzystywano do prania grubych tkanin, a lekkimi można było prać delikatniejsze. Była też inna technika prania kijankami lżejszymi, można było uderzać zarówno powierzchnią płaską jak i kantem. A więc kijanka lżejsza była po prostu lepsza. Moszyński wyciąga wniosek, że kijanki lekkie są charakterystyczne dla kręgów kultury lepiej rozwiniętej, spotykamy je więc w bogatszych krajach europejskich takich jak Niemcy, Francja i Włochy.
Według Moszyńskiego kijanki ciężkie były kijankami pierwotnymi dla całej Europy środkowej a lekkie wyparły je. Na znacznym terenie naszego kraju również spotykamy kijanki lekkie. Według badacza przyszły one do nas zachodu, tzw. “klinem” posuwając się środkiem Europy na wschód. W skutek tego, “podzieliły” one na dwie połowy zasięg kijanek ciężkich w Europie.

Mapa kijanek w Polsce, Kazimierz Moszyński (Kultura ludowa Słowian t.II s. 599)

W naszym muzeum znajdujemy dosyć pokaźny zbiór kijanek znalezionych podczas archeologicznych badań na starym mieście, wszystkie one należą do typu lekkiego.
Ciekawe są trzy płaskie egzemplarze, nie występujące w późniejszej klasyfikacji Moszyńskiego a i w innych muzeach ciężko takie znaleźć.
Pierwsza- podłużna ma nieco garbaty kształt, jest lekka, cienka i zwęża się ku końcowi. Przy rękojeści ma półtorej centymetra a na końcu łopatki tylko 7 milimetrów. Jej długość to 35 cm a szerokość 8,5 cm. Łopatka ma kształt owalny.

Fot. P. Wlizło



Druga jest płaska na całej długości i ma podobną grubość zwężając się przy końcu łopatki. Jej długość to 32 cm a szerokość 10,5 cm. Jest dosyć niedbale ociosana. Łopatka ma kształt owalny. Jest to kształt dosyć rzadko spotykany zarówno w materiale archeologicznym jak i w źródłach ikonograficznych. Znane są przykładowo kijanki o okrągłych łopatkach z Niemiec, ale owalne, płaskie, ciosane z jednej deski są rzadkością.


Fot. P. Wlizło


Trzecia ma łopatkę w kształcie prostokąta rozszerzającego się przy rękojeści, przy czym jest ona nierówno profilowana. Ma 30 cm. długości, 13,5 szerokości i niecałe 1,5 cm. grubości. Jest więc bardzo lekka i mała.


Fot. P. Wlizło


Warto się przyjrzeć tym trzem egzemplarzom dokładniej, po ich niedbałych kształtach możemy wnioskować, że były wykonywane przez kogoś, kto nie miał do czynienia z obróbką drewna  na co dzień, mogły być wystrugane w gospodarstwie domowym. Mają płaskie uchwyty, co zdecydowanie rzadko się zdarza, gdyż taka rękojeść jest dosyć niewygodna w pracy.

Dosyć powszechną jest kijanka typu lekkiego o charakterystycznym prostokątnym kształcie łopatki. Jej długość to 34 cm, szerokość 17 cm, grubość od 3 cm przy rękojeści do 2 przy końcu łopatki. Jest ona zdecydowanie cięższa od poprzednich, to znaczy że mogła być wykorzystywana do cięższych tkanin, bądź wiązała się z inną techniką prania. Jest ona wykonana dosyć starannie.


Fot. P. Wlizło


Kształt kolejnej łopatki jest prostokątny, jej długość to 25,5 cm, szerokość połowy łopatki to 6 cm, grubość to 2 cm. Jest ona o wiele lżejsza i mniejsza od poprzednich.


Fot. P. Wlizło


Kolejna malutka kijanka ma bardzo niedbały kształt, co oznacza, że zrobił ją ktoś “na szybko”. Długość kijanki to 27 cm, przy czym łopatka to tylko 8 cm. Grubość uchwytu to 2 cm a łopatki 1,5 - 0,5 cm. Jest ona bardzo leciutka a więc musiała służyć do bardzo delikatnych tkanin.


Fot. P. Wlizło


Mamy też jeden bardzo ciekawy okaz kijanki ciężkiej. Narzędzie to jest darem od Pana Andrzeja Tomczyńskiego z Elbląga, ale użytkownikiem była pani Maria Dorosz pochodząca z województwa zamojskiego. W klasyfikacji Moszyńskiego jest to typ kijanki garbatej, Stefan Biedrzycki określiłby ją jako typ „małoruski”. Takie kijanki odznaczają się tym, że są wyraźnie zaokrąglone, przez co palce są chronione od stłuczenia. Są bardzo duże, nasza ma długość 53 centymetrów i szerokość 10,5 grubość to waha się od 4 do 2 cm. Są bardzo ciężkie- nasza waży niecały kilogram. Jest to efekt nie tylko znacznej grubości, ale i gatunku drewna. Do budowy tego rodzaju narzędzi używano ciężkiego drewna z drzew liściastych, najczęściej dębowego. Nasza zrobiona jest z jesionu w dodatku szeroko słojowego, co jest dowodem na to, że drewno było świetnie dobrane, tak by narzędzie było solidne i twarde. Kijanka ta wywołuje słuszne zdziwienie nad tym, że takie narzędzie można używać do pracy jedną ręką.


Fot. P. Wlizło



Wierzenia dotyczące prania kijanką
Warto przyjrzeć się etymologii terminu „prać”, gdyż może ona nam dużo wytłumaczyć. Znaczenia słowa można szukać w odległym pogaństwie. Pranie oznacza usuwanie brudu z tkanin, ale i spranie kogoś, pobicie. Samo słowo pochodzi od prasłowiańskiego rdzenia *per oznaczającego bić, uderzać. Osobę, która wykonuje czynność bicia oznaczano przyrostkiem –un. Co oczywiście łączy się w imię „Perun”. Perun było to bóstwo, które zsyłało błyskawice na ziemię, po to by zniszczyć zło- złe duchy i demony (tak podaje ludowa interpretacja A. Szyjewskiego). Dlaczego więc kijanka? Słowo pochodzi rzecz jasna od kija a ten z kolei termin na wielu obszarach słowiańszczyzny stosowano, jako zamiennik słowa młot. Młot był kojarzony z Perunem, gdyż wyobrażano sobie że tym narzędziem rzuca gromy na ziemię. A więc czynność prania była związana z tym właśnie bóstwem i z czynnością "klepania".W okresie oktawy Bożego ciała koleżanki bardzo pilnowały się ażeby nie prać, bo mogły tym wywołać groźne burze i sprowadzić nieszczęście na całą wieś. Do czasów współczesnych przetrwały zakazy prania w okresie bożonarodzeniowym, przy czym kobiety podkreślały że chodziło głównie o to by nie prać pościeli, obrusów czy innych dużych rzeczy. Jak pisałam kijankami prano głównie te ciężkie rzeczy a więc i na tej podstawie możemy wnioskować że zakaz wiązał się z owym klepaniem i mógł być związany z Perunem.
To donośne klepanie było charakterystyczne przy praniu ubrań kijankami. Słowiańskie kobiety z reguły wspólnie chadzały nad rzekę czy inny akwen wodny, bo bały się spotkania z boginkami, które mogły się doń zbliżyć i ukraść bieliznę. Bardzo lękano się także odgłosów kijanek nocą bo miało to oznaczać, że boginki się oporządzają i nie należy się do tego miejsca zbliżać.

Jeśli chcielibyśmy kiedyś na żywo zobaczyć pranie kijankami, warto wybrać się do Indii, tam do dnia dzisiejszego kobiety piorą tym narzędziem. Jest ono bardzo znaczące, gdyż stanowi też jeden z darów męża dla dopiero co poślubionej żony.



Źródło: internet



Źródło: internet


Źródło: internet


Autorka tekstu: Wioleta Rudzka

piątek, 25 sierpnia 2017

Monety państwa krzyżackiego w Prusach

Historia Elbląga rozpoczęła się w 1237 roku. Kiedy Hermann Balk „przybył do ziem Pogezanii, do wyspy, która jak mówi się, leży po środku rzeki Elbląg, w owym miejscu gdzie Elbląg uchodzi do Zalewu Wiślanego i wzniósł tam gród, który od nazwy rzeki Elblągiem nazwano (…)”.

Historia monety elbląskiej rozpoczyna się już 9 lat później, kiedy wraz z prawami miejskimi nadano prawdopodobnie także  prawo do bicia monety. Pierwsza mennica przypuszczalnie mieściła się na terenie nieistniejącego już zamku krzyżackiego. W późniejszym czasie miała mieścić się na Targu Chlebowym, tj. odcinku Starego Rynku między ulicą Św. Ducha a Mostową.
Elbląska mennica jest drugą, która powstała na terenie Państwa Krzyżackiego, pierwsza to mennica toruńska.
Monety bite przez mennicę elbląską, chociaż bardziej pasowałoby określenie mennicę krzyżacką, były w obiegu w całym Państwie Krzyżackim.
Początkowo tworzono tutaj monety w typie brakteatów wybijane z "dobrego srebra", których istnieje kilkanaście odmian.


Brakteaty krzyżackie fot. pw

W literaturze są co najmniej dwie teorie dotyczące ich typów:

Pierwsza – każda mennica produkowała swój własny wzór monety, np. w mennicy elbląskiej ze względu na to, że leżała na terenie objętym działaniami chrystianizacyjnymi produkowano monety związane z wiarą – z wizerunkiem krzyża greckiego lub łacińskiego, tarczy zakonnej czy z bramą symbolem wiary.
Druga (bardziej prawdopodobna) – każda mennica krzyżacka miała produkować takie same „wzory” monet, (w końcu i tak był to pieniądz państwowy). Wzory miały być zmieniane co 10 lat. Za 14 starych fenigów wypłacano 10 nowych.
Niektórzy autorzy podają, że odmian tych małych monetek miało być aż 134. Jednak część z wyodrębnionych odmian  prawdopodobnie mogła jedynie naśladować monety krzyżackie i nie być wytworem żadnej z mennic zakonnych.
Około 1360 roku została wprowadzona moneta „grubsza” – półskojce (warte 6 brakteatów) i kwartniki (4 brakteaty).
Awers półskojców stanowiła tarcza zakonna wielkiego mistrza z pieczęcią urzędową, wokół niej napis w otoku MONETA DOMINORVM PRVSSIE. Na rewersie ujrzeć można krzyż w rozecie, i napis w otoku HONOR MAGRI IVDICVM DILIGIT. Legenda rewersu to werset z psalmu Dawida, był on dewizą określająca funkcje władzy – sprawiedliwego władcy.
Moneta ma około 26 mm średnicy i waży ok. 2,8 g.


Półskojec Winrycha von Kniprode (fot. pw)

Kolejne - kwartniki są mniejsze - 17,5 mm średnicy, 3,78 g wagi.
Awers to tarcza Wielkiego Mistrza i legenda MAGISTER GENERALIS. Rewers to krzyż i napis DOMINORUM PRUSSIE wokół niego.
Nowe monety były bite z wyższej próby srebra, półskojce i kwartniki ze srebra 10-łutowego, szelągi – 13 łutowego.  (Łut – jednostka określająca próbę srebra, 16 łutów= próba 950/1000).
Kolejną wprowadzoną monetą były szelągi. Po raz pierwszy zostały wybite 20 lat po wprowadzeniu półskojców, podczas rządów Wielkiego Mistrza Winrycha von Kniprode (1351-1382),  a ostatnie pochodzą z czasów Jana von Tiefena (1489-1497).
Szelągi są dość jednorodną wizerunkowo monetą. Na awersie znajduje się tarcza zakonna wielkiego mistrza, wokół legenda z jego imieniem. Rewers stanowi tarcza zakonna z napisem w otoku MONETA DOMINORUM PRUSSIE.


Szeląg Ulryka von Jungingena (fot. www.wcn.pl )

Szelągi bite były głównie w mennicy toruńskiej, gdańskiej i malborskiej, królewieckiej. Istnieje również teoria mówiąca, że za rządów braci von Jungingen, bito je także  w mennicy w Elblągu.
Miejsce bicia monety oznaczano literami, T- oznacza mennicę Toruńską, M – Malbork, i D – Gdańsk lub symbolami jak np. gwiazdka w przypadku Malborka, czy podwójny krzyż (krzyż patriarchalny) w przypadku mennicy elbląskiej.


Oznaczenie mennicy malborskiej (fot. pw.)


Mennica elbląska  według hipotezy miała również oznaczać swoje wyroby krzyżem św. Andrzeja umieszczonym nad tarczą zakonną. 
Wyróżnia się aż 312 emisji różnych szelągów w czasie trwania Państwa Krzyżackiego.
Po klęsce zakonu pod Grunwaldem nastąpiło załamanie produkcji menniczej, obniżano próbę monet. Początkowo za rządów mistrza Michała Kuchmeistera von Sternberg bito szelągi 6 ½ próby, którą obniżono w 1416 do jedynie 4 próby.
Pod koniec roku 1416 przeprowadzono reformę, i zaczęto bić szelągi z 8 ½ próbą. Po której zmienił się ich wygląd. Na obu stronach monety wprowadzono krzyż o wydłużonych ramionach.

Jednak ponownie jakość monet zaczęła ulegać pogorszeniu. W czasie wojny trzynastoletniej monety miały próbę jedynie 3 łutową.

Oprócz monet srebrnych, zakonowi zdarzyło się bić także monetę złotą.   
Z dokumentów wiadomo, że pierwszym mistrzem, który wybił dukaty był Konrad von Jungingen. Monety miały być przyozdobione wyobrażeniem Matki Boskiej – jednak nie jest znany żaden egzemplarz tej emisji. 

Drugim mistrzem wydającym złotą monetę był Henryk von Plauen. Dukaty posiadały przedstawienie tarczy wielkiego mistrza z napisem Moneta dominorum Prussi na awersie, rewers natomiast stanowiło przedstawienie Matki Boskiej z dzieciątkiem i napisem w otoku- Maria Mater Domini XPR. Późniejsze monety tego władcy posiadały na awersie przedstawienie postaci wielkiego mistrza w płaszczu zakonnym z mieczem, u którego stop umieszczona była tarcza z lwem i herbem rodowym. 



 
Rysunek dukata Henryka von Plauena (fot. www.nummus.republika.pl )




Niestety nie jest znanych wiele znalezisk monet krzyżackich z terenu Starego Miasta w Elblągu.
Podczas prac archeologicznych na terenie miasta odnaleziono dwa brakteaty - najstarszego typu - tzw. dłoń z proporcem, oraz rycerz z tarczą bite w mennicy toruńskiej oraz szeląg Ludwika von Erlichshausen. Monety odnaleziono na ulicy Kowalskiej 11.




Od lewej: Brakteat "dłoń z proporcem" (1236-1248) , "rycerz z tarczą" (1247-1257) (fot. wcn.pl)

Ciekawym znaleziskiem jest pierwszy szeląg Winrycha von Kniprode, pochodzący z badań przeprowadzonych w 2012 roku na dziedzińcu muzealnym.


Szeląg Winrycha von Kniprode (fot. U. Sieńkowska)


Opracowano na podstawie:
Piotr z Dusburga, Kronika Ziemi Pruskiej (tł. Sławomir Wyszomirski, komentarz Jarosław Wenta) Toruń 2004
J. Dutkowski, Brakteaty zakonu krzyżackiego cz.1,2, (w:) Przegląd Numizmatyczny 3/2004
Fonferek, J., Marcinkowski M., Sieńkowska U., Badania na terenie dawnego zamku krzyżackiego w Elblągu, Materiały XIX Sesji Pomorzoznawczej 21-22.11.2013 w Szczecinie [w:] Acta Archaeologica Pomoranica t.V, Szczecin 2015
J. Goldhofer, Początki emisji szelągów w mennicy zakonnej w Gdańsku (w:) Przegląd numizmatyczny 3/2000
J. Goldhofer, Szelągi z mennicy zakonnej w Elblągu (w:) Przegląd numizmatyczny 1/2002
M. Gizińska, Dzieje mennicy elbląskiej, Rocznik Elbląski, T. XX, 2006 r.
S. Kubiak, Monety i stosunki monetarne w Prusach Królewskich w 2 połowie XV wieku, Wrocław 1986
D. Miehle, Katalog monet ziem historycznie z Polską związanych. Monety zakonu krzyżackiego, Warszawa 1998
F.A.Vossberg,
Geschichte der preußischen Münzen und Siegel von frühester Zeit bis zum Ende der Herrschaft des Deutschen Ordens, Berlin 1843
F.A. Vossberg, Munzgeschichte der Stadt Elbing, Berlin 1844

czwartek, 13 lipca 2017

Importy naczyń szklanych w Elblągu

Importem jest każdy wyrób identyczny lub noszący cechy formalno-stylistyczne porównywalne z innymi wyrobami, które pochodzą z odrębnych kulturowo regionów i nie będących przedmiotem produkcji ośrodków wytwórczych, ale związanych geo-politycznie z danym miejscem. Importy pojawiały się na nowych terenach jako przedmioty przywiezione z zewnątrz lub jako pewna idea i koncepcja procesu wytwórczego, co odzwierciedlało charakter kontaktów gospodarczych z innymi ośrodkami. Odbywało się to za pośrednictwem wędrujących hutników-szklarzy, poszukujących najkorzystniejszych warunków do wykonywania zawodu, a także możliwości wsparcia finansowego przez mecenat.
Naczynia sprowadzano przede wszystkim ze względu na ich optymalną przydatność do celów konsumpcyjnych, która dodatkowo spełniała wymogi trwałości i estetyki. Nabywcy z kolei posiadali odpowiednie środki finansowe, które umożliwiały zakup towaru niezależnie od jego ceny, ale jednocześnie mógł się krystalizować określony gust artystyczny i potrzeba uzyskania prestiżu społecznego, przejawiającego się chęcią posiadania przedmiotów określonej klasy. 


Ogólna charakterystyka
Kilkadziesiąt tysięcy fragmentów oraz całych naczyń szklanych znalezionych podczas badań archeologicznych na Starym Mieście reprezentuje szeroki wachlarz form i stosowanych technik, a także doskonale odzwierciedla główne tendencje stylistyczne wytwórczości szklarskiej w Europie od przełomu XIII/XIV wieku do 1. połowy XIX. Część z tych naczyń to przedmioty importowane, co jest dowodem na intensywnie prowadzoną wymianę handlową, ale również wskazuje na potrzeby estetyczne mieszczaństwa elbląskiego, któremu nie obce były aktualnie najmodniejsze towary, pojawiające się na europejskim rynku. Najbardziej czytelne w materiale archeologicznym są związki gospodarcze i handlowe z rejonami południowych i środkowych Niemiec, Czech, Śląska i Niderlandów, a także pośrednio z Italią.


Szklanice
Wyznaczają najwcześniejszy horyzont chronologiczny, który sięga połowy XIV wieku. Są to naczynia o wysokości do 15 cm, mające owoidalny lub lekko koniczny kształt z rozchylonym wylewem. Najczęściej ozdabiano je guzkami, natapianymi na gorąco lub, jeszcze w trakcie formowania, wydmuchiwano pionowe żebra. W miejscu przejścia korpusu w wylew umieszczano nitkę szklaną, stopkę natomiast tworzył doklejany wałek lub taśma. Naczynia te zazwyczaj zachowują się tylko szczątkowo, ze względu na daleko posuniętą korozję wynikającą ze specyficznego odczynu nawarstwień średniowiecznych. Zachowany fragment elbląskiego egzemplarza był dodatkowo zdobiony niewielkimi kobaltowymi kuleczkami, umieszczonymi na grzbietach sopli. Na podstawie znanych analogii tego typu naczyń, można stwierdzić, że są one charakterystyczne dla czesko-śląskiej tradycji szklarskiej i wykonywane były od początku XIV wieku. Powszechnie znane szklanice fletowate to właśnie efekt działań tamtejszych hutników. Z czasem stały się one naczyniami używanymi na terenie dzisiejszych Niemiec, Polski, Skandynawii, Węgier oraz Austrii; z biegiem lat zaczęto je kopiować tam, gdzie zaadaptowały się najbardziej.
Elbląska kolekcja szklanic i ich fragmentów liczy kilkaset sztuk - są one wykonane ze szkła o barwie zielonkawej lub miodowej, o składzie wapniowo-magnezowo-potasowym, charakterystycznym dla leśnych hut szkła.

Szklanica średniowieczna, fot. archiwum MAH


Keulenglas
To przykład naczynia rzadko znajdowanego w trakcie wykopalisk. Jest ono trochę późniejsze od naczyń fletowatych i wywodzi się z południowo-niemieckiej tradycji szklarskiej. Wyróżniają się tym, że w górnej części korpusu posiadają zgrubienie, a w ich zdobieniu zastosowano wydmuchiwane w formie, skośne kanelury. Elbląski egzemplarz mógł mieć 0,6 l. pojemności. Liczne fragmenty znajdowane podczas wykopalisk świadczą o tym, że takich naczyń używano przez cały XVI wiek.


Keulenglas, fot. archiwum MAH

Naczynia średniowieczne do picia, fot. archiwum MAH



Stangenglas, Humpen
ten typ naczyń jest pomostem pomiędzy późnym średniowieczem a okresem nowożytnym (od końca XV do początku XVII wieku) z widocznym stopniowym przejmowaniem nowej stylistyki. Omawiane naczynia ozdabiane były najczęściej dookolnymi, karbowanymi taśmami szklanymi lub grawerunkiem, natomiast wyroby o przekroju poprzecznym 7- lub 8-bocznym, posiadają na ścianach tzw. wzór deseniowy. Najwcześniej pojawiły się na terenach Hesji i Saksonii, tam też były najbardziej popularne. Charakteryzują się one wyklarowaną masą szklarską o zielonkawej barwie. Ich wysokość sięgała 24 cm, a pojemność wynosiła 250-300 ml.
Humpeny możemy zakwalifikować już do elementów kultury materialnej renesansu. Charakteryzują się dużymi średnicami, brzuścami cylindrycznego kształtu oraz wysokimi stopkami - dzwonowatymi lub z doklejanego wałka. Właśnie na tego typu naczyniach zaczęły pojawiać się dekoracje w formie grawerunku, którego rozkwit przypada na XVIII stulecie. Przykładem, znanym już z poprzedniego wpisu o szkłach emaliowanych, jest kufel kobaltowy z pokrywką i ornamentem wykonanym diamentowym rylcem, przedstawiającym rozetę z rozbudowanymi motywami roślinno-kwiatowymi i figurami geometrycznymi.



Szkło emaliowane
Emalierstwo rozwijało się równolegle do grawerunku. Nastąpiło to w wyniku nałożenia się dwóch zjawisk - ugruntowania się elementów kultury mieszczańskiej (tradycja i określone motywy) i upowszechniania się idei renesansu (indywidualizm i subiektywizm twórczy). Do elbląskich przykładów możemy zaliczyć: kobaltowy kufel z cynową pokrywką; cylindryczne szklanice na stopce z poziomo ułożonymi rzędami zgrubień i złoconymi festonami; szklanica o krakelurowanej powierzchni ozdobiona festonem w formie lwiej maski (widoczne oddziaływania włoskie) oraz kielichy w stylu weneckim - zarówno te niezdobione "cristallo" o łagodnej linii czary i tralkowym trzonie, jak i zdobione za pomocą nitek, żeberek, a także tzw. kielichy skrzydełkowe o trzonach z fantazyjnie skręconych pręcików, taśm i nitek. Ich wiek określa się na koniec XVI do połowy XVII wieku.


Kielich XVII-wieczny w stylu weneckim, fot. archiwum MAH

Römery

stanowią nieodłączny element zastawy stołowej, pojawiającej się na niemieckich i niderlandzkich stołach w połowie XVI i XVII wieku. O ich popularności w owym czasie świadczy ogromna liczba tych naczyń i ich fragmentów, znaleziona w Elblągu. Jednocześnie wskazują one na kierunki kontaktów miasta, które prowadziły przez Lubekę na tereny Flandrii i Nadrenii. Naczynia te służyły głównie do picia wina. Zdobiono je spiralnie nawijanymi nićmi i natapianymi guzkami/jeżynkami. Römery wykonane były z masy szklanej potasowo-wapniowej, mają zazwyczaj zielonkawą barwę, a ich odbiorcami byli najczęściej średniozamożni mieszczanie.


Roemery, fot. archiwum MAH



Wyroby z końca XVII wieku do połowy XVIII to przede wszystkim kieliszki, szklanki, pucharki, które raczej reprezentują uniwersalne formy naczyń, pojawiające się w późnym baroku i klasycyzmie, choć występujące na nich zdobienia odnoszą się do symboliki sasko-brandenburskiej 1. połowy XVIII w.

Szklanki i kieliszki XVIII-wieczne, fot. archiwum MAH




Podsumowanie
Na Pomorzu, na podstawie badań archeologicznych, udało się zlokalizować ponad 100 ośrodków szklarskich, które dają dowód na zależność pomiędzy terenem geograficznym a ich umiejscowieniem (dogodność warunków środowiskowych, późniejsze przekształcenia gospodarcze i osadnicze). Najstarsze huty znajdowały się na granicy lobu wiślanego (20-40 km od Gdańska) i jest to najprawdopodobniej najbliższy w tym rejonie teren, możliwy do eksploatacji, jednak najbliższe Gdańska, Malborka i Elbląga ośrodki hutnicze wskazują dość przeciętny poziom technologiczny, a formy naczyń nie wykraczają poza te najprostsze, czyli butelki i szklanki. Tym samym, podnosi to wartość elbląskiego zbioru i wskazuje na kierunki handlu naszego miasta w poprzednich wiekach. 





*Na podstawie artykułu A. Gołębiewskiego Importy naczyń szklanych na Starym Mieście w Elblągu w średniowieczu i okresie nowożytnym, Archaeologia Elbingensis, vol. 2, 1997.

środa, 21 czerwca 2017

Pieniądz zastępczy

Już w starożytności pojawiła się potrzeba użycia środka płatniczego za towar i usługi. Przyjmował on różne postacie, od zboża, bydła, poprzez biżuterię, metale szlachetne, aż w końcu do wykonanej z kruszcu monety, i później w X wieku w Chinach, w XVII w Europie - pieniądza papierowego.
Pieniądze były produkowane przez mennice lub wytwórnie papierów wartościowych podległe państwu. Tylko one mogły wytwarzać monety i bilety skarbowe. (jak np. mennica elbląska do 1765 roku)
Tytułowy pieniądz zastępczy ma zamieniać, w pewnym stopniu, legalny środek płatniczy. Emitowany był przez wydawcę, który nie był uprawniony do tego. Po raz pierwszy wszedł do obiegu w XVI wieku. Początkowo w formie żetonów- monet. W Polsce pojawił się np. w trakcie oblężenia gdańska przez Stefana Batorego w 1577 roku. Władze wybiły wtedy monety używając srebra kościelnego.


Gdański grosz oblężniczy (fot. wcn.pl)



W XVII wieku pojawia się pieniądz zastępczy w postaci bonów.
Bito i drukowano go w obleganych przez wojsko miastach, w celu wypłaty żołdu dla żołnierzy broniących miasta. Pieniądzem zastępczym posługiwano się również w czasie różnego rodzaju zawirowań społecznych i trudności ekonomicznych państwa.
Wykonywano go z innych materiałów niż „pieniądz państwowy”. Mógł posiadać, w przypadku monet, charakterystyczny kształt, a w przypadku bonów nietypowy wymiar, najczęściej mniejszy niż bilet skarbowy.
Sam pieniądz zastępczy emitowany był głównie w trakcie I wojny światowej, a zwłaszcza w Rzeszy Niemieckiej. W czasie tego konfliktu zbrojnego notgeldy (czyli tytułowy pieniądz zastępczy) wydawano także w Austrii, Belgii, Francji, Holandii, Rosji i na Węgrzech. Jedynym państwem biorącym udział w I wojnie światowej, a nie wydającym pieniądza zastępczego była Wielka Brytania, gdzie nie nastąpiły zaburzenia w obiegu pieniądza.
Państwa w czasie konfliktów zbrojnych zmniejszały produkcję w innych dziedzinach, m.in. w produkcji bilonu, przeznaczając metal do wyrobu i finansowania broni. Społeczeństwo ulegając panice zaczęło wypłacać oszczędności z banków i gromadzić kruszec na tzw. czarną godzinę. Pierwsze notgeldy podczas I wojny światowej pojawiły się w Niemczech już kilka dni po wybuchu wojny. Najwcześniejszą emisją bonów jest ta z powiatu pasłęckiego (dawn. Pr.Holland) datowana na 1 sierpnia 1914 - dzień wypowiedzenia wojny Rosji przez Rzeszę Niemiecką.


"Wkład oszczędnościowy" na 1 Markę - Pasłęk, 1 sierpnia 1914 (fot. www.ostpreussen.net)

 „Pieniądze wydane w potrzebie”, jak również nazywa się pieniądz zastępczy, odróżniały się  innym zdobnictwem niż banknoty obiegowe, oraz napisami umieszczonymi na nich (Kriegsnotgeld, notgeld, rentenmark, Goldmark, Gutschein). Na odwrotnej stronie często umieszczano przedstawienia zabytków czy budowli miejskich lub samą pieczęć.

Odwrotna strona elbląskiego banknotu zastępczego na 50 marek z 1920 roku z przedstawieniem Ratusza Miejskiego (fot. pw)

Przednia strona to określenie nominału, często bez dodatkowych grafik. Ciekawostką jest, że… po I wojnie światowej na obszarach, które miały zostać objęte plebiscytem emitowano „bony plebiscytowe” mające zachęcać Polaków do głosowania za przynależnością do Niemiec.


Bony "plebiscytowe" - miasto Olsztyn (u góry), Szczytno (na dole) z lipca 1920 r. (fot. pw)

„Pieniądz w razie potrzeby” drukowany był w Niemczech także w okresie hiperinflacji, w latach 20. XX wieku, kiedy wypłaty udzielane były w milionach a nawet bilionach marek. Bilety skarbowe nie miały żadnej wartości.


Męzczyzna tapetujący ścianę banknotami w czasie Inflacji w Republice Weimarskiej, rok 1923 (fot.  Bundesarchiv, Bild 102-00104 / Pahl, Georg / CC-BY-SA 3.0)


Często pieniądz zastępczy wydany rano, wieczorem już tracił swoją wartość, i zostawał "przewartościowany" przez kasę miejską na wyższy nominał.


Bon na 100 marek przewartościowany na 1 milion marek (czerwona pieczęć)  - 1922 r. (fot. pw)


Notgeld nie był emitowany, tak jak zwykłe pieniądze obiegowe, przez Bank Centralny. Wystawców takich „dokumentów” można podzielić na 3 grupy – wystawcy urzędowi (kasy miejskie), militarni (obozy jenieckie) oraz prywatni (sklepy, stowarzyszenia).  Często można spotkać żetony na produkty żywnościowe - np. na 1 litr pełnego mleka, a w Elblągu spotykamy się np. z „żetonem na jedno piwo” wydanym przez klub wioślarski Nautilus. 


Żeton na 1 litr pełnego mleka (fot. pw)

Żeton na jedno piwo klubu wioślarskiego Nautilus (fot. allegro.pl)

Najstarszym elbląskim papierowym pieniądzem wydanym na czas wojny są bony z 5 sierpnia 1914 roku. Bilety wyemitowane zostały przez miejską kasę oszczędnościową. Ich wartość odpowiadała 1,2,3,5,10 lub 20 markom. Był to druk jednostronny. Tło stanowił znak miejskiej kasy oszczędnościowej, a ponad nim sylwetka robotnika na tle fabryki i panoramy miasta. Nominały różniły się użytymi do poddruku kolorami. Wszystkie bony z sierpniową datą emisji drukowano na papierze firmy Continental Handels-Post.


"Notgeld" zastępujący 1 markę  - 5 sierpnia 1914 rok (fot. pw)

Bony były pieczętowane pieczęcią suchą, niektóre także odbiciem w czerwonym tuszu (może wiązało się to z wycofywaniem z obiegu?). Wszystkie elbląskie pieniądze zastępcze znajdujące się w kolekcji muzealnej zostały "wycofane z obiegu". Takie dokumenty miały obcięty narożnik lub tak jak na fotografii powyżej były dziurkowane lub opatrzone specjalną pieczęcią. Na rynku kolekcjonerskim pojedyncze elbląskie notgeldy mogą osiągać wartość około 100-150 zł.


Pieczęć magistratu miasta Elbląg na pieniądzu zastępczym 5 marek z 5 sierpnia 1914 (fot. pw)





Opracowano na podstawie:
J. Dutkowski, A. Suchanek, Corpus nummorum civitatis Elbingensis, Gdańsk 2003
M. Gizińska, Elbląski pieniądz zastępczy w latach 1914-1923, (w:) Gdańskie Zeszyty Numizmatyczne 142/2016
W. Lesiuk, Pieniądz zastępczy na Śląsku 1914-1924, Opole 1971
J. Moczydłowski, Bony – pieniądz pomocniczy i ulotka (w:) Zastępcze znaki pieniężne w Polsce w XX w., Warszawa 1984
B. Sikorski, Pieniądz zastępczy w l. 1914-1923 w zaborze pruskim na przykładzie Piły, (w:) Zastępcze znaki pieniężne w Polsce w XX w., Warszawa 1984