piątek, 25 sierpnia 2017

Monety państwa krzyżackiego w Prusach

Historia Elbląga rozpoczęła się w 1237 roku. Kiedy Hermann Balk „przybył do ziem Pogezanii, do wyspy, która jak mówi się, leży po środku rzeki Elbląg, w owym miejscu gdzie Elbląg uchodzi do Zalewu Wiślanego i wzniósł tam gród, który od nazwy rzeki Elblągiem nazwano (…)”.

Historia monety elbląskiej rozpoczyna się już 9 lat później, kiedy wraz z prawami miejskimi nadano prawdopodobnie także  prawo do bicia monety. Pierwsza mennica przypuszczalnie mieściła się na terenie nieistniejącego już zamku krzyżackiego. W późniejszym czasie miała mieścić się na Targu Chlebowym, tj. odcinku Starego Rynku między ulicą Św. Ducha a Mostową.
Elbląska mennica jest drugą, która powstała na terenie Państwa Krzyżackiego, pierwsza to mennica toruńska.
Monety bite przez mennicę elbląską, chociaż bardziej pasowałoby określenie mennicę krzyżacką, były w obiegu w całym Państwie Krzyżackim.
Początkowo tworzono tutaj monety w typie brakteatów wybijane z "dobrego srebra", których istnieje kilkanaście odmian.


Brakteaty krzyżackie fot. pw

W literaturze są co najmniej dwie teorie dotyczące ich typów:

Pierwsza – każda mennica produkowała swój własny wzór monety, np. w mennicy elbląskiej ze względu na to, że leżała na terenie objętym działaniami chrystianizacyjnymi produkowano monety związane z wiarą – z wizerunkiem krzyża greckiego lub łacińskiego, tarczy zakonnej czy z bramą symbolem wiary.
Druga (bardziej prawdopodobna) – każda mennica krzyżacka miała produkować takie same „wzory” monet, (w końcu i tak był to pieniądz państwowy). Wzory miały być zmieniane co 10 lat. Za 14 starych fenigów wypłacano 10 nowych.
Niektórzy autorzy podają, że odmian tych małych monetek miało być aż 134. Jednak część z wyodrębnionych odmian  prawdopodobnie mogła jedynie naśladować monety krzyżackie i nie być wytworem żadnej z mennic zakonnych.
Około 1360 roku została wprowadzona moneta „grubsza” – półskojce (warte 6 brakteatów) i kwartniki (4 brakteaty).
Awers półskojców stanowiła tarcza zakonna wielkiego mistrza z pieczęcią urzędową, wokół niej napis w otoku MONETA DOMINORVM PRVSSIE. Na rewersie ujrzeć można krzyż w rozecie, i napis w otoku HONOR MAGRI IVDICVM DILIGIT. Legenda rewersu to werset z psalmu Dawida, był on dewizą określająca funkcje władzy – sprawiedliwego władcy.
Moneta ma około 26 mm średnicy i waży ok. 2,8 g.


Półskojec Winrycha von Kniprode (fot. pw)

Kolejne - kwartniki są mniejsze - 17,5 mm średnicy, 3,78 g wagi.
Awers to tarcza Wielkiego Mistrza i legenda MAGISTER GENERALIS. Rewers to krzyż i napis DOMINORUM PRUSSIE wokół niego.
Nowe monety były bite z wyższej próby srebra, półskojce i kwartniki ze srebra 10-łutowego, szelągi – 13 łutowego.  (Łut – jednostka określająca próbę srebra, 16 łutów= próba 950/1000).
Kolejną wprowadzoną monetą były szelągi. Po raz pierwszy zostały wybite 20 lat po wprowadzeniu półskojców, podczas rządów Wielkiego Mistrza Winrycha von Kniprode (1351-1382),  a ostatnie pochodzą z czasów Jana von Tiefena (1489-1497).
Szelągi są dość jednorodną wizerunkowo monetą. Na awersie znajduje się tarcza zakonna wielkiego mistrza, wokół legenda z jego imieniem. Rewers stanowi tarcza zakonna z napisem w otoku MONETA DOMINORUM PRUSSIE.


Szeląg Ulryka von Jungingena (fot. www.wcn.pl )

Szelągi bite były głównie w mennicy toruńskiej, gdańskiej i malborskiej, królewieckiej. Istnieje również teoria mówiąca, że za rządów braci von Jungingen, bito je także  w mennicy w Elblągu.
Miejsce bicia monety oznaczano literami, T- oznacza mennicę Toruńską, M – Malbork, i D – Gdańsk lub symbolami jak np. gwiazdka w przypadku Malborka, czy podwójny krzyż (krzyż patriarchalny) w przypadku mennicy elbląskiej.


Oznaczenie mennicy malborskiej (fot. pw.)


Mennica elbląska  według hipotezy miała również oznaczać swoje wyroby krzyżem św. Andrzeja umieszczonym nad tarczą zakonną. 
Wyróżnia się aż 312 emisji różnych szelągów w czasie trwania Państwa Krzyżackiego.
Po klęsce zakonu pod Grunwaldem nastąpiło załamanie produkcji menniczej, obniżano próbę monet. Początkowo za rządów mistrza Michała Kuchmeistera von Sternberg bito szelągi 6 ½ próby, którą obniżono w 1416 do jedynie 4 próby.
Pod koniec roku 1416 przeprowadzono reformę, i zaczęto bić szelągi z 8 ½ próbą. Po której zmienił się ich wygląd. Na obu stronach monety wprowadzono krzyż o wydłużonych ramionach.

Jednak ponownie jakość monet zaczęła ulegać pogorszeniu. W czasie wojny trzynastoletniej monety miały próbę jedynie 3 łutową.

Oprócz monet srebrnych, zakonowi zdarzyło się bić także monetę złotą.   
Z dokumentów wiadomo, że pierwszym mistrzem, który wybił dukaty był Konrad von Jungingen. Monety miały być przyozdobione wyobrażeniem Matki Boskiej – jednak nie jest znany żaden egzemplarz tej emisji. 

Drugim mistrzem wydającym złotą monetę był Henryk von Plauen. Dukaty posiadały przedstawienie tarczy wielkiego mistrza z napisem Moneta dominorum Prussi na awersie, rewers natomiast stanowiło przedstawienie Matki Boskiej z dzieciątkiem i napisem w otoku- Maria Mater Domini XPR. Późniejsze monety tego władcy posiadały na awersie przedstawienie postaci wielkiego mistrza w płaszczu zakonnym z mieczem, u którego stop umieszczona była tarcza z lwem i herbem rodowym. 



 
Rysunek dukata Henryka von Plauena (fot. www.nummus.republika.pl )




Niestety nie jest znanych wiele znalezisk monet krzyżackich z terenu Starego Miasta w Elblągu.
Podczas prac archeologicznych na terenie miasta odnaleziono dwa brakteaty - najstarszego typu - tzw. dłoń z proporcem, oraz rycerz z tarczą bite w mennicy toruńskiej oraz szeląg Ludwika von Erlichshausen. Monety odnaleziono na ulicy Kowalskiej 11.




Od lewej: Brakteat "dłoń z proporcem" (1236-1248) , "rycerz z tarczą" (1247-1257) (fot. wcn.pl)

Ciekawym znaleziskiem jest pierwszy szeląg Winrycha von Kniprode, pochodzący z badań przeprowadzonych w 2012 roku na dziedzińcu muzealnym.


Szeląg Winrycha von Kniprode (fot. U. Sieńkowska)


Opracowano na podstawie:
Piotr z Dusburga, Kronika Ziemi Pruskiej (tł. Sławomir Wyszomirski, komentarz Jarosław Wenta) Toruń 2004
J. Dutkowski, Brakteaty zakonu krzyżackiego cz.1,2, (w:) Przegląd Numizmatyczny 3/2004
Fonferek, J., Marcinkowski M., Sieńkowska U., Badania na terenie dawnego zamku krzyżackiego w Elblągu, Materiały XIX Sesji Pomorzoznawczej 21-22.11.2013 w Szczecinie [w:] Acta Archaeologica Pomoranica t.V, Szczecin 2015
J. Goldhofer, Początki emisji szelągów w mennicy zakonnej w Gdańsku (w:) Przegląd numizmatyczny 3/2000
J. Goldhofer, Szelągi z mennicy zakonnej w Elblągu (w:) Przegląd numizmatyczny 1/2002
M. Gizińska, Dzieje mennicy elbląskiej, Rocznik Elbląski, T. XX, 2006 r.
S. Kubiak, Monety i stosunki monetarne w Prusach Królewskich w 2 połowie XV wieku, Wrocław 1986
D. Miehle, Katalog monet ziem historycznie z Polską związanych. Monety zakonu krzyżackiego, Warszawa 1998
F.A.Vossberg,
Geschichte der preußischen Münzen und Siegel von frühester Zeit bis zum Ende der Herrschaft des Deutschen Ordens, Berlin 1843
F.A. Vossberg, Munzgeschichte der Stadt Elbing, Berlin 1844

czwartek, 13 lipca 2017

Importy naczyń szklanych w Elblągu

Importem jest każdy wyrób identyczny lub noszący cechy formalno-stylistyczne porównywalne z innymi wyrobami, które pochodzą z odrębnych kulturowo regionów i nie będących przedmiotem produkcji ośrodków wytwórczych, ale związanych geo-politycznie z danym miejscem. Importy pojawiały się na nowych terenach jako przedmioty przywiezione z zewnątrz lub jako pewna idea i koncepcja procesu wytwórczego, co odzwierciedlało charakter kontaktów gospodarczych z innymi ośrodkami. Odbywało się to za pośrednictwem wędrujących hutników-szklarzy, poszukujących najkorzystniejszych warunków do wykonywania zawodu, a także możliwości wsparcia finansowego przez mecenat.
Naczynia sprowadzano przede wszystkim ze względu na ich optymalną przydatność do celów konsumpcyjnych, która dodatkowo spełniała wymogi trwałości i estetyki. Nabywcy z kolei posiadali odpowiednie środki finansowe, które umożliwiały zakup towaru niezależnie od jego ceny, ale jednocześnie mógł się krystalizować określony gust artystyczny i potrzeba uzyskania prestiżu społecznego, przejawiającego się chęcią posiadania przedmiotów określonej klasy. 


Ogólna charakterystyka
Kilkadziesiąt tysięcy fragmentów oraz całych naczyń szklanych znalezionych podczas badań archeologicznych na Starym Mieście reprezentuje szeroki wachlarz form i stosowanych technik, a także doskonale odzwierciedla główne tendencje stylistyczne wytwórczości szklarskiej w Europie od przełomu XIII/XIV wieku do 1. połowy XIX. Część z tych naczyń to przedmioty importowane, co jest dowodem na intensywnie prowadzoną wymianę handlową, ale również wskazuje na potrzeby estetyczne mieszczaństwa elbląskiego, któremu nie obce były aktualnie najmodniejsze towary, pojawiające się na europejskim rynku. Najbardziej czytelne w materiale archeologicznym są związki gospodarcze i handlowe z rejonami południowych i środkowych Niemiec, Czech, Śląska i Niderlandów, a także pośrednio z Italią.


Szklanice
Wyznaczają najwcześniejszy horyzont chronologiczny, który sięga połowy XIV wieku. Są to naczynia o wysokości do 15 cm, mające owoidalny lub lekko koniczny kształt z rozchylonym wylewem. Najczęściej ozdabiano je guzkami, natapianymi na gorąco lub, jeszcze w trakcie formowania, wydmuchiwano pionowe żebra. W miejscu przejścia korpusu w wylew umieszczano nitkę szklaną, stopkę natomiast tworzył doklejany wałek lub taśma. Naczynia te zazwyczaj zachowują się tylko szczątkowo, ze względu na daleko posuniętą korozję wynikającą ze specyficznego odczynu nawarstwień średniowiecznych. Zachowany fragment elbląskiego egzemplarza był dodatkowo zdobiony niewielkimi kobaltowymi kuleczkami, umieszczonymi na grzbietach sopli. Na podstawie znanych analogii tego typu naczyń, można stwierdzić, że są one charakterystyczne dla czesko-śląskiej tradycji szklarskiej i wykonywane były od początku XIV wieku. Powszechnie znane szklanice fletowate to właśnie efekt działań tamtejszych hutników. Z czasem stały się one naczyniami używanymi na terenie dzisiejszych Niemiec, Polski, Skandynawii, Węgier oraz Austrii; z biegiem lat zaczęto je kopiować tam, gdzie zaadaptowały się najbardziej.
Elbląska kolekcja szklanic i ich fragmentów liczy kilkaset sztuk - są one wykonane ze szkła o barwie zielonkawej lub miodowej, o składzie wapniowo-magnezowo-potasowym, charakterystycznym dla leśnych hut szkła.

Szklanica średniowieczna, fot. archiwum MAH


Keulenglas
To przykład naczynia rzadko znajdowanego w trakcie wykopalisk. Jest ono trochę późniejsze od naczyń fletowatych i wywodzi się z południowo-niemieckiej tradycji szklarskiej. Wyróżniają się tym, że w górnej części korpusu posiadają zgrubienie, a w ich zdobieniu zastosowano wydmuchiwane w formie, skośne kanelury. Elbląski egzemplarz mógł mieć 0,6 l. pojemności. Liczne fragmenty znajdowane podczas wykopalisk świadczą o tym, że takich naczyń używano przez cały XVI wiek.


Keulenglas, fot. archiwum MAH

Naczynia średniowieczne do picia, fot. archiwum MAH



Stangenglas, Humpen
ten typ naczyń jest pomostem pomiędzy późnym średniowieczem a okresem nowożytnym (od końca XV do początku XVII wieku) z widocznym stopniowym przejmowaniem nowej stylistyki. Omawiane naczynia ozdabiane były najczęściej dookolnymi, karbowanymi taśmami szklanymi lub grawerunkiem, natomiast wyroby o przekroju poprzecznym 7- lub 8-bocznym, posiadają na ścianach tzw. wzór deseniowy. Najwcześniej pojawiły się na terenach Hesji i Saksonii, tam też były najbardziej popularne. Charakteryzują się one wyklarowaną masą szklarską o zielonkawej barwie. Ich wysokość sięgała 24 cm, a pojemność wynosiła 250-300 ml.
Humpeny możemy zakwalifikować już do elementów kultury materialnej renesansu. Charakteryzują się dużymi średnicami, brzuścami cylindrycznego kształtu oraz wysokimi stopkami - dzwonowatymi lub z doklejanego wałka. Właśnie na tego typu naczyniach zaczęły pojawiać się dekoracje w formie grawerunku, którego rozkwit przypada na XVIII stulecie. Przykładem, znanym już z poprzedniego wpisu o szkłach emaliowanych, jest kufel kobaltowy z pokrywką i ornamentem wykonanym diamentowym rylcem, przedstawiającym rozetę z rozbudowanymi motywami roślinno-kwiatowymi i figurami geometrycznymi.



Szkło emaliowane
Emalierstwo rozwijało się równolegle do grawerunku. Nastąpiło to w wyniku nałożenia się dwóch zjawisk - ugruntowania się elementów kultury mieszczańskiej (tradycja i określone motywy) i upowszechniania się idei renesansu (indywidualizm i subiektywizm twórczy). Do elbląskich przykładów możemy zaliczyć: kobaltowy kufel z cynową pokrywką; cylindryczne szklanice na stopce z poziomo ułożonymi rzędami zgrubień i złoconymi festonami; szklanica o krakelurowanej powierzchni ozdobiona festonem w formie lwiej maski (widoczne oddziaływania włoskie) oraz kielichy w stylu weneckim - zarówno te niezdobione "cristallo" o łagodnej linii czary i tralkowym trzonie, jak i zdobione za pomocą nitek, żeberek, a także tzw. kielichy skrzydełkowe o trzonach z fantazyjnie skręconych pręcików, taśm i nitek. Ich wiek określa się na koniec XVI do połowy XVII wieku.


Kielich XVII-wieczny w stylu weneckim, fot. archiwum MAH

Römery

stanowią nieodłączny element zastawy stołowej, pojawiającej się na niemieckich i niderlandzkich stołach w połowie XVI i XVII wieku. O ich popularności w owym czasie świadczy ogromna liczba tych naczyń i ich fragmentów, znaleziona w Elblągu. Jednocześnie wskazują one na kierunki kontaktów miasta, które prowadziły przez Lubekę na tereny Flandrii i Nadrenii. Naczynia te służyły głównie do picia wina. Zdobiono je spiralnie nawijanymi nićmi i natapianymi guzkami/jeżynkami. Römery wykonane były z masy szklanej potasowo-wapniowej, mają zazwyczaj zielonkawą barwę, a ich odbiorcami byli najczęściej średniozamożni mieszczanie.


Roemery, fot. archiwum MAH



Wyroby z końca XVII wieku do połowy XVIII to przede wszystkim kieliszki, szklanki, pucharki, które raczej reprezentują uniwersalne formy naczyń, pojawiające się w późnym baroku i klasycyzmie, choć występujące na nich zdobienia odnoszą się do symboliki sasko-brandenburskiej 1. połowy XVIII w.

Szklanki i kieliszki XVIII-wieczne, fot. archiwum MAH




Podsumowanie
Na Pomorzu, na podstawie badań archeologicznych, udało się zlokalizować ponad 100 ośrodków szklarskich, które dają dowód na zależność pomiędzy terenem geograficznym a ich umiejscowieniem (dogodność warunków środowiskowych, późniejsze przekształcenia gospodarcze i osadnicze). Najstarsze huty znajdowały się na granicy lobu wiślanego (20-40 km od Gdańska) i jest to najprawdopodobniej najbliższy w tym rejonie teren, możliwy do eksploatacji, jednak najbliższe Gdańska, Malborka i Elbląga ośrodki hutnicze wskazują dość przeciętny poziom technologiczny, a formy naczyń nie wykraczają poza te najprostsze, czyli butelki i szklanki. Tym samym, podnosi to wartość elbląskiego zbioru i wskazuje na kierunki handlu naszego miasta w poprzednich wiekach. 





*Na podstawie artykułu A. Gołębiewskiego Importy naczyń szklanych na Starym Mieście w Elblągu w średniowieczu i okresie nowożytnym, Archaeologia Elbingensis, vol. 2, 1997.

środa, 21 czerwca 2017

Pieniądz zastępczy

Już w starożytności pojawiła się potrzeba użycia środka płatniczego za towar i usługi. Przyjmował on różne postacie, od zboża, bydła, poprzez biżuterię, metale szlachetne, aż w końcu do wykonanej z kruszcu monety, i później w X wieku w Chinach, w XVII w Europie - pieniądza papierowego.
Pieniądze były produkowane przez mennice lub wytwórnie papierów wartościowych podległe państwu. Tylko one mogły wytwarzać monety i bilety skarbowe. (jak np. mennica elbląska do 1765 roku)
Tytułowy pieniądz zastępczy ma zamieniać, w pewnym stopniu, legalny środek płatniczy. Emitowany był przez wydawcę, który nie był uprawniony do tego. Po raz pierwszy wszedł do obiegu w XVI wieku. Początkowo w formie żetonów- monet. W Polsce pojawił się np. w trakcie oblężenia gdańska przez Stefana Batorego w 1577 roku. Władze wybiły wtedy monety używając srebra kościelnego.


Gdański grosz oblężniczy (fot. wcn.pl)



W XVII wieku pojawia się pieniądz zastępczy w postaci bonów.
Bito i drukowano go w obleganych przez wojsko miastach, w celu wypłaty żołdu dla żołnierzy broniących miasta. Pieniądzem zastępczym posługiwano się również w czasie różnego rodzaju zawirowań społecznych i trudności ekonomicznych państwa.
Wykonywano go z innych materiałów niż „pieniądz państwowy”. Mógł posiadać, w przypadku monet, charakterystyczny kształt, a w przypadku bonów nietypowy wymiar, najczęściej mniejszy niż bilet skarbowy.
Sam pieniądz zastępczy emitowany był głównie w trakcie I wojny światowej, a zwłaszcza w Rzeszy Niemieckiej. W czasie tego konfliktu zbrojnego notgeldy (czyli tytułowy pieniądz zastępczy) wydawano także w Austrii, Belgii, Francji, Holandii, Rosji i na Węgrzech. Jedynym państwem biorącym udział w I wojnie światowej, a nie wydającym pieniądza zastępczego była Wielka Brytania, gdzie nie nastąpiły zaburzenia w obiegu pieniądza.
Państwa w czasie konfliktów zbrojnych zmniejszały produkcję w innych dziedzinach, m.in. w produkcji bilonu, przeznaczając metal do wyrobu i finansowania broni. Społeczeństwo ulegając panice zaczęło wypłacać oszczędności z banków i gromadzić kruszec na tzw. czarną godzinę. Pierwsze notgeldy podczas I wojny światowej pojawiły się w Niemczech już kilka dni po wybuchu wojny. Najwcześniejszą emisją bonów jest ta z powiatu pasłęckiego (dawn. Pr.Holland) datowana na 1 sierpnia 1914 - dzień wypowiedzenia wojny Rosji przez Rzeszę Niemiecką.


"Wkład oszczędnościowy" na 1 Markę - Pasłęk, 1 sierpnia 1914 (fot. www.ostpreussen.net)

 „Pieniądze wydane w potrzebie”, jak również nazywa się pieniądz zastępczy, odróżniały się  innym zdobnictwem niż banknoty obiegowe, oraz napisami umieszczonymi na nich (Kriegsnotgeld, notgeld, rentenmark, Goldmark, Gutschein). Na odwrotnej stronie często umieszczano przedstawienia zabytków czy budowli miejskich lub samą pieczęć.

Odwrotna strona elbląskiego banknotu zastępczego na 50 marek z 1920 roku z przedstawieniem Ratusza Miejskiego (fot. pw)

Przednia strona to określenie nominału, często bez dodatkowych grafik. Ciekawostką jest, że… po I wojnie światowej na obszarach, które miały zostać objęte plebiscytem emitowano „bony plebiscytowe” mające zachęcać Polaków do głosowania za przynależnością do Niemiec.


Bony "plebiscytowe" - miasto Olsztyn (u góry), Szczytno (na dole) z lipca 1920 r. (fot. pw)

„Pieniądz w razie potrzeby” drukowany był w Niemczech także w okresie hiperinflacji, w latach 20. XX wieku, kiedy wypłaty udzielane były w milionach a nawet bilionach marek. Bilety skarbowe nie miały żadnej wartości.


Męzczyzna tapetujący ścianę banknotami w czasie Inflacji w Republice Weimarskiej, rok 1923 (fot.  Bundesarchiv, Bild 102-00104 / Pahl, Georg / CC-BY-SA 3.0)


Często pieniądz zastępczy wydany rano, wieczorem już tracił swoją wartość, i zostawał "przewartościowany" przez kasę miejską na wyższy nominał.


Bon na 100 marek przewartościowany na 1 milion marek (czerwona pieczęć)  - 1922 r. (fot. pw)


Notgeld nie był emitowany, tak jak zwykłe pieniądze obiegowe, przez Bank Centralny. Wystawców takich „dokumentów” można podzielić na 3 grupy – wystawcy urzędowi (kasy miejskie), militarni (obozy jenieckie) oraz prywatni (sklepy, stowarzyszenia).  Często można spotkać żetony na produkty żywnościowe - np. na 1 litr pełnego mleka, a w Elblągu spotykamy się np. z „żetonem na jedno piwo” wydanym przez klub wioślarski Nautilus. 


Żeton na 1 litr pełnego mleka (fot. pw)

Żeton na jedno piwo klubu wioślarskiego Nautilus (fot. allegro.pl)

Najstarszym elbląskim papierowym pieniądzem wydanym na czas wojny są bony z 5 sierpnia 1914 roku. Bilety wyemitowane zostały przez miejską kasę oszczędnościową. Ich wartość odpowiadała 1,2,3,5,10 lub 20 markom. Był to druk jednostronny. Tło stanowił znak miejskiej kasy oszczędnościowej, a ponad nim sylwetka robotnika na tle fabryki i panoramy miasta. Nominały różniły się użytymi do poddruku kolorami. Wszystkie bony z sierpniową datą emisji drukowano na papierze firmy Continental Handels-Post.


"Notgeld" zastępujący 1 markę  - 5 sierpnia 1914 rok (fot. pw)

Bony były pieczętowane pieczęcią suchą, niektóre także odbiciem w czerwonym tuszu (może wiązało się to z wycofywaniem z obiegu?). Wszystkie elbląskie pieniądze zastępcze znajdujące się w kolekcji muzealnej zostały "wycofane z obiegu". Takie dokumenty miały obcięty narożnik lub tak jak na fotografii powyżej były dziurkowane lub opatrzone specjalną pieczęcią. Na rynku kolekcjonerskim pojedyncze elbląskie notgeldy mogą osiągać wartość około 100-150 zł.


Pieczęć magistratu miasta Elbląg na pieniądzu zastępczym 5 marek z 5 sierpnia 1914 (fot. pw)





Opracowano na podstawie:
J. Dutkowski, A. Suchanek, Corpus nummorum civitatis Elbingensis, Gdańsk 2003
M. Gizińska, Elbląski pieniądz zastępczy w latach 1914-1923, (w:) Gdańskie Zeszyty Numizmatyczne 142/2016
W. Lesiuk, Pieniądz zastępczy na Śląsku 1914-1924, Opole 1971
J. Moczydłowski, Bony – pieniądz pomocniczy i ulotka (w:) Zastępcze znaki pieniężne w Polsce w XX w., Warszawa 1984
B. Sikorski, Pieniądz zastępczy w l. 1914-1923 w zaborze pruskim na przykładzie Piły, (w:) Zastępcze znaki pieniężne w Polsce w XX w., Warszawa 1984

wtorek, 16 maja 2017

O emaliowanych szkłach z Elbląga

W dzisiejszym poście chciałabym poruszyć temat naczyń emaliowanych, pochodzących z badań archeologicznych na elbląskiej Starówce. Nie jest to liczna grupa tego typu zabytków i rzadko występuje na badanych stanowiskach archeologicznych w Polsce, więc zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Technologia

Określenie "szkło emaliowane" oznacza technikę zdobienia wyrobów szklanych, która polega na malowaniu ich kolorowymi farbami. Malowanie wykonuje się 'na zimno', stosując lakiery i farby terpentynowe, bez wypalania naczynia. Jest to technika wydajna, ale jednak nietrwała, ze względu na dużą ścieralność malowanej powierzchni. Bardziej trwała jest technika 'na gorąco', która polega na tym, że na powierzchnię szklanego wyrobu nakłada się farbę, a następne wypala naczynie powtórnie. Służy do tego piec malarski, tzw. muflowy, czyli bez bezpośredniego dostępu ognia. W piecu następowało trwałe stopienie się dekoracji ze strukturą szkła. Używa się do tego farb, mających w składzie sproszkowane szkliwo i związki metali barwiących, które dzielą się na nieprzezroczyste (emalie, glazury, smalty), przezroczyste (transparentowe, olejne, żywiczne) i pigmentowe, łączone ze szkliwami. O tym, jak długo utrzymywała się farba na szkle, decydowała ich jakość, a dokładniej stopień rozdrobnienia i wymieszania z olejkami (damarowym, goździkowym, terpentynowym), które wyparowywały po nałożeniu na szkło. Dla uzyskania odpowiednich barw, używało się najczęściej tlenków metali - barwa niebieska to tlenek kobaltowy, zielona - tlenek miedziowy z dwuchromianem potasu, żółta - chromian ołowiowy, biała - tlenek cyny, czarna - tlenek żelazowy z tlenkiem kobaltowym i braunsztynem (ruda manganu). Do nakładania barwników najlepszy podobno był pędzel z włosia bobrowego. Używano także stempli. Złocono natomiast pastami, zawierającymi złoto (sproszkowany metal lub chlorek złotawy).

Geneza

Malowanie naczyń 'na zimno' znane już było w starożytnym Egipcie, a także stosowano je przez cały okres cesarstwa rzymskiego. Rozkwit tej techniki nastąpił we wczesnym średniowieczu za sprawą Arabów, którzy przywozili tego typu szkła z głównych ośrodków produkcyjnych z Syrii i Iraku. Następnie, sztukę tę przejęli Wenecjanie, przez co emalierstwo na wiele lat stało się główną gałęzią szklarstwa weneckiego - przy znajomości produkcji przezroczystego szkła, dodawało kunsztu owym wyrobom. Z Wenecji, technika dekorowania szkieł farbami przeniknęła do innych regionów Europy. 
Pierwsze emaliowane szkła pojawiły się w północnej Europie dzięki niemieckim kupcom z Augsburga i Norymbergii, a około 1540 roku naczynia malowane w stylu niemieckim zaczęto wykonywać w austriackich i południowo-niemieckich hutach. Choć w XVI wieku w Wenecji emaliowane szkło wyszło już z mody, to w środowiskach mieszczańskich, głównie czeskim i niemieckim miało ono swój rozkwit i w pewnym stopniu, jako jeden z wielu czynników, wyznaczało właśnie kulturę mieszczańską, określało przynależność do określonego bractwa, cechu lub gildii.

Zdobnictwo

Najczęściej pojawiającymi się motywami były herby książęce i patrycjuszowskie, znaki cechów rzemieślniczych, przedstawienia religijne, sceny polowań, biesiad, poza tym fragmenty warsztatów rzemieślniczych, motywy roślinne, geometryczne, wzbogacane napisami i sygnaturami. Zazwyczaj tego typu dekoracje umieszczano na wysokich szklanicach, zwanych humpenami lub wilkomami, a także na kuflach, dzbanach, czworobocznych flaszach i kielichach.

Zabytki

Elbląskie emaliowane szkła należą do wyjątkowych obiektów, ponieważ w trakcie wieloletnich badań wykopaliskowych znaleziono stosunkowo niewiele takich obiektów oraz fragmentów. Ich niewielka liczba spowodowana jest najprawdopodobniej zwyczajowym tłuczeniem naczyń do picia podczas uczt. Są to wyroby datowane na 2. połowę XVI wieku do końca XVII wieku.
Poniżej zaprezentuję pokrótce niektóre z tych naczyń. Należą one niewątpliwie do jednych z najciekawszych i zarazem najcenniejszych obiektów, które zostały znalezione w trakcie badań.

Kielich z wielorybem (?) połykającym Jonasza
kielich ze sceną biblijną w formie dekoracji, na której umieszczono potwora morskiego z fragmentem ciała człowieka. Jest to najprawdopodobniej prorok Jonasz, który chcąc uniknąć zadania, powierzonemu mu przez Boga, został ukarany połknięciem przez wieloryba. Obok widzimy datę 1582 oraz napis D.P. JONAS. Kielich swoją formą nawiązuje do XVI-wiecznych form weneckich. Być może autorem tego naczynia był jeden z potomków hutniczego rodu Preusslerów (prowadzili oni m.in. huty Marienberg i Jugel w Saksonii). Według dostępnej kartoteki mieszkańców Starego Miasta, dowiadujemy się, że właścicielem działki, z której pochodzi omawiany kielich, był Piotr Himmelreich, znany patrycjusz elbląski, który zmarł własnie w 1582 roku. Zatem możemy przypuszczać, że naczynie mogło być zamówione przez np. radnych miejskich w celu upamiętnienia śmierci człowieka wybitnego. Wymiary: wysokość - 15,5 cm, średnica wylewu - 8,2 cm.

Kielich z wielorybem (?), fot. P. Wlizło


Kufel kobaltowy
to kolejne wyjątkowe naczynie, wykonane z przezroczystego szkła, zabarwionego na kolor kobaltowy. Kufel zdobiony jest złoceniami, połączonymi z kolorowymi aplikacjami, wykonanymi emalią: czerwoną, błękitną, białą i żółtą. Środkową część brzuśca zdobią sześcioramienne gwiazdy, wzbogacone motywami kwiatowymi, a pozostałą powierzchnię wypełniają poziome i pionowe paski z motywami rombów i kropkami. Naczynie powstało najprawdopodobniej w XVI w., a dokładniej w latach 1580-1610 (w XVI stuleciu zaczęły się pojawiać właśnie kobaltowe kufle, jako efekt kompromisu pomiędzy stylem weneckim a miejscowymi tradycjami, poza tym tego typu naczynia były charakterystyczne dla działających w tym czasie hut szklarskiego rodu Schurerów), a jego właścicielem mógł być Andreas Siebert, średnio zamożny mieszczanin, właściciel kamienicy przy ul. Mostowej 16. Wymiary: wysokość - 13,3 cm, średnica wylewu - 8,7 cm.

Fot. A. Grzelak

Fot. A. Grzelak



Dzban
o barwie kobaltowej został ozdobiony kolorowymi farbami: białą, żółtą, zieloną i czarną,co wzbogacono złoconymi paskami a jego głównym motywem ornamentacyjnym są umieszczone we fryzach stylizowane liście akantu, a także kropki i paski w różnych układach. Dzban  nie posiada analogii wśród znalezisk w Polsce, ale najprawdopodobniej pochodzi z terenu Czech lub południowych Niemiec. Czas jego powstania określa się na początek XVII wieku. Być może właścicielami tego dzbana (na pewno działki) byli bliżej nieznani średniozamożni mieszczanie Nickell Schaderau i Ernst Bottger.

Szklanice
należą do najczęściej ozdabianych przez dekoratorów-szklarzy w XVI i XVII wieku. W naszych zbiorach posiadamy 4 takie egzemplarze.

Pierwszą z nich jest częściowo zachowana szklanica, zdobiona wzorem reliefowym z emaliowanymi białymi kropkami oraz natapianymi guzkami, tzw. jeżynkami, charakterystycznymi dla roemerów. Naczynie datowane jest na 2. połowę XVI wieku, ma kształt lejkowaty, trudno jednak podać jego całkowite wymiary (udało się zrekonstruować 16 cm z wysokości). Podobne naczynia znane są z terenów Nadrenii, południowych Niderlandów i Anglii, a wykonywano je prawdopodobnie w hutach w okolicach Antwerpii lub w Spessart. Elbląska szklanica na pewno była importowana, a jej posiadaczem mógł być Bartolomeus Greffe, właściciel kilku parcel w mieście, bardzo zamożny kupiec, a także burgrabia.

Druga szklanica posiada ornament kasetonowy z rzędami białych, emaliowanych kropek na korpusie oraz złocony pasek (również z kropek) pod brzegiem naczynia. Wylew podkreślony jest kryzą, wykonaną z falistego wałka, ozdobionego emalią. Naczynie ma kształt owoidalny ze zwężającym się ku górze kołnierzem. Nie jest wykluczone, że mógł to być kufel. Szkło, z którego naczynie wykonano, jest bezbarwne i przezroczyste, z delikatną korozją. Pochodzi z przełomu XVI i XVII wieku - w tym czasie właścicielem działki (ul. Bednarska 14) był średniozamożny mieszczanin Bartłomiej Labien, a następnie Dawid Schroeter.

Kolejna ma barwę kobaltową i jest zachowana we fragmentach, na podstawie których można odtworzyć jej pierwotny kształt - owoidalny, z lekko stożkowatym wylewem z kryzą oraz stopką. Na jej powierzchni zachował się motyw emaliowanej siatki (trudno określić kolor ze względu na korozję), utworzonej z regularnie rozmieszczonych punktów, trudno jednak powiedzieć, czy zastosowany tutaj motyw jest elementem przedstawienia rodzajowego, czy też może ornamentem samym w sobie. Naczynie można wydatować na XVI/XVII wiek.

Ostatnia z tej grupy jest szklanica (odtworzona z fragmentów) z dekoracją w formie sceny z jeźdźcem na koniu wśród motywów kwiatowych, którą wykonano farbami emaliowymi o barwie białej, żółtej, niebieskiej, zielonej i brązowej. Naczynie sygnowane jest datą 1642 i napisem, z którego zachowały się tylko 2 litery "...er". Postać jeźdźca również zachowana jest we fragmencie, w którym można dostrzec twarz jeźdźca i jego nakrycie głowy, a także długi płaszcz i lufę muszkietu (lub zwój papieru?) oraz białego konia.

Buteleczka apteczna
czworoboczna buteleczka z cynową zakrętką, wykonana z jasno zielonego szkła z dekoracją w formie zielonego wieńca laurowego, wewnątrz którego umieszczono litery M I oraz datę 1648, a na powierzchni naczynia, za pomocą farby białej, żółtej, zielonej, błękitnej i złoceń, namalowano ornament kwiatowo-geometryczny. Najwcześniejsze tak zdobione naczynie pojawiło się w Moguncji i datowane jest na 1485 rok. Natomiast forma szyldu, ozdobionego motywem dookolnego wieńca (najczęściej z wawrzynu, liści akcji, dębu lub lauru) rozwinęła się na przełomie XVI i XVII wieku, a w XVIII wieku stała się najbardziej powszechnym sposobem zdobienia tych wyrobów. Ma to wymowę symboliczną, która wiąże się z użyczaniem ludziom swych świeżych sił, zapewnianiem błogosławieństwa, pomyślnego rozwoju i ochroną przed nieszczęściem.
Inicjały na butelce mogły być inicjałami któregoś z aptekarzy, działających w Elblągu, jednak dostępne źródła nie potwierdzają tego, a jedynie dostarczają informacji na temat właściciela działki, na której znaleziono naczynie - był nim Michał Lange (lata 40. XVII w.), zamożny mieszczanin.

Buteleczka z datą 1648, fot. A. Grzelak

Fot. A. Grzelak


Podsumowanie
Omówione naczynia zostały odkryte w kwartałach centralnych Starego Miasta, pomiędzy ulicami: Rybacką, Bednarską, Mostową, Kowalską i Rzeźnicka i łączącym je, Starym Rynkiem. Oznacza to, że musiały one należeć do przedstawicieli miejscowego patrycjatu, którzy pełnili prestiżowe funkcje w mieście, a pod względem dóbr materialnych, zaliczali się do bogatych obywateli miasta. W XVI i XVII wieku cena emaliowanych naczyń była bardzo wysoka i mogli sobie na nie pozwolić tylko bogaci, co tłumaczy niewielką liczbę takich wyrobów wśród znalezisk archeologicznych. Większość z nich zapewne nie była używana na co dzień i raczej pełniła funkcję reprezentacyjną, czasem tylko będąc ozdobą stołu. W ten sposób, niektóre z naczyń, jak na przykład kielich z Jonaszem, mogły znajdować się w gospodarstwie domowym do 50 lat.
Podsumowując, w okresie renesansu szklane naczynia emaliowane były jednym z elementów charakteryzujących kulturę materialną społeczeństwa i z pewnością świadczyły o wysokich wymaganiach artystycznych mieszczan.




*Post powstał na podstawie artykułu Andrzeja Gołębiewskiego pt. Elbląskie szkła emaliowane, opublikowanego w czasopiśmie Archaeologia Historia Polona, t. 8, 2000, s. 205-231.





  

czwartek, 20 kwietnia 2017

Termometr Reaumura, czyli krótka historia pomiarów temperatury.

W jaki sposób możemy określić pojęcie temperatury? Są to przede wszystkim doznania fizjologiczne, towarzyszące dotknięciu lub zbliżeniu do ciał materialnych, które można określić jako zimne, chłodne, letnie, ciepłe lub gorące. Definicję temperatury dobrze określił J.C. Maxwell (szkocki fizyk i matematyk, żyjący w latach 1831-1879): "temperatura ciała jest stanem cieplnym rozpatrywanym w odniesieniu do jego zdolności przekazywania ciepła innym ciałom", co oznacza, że przy bezpośrednim kontakcie dwóch ciał, mających różne temperatury, następuje przekazanie ciepła od ciała o wyższej temperaturze do ciała o niższej, aż do momentu wyrównania temperatur. 
Ludzie od lat intuicyjnie wykorzystywali to zjawisko, ale droga do współczesnego pojmowania temperatury i jej skal była dość długa i nie pozbawiona błędów.

Wszystkim znane są nazwiska Celsjusza*, Fahrenheita** lub Kelvina***, dzięki którym możemy odczytać temperaturę w odpowiedniej skali. Jednak rozwój tej dziedziny nauki zawdzięczamy lekarzowi rzymskiemu, C. Galenowi, żyjącemu w II w. p. n. e.. Wprowadził on cztery stopnie gorąca i cztery stopnie zimna, a pojęcia te odniósł do działania odpowiednich leków na ludzi, w zależności od tego, czy one rozgrzewały czy chłodziły organizm ludzki. Wprowadził on także w swojej skali temperaturę neutralną (dla mieszaniny równych ilości lodu i wrzącej wody), przypisując jej stopień zerowy, jednocześnie twierdząc, że ta temperatura zależy od szerokości geograficznej. 

Pierwsze urządzenie do pomiaru stopnia ciepła lub stopnia, czyli po prostu termometr, stworzył Galileusz - włoski astronom, astrolog, matematyk, fizyk i filozof, żyjący w latach 1564 - 1642. Ów przyrząd składał się z bańki połączonej z długą rurką, zanurzoną w zabarwionej cieczy.

 Tak prawdopodobnie wyglądał pierwszy termometr, źródło: internet.

Po wstępnym ogrzaniu lub ochłodzeniu gazu zawartego w bańce w celu zassania pewnej ilości cieczy, słupek cieczy podnosił się i opadał w zależności od zmian temperatury otoczenia i podawał stopień ciepła lub zimna. Wykorzystał w ten sposób zależność gęstości cieczy od temperatury oraz prawo Archimedesa. Trudno jednak powiedzieć, czy przyrząd ten posiadał podziałkę, zatem określa się go jako termoskop. Choć autorstwo tego wynalazku przypisuje się Galileuszowi, to tak naprawdę była to tylko zmodyfikowana wersja termoskopu Filona z Bizancjum, greckiego filozofa, pisarza i mechanika, który żył w III w. p. n. e.

Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Do zaprezentowania tego tematu zainspirował mnie przedmiot, przypominający termometr lub strzykawkę, znaleziony podczas badań archeologicznych, które odbyły się w 2007 roku na zapleczach kamienic, znajdujących się przy ulicy Stary Rynek 2 do 7. Podczas tych prac wydobyto kilkadziesiąt całych naczyń szklanych oraz ponad 1900 fragmentów, datowanych na okres od XV do początku XX wieku. Oprócz naczyń służących do picia i szkieł okiennych, został znaleziony właśnie tytułowy termometr, o którym wspomniałam w poście o przedmiotach szklanych. 




Fot. A. Grzelak


Thermometer Reaumur, fot. A. Grzelak


Fot. A. Grzelak


Fot. A. Grzelak

Co więc widzimy na tym termometrze? Jedyny czytelny napis to Termometer Reaumur oraz skala od 0 do 40. Sam przedmiot, zakończony okrągłym uchwytem, ma 10,3 cm długości, a jego średnica wynosi 1 cm. W środku znajduje się szklany "tłok", z płaskim końcem wewnątrz obudowy - prawdopodobnie służył on do wskazywania skali.   
               
Nazwisko umieszczone na nim brzmi Rene Antoine Ferchault de Reaumur. Był to francuski naukowiec, żyjący w latach 1683 - 1757, zainteresowany przede wszystkim badaniem życia owadów, ale również znany jako ten, który wprowadził Skalę Reaumura, czyli skalę temperatury pomiędzy temperaturą wrzenia i zamarzania wody, zawierającą się w przedziale odpowiednio od 0 do 80 stopni. Reaumur, jako pierwszy, w 1730 roku zaproponował taką skalę. Stworzony przez niego termometr zawierał rozcieńczony alkohol (etanol), który lepiej pokazywał zmiany temperatury niż rtęć, ponieważ rozszerzał się szybciej. Termometr posiadał rurkę z podziałką, w której każdy stopień był jedną tysięczną objętości zawartej w zbiorniku aż do miejsca, oznaczającego zero.

Skala ustalona przez Reaumura była szeroko stosowana we Europie, głównie Francji, Niemczech i Rosji; około 1790 roku Francuzi wybrali skalę Celsjusza, ale w niektórych częściach Europy nastąpiło to dopiero w połowie XIX wieku. Ciekawostką jest to, że niektóre włoskie i szwajcarskie fabryki nadal stosują tę skalę w produkcji serów, a w Holandii przygotowując desery.   


Literatura:
L. Michalski, K. Eckersdorf Pomiary temperatury, Wydawnictwo Naukowo-Techniczne, Warszawa 1986.
http://www.achem.pl/historia-pomiarow-temperatury/
zdjęcie pierwszego termometru: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/110429,tworca-termometru-pochodzil-z-gdanska
http://blog.termometry.eu/temperatura/jak-dawniej-mierzono-temperature/
https://en.wikipedia.org/wiki/R%C3%A9aumur_scale



Anders Celsius - szwedzki uczony, fizyk i astronom, żyjący w latach 1701-1744; swoją skalę zaproponował w 1742 r., różniła się ona od obecnej, ponieważ naukowiec przyjął 0 stopni jako temperaturę wrzenia wody, a w 100 stopniach temperatura zamarzała. Później inni naukowcy doszli do wniosku, że lepiej będzie połączyć wzrost liczby stopni z procesem ocieplenia. Od 1774 do 1954 r. określano stopień w skali Celsjusza jako 1/100 różnicy temperatur topnienia lodu i wrzenia wody przy ciśnieniu 1 atm. fizycznej.

** Daniel Gabriel Fahrenheit - holenderski fizyk i inżynier, wynalazca termometru rtęciowego, żyjący w latach 1686-1736; jego skala została zaproponowana w 1724 r., używano jej do pomiaru temperatury w krajach, które stosowały imperialne jednostki miar (brytyjskie) do połowy XX w. Następnie została wyparta przez skalę Celsjusza. 32 stopnie Fahrenheita równie są temperaturze topnienia lodu, 212 stopni F równe jest natomiast temperaturze wrzenia wody pod ciśnieniem 1013 hPa.


*** William Thomson 1. Baron Kelwin - brytyjski fizyk, matematyk, przyrodnik, żył w latach 1824-1907; według jego skali 0 oznacza najniższą teoretycznie możliwą temperaturę jaką może mieć ciało. Temperatura 0 K jest równa temperaturze -273,15 stopni C. Temperaturę w kelwinach otrzymuje się przez dodanie do liczby, wyrażonej w stopniach Celsjusza, stałej 273,15.

czwartek, 13 kwietnia 2017

czwartek, 6 kwietnia 2017

Zgubione w rzece


Znaleziska broni w zbiornikach wodnych są dość częste. Wzmianki o przedmiotach odkrytych w rzekach, jeziorach, bagnach pojawiają się już pod koniec XIX wieku.
Natomiast sama tradycja składania broni w wodzie pochodzi z okresu neolitu. Deponowanym uzbrojeniem były wtedy grociki, siekiery krzemienne oraz kamienne topory.
Uzbrojenie w wodzie składali również we wczesnym średniowieczu, tak bliscy nam poprzez sąsiedztwo Truso, Wikingowie.
Znaleziska depozytów w środowisku wodnym, bagiennym mogą mieć trzy przyczyny – przyczynę polityczną, kultową, lub gospodarczą. Praktyki takie mogły utrzymywać się do późnego średniowiecza.
Polska archeologia jako przyczynę wskazuje głównie uwarunkowania kulturowe- kultowe.. Jednak w przypadku znalezisk z rzeki Tyny ciężko stwierdzić czy znaleziona tam broń było porzucona w celach kultowych, czy po prostu została zgubiona.
Chronologicznie najstarszym przedmiotem znalezionym niedaleko stacji pomp jest miecz określony przez Oakeshotta jako typ XIIIa,J,2.
fot. pw

Miecz ten zdobiony jest znakami krzyża, co jak wiadomo kojarzyć się może z zakonem krzyżackim. Jednak w krzyżach tych należałoby widzieć raczej talizmany chroniące użytkownika.
 fot. archiwum MAH
Broń zdobiona motywem krzyża na głowicy była używana przez uczestników krucjat organizowanych z Cypru, (gdzie przenieśli się Templariusze po straceniu ostatniej twierdzy chrześcijaństwa Akki w 1291 roku) oraz podczas obrony samej wyspy przed niewiernymi.
Identyczny miecz został znaleziony na terenie Anglii, również w rzece, Tamizie. Prawdopodobnie mógł zostać wyrzucony przez jednego z templariuszy w 1307 roku, po rozwiązaniu zakonu w Anglii przez króla Edwarda II. Wrzucenie miecza do wody, miało uchronić przedmiot przed desakralizacją.
Większość akwatycznych znalezisk średniowiecznych mieczy nie pochodzi z miejsc, gdzie funkcjonowały przeprawy przez rzekę. Można z całą pewnością twierdzić, że został on złożony tam specjalnie. Jak np. osiemdziesiąt mieczy znalezionych w rzece Dordogne we Francji lub znalezisko z Radymna z koryta rzeki San.
Kolejnym przedmiotem znalezionym w tym samym miejscu jest rapier, wynik nowożytnej ewolucji średniowiecznego miecza. Był on ściśle powiązany z nauką fechtunku rozwijająca się we Włoszech, Francji i na półwyspie iberyjskim. 
Rapier fot. pw


Podobny rapier znany jest z zamku Sturefors na Gotlandii, należał do Thure Bielke, szwedzkiego szlachcica. Broń najprawdopodobniej została zakupiona podczas jego studiów lub służby dyplomatycznej we Włoszech.
Charakterystyczna głownia rapiera datowana jest na okres od drugiej połowy XVI wieku do początku wieku XVII – jest to okres kiedy nasilona była moda na pojedynkowanie.
Na ten sam czas datuje się również kolejne znalezisko w niedalekiej odległości od rzeki, topór.
fot. pw

Na pierwszy rzut oka, niczym się nie wyróżniający. Jednak po bliższym zapoznaniu się z obiektem można zauważyć jego sygnowanie. Przy obuchu topora widoczne są 3 znaki. Z umieszczonymi w nich literą R lub 8. Są to prawdopodobnie znaki rzemieślnika który wykonał topór. Kolejnymi symbolami na toporze są gwiazdki nabite w kształcie koła. Gwiazdki umieszczono również na brodzie topora, tym razem ułożone w kształcie krzyża.
fot. pw


Można przypuszczać, że oznaczenie krzyża, miało dawać, jako talizman, ochronę użytkownikowi (tak jak w przypadku krzyży na mieczach). Broń posiada widoczny ślad użytkowania – uszkodzenie w połowie długości ostrza.
fot. pw


Kolejne znaleziska wodne, to już te z rzeki Elbląg.
Pierwszym, dość skromnym, jest pudełko na śrut. Zostało wyłowione z rzeki w 1966 roku.
W odróżnieniu od miecza, który mógł zostać złożony w rzece celowo, pudełeczko, ze względu na swoją wielkość, musiało komuś po prostu wypaść z kieszeni. Wieczko po jednej stronie pudełka zdobione jest wieńcem laurowym, wewnątrz którego znajduje się wygrawerowana postać kozła.
fot. pw

Natomiast drugie wieczko zawiera informacje o właścicielu pudełka. Był nim prawdopodobnie Mathis (Mathias?) Olks. Umieszczona została również data - rok 1707. Napisy nie są zbyt dobrze widoczne. Pudełeczko można datować z pewnością na wiek XVIII. Pozostaje tylko odnaleźć jego właściciela.
fot.pw
Trochę większym przedmiotem „zgubionym” w rzece Elbląg, jest lufa armatnia. Prawdopodobnie została wyłowiona z dna rzeki w roku 1977. Czas powstania można szacować na koniec XVIII wieku. Kaliber metrowej lufy to jedynie 6 cm.
fot. pw


Opracowano na podstawie:


M. Głosek, Miecze środkowoeuropejskie z X-XV wieku, Warszawa 1984
M. Głosek, Znaki i napisy na mieczach średniowiecznych w Polsce, Wrocław 1973
L. Marek, Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic, Wrocław 2014
A.Nowakowski, Analiza archeologiczna militariów z Radymna woj. przemyskie (w:) Przemyskie zapiski historyczne. Studia i materiały poświęcone historii Polski Południowo-Wschodniej. R.XI, Przemyśl 1998
E. Oakeshott, Records of the Medieval Sword, Woodbridge 2000