piątek, 11 maja 2018

Pióro zamiast butelki zapalającej – życie i twórczość Emmy Laddey

Tekst: Joanna Szkolnicka


W tym roku oprócz stulecia odzyskania niepodległości oficjalnie świętujemy także stulecie przyznania Polkom praw wyborczych. W tym samym 1918 roku prawa te uzyskały kobiety w kilku innych krajach europejskich, w tym Niemki. Otrzymanie tych, dzisiaj tak oczywistych praw, poprzedzone było dziesięcioleciami bojów o równouprawnienie kobiet, prowadzonych zarówno w spektakularny sposób, przy pomocy kamieni, butelek zapalających, a nawet bomb (tu celowały głównie brytyjskie sufrażystki), jak i bardziej pokojową metodą  – za pomocą słowa i pióra. Do grupy emancypantek, walczących tą drugą bronią należała pochodząca z Elbląga niemiecka pisarka Emma Laddey.

Emma Laddey (1841-1892),
źródło: m.ngiyaw-ebooks.org

 Urodziła się w Elblągu 9 maja 1841 r. jako córka lekarza F. Radtke. Już w wieku dziesięciu lat pisała drobne utwory teatralne. W 1859 r. wyjechała do Berlina, gdzie zgłębiała tajniki zawodu aktorskiego, jednak planom kariery aktorskiej kres położyły problemy zdrowotne z gardłem. Podczas podróży do Amsterdamu poznała malarza Ernsta Laddey, twórcę obrazów historycznych i rodzajowych, którego poślubiła w 1864. W 1865 r. osiadła razem z nim w Stuttgarcie i zaczęła parać się pisarstwem. W 1880 r. przeprowadziła się do Monachium, gdzie mieszkała do końca życia. Emma Laddey była zaangażowana w niemiecki ruch emancypacyjny kobiet, m. in. publikując artykuły dotyczące tzw. kwestii kobiecej. W Monachium wygłaszała też wielokrotnie skierowane do kobiet, a w szczególności młodych dziewcząt prelekcje dotyczące zagadnień związanych ze sztuką i nauką. W 1873 r. powstało z jej inicjatywy towarzystwo kobiece „Schwäbischer Frauenverein“, które za cel stawiało sobie m. in. dążenie do umożliwienia kobietom studiów wyższych oraz poprawę ich sytuacji ekonomicznej.  Emma Laddey jest autorką licznych powieści, sztuk teatralnych i utworów dla dzieci, zwłaszcza dla dziewcząt, które tworzyła pod pseudonimem „Hermine“.  Jej twórczość niewątpliwie trąci dziś myszką, swego czasu cieszyła się jednak bardzo dużą poczytnością, zwłaszcza wśród „dorastających panienek“. Warto zauważyć, że pisarka również w utworach beletrystycznych przemycała swoje naówczas bardzo nowoczesne poglądy na kwestie dotyczące m. in. wychowania i kształcenia dziewcząt czy roli kobiety w społeczeństwie, np. w zbiorze  opowiadań Auf eigenen Füßen. Erzählungen für Deutschlands Töchter przedstawia sylwetki samotnie żyjących kobiet, zarabiających samodzielnie na swoje utrzymanie, sprzeciwiając się powszechnemu poglądowi, że jedyną drogą spełnionego życia jest dla kobiety małżeństwo, status „starej panny“ jest godny pogardy lub w najlepszym razie litości, a ona sama to postać komiczna i żałosna. Sama pisarka wyszła co prawda za mąż, nastąpiło to jednak jak na ówczesne standardy stosunkowo późno, a jej życiorys świadczy o tym, iż nie czekała na to, że małżeństwo zapewni jej materialny byt, podejmując wcześniej kroki zmierzające do zdobycia zawodu.  Emma Laddey zmarła 12 kwietnia 1892, brak jest zgodności co do miejsca jej śmierci – w większości przypadków podaje się, że zmarła w Monachium, gdzie na stałe mieszkała, jednak w nekrologu, który ukazał się po jej śmierci w elbląskim dzienniku „Altpreussische Zeitung” napisano, że śmierć pisarki nastąpiła w Merseburgu, gdzie bawiła w odwiedzinach u siostry, a jej przyczyną był atak serca. Warto dostrzec, że współczesna  Laddey gazeta, wychodząca w jej rodzinnym mieście, w krótkim nekrologu dostrzegła przede wszystkim jej zaangażowanie dla sprawy kobiecej, w tym zwłaszcza podejmowanie tej tematyki w powieściach i opowiadaniach.


Kałamarz szklany, ze srebrną oprawą, wytwórca – wrocławska firma Juliana Lemora,
lata 20-te XX w. Zbiory MAH. Fot. P. Wlizło.


Poniżej podajemy tłumaczenie fragmentu pierwszego rozdziału jednej z popularnych powieści E. Laddey Tausend Wochen. Eine Geschichte für junge Mädchen. Choć niewątpliwie powieść jest dla współczesnego czytelnika mocno staroświecka, jej główna bohaterka wymyka się stereotypowemu wizerunkowi grzecznej i potulnej panny na wydaniu.


Ilustracja do opowiadania Alpenröschen


Rozdzial I
         
           Ilona.

W oknie jednego z okazałych berlińskich domów siedziała młoda dziewczyna i spoglądała w dół.  Na zewnątrz kłębiło się wielkomiejskie życie, ale wzrok dziewczyny nie zatrzymywał się na jego atrakcjach, ale skupił na rachitycznych lipach, rosnących pod oknem. Po chwili obserwatorka poderwała się żwawo.
„Naprawdę, widzę kilka  kwiatów” – powiedziała do starszej damy, zasiadającej z haftowaną robótką przy drugim oknie. – „Przyszło lato, a ja nawet do tej pory nie odczułam wiosny”.
                 Spod koronkowego czepka okalającego dystyngowaną twarz starszej kobiety uniosły się patrzące z obojętnym wyrazem oczy.
                 „Tak to już jest w dużym mieście” – odparła chłodno. – „Mieszkamy zbyt daleko od Thiergarten, a inne aleje ci się nie podobają. Zresztą masz przecież swój ogród”.
                 „Podwórko” – sprostowała dziewczyna – „Parę metrów łachy piachu porośniętej karłowatymi krzaczkami!”.
                 „Przykro nam Lono, że wciąż jeszcze nie przywykłaś. Zważ, że nie jesteśmy bogatymi ziemianami, jak twoi rodzice, ale skromnymi urzędnikami. Choć twój wuj jest radcą, powinniśmy i tak dziękować Bogu, że możemy pozwolić sobie na ten dom”.
                 „Nie chciałam sprawić ci przykrości, ciociu, ale czy nie możesz zrozumieć, że czuję się tutaj jak ptak w klatce? W domu, na Węgrzech, nie przebywałam pod dachem więcej niż dzikus w swoim szałasie, cały dzień spędzałam na zewnątrz, galopując po wrzosowiskach na moim koniu! Po śmierci rodziców wysłaliście mnie na pensję, już to było ciężkie, ale dało się jeszcze znieść, przynajmniej miałam wokół siebie młodych i wesołych ludzi i był tam kawałek ziemi, który można z czystym sumieniem nazwać ogrodem, gdzie spędzałam wieczory”.
„Przecież nie mogłaś zostać na pensji na zawsze” – odrzekła radczyni dworu. – „Jesteś już młodą damą i musisz się wdrażać do związanych z tym obowiązków”.
„A nie robię tego? Czy nie tkwię godzinami w tej niszy okiennej, kłując sobie igłą palce do krwi? Nie uderzam w fortepian, aż pękają struny? Nie wysiaduję cierpliwie w salonie podczas wizyt tych wszystkich nudnych ludzi, choć mam wówczas ochotę wstać i tupać ze złości? Ale w zamian za to chcę przebywać na powietrzu, nic mnie zatrzyma w domu teraz, kiedy kwitną lipy i róże”.
„Rozmawiałam już o tym z twoim wujem. Kiedy zaczną się wakacje w sądzie, wyjedziemy nad morze”.
„To już coś, ale to ciągle mało. W zeszłym roku w tej małej rybackiej wiosce było niewypowiedzianie nudno”.
„Żałuję, ale nie stać nas, żeby cię zabrać do modnego kąpieliska” – rzekła ostro radczyni. – „Jak wyjdziesz za mąż, będziesz mogła folgować takim zachciankom”.
Kobieta wstała i opuściła pokój. Ilona spojrzała za nią z czołem zmarszczonym niechęcią. Wydymając drwiąco wargi i wzruszając ramionami, rzekła do siebie:
„Jeśli sądzicie, że wypchniecie mnie w ten sposób za swojego nudnego syna, to się mylicie. Lepiej znieść tymczasowe uwięzienie niż zgodzić się na wieczne! W końcu osiągnę upragnioną pełnoletność, nawet jeśli to jeszcze tak długo”.
Poderwała się niecierpliwie, podeszła do pianina, odegrała z pasją skoczną melodię z rodzinnych stron, po czym wybuchła płaczem, schowała twarz w dłoniach i wołała raz za razem: „Nie wytrzymam!”.


Na fali rosnącej popularności literatury retro także dzieła Emmy Laddey doczekały się ostatnio wznowień - również jako e-booki. Współczesna okładka powieści. Źródło: www.amazon.dewww.de-ebooks.org


Na fali rosnącej popularności literatury retro także dzieła Emmy Laddey doczekały się ostatnio wznowień - również jako e-booki. Współczesna okładka powieści. Źródło: www.amazon.dewww.de-ebooks.org




czwartek, 12 kwietnia 2018

Uranowy komplet na toaletkę

Dość zagadkowo i trochę niebezpiecznie brzmiąca nazwa szkło uranowe oznacza szkło z domieszką związków uranu (dwuuranian sodu lub tlenki uranu), które zostały użyte jako barwnik, a zawartość uranu zwykle wynosi 2-3%. Było ono stosowane przede wszystkim jako zastawa stołowa oraz wykonywano z niego różne przedmioty codziennego użytku.

Przyczynkiem do napisania tego posta jest jeden z najnowszych nabytków Muzeum - komplet na toaletkę, wykonany właśnie z tego rodzaju materiału. Ów zestaw został przekazany przez panią Halinę Rakowską-Bramowicz. Cały komplet datowany jest na lata międzywojenne ubiegłego stulecia i bez wątpienia należy do bardzo ciekawych reprezentantów tego szkła. Składa się on z 4 elementów: korytka na grzebienie, flakonu perfumowego z korkiem, flakonu perfumowego (oryginalnie z rozpylaczem) oraz puzderka z pokrywką. W okresie międzywojnia barwione szkło użytkowe było bardzo pożądane i cenione.

Komplet na toaletkę, składający się z czterech elementów;
szkło uranowe o żółtym odcieniu; lata 30. XX wieku.
Fot. P. Wlizło

Fot. P. Wlizło

Fot. P. Wlizło

Fot. P. Wlizło


Początki.
Początki szkła uranowego nie są dobrze poznane i jego wytwarzanie przypisuje się Rzymianom, bazując na przykładzie żółto-zielonych kostek mozaikowych (79 r. n.e.) z rzymskiej willi niedaleko Neapolu. Natomiast udokumentowana historia wykorzystywania związków uranu do barwienia szkła, rozpoczęła się dopiero pod koniec XVIII wieku wraz z doświadczeniem Klaprotha, który ogłosił swoje odkrycie w 1789 roku w Berlinie. Wiadomo jest, że jego badania nie wychodziły poza sferę eksperymentów, ale udawało mu się uzyskiwać różne kolory szkła. Kolejnym naukowcem był Thomas Cook, zajmujący się barwieniem szkła w 1. dziesięcioleciu XIX wieku. Jednak najstarsza informacja o wytwarzaniu szkła uranowego znajduje się w publikacji C.S. Gilberta z 1817 roku. Przypuszcza się więc, że już w tym czasie Anglicy stosowali surowce uranowe do barwienia zarówno szkła, i być może szkliw, na dużą skalę, a wagę surowca (wydobywanego z jednej z kornwalijskich kopalń oraz St. Joachimsthal na terenie Czech) podawano w tonach w skali roku. Zresztą, już w 2. połowie XIX wieku sygnalizowane wyczerpaniem się zasobów surowca. Pokazuje to skalę produkcji szkieł i szkliw uranowych - przykładowo, w 1886 roku wyprodukowano w Europie ok. 800 ton szkła uranowego, a przed II wojną światową tylko firma Josef Riedel zużywała rocznie ok. 5 ton tlenku uranu.

Franz A. Riedel i Josef Riedel.
Opracowanie receptur na szkło uranowe na terenach niemieckojęzycznych związane jest z rodziną Riedel z Czech. Żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku Franz A. Riedel najprawdopodobniej rozpoczął produkcję szkła w latach 30. XIX wieku. Natomiast Josef Riedel (ożeniony z Anną, córką Franza) opracował receptury na 2 rodzaje szkła: Annagelb, czyli żółcień Anny i Annagrün, czyli zieleń Anny. Uważa się, że te dwie nazwy pochodzą od imienia jego żony. Z drugiej jednak strony, termin Annagrün pojawił się w Czechach jeszcze przed 1835 rokiem i nie miał wówczas związku z samym Riedlem. Według jednej z teorii, obie nazwy pochodzą od góry, zwanej Anną, z której to właśnie wydobywano rudę uranu do barwienia szkła. W okresie Biedemeieru istniała jeszcze nazwa Lenoragrün i mogła ona nawiązywać do imienia jednej z córek Riedela, ale to także jest przypuszczenie. Niemniej jednak, jego zasługą było rozpoczęcie produkcji przemysłowej tych szkieł na dużą skalę. 

Zastosowanie szkła uranowego.
Zazwyczaj stosowano je do produkcji przedmiotów codziennego użytku: świeczników, lamp, żyrandoli, guzików, pojemników do przechowywania kosmetyków, szkieł witrażowych, biżuterii, przycisków do papieru, szklanych modeli roślin, zwierząt; przy wytwarzaniu wyrobów artystycznych. Zastosowanie szkła uranowego sięga co najmniej okresu II wojny światowej. Po tym czasie zaczęto wprowadzać pierwsze ograniczenia w stosowaniu tego surowca.
Wyroby wykonane ze szkła uranowego były popularne szczególnie w okresie Biedermeier, Secesji i Art Deco i powiązane z nimi są takie nazwiska i pracownie, jak: Emile Galle, Rene Lalique, Daum Freres, Loetz, Tiffany Studio oraz wielu innych angielskich i włoskich artystów. Mamy też akcent polski, ponieważ szkło uranowe wytwarzane było w hucie "Niemen" (obecnie na terenie Białorusi).

Przykład zastosowania szkła uranowego; obiekt ze zbiorów MAH, fot. P. Wlizło

Eklektyczna paterka z talerzykiem ze szkła uranowego w kształcie muszli osadzonej na płozach,
zdobionych motywem feniksa; być może na słodycze lub na sól/cukier; koniec XIX w.
Fot. P. Wlizło

Szkło uranowe w nauce.
Odegrało ono ważną rolę w nauce, przede wszystkim w badaniach nad zjawiskiem fluorescencji. W 2. połowie XIX wieku i w 1. XX produkowano na wielką skalę różnego rodzaju sztabki, płytki, pryzmaty, wskaźniki, bańki, żarówki, pojemniki, rurki, a od 1857 r. szkła w mikroskopach oraz w okularach, jako ochrona przed działaniem promieniowania UV. Po II wojnie światowej produkcja szkła uranowego została ograniczona, choć wielu artystów i wytwórni kontynuowało jego wytwarzanie (szklarze z Murano, Salvador Dali, Rudolf Hais, Nazeing Glass Factory w Wlk. Brytanii - popielniczki, Plowden&Thompson i Thomas Webb&Sons - rurki do neonów, Francja - klosze i abażury, USA, Fenton Art Glass Company - szkło burmese aż do 1994 roku).

Kolor szkła.
Uran może barwić na żółto, zielono, brązowo, a także czarno i czerwono, a dzieje się to w zależności od warunków utleniająco-redukcyjnych wytopu i składu chemicznego szkła. W przypadku tzw. szkieł historycznych, do których niewątpliwie opisywane obiekty należą, spotyka się barwę żółtą i zieloną (gama żółcieni – użycie tylko uranu; gama zieleni – oprócz uranu, dodatkowo związku miedzi i/lub chromu). 

W literaturze szkło o żółtym odcieniu nosi nazwy: Annagelb/Canarienglas (niemiecki), canary glass (angielski), verre canari (francuski), natomiast zielone szkło, otrzymywane poprzez dodanie siarczków miedzi i/lub chromu do zestawu Annagelb, nazywa się: Eleonoregrün, Lenoragrün, Annagrün. Pod koniec XIX wieku doszedł te odcień żółtopomarańczowy, ze względu na obecność dodatku selenu.

Cechy szkła uranowego: fluorescencja i radioaktywność.
Fluorescencja w szkle uranowym polega na absorbcji promieniowania ultrafioletowego (UV) przez centra barwne, które są w ten sposób wzbudzane, i natychmiastowej emisji promieniowania o niższej energii, przez co centra te powracają do pierwotnego stanu energetycznego.
Najczęściej, właśnie poprzez obserwację fluorescencji szkieł uranowych, rozpoznaje się je, jednak należy pamiętać, że nie jest to metoda specyficzna i nie zawsze skuteczna. Zatem brak fluorescencji nie oznacza, że szkło nie zawiera uranu.

Do końca XIX wieku, zanim odkryto zjawisko radioaktywności, uran i jego związki traktowane były jak każdy surowiec, stosowany do barwienia szkła. Nawet jednak po tym odkryciu, ludzie zdawali sobie sprawę z potencjalnej szkodliwości promieniowania. Pod koniec lat 40. XX wieku popularność szkła uranowego spadła z powodu skojarzeń z bronią atomową i strachu przed promieniowaniem.

Prowadzono liczne badania, dotyczące radioaktywności historycznych szkieł uranowych i ostatecznie okazuje się, że dawka promieniowania, pochodzącego z tych szkieł jest bardzo niska i nie ma wpływu na człowieka. Tym bardziej, że regulacje prawne, dotyczące kontroli wykorzystania uranu, pochodzą już z końca XIX stulecia.
Obecnie szkło barwi się uranem tylko okazjonalnie, a starsze wyroby ze szkła uranowego można znaleźć w muzeach lub wśród kolekcjonerów.


Literatura:
Jerzy J. Kunicki-Goldfinger Uran w szkle historycznym [w:] Ceramika i szkło, red. M. Malinowska, Nr 1/2018, s. 16-21.


piątek, 30 marca 2018

Akcje cz.2



Oprócz przedsiębiorstw, w Elblągu również miasto wyemitowało swoje papiery wartościowe.
Obligacje miejskie zostały wyemitowane 28 czerwca 1929 roku.
Obligacje jako takie są papierami wartościowymi, dzięki którym właściciel ma prawo do z góry określonego dochodu i zwrotu pożyczonej sumy.
Obligacje komunalne, jak należałoby nazwać papiery wypuszczone przez miasta, są więc czymś w rodzaju pożyczki. Przez nie miasto może uzyskać środki na różnego rodzaju inwestycje.
Tego typu dokumenty mogły być emitowane na podstawie odpowiedniej ustawy gminy
Elbląski papier wartościowy, ze zbiorów muzeum, został wydany na kwotę 12,50 reichsmarek. 

 

Wróćmy do akcji wydanych przez przedsiębiorstwa.
Ostatnią spółką akcyjną, której akcje są w zbiorach muzeum jest Fabryka Emalii Adolfa Neufeldta.
Zakład powstał jako pokłosie wprowadzenie metrycznych miar pojemności, które wywołało popyt na naczynia blaszane. Firma została założona w 1867 roku, jako mała blacharnia, po latach funkcjonowania i rozwoju nastała potrzeba kolejnych inwestycji. W roku 1882 wybudowano kompleks nowoczesnych, w pełni zelektryzowanych hal produkcyjnych, a w 1889 roku, już nie mała, firma przekształciła się w spółkę akcyjną. Spółka miała milion marek kapitału zakładowego. Po przekształceniu nastąpił wzrost produkcji i zatrudnienia.
Eksportował swoje wyroby w głąb Niemiec i do Holandii, Rosji, czy Austro-Węgier. 

niedziela, 4 marca 2018

Akcje cz.1


Akcja to papier wartościowy, czyli dokument, stwierdzający prawo majątkowe zapewniający właścicielowi dochód, który może być stały lub zmienny. Pierwsze akcje zostały wyemitowane w XVII wieku. Ich wydawcą była Holenderska Kompania Wschodnioindyjska. Sprzedaż akcji kompanii sfinansowała budowę nowych okrętów oraz faktorii.

Akcje emitowane są i były przez spółki akcyjne. Jak się okazuje, jednak nie tylko.
Czasami papiery wartościowe są jedyną pozostałością po spółce.

Pierwszym takim przykładem mogą być akcje kolei Nadzalewowej - Haffufer Bahn. Była to linia, mająca połączyć Elbląg z Królewcem. Jej budowę zaczęto w roku 1897. Była to inwestycja towarzystwa akcyjnego z Królewca. Budowa zakończyła się w 1899 roku. Kolej łączyła dwa większe miasta  Elbląg i Braniewo. Do roku 1918 częstym użytkownikiem linii był Wilhelm II, mający w Kadynach swoją letnią rezydencje. Kolej Nadzalewowa funkcjonowała z przerwami do 2013 roku. 

Akcja Kolei Nadzalewowej na 1000 marek z 1899 roku, ze stemplami poświadczającymi prawo poboru w roku 1922 oraz 1924,
przewartościowana na 500 marek (fot. Paweł Wlizło)

Trasa kolei przebiegała z dworca Elbląg Miasto przez Angielskie Źródło (Elbląg Zdrój), Tolkmicko, Frombork, Braniewo, Królewiec.
5 stycznia 2018 roku z Gdyni do Królewca odjechał „pociąg testowy” mający dowozić kibiców na Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej.


Akcja Kolei Nadzalewowej na 1000 marek z 1922 roku ze stemplem z roku 1924, przewartościowana na 500 marek (fot. Paweł Wlizło)

Spółką, która istniała dość krótki czas jest „Curt Kuhn i spółka”, było to przedsiębiorstwo zajmujące się produkcją i sprzedażą wyrobów mięsnych. Założone w czerwcu 1923 roku. Niestety 15 kwietnia 1925 roku zostało otwarte postępowanie upadłościowe. Jedyne co pozostało po spółce, to akcje.


Akcje Curt Kuhn & Co. na 5 000 i 10 000 marek z 1923 roku (fot. Paweł Wlizło)


Kolejnym towarzystwem akcyjnym, była spółka Browar Elbląski założona w 1872 roku. Spółka pod tą nazwą istniała do roku 1880, kiedy w lutym jej majątek został wystawiony na aukcję i sprzedany.  Jeszcze w lutym, nowy inwestor zmienił nazwę spółki Elbinger Aktien Brauerei Englisch Brunnen na Brauerei Englisch Brunnen. Kapitał akcyjny wyniósł 900 tys marek, i został podzielony na akcje po 1000 marek.
Spółka BEB przejęła także browar w Kwidzynie, również miała swoje przedstawicielstwa w Tylży i Malborku.
Browar produkował piwa zarówno górnej jak i dolnej fermentacji.
W grudniu 1888 roku podwyższono kapitał akcyjny, wydano 150 nowych akcji o nominale 1000 marek.
Od 1900 roku browar elbląski miał być oficjalnym dostawcą piwa na dwór cesarza Wilhelma II.
Browar Angielski Zdrój istniał do roku 1945.

Akcja browaru Elbląskiego emitowana w 1928 roku (fot. Paweł Wlizło)

Jednym z kolejnych, i chyba najbardziej znanych, elbląskich przedsiębiorstw akcyjnych są zakłady Schichaua. Założone w 1855 roku przez Ferdinanda Gottlieba Schichaua, prowadzącego wcześniej, od 1837 roku, warsztat naprawy i budowy maszyn parowych.
O zakładzie Schichaua zostało już napisane wiele, więc myślę, że nie ma co się tutaj za dużo rozpisywać ;)

Przykłady papierów wartościowych Przedsiębiorstwa.



Akcje emitowane w 1943 roku przez Zakłady Schichaua (fot. Paweł Wlizło)




CDN.

 

czwartek, 8 lutego 2018

Niech muzyka gra...instrumenty muzyczne na kaflach.

Pojawienie się, pod koniec XVII wieku, nowego typu kafli i pieców, określanych jako pomorskie, można zawdzięczać opanowaniu przez miejscowych garncarzy techniki fajansowej, polegającej na pokrywaniu całych powierzchni lica kafli białym szkliwem kryjącym, cynowo-ołowiowym. Za inspirację posłużyły modne wówczas fajanse holenderskie, które naśladowały w swojej dekoracji porcelanę chińską. W trakcie kształtowania się nowej dekoracji, możemy zaobserwować również analogie ze stolarką i snycerką charakterystyczną dla osiemnastego stulecia. Chodzi tu nie tylko o reliefowe obramowania na licach, przypominające płyciny na drzwiach szaf (gdańskich), ale także relief i dekorację plastyczną naroży pieców.

Ozdabiając kafle, miejscowi ceramicy korzystali ze wzorów znanych z holenderskich, fajansowych płytek ściennych (flizy). Wówczas najczęściej pojawiały się na kaflach przedstawienia biblijne, dworskie, rodzajowe, pejzażowe, łączone z wyobrażeniami zwierząt i motywami roślinnymi. Wzorami dla nich mogły być również współczesne im ryciny, np. miedzioryty augsburskiego malarza miniatur, rysownika i grafika Johannesa Esaiasa Nilsona, żyjącego w latach 1721-1788. Według tych dzieł malowane były na kaflach sceny muzyczne, dworskie i rodzajowe. Najpopularniejszym spośród nich był miedzioryt La Danse, choć inne prace również były inspiracją dla dekoracji.

Innym motywem dekoracyjnym, który dość często był wykorzystywany w zdobnictwie kafli, to sceny, znane z malarstwa francuskiego i określane jako fete galante (fr. święto wytworne), czyli rodzaj dzieł malarskich (powstałych w XVIII wieku w Akademii Francuskiej), przedstawiających wytworne zabawy i koncerty dworskie w okresie rokoka.

Muzealna kolekcja posiada kilkaset kafli, spośród których znaczna część to XVIII-wieczne kafle malowane, zdobione przede wszystkim scenami figuralnymi i rodzajowymi w różnych ujęciach i z różnymi atrybutami. Tym razie chciałabym zaprezentować trzy z nich, na których możemy zobaczyć instrumenty muzyczne: lutnię, cymbały, klarnet i flet/fujarkę.


Prezentowane poniżej kafle, malowane zielenią szmaragdową, mają delikatne, reliefowe obramowanie, w którym widzimy sceny w parku z fragmentami rokokowej architektury; pośród niej zarówno kobieta, jak i mężczyzna grają na instrumentach muzycznych. Oba kafle datowane są 2. połowę XVIII wieku i zostały zakupione do zbiorów Muzeum.


Fot. archiwum MAH

Fot. archiwum MAH

Na kolejnym kaflu widzimy przedstawienie pasterza, grającego na fujarce lub flecie, co było bardzo popularne jako dekoracja na fajansie holenderskim w 2. połowie XVII wieku. Najczęściej taki motyw pojawiał się na pracach Adriena Brouwera i Davida Teniersa II oraz na grafikach tych twórców, którzy kopiowali ich dzieła. Obaj malarze często przedstawiali scenki rodzajowe z życia holenderskich wieśniaków - byli to m.in. mężczyźni siedzący na odwróconych beczkach, baliach, przebywający w zamtuzach (domach publicznych) lub karczmach wiejskich, oddający się piciu alkoholu i paleniu fajki.
Na elbląskim kaflu widzimy pastuszka pilnującego owiec i grającego na fujarce. Scenę umieszczono w kartuszu roślinno-geometrycznym. Kafel pochodzi ze zbiorów Stadtische Museum Elbing i został wydobyty z odgruzowanej piwnicy przy ul. Wigilijnej. Dekoracja wykonana barwnikiem kobaltowym, kafel datowany na XVIII wiek. Być może motyw ten został częściowo zaczerpnięty z dekoracji, znajdujących się na flizach, na których licznie pojawiały się sceny pasterskie. Na jednej z płytek z Utrechtu z ok. 1700 roku, widoczny jest pasterz grający na flecie, oparty o kamień (razem z siedzącą towarzyszką). XVII-wieczne płytki holenderskie nawiązujące do antycznej tradycji idyllicznej, sielankowej były najbardziej popularne w tym czasie, a działo się za sprawą upowszechniania się arkadyjskich motywów w piśmiennictwie i sztuce. Na płytkach najczęściej występuje właśnie pasterz z pasterką, z których jedno trzyma kij, a także równie często instrument muzyczny: fujarkę, flet lub dudy.
W kulturze zachodniej flet był zazwyczaj atrybutem pasterzy, a jego dźwięk był porównywany do głosu aniołów lub zaczarowanych mitycznych stworzeń.


Fliza z wyobrażeniem pasterza grającego na fujarce, Utrecht ok. 1700 r.;
źródło: P. Oczko
Fot. archiwum MAH.

Literatura:
E. Kilarska, M. Kilarski Kafle z terenu dawnych Prus Królewskich, Malbork 2009.
P. Oczko, J. Pluis Gabinet farfurowy w Pałacu w Wilanowie. Studium historyczno - ikonograficzne, Warszawa 2013.
B. Pospieszna Kafle i piece kaflowe w zbiorach Muzeum Zamkowego w Malborku, Malbork 2013.

Źródło ikonograficzne/netografia:
Kafle, malowane zielenią szmaragdową: kafel z kobietą grającą na cymbałach: „La Musique Pastorale. Die Hirtenmusic“, Blatt aus einer Folge, herausgegeben von J. E. Nilson (entspricht Verlagsnummer II aus dem Reihenwerk); kobieta z lutnią - musician lutenist, copper engraving by Johannes Esaias Nilson Augsburg circa 1770.

sobota, 23 grudnia 2017

Bijbeltegels - Ucieczka do Egiptu

O flizach holenderskich, którymi chętnie dekorowano wnętrza od XVII do XIX stulecia, wspominaliśmy już na blogu kilkakrotnie [tutaj]. Na ich gładkich białych powierzchniach malowano wszelakie przedstawienia od pejzaży, statków, morskich potworów i żołnierzy [tu], po sceny rodzajowe, mitologiczne i biblijne [o tu]. Pośród ponad 200 obiektów tego rodzaju w zbiorach Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu, jedna nawiązuje do historii z Nowego Testamentu, która wydarzyła się krótko po narodzinach Jezusa.

De vlucht naar Egypte Utrecht ok. 1680 [fot. P. Wlizło]
 
Kiedy trzej mędrcy ze Wschodu, kierowani gwiazdą betlejemską, zjawili się w Jerozolimie wypytując Gdzie jest nowo narodzony król żydowski?, nie uszło to uwagi Heroda – aktualnego króla Judei. Trudno dziwić się jego zaniepokojeniu, wszakże to on był królem żydowskim, z łaski Rzymu już od jakichś 30 lat. Wypytywał arcykapłanów i uczonych w piśmie, gdzie ma się narodzić ten Mesjasz. Dowiedziawszy się, przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy i skierował do Betlejem" mówiąc: Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon.
Mędrcy, podążając w ślad za prowadzącą ich gwiazdą, dotarli do miejsca narodzin Jezusa. Podczas snu otrzymali nakaz, by nie wracać do Heroda i inną drogą udali się do swej ojczyzny. Herod widząc, że go Mędrcy zawiedli, wpadł w straszny gniew i rozkazał wymordować wszystkich chłopców w wieku do dwóch lat w Betlejem i całej okolicy.
Gdy trzej królowie odjechali, Anioł Pański ukazał sie Józefowi we śnie i rzekł: Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić. On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał do śmierci Heroda. 

Temat "Ucieczki Święcej Rodziny do Egiptu" był chętnie podejmowany w sztuce, wspominając chociaż by fresk Giotto di Bondone z początku XIV wieku w kaplicy Scrovegnich w Padwie, obraz Rembrandta czy niemieckiego malarza Heinricha von Hessa. 

Rembrandt Ucieczka do Egiptu 1627 [źródło: wikipedia.pl]
 
Przytoczona wyżej biblijna historia pochodzi z Ewangelii św. Mateusza i jest w zasadzie jedyny źródłem dotyczącym tego wydarzenia. O "rzezi niewiniątek" nie wspominają źródła historyczne, choć nie mało w nich historii o okrucieństwie, rozlewie krwi i skłonności do terroru władcy Judei (szczególnie pod koniec życia Heroda, gdy umysł jego był dręczony depresją i paranoją, a ciało chorobą nerek, prawdopodobnie nieprzyjemną gangreną Founiera). 

Nieliczne wzmianki, dotyczące zbrodni Heroda lub ucieczki Świętej Rodziny do Egiptu, można w prawdzie odnaleźć w apokryfach powstających od IV/V do VIII w. n.e. Pisma apokryficzne to teksty o tematyce biblijnej nienależące do kanonu Pisma Świętego i z reguły nie aprobowane przez władze Kościoła Katolickiego. Mimo to, wiele z nich cieszyło się duża popularnością wśród wiernych. Historie te wypełniały występujące "luki" w Biblii. Z "Ewangelii Dzieciństwa Tomasza" (II/III w. n.e.), "Ewangelii Pseudo-Mateusza" (VI w. n.e.), "Ewangelii Dzieciństwa Arabskiej" (V/Vi W. n.e.) oraz "Ewangelii Dzieciństwa Ormiańskiej (VI w. n.e.) możemy dowiedzieć się co działo się od momentu ucieczki do Egiptu do powrotu do Nazaretu. Historie te, niczym współczesne "fanfiki" ("fan fiction – nieoficjalne opowiadania tworzone przez fanów książki, filmu, serialu itp.), pełne są barwnych wydarzeń, jak w "Ewangelii Dzieciństwa Tomasza" mały Jezus spaceruje po promieniu słonecznym lub zamienia w zwierzęta inne dzieci. 

Innym ciekawym literackim źródłem opisujących te wydarzenia jest "Wizja Św. Teofila" z przełomu IV/V w. n.e. Teofilowi, patriarsze Aleksandrii, miała ukazać się Matka Boska, która ze szczegółami opisała mu wędrówkę Świętej Rodziny przez ziemię egipską. Historia ta miała szczególne znaczenie dla żyjących w Egipcie chrześcijan koptyjskich. Jest jednym z filarów ich wiary, jako że to w ich kraju Mesjasz znalazł schronienie. Dla wielu teologów motyw ucieczki do Egiptu wyraża pierwotną postać uchodźcy i pielgrzyma Ludu Bożego. Takim symbolem jest także pozostawienie pustego nakrycia przy wigilijnym stole. 

Wróćmy jednak do bohaterki tego posta – biało-niebieskiej flizy. Została wykonana około 1680 roku w jednym z warsztatów (Bolswerk St. Marie, Oudegracht/Achter 'T Weystraat, Rotsenburg ?) w Utrechcie (atrybucji obiektu dokonał Jan Pluis). Płytki ze scenami biblijnymi, tzw. Bijbeltegels zwykle cechują się dość wysoką jakością wykonania. W dobie XVII wieku należały do najdroższych w ofercie i najczęściej za ich dekoracje odpowiadał tzw. Eerste schilder – główny malarz w warsztacie. Posiadanie ich dodawało splendoru wnętrzu, podkreślało status materialny. Nie bez znaczenia był też wymiar duchowy i potencjał edukacyjny. Zdobiące kominki flizy nie raz zapewne były punktem wyjścia do snucia biblijnych opowieści. 

Fliza ze sceną pokłonu pasterzy (u góry) oraz ucieczką do Egiptu (na dole) z pałacu w Wachau (Saksonia) [źródło:http://www.tegels-uit-rotterdam.com]

W porównaniu do przedstawionych wyżej przedmiotów, egzemplarz z elbląskich muzealnych zbiorów nie jest tak bogaty i starannie wykonany. W Goudzie znajduje się fliza z identycznym przedstawieniem, wytworzona w warsztacie "De Swaen", który w 1621 roku założył Willem Jansz. Płytki produkowano tu do pierwszej połowy XVIII wieku. Być może muzealna fliza pochodzi z tego samego warsztatu i wykonana została przy użyciu tej samej przepróchy. Analizując rysunki możemy jednak z cała pewnością stwierdzić, że wykonało je dwóch różnych malarzy. Nie trudno też orzec, który z nich nich poradził sobie lepiej. 


Fliza z motywem ucieczki do Egiptu; warsztat De Swaen [źródło: wWw.paulabels.nl]

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzymy wszystkim naszym Czytelnikom dużo radości i miłych chwil przy świątecznym stole oraz samych dobrych zdarzeń w 2018 roku!