środa, 26 sierpnia 2020

Miniaturowe łódki z drewna i kory

Podczas wykopalisk na elbląskich parcelach odnajdujemy czasami ślady życia jego najmłodszych mieszkańców. Ich bardzo osobiste przedmioty - zabawki. W tej różnorodnej grupie uwagę przykuwają miniaturowe łódki. Znaleziska takie występują zwykle w miejscowościach nadmorskich i nadrzecznych, w miejscach gdzie rybołówstwo i transport wodny, a wraz z nim handel odgrywały fundamentalne znaczenie.

W Elblągu odnaleziono kilkanaście tego rodzaju zabytków, pochodzących z okresu średniowiecza i nowożytności. Wśród nich trzy, z przełomu XIV i XV wieku, zasługują na szczególną uwagę. Najmniejsza, wykonana z kory, ma trójkątny kształt. Głęboko wydrążone, płaskie dno posiada w środku otwór na maszt. Rufa jest prosto ścięta i szeroka, z otworem wydrążonym od zewnętrznej strony i wyciętym zagłębieniem u góry.


Dwie pozostałe łódki wykonano z drewna. Jedna z nich, głęboko wydrążona, ma płaskie dno i zaokrąglone burty. W środku zaznaczono przegrodę z otworem, w którym zachował się fragment masztu. W obu końcach łódki, a także na burtach, wykonano ślepe otwory. 


Druga łódka ma wrzecionowatą formę z wyraźnie zaznaczonym kilem, zapewniającym większą stabilność i lepsze utrzymanie kierunku. Na środku wydrążonego kadłuba widoczny jest ślad po maszcie. Na jednej z burt znajdują się dwa otwory, w jednym z nich tkwi krótki kołek. Zewnętrzne powierzchnie obu przedmiotów zostały wygładzone. Wszystkie łódki wyposażone były w formę żagla, mocowanego przy pomocy patyków i sznurków. 


Zróżnicowanie miniaturowy łódek odnalezionych w Elblągu wskazuje, że przedmioty te nie były częścią zorganizowanej wytwórczości. Niektóre z nich mogły być wykonane przez lokalnych wytwórców, zajmujących się obróbką drewna. Powstawały zapewne przy okazji, ze zbędnych kawałków drewna lub kory. Bardzo możliwe, że stworzyły je osoby z najbliższego otoczenia dziecka lub wykonało je ono osobiście. Analiza tych zabawek wykazała, że naśladowały nie tylko kształty prawdziwych łodzi, ale też niektóre ich szczegóły konstrukcyjne, jak wycięte na rufie siedzisko czy otwór na ster. Takie elementy jak kil czy otwór na maszt występują jedynie na zabawkach odnajdywanych na terenach nadmorskich. 


W średniowiecznym Elblągu znaczna część ludności zawodowo związana była z rybołówstwem i handlem morskim. Wielu mieszkańców pracowało na statkach (żeglarze, marynarze), w stoczni (szkutnicy, cieśle) i w porcie (urzędnicy, kupcy, tragarze etc.). Przyglądając się pracy w porcie, wpływającym i wypływającym statkom oraz łodziom, dzieci przenosiły te widoki i doświadczenia w świat swoich dziecięcych zabaw. Idealnymi miejscami do puszczania łódek były brzegi rzek, stawów lub jezior, a także miejskie rynsztoki, kanały oraz kałuże. Zabawki poruszano dmuchając w żagle lub wykorzystując siłę wiatru lub nurtu. W ramach zabawy, obserwując codzienne życie miasta, dzieci naśladowały otaczającą je rzeczywistość. Zdobywały w ten sposób niezbędną wiedzę i umiejętności przydatne w przyszłości. 




Bibliografia:

Domagalska, K., 2002, Średniowieczne i nowożytne zabawki dziecięce ze Starego Miasta w Elblągu, praca magisterska IAiE UMK, Toruń, s. 80-86, 116-121

Gomułka, I. 2010, Zabawa odbiciem rzeczywistości – łódki-zabawki z Gdańska i Opola jako odzwierciedlenie lokalnego szkutnictwa średniowiecznego, [w:] Życie codzienne przez pryzmat rzeczy, red. P. Kucypera, S. Wadyl, Toruń, s. 2-9

Mellor, M. 2014, Seeing the Medieval Child: Evidence from household and craft, [w:] Medieval Childhood: Archaeological Approaches, red. Hadley D.M., Hemer K.A., Oxford, s. 80-81

Willemsen, A. 1997, Medieval Children's Toys in the Netherlands. Production, Sale and Trade, [w:] Papers of the "Medieval Europe Brugge 1997" Conference, vol. 7, red. Boe G. de, Verhaeghe, F., Bruksela, s. 405-406

piątek, 24 kwietnia 2020

Średniowieczny pas kobiecy

Elbląg jako miasto portowe, położone na szlaku łączącym wschodnią i zachodnią Europę, na bieżąco ulegał wpływom zachodnioeuropejskiego stylu. Mimo wydawanych przez władze przepisów przeciwzbytkowych mieszczanie chętnie, m.in. poprzez ubiór, podkreślali swój społeczny status. Bogato zdobiony pas, odnaleziony podczas wykopalisk w latrynie przy ul. Św. Ducha 45, zdecydowanie podnosił prestiż i podkreślał gust właścicielki. 

Pas kobiecy, XV w. [fot. archiwum MAH]

Pas wykonano z jednego kawałka skóry. Ma długość 94 cm i ozdobiony jest nabijanymi mosiężnymi aplikacjami. Przez 3/4 długości opaska (tak pięknie nazywa się ta część pasa, którą się opasamy) biegną trzy rzędy pojedynczych okuć. Przy obu krawędziach są to 44 małe, wklęsłe kółka, wykonane metodą wybijania. Pomiędzy nimi rząd 22 odlewanych, ażurowych dekoracji. Każdy zdobiony wyciętym motywem czterolistnej koniczyny, otoczonej wypukłym ornamentem perełkowym ujętym w romboidalną ramkę na kwadratowej podstawie. Pas zaopatrzony jest w 7 dziurek. Każda wzmocniona nierówno wyciętą, prostokątną blaszką o szerokości pasa (10 cm).  Na zakończeniu pasa podwójne powtórzenie aplikacji z opaska oraz proste okucie z kawałka prostokątnej blachy. Końcówka z tulejkowatą krawędzią ozdobiona jest wybijanymi punktami, tworzącymi podwójną kopertę. Aplikacje przymocowano do pasa niewielkimi, mosiężnymi nitami. Pas zapinano niezdobioną, prostokątną sprzączką o podwójnej ramie, przymocowaną przy pomocy trapezowatej blaszki, łączącej kawałki skóry trzema niewielkimi nitami. 

Pas kobiecy, ul. Św. Ducha 45, Stare Miasto Elbląg [fot. archiwum MAH]

Szerokie i dość krótkie pasy były charakterystycznym elementem kobiecej mody w XV wieku. Noszono je do wierzchnich sukni w typie houppelande lub robe. Pas zapinano, wysoko pod biustem, klamrą do tyłu. Obwód przedstawionego pasa po zapięciu wynosi 75-78 cm co wskazuje, że był odpowiedni, by przytrzymać fałdziste okrycie w typie houppelande. Potwierdzają to przedstawienia ikonograficzne. Rzeźby ukazujące Panny Głupie, z kościoła Marii Magdaleny w Lubece ubrane są w suknie podtrzymywane przez szerokie pasy z prostokątną sprzączką o podwójnej ramie. Na miniaturze XV-wiecznego lyońskiego rękopisu Opowieści o Róży jedna z kobiet ubrana jest w długą, białą suknię przepasaną, zapiętym z tyłu i zdobionym aplikacjami, szerokim pasem. 

Miniatura z rękopisu Opowieści o Róży, ok. 1430 [źródło: wikimedia.org]

Znalezisko datuje się na XV wiek. Sposób wykonania elbląskiego pasa, jego bogata dekoracja oraz jakość wyprawionej skóry wskazują, że był to przedmiot importowany. Prawdopodobnie został wykonany w jednym z warsztatów północno-europejskich, być może angielskich. Brak bezpośrednich analogii uniemożliwia wskazanie miejsca jego wytworzenia.

Metalowe aplikacje pasa [fot. archiwum MAH]

Pas odnaleziono w wypełnisku latryny ciasno, dookolnie zwinięty co może świadczyć, że trafił tam przez przypadek. Zdjęcie sukni w typie houppelande lub robe możliwe było jedynie przez ściągnięcie jej przez głowę przy wcześniejszym odpięciu pasa. Być może w takich okolicznościach pas niefortunnie wpadł do wnętrza latryny, a może ze zgubą wiąże się zupełnie inna historia. 

środa, 25 marca 2020

Średniowieczne okulary


Średniowieczne okulary to jeden z najcenniejszych zabytków z elbląskich wykopalisk. Ten kruchy i unikatowy przedmiot rzadko wypożyczamy do innych muzeów. W 2012 roku okulary były motywem przewodnim pierwszej wystawy, którą stworzyliśmy wspólnie z Muzeum Łużyckim w Zgorzelcu [Elbląg - Zgorzelec. Historie równoległe]. Od tamtej pory, związani mocą tajemnego przyciągania i przyjaźni, co jakiś czas musimy zrobić coś razem :) Jak tylko minie pandemia, w ich uroczej kamienicy z widokiem na Görlitz, będzie można oglądać zgorzelecką odsłonę wystawy Goci. Znad Bałtyku do Rzymu, na którą już teraz serdecznie zapraszamy! Ale na razie siedźcie w domach, zróbcie sobie kawkę i poczytajcie tekst o naszych okularach ;) 

Zeszłej jesieni okulary też były w podróży. Od września do lutego prezentowano je na wystawie Faszination Stadt – Die Urbanisierung Europas im Mittelalter und das Magdeburger Recht w Kulturhistorisches Museum w Magdeburgu. Znalazły się także w katalogu wystwy.

Veranstaltungsplaktat Faszination Stadt © KHM
https://www.faszination-stadt2019.de/

Elbląskie okulary odnaleziono w latrynie (a jakże!) na parceli przy ul. Garbary 23. Są to okulary kabłąkowe, wycięte z jednego kawałka rogowej płytki. Powierzchnię dokładnie wypolerowano, a wewnątrz oprawek wyżłobiono rowki, umożliwiające zamocowanie szkieł. Szkła mają kolor ciemnozielony, w masie szklanej widoczne są drobne pęcherzyki powietrza. Krawędzie szkieł zostały oszlifowane.

Rogowe oprawki okularów upowszechniły się w XIV wieku. Kabłąk umożliwiał zamocowanie ich na nosie. Kolor szkieł sugeruje, że nie były to okulary korekcyjne. Ich zielona barwa miała działać jako filtr, łagodzący nadwyrężenie oczu. Wzmiankę o takim zastosowaniu okularów znajdujemy w Dziennikach Samuela Pepysa. W jednym z codziennych zapisków z 1666 roku autor skarży się, że przemęczył sobie oczy: [...] stały się słabe, łatwo się męczą i z trudem znoszą światło, bolą mnie od pracy przy świecach, a teraz jeszcze błysk śniegu bardzo im szkodzi". Lord Brouncker radzi mu używać okularów z zielonymi szkłami. Elbląskie znalezisko datowane jest na I. połowę XV wieku. Dowodzi to, że taki sposób radzenia sobie ze zmęczonymi oczami stosowany był już w średniowieczu.

Okulary z ul. Garbary 23, Stare Miasto Elbląg, fot. P. Wlizło

Do końca nie wiadomo, kiedy i kto wymyślił okulary. Już starożytni Grecy zaobserwowali, że kuliste naczynie wypełnione wodą powiększa oglądany przez nie przedmiot. Brak jednak dowodów na używanie przez nich okularów czy szkieł powiększających. Prawdopodobnie wynalazek ten powstał w Chinach już w V wieku. Istnieje legenda, wedle której żyjący samotnie w górach pustelnik Cho Tso używał skorupy świętego żółwia do zrobienia oprawek do szkieł. O stosowaniu okularów przez Chińczyków wiemy z relacji Marco Polo. Jednak pierwszymi na świecie optykami byli wynalazcy soczewki – Arabowie.

W Europie okulary pojawiły się pod koniec XIII wieku. Po raz pierwszy z tym wynalazkiem, za pośrednictwem kontaktów handlowych z Bliskim Wschodem, zetknęli się Włosi. Kto wykonał je po raz pierwszy jest kwestią sporną. Może był to dominikanin Alessandro de Spino we Florencji, a może miało to miejsce w jednej z wytwórni szkła w Wenecji. Oba miasta były pierwszymi ośrodkami, w których rozpoczęto wytwarzanie okularów, a właściwie lapides ad legendum - kamieni do czytania, jak je ówcześnie określano. W Wenecji pierwsze okulary do czytania wytwarzano z kryształów górskich, co potwierdzają statuty gildii z 1284 roku, reprezentującej rzemieślników weneckich obrabiających te szlachetne kamienie. Były to soczewki wypukłe, pomagające dalekowidzom, ułatwiające czytanie i pisanie. Okulary dla krótkowidzów pojawiły się dopiero w XV wieku w Niemczech.
Okulary na obrazie J. van Eycka 1436 r. (fragment)

Pod koniec XIV stulecia okulary eksportowano już do całej Europy. W XIV wieku wytwórcy okularów działali na terenie Niderlandów, od XV wieku w Niemczech: Ratyzbonie, Frankfurcie nad Menem, Strasburgu i Norymberdze. Popularność okularów wzrosła szczególnie po wynalezieniu prasy drukarskiej. Na początku XVI wieku handlarze okularami  byli już powszechnym widokiem na ulicach europejskich miast.

Okulary z ul. Garbary 23, Stare Miasto Elbląg, fot. P. Wlizło

Okulary były pożądanym i zapewne drogim przedmiotem. Pierwszymi użytkownikami byli duchowni oraz mieszczanie z wyższych warstw społecznych: rajcy, kupcy, zamożniejsi urzędnicy i rzemieślnicy. Ze względu na charakter wykonywanej pracy częściej doświadczali problemów ze wzorkiem. Długie wieczory spędzane na czytaniu i pisaniu, prowadzeniu rachunków czy korespondencji przy świecy lub praca w niedostatecznie doświetlonym warsztacie osłabiała wzrok i tak pogarszający się wraz z wiekiem. Okulary odnalezione w Elblągu należały najprawdopodobniej do H. Monacha lub M. Vilelypa, właścicieli parceli przy ul. Garbary 23 w końcu XIV i w XV wieku. Obaj byli zamożnymi kupcami, mieli więc środki i sposobność zakupu tak rzadkiego i cennego przedmiotu. Najwyraźniej jeden z nich, podobnie jak kilka wieków później Pepys, cierpiał z powodu przemęczonych oczu, nadwyrężonych długą pracą przy słabym świetle świecy. Nie możemy także wykluczyć, że chciał jedynie zaimponować posiadaniem wyjątkowego przedmiotu. Brak analogicznych obiektów uniemożliwia dokładne ustalenie  miejsca wytworzenia okularów: mogły powstać w jednym z ośrodków na terenie Włoch, Niemiec lub Niderlandów. Bardzo możliwe, że zostały zakupione przez właściciela podczas podróży handlowej.

środa, 8 stycznia 2020

Najnowsze znaleziska monet na terenie Starego Miasta Elbląga

Znaleziska monet na terenie Starego Miasta Elbląga Ostatnie znaleziska monet na terenie Starego Miasta Elbląga miały miejsce podczas tegorocznego sezonu badań archeologicznych. Prace obejmowały obszar pomiędzy ulicą Studzienną, Bednarską oraz nieistniejącym fragmentem ścieżki kościelnej, teren podwórzy oraz oficyn.

Zdjęcie terenu badań wpasowane w siatkę geodezyjną dzięki uprzejmości dr H. Olszewskiego (PWSZ w Elblągu) 



 Prace rozpoczęły się 27 maja 2019 roku i trwały do końca sierpnia. Materiały z badań są w trakcie opracowywania. Niniejszy referat jest jedynie wstępnym przedstawieniem znalezisk numizmatycznych z badań archeologicznych. Podczas eksploracji zostało znalezionych około 30 monet z różnych okresów m.in. szeląg ryski Zygmunta III Wazy, denary Zygmunta Augusta, fenigi pruskie, denar Albrechta Hohenzollerna. Przedstawione zostaną jedynie wybrane, jedne z najbardziej interesujących obiektów. Jednym z artefaktów odnalezionych podczas prac na podwórku kamienic mieszczących się przy ulicy Studziennej 12-13 jest świnka skarbonka (odnaleziona w latrynie), w której umieszczony był żeton niejakiego Hansa Krauwinckel z Norymbergii, emitowany w latach 1586-1635.
Świnka skarbonka z ul. Studziennej 12-13 fot. pw
Awers przedstawia: napis w otoku „Hanns Kravwinckel in nur” – tzn. Hans Krauwinckel z/w? Norymbergii Na rewersie: napis w otoku „gotes segen macht reich” (Boże błogosławieństwo czyni Cię bogatym) Następne, ciekawe, znalezisko to brakteaty krzyżackie z Bednarskiej 19, których niewiele znajduje się na elbląskim starym mieście.
Brakteaty krzyżackie z ul. Bednarskiej 19, odnalezione w calcu fot. pw


 Monety zostały znalezione w warstwie z lat około 1237-1246, czyli czasu kiedy miasto dopiero zaczynało się rozwijać, otrzymało prawa miejskie wraz z prawem do bicia monet. Pierwsza mennica przypuszczalnie mieściła się na terenie nieistniejącego już zamku krzyżackiego (patrz: mapa na końcu artykułu). W późniejszym czasie miała mieścić się na Targu Chlebowym (patrz: mapa na końcu artykułu), tj. odcinku Starego Rynku między ulicą Św. Ducha a Mostową. Elbląska mennica jest drugą, która powstała na terenie Państwa Krzyżackiego. Pierwszą mennicą krzyżacka była mennica toruńska. Wspomniane wcześniej brakteaty zostały znalezione w skupisku jako „skarb”, wkopane pod warstwę użytkową podwórka. Nie odnaleziono żadnego zabezpieczenia monet. Znajdowało się tam 9 brakteatów krzyżackich, z których można wydzielić siedem typów: 1. krzyż z rozwidlonym ramieniem (2 szt.) 2. tarcza ostro zakończona 3. krzyż z krzyżami po boku 4. krzyż z kulami po boku 5. korona z krzyżem 6. tarcza z krzyżem (?) 7. brama (2 szt.) Kolejne monety krzyżackie znalezione zostały w sąsiedniej kamienicy (Bednarska 20), w warstwie użytkowej podwórka średniowiecznego. W tym wypadku powinno się mówić o tzw. znalezisku luźnym. Były to 4 brakteaty – dwie monety nieokreślonego typu oraz brakteat z tarczą oraz krzyżem.

Brakteaty krzyżackie z Bednarskiej 20 fot. pw 




 Kolejne znalezisko z Bednarskiej 19 to szeląg elbląski Gustawa Adolfa – co ciekawe podczas prac archeologicznych w mieście znajdowało się mało monet mimo funkcjonowania tutaj mennic w czasach szwedzkich. Podczas wojen polsko-szwedzkich, od 1627 roku, mennica została przejęta przez Szwedów. W czasie okupacji funkcjonowały tutaj aż cztery mennice. Jedna z nich miała znajdować się wówczas na ul. Menniczej (patrz: mapa na końcu artykułu).
Szeląg elbląski Gustawa Adolfa ul. Bednarska 19 fot. pw 


Badania archeologiczne na tym terenie, a dokładniej od Ścieżki Kościelnej w stronę ul. Wodnej (tuż obok obecnego wykopu), mają być kontynuowane wiosną 2020 roku.


wtorek, 4 czerwca 2019

Moda XVIII wieku. Kobiety na kaflach piecowych.


Pierwsza połowa XVIII wieku. Rogówka, sznurówka i binda.


W damskim stroju liczyło się zarówno to, co na zewnątrz, jak i pod spodem. Należało zadbać o uzyskanie modnej sylwetki, używając do tego odpowiedniego „rusztowania”, na które składała się sznurówka i rogówka. Sznurówką był gorset, który zapewniał uwydatnienie biustu i szczupłość talii poprzez fiszbiny, wszyte w warstwy płótna. Rogówka natomiast poszerzała sylwetkę od pasa w dół i miała formę spódnicy z tafty lub płótna z przymocowanymi do niej trzema rzędami fiszbinowych lub wiklinowych obręczy. Sznurówki były powszechne w Polsce, zarówno damy, szlachcianki, jak i mieszczki starały się zachować odpowiednią figurę, co zapewne było niekomfortowe, ale za to wysmuklało kibić. Rogówki zaś nosiły panie zamożniejsze, ale tylko do oficjalnego i uroczystego stroju (ze względu na niewygodę). Na rogówkę nakładano suknię (fr. roba) z dopasowanym stanikiem, dużym dekoltem i rękawami do łokcia, zakończonymi koronką oraz szerokiej spódnicy, która była rozcięta z przodu, aby ukazać spódnicę o innym niż reszta kolorze. Często dodatkową ozdobą roby była trójkątna wkładka z przodu stanika, zwana bawet, pokryta kilkoma rzędami wstążek, wiązanych na kokardy.


źródło: internet (poniżej biblio- i netografia)


Często zdarzało się, że noszono (zapożyczone z rokokowej mody francuskiej) luźne, nie odcinane w talii suknie, noszone na rogówce, zwane sakami. Były szyte z ciężkich, brokatowych tkanin o jasnych barwach, z naszywanymi na nie złotymi lub srebrnymi koronkami. Cały strój uzupełniała binda, czyli zakładana na szyję obróżka ze zmarszczonych wstążek lub koronek. 

W kobiecym stroju widoczny też był motyw zaczerpnięty z mody niemieckiej – salopa, czyli okrycie wierzchnie, luźne z tyłu, a z przodu dopasowane do talii i ukazujące suknię spodnią. Zimowe wersje podbijano futrem. 

Z Francji zapożyczono krótkie jupki, występujące w dwóch wersjach: szerokiej, rozkloszowanej pelerynki z dekoracyjnie zwisającymi rękawami do łokcia, podszytej futrem lub jako żakiecik, wcięty w talii i obcisły, mający wąskie rękawy.

Obuwie w tym czasie to przede wszystkim pantofelki kryte, z wysoko zabudowanych podbiciem, ozdobione dużą klamrą ze srebra lub szlifowanego kryształu górskiego (miały optycznie zmniejszać damską nóżkę). Używano do ich uszycia miękkiej skóry, zamszu oraz tkanin jedwabnych. W domu natomiast noszono mules, czyli buty bez pięt, na wysokich, zgrabnych obcasach.

Jeśli chodzi o nakrycia głowy, to ówczesnym hitem mody był kornet, tzn. niewielki czepek, lekko przykrywający zaczesane do góry, ułożone w drobne loczki, pudrowane włosy.

Pierwsza połowa XVIII wieku. Deshabille i kobiece inspiracje.

Nadal noszono rogówki i ściskano się sznurówkami. Suknie najczęściej miały pastelowe kolory, dopasowany stanik z ozdobnym bawetem, dużym dekoltem, rękawami do łokcia i podwójną spódnicę. Często zdobiono je koronkami, marszczonymi wstążkami, falbankami i sztucznymi kwiatami. Od lat 70. XVIII wieku Polkom spodobało się okrycie wierzchnie o nazwie „polonaise”, czyli poloneska, które wymyślono w Paryżu – miało ono trzyczęściowy krój pleców i zbliżone było do narodowego kontusza. Poloneskę nakładano na suknię spodnią, po bokach udrapowaną w dwa skrzydła, a z tyłu podpiętą. Pelerynkami, chustkami, narzutkami natomiast przesłaniano duże dekolty. Suknie były skrócone do kostek, dzięki czemu było widać białe pończochy i atłasowe pantofelki na wysokim obcasie.

Jeśli chodzi o fryzury to najczęściej były one lekko podwyższone, pudrowane i delikatnie dekorowane kwiatami, piórami lub biżuterią. Za nakrycia głowy służyły lekkie czapeczki, czyli bonety, zdobione koronkami i wstążkami.
Mieszczki, podążając za modą francuską, nosiły karaczko (fr. caraco) – bardzo obcisły żakiecik z długimi, wąskimi rękawami, dużym falującym kołnierzem i baskinką, która miała poszerzać biodra za pomocą falban. 

Panie w tym czasie mogły wreszcie zrezygnować z ciężkich szat i nadmiaru ozdób. Zaczęły nosić „deshabille”, bardziej rozebranie niż ubranie, czyli lekką i luźną suknię, która nie była przecięta w pasie i spływała z tyłu sylwetki w malowniczych fałdach. Kobiety, w pewnym sensie, utrudniły sobie życie, podkładając pod suknię lekkie, koliste obręcze w kształcie koszyka, przyjmującego różnorakie formy. 

Portret markizy de Pompadour, F. Boucher, 1759 r. (źródło: internet)


Generalnie kobieta epoki rokoka miała błyszczeć i dać się adorować. Inspiracją była m.in. metresa króla Ludwika XV, markiza de Pompadour (1721-1764) lub pani du Barry. Na jednym z obrazów Francois’a Boucher’a z 1759 roku widzimy markizę de Pompadour, która prezentuje się w odcinanej sukni – robie o subtelnej barwie z ogromną ilością wstążek i koronek, z szeroką spódnicą rozpiętą na lekkim panier. Talia ściśnięta jest gorsetem, a dekolt uwydatnia obcisły stanik. Zwróćmy także uwagę na dyskretną biżuterię, koronkową obróżkę, spiętą bukietem kwiatów oraz fryzurę – ułożoną z drobnych loczków i przysypaną białym pudrem. Spod sukni wystaje kokieteryjnie stopa w atłasowym pantofelku.  

Higiena.

Nie ujrzymy tego ani na obrazach, ani tym bardziej na kaflach, ale w XVIII wieku dbano częściej o strój niż higienę. Wodę traktowano jak wroga – codzienne ablucje ograniczano do zamoczenia palców w wodzie różanej. Kąpiel była rzadkością, ponieważ szkodziła zdrowiu – tak wówczas uważano. Używano co prawda różnych past do zębów, ale co z tego, jeśli nie były one leczone i czyszczone, czego efektem były szczerbate uśmiechy już nawet 30-latek. Aby sprostać ówczesnym kanonom piękna, wsparcia szukano w kosmetykach i modzie. Gruba warstwa bielidła tuszowała mankamenty cery, która była ożywiana za pomocą obficie kładzionego różu na policzki. Przykre zapachy próbowano tłumić perfumami o intensywnych zapachach.

Fryzury.

W XVIII wieku uczesanie stało się najważniejszym elementem damskiego wyglądu.  Modę na bogate fryzury prawdopodobnie zapoczątkowała Maria Antonina (1755-1793), a dokładniej jej nadworna modniarka, madame Rose Bertin. Splecione loki peruki, posypanej pudrem zaczęły się przekształcać w potężnych rozmiarów budowle, konstruowane na podkładkach i stelażach, noszące nazwę „pufa”, ponieważ przypominały ten mebel. Dopiero na nich tworzono prawdziwe dzieła, wyrażające nastrój damy, jej uczucia, upodobania, a także nawiązywały do ówczesnych wydarzeń. Całość konstrukcji opływała w zwoje gazy , tiulu, piór, klejnotów i sztucznych kwiatów i owoców, miniaturek ludzi i przedmiotów. Tego typu wymyślne fryzury były niesamowicie ciężkie i aby unieść ciężar takich konstrukcji, kobiety niejednokrotnie musiały się podpierać wysokimi laskami, nie wspominając już o jednym z największych utrapień, czyli insektach, która wprost uwielbiały takie „domki”.

Rycina z żurnalu francuskiego, przedstawiająca fryzurę z okrętem,
zwaną Triumfem Wolności, 1778 r. (źródło: internet)


Polskie ikony mody.

Polskimi ikonami mody w XVIII wieku były: Izabela z Poniatowskich Branicka, Izabela z Flemmingów Czartoryska, Izabela z Czartoryskich Lubomirska lub Helena z Przeździeckich Radziwiłłowa, które rywalizowały między sobą w przepychu zarówno strojów, jak i urządzania wnętrz czy ogrodów.

Portret Izabelli z Czartoryskich Lubomirskiej, M. Baciarelli, lata 70. XVIII w.
(źródło: internet) 


Muszki.


W celu ukrycia niedoskonałości cery, śladów po ospie, pryszczów i wągrów, używano tzw. plasterków piękności, czyli muszek, które stały się niezwykle modne w tamtym czasie. Były szczególnie przydatne, gdy gruba wartswa bielidła nie była w stanie pokryć wszelkich mankamentów. Niewielkie muszki robiono z jedwabiu, tafty i skóry. Przeważnie były one okrągłe i czarne, ale dostępne też były muszki w kształcie zwierzątek, gwiazdek, księżyców, serduszek oraz w kolorze szkarłatnym. Ich ułożenie na twarzy miało różne znaczenia, np. muszka na czole oznaczała kobietę majestatyczną, przy oku - rozkochaną, na poliku - uprzejmą, przy ustach - całuskę, na nosie - śmiałą, nad górną wargą - kapryśną.

źródło: internet


Styl na pasterkę.

Nie wszystkie kobiety widoczne na kaflach ubrane są w stroje dworskie. Trudno też stwierdzić, czy owe panie to w rzeczywistości ubogie mieszczki, czy pasterki. Zdarzało się bowiem, że arystokracja stylizowała się, pozując do obrazów, na przedstawicieli niższych warstw społecznych , traktując to jako pewną formę rozrywki. Mamy zatem do czynienia z wyidealizowanymi wizerunkami pasterek, odpowiadającymi aktualnemu ideałowi urody, ubranymi w mocno wydekoltowane koszule z obszernymi rękawami i prostą spódnicę. Prawdopodobnie były one noszone również podczas porannej toalety. Później ten zestaw został przejęty przez kobiety z wyższych warstw społecznych.

Ilustracja angielska "Wiejska piękność", po 1770 r.
źródło: internet.
Wybrane kafle, które poniżej prezentuję, pochodzą z kolekcji muzealnej, bazującej na obiektach znajdujących się w przedwojennym Muzeum. Datowane są na 1. i 2. połowę XVIII wieku i przedstawiają sceny rodzajowe i figuralne z łączącym je wspólnym motywem: postacią kobiety, ubraną w strój z epoki. Jakość "rysunku" jest różna, autor zapewne kopiował motyw, znany z dostępnych grafik lub też wykorzystał wielokrotnie powielaną dekorację. Inspirowano się także modnymi wówczas fajansami holenderskimi. Zdobiono kafel dekoracją naszkliwną, nakładając na białe szkliwo barwnik kobaltowy, fioletowy-manganowy i zielony-szmaragdowy.
Po bardziej wnikliwych obserwacjach i analizach dekoracji okazuje się, że prezentowane damy noszą suknie z bawetem (trójkątny płat tkaniny z kokardami), a niektóre z nich posiadają angażanty, czyli koronkowe mankiety. Dodatkowo, wśród nich, pojawia się również wspomiany strój pasterski, a zatem luźniejszy i prostszy ubiór.



Kafle ze zbiorów MAH, fot. P. Wlizło.













Bibliografia i netografia:
Sieradzka A. Żony modne, Warszawa 1993; Tysiąc lat ubiorów w Polsce, Warszawa 2003.

lareinederetro.blogspot.com











piątek, 15 lutego 2019

Porcelanowe pojemniki do przyrządzania i przechowywania lekarstw.

Pojemniki do przechowywania różnego rodzaju preparatów leczniczych początkowo były identyczne z naczyniami, używanymi w gospodarstwie domowym. Przykładem są obiekty pochodzące z wykopalisk ze starożytnej Grecji lub Rzymu. Opisywali je starożytni medycy: Hipokrates i Dioskorides. Później, naczynia przeznaczane wyłącznie na leki wykonywano ze szkła i rogu, a także drewna. Wraz z postępem lecznictwa, zmieniały się również sposoby przechowywania substancji leczniczych. Włączono zatem do produkcji naczyń aptecznych majolikę, kamionkę i porcelanę. W XV i XVI wieku zaczęto do aptek sprowadzać nowe, egzotycze surowce, głównie gumy i żywice, czyli substancje wieloskładnikowe. Z czasem usuwano je z lekospisów, jednocześnie likwidując naczynia do nich przeznaczone. Dotyczyło to głównie konfektów, konserw, które znane są raczej jako przetwory domowe lub wyroby cukiernicze.
Informacje na temat dawnych preparatów leczniczych możemy uzyskać przede wszystkim z inwentarzy, manuałów aptecznych, farmakopei, ustaw aptekarskich i generalnie dokumentów pisanych, ale uzupełniają je także naczynia apteczne, na których umieszczano tzw. tytuliki, czyli napisy, określające lek lub jego składnik.
W aptekarstwie stosowano trzy rodzaje naczyń: naczynia służące do przechowywania składników leków, do wydawania gotowych leków z apteki oraz naczynia, umieszczane w oficynach aptecznych dla ozdoby.
Naczynia apteczne dostowywano kształtem do ich funkcji. Podobnie było z materiałem, z którego były wykonane. Najlepiej sprawdzała sie porcelana, mająca czerep drobnoziarnisty, biały, spieczony, składająca się z glinki kaolinowej, a także skalenia jako topnika i krzemionki, czyli kwarcu. Porcelanę wypala się dwukrotnie, najpierw w temperaturze 900-1000 stopni Celsjusza - powstaje wówczas biskwit, a następnie przedmiot pokrywa się zawiesiną, o takim samym składzie, co masa porcelanowa, z tą różnicą, że jest większa zawartość skalenia. Ponowny wypał następuje w temperaturze 1370-1460 stopni. Efektem jest wyrób o lśniącej i gładkiej powierzchni.
Porcelana okazała się najlepszym z dotychczas znanych materiałów ceramicznych, służących do przechowywania różnego rodzaju substancji leczniczych. Ich największą zaletą jest prawie całkowita nieprzesiąkliwość czerepu (nie więcej niż 0,5 procenta).

W trakcie wykopalisk na elbląskiej Starówce zostały odkryte nie tylko wspominane wcześniej szklane naczynia z zawartością dawnych substancji leczniczych, ale również porcelanowe naczynia, pochodzące z końca XIX i początku XX wieku, w których przyrządzano, bądź przechowywano lekarstwa i ich poszczególne składniki.
Po przeanalizowaniu zachowanych naczyń, można z całą pewnością stwierdzić, że w moździerzach przygotowywano maści oraz substancję na bazie piżma (mogły to być perfumy), natomiast w słojach i butelkach przechowywano olej kantarydowy (ciemne szkło), syrop z jeżyny i sproszkowany cukier, a rozieracz/tłuczek dedykowany był siarczanowi antymonu (nie zachował się moździerz).
Poniżej przedstawiam ich właściwości lecznicze.

Unguentum, łac. maść, balsam, perfumy.

Moschus, czyli piżmo.  Jest wydzieliną z gruczołów okołoodbytniczych piżmowca syberyjskiego (łac. Moschus moschiferus)*. Ma zastosowanie jako substancja zapachowa i utrwalacz zapachu perfum. Według Przeglądu perfumeryjnego z 1936 roku chińczycy używali piżma jako lekarstwa przeciw cholerze, jednak nie są nam znane szczegóły, dotyczące tego procesu. We współczesnej farmakologii, piżmo jest składnikiem lub też lekiem homeopatycznym, stosowanym w leczeniu astmy, omdleń, zawrotów głowy, podobno także miało pomagać w zwalczaniu wyczerpania, niepokoju i napięcia umysłu i ciała...
Biorąc pod uwagę naczynie, które posiadamy w zbiorach, piżmo mogło być albo spreparowane, jako tłusta masa o silnym zapachu albo w postaci naturalnej, z woreczkiem (miękka masa w kolorze czerwono brunatnym). Piżmo reaguje z alkaliami (tlenki i wodorotlenki litowców, glinu i magnezu, również wodny roztwór amoniaku) i kamforą, dając następujące efekty: rozcieńczone alkalia nasilają zapach piżma, natomiast stężone powodują jego rozkład i wydzielanie się amoniaku, kamfora z alkoholem zaś niweluje jego zapach.

Piżmo.


Stib. sulf. aur, czyli stibium sulfuratum aurantiacum - siarczan antymonu (gorzka pomarańcza)
Obecnie, najczęściej jest to jeden ze składników leków homeopatycznych, np. w leczeniu przewlekłych stanów zapalnych zatok, zapaleniu oskrzeli, rozedmie, leczeniu brodawek.

Siarczan antymonu.


Ol. cantharid at. - olej kantarydowy, zawierający najprawdopodobniej kantarydę lekarską (mucha hiszpańska), do stosowania zewnętrznego, jako np. składnik maści, plastrów, nalewek o silnym działaniu drażniącym na skórę (w przypadku nerwobóli, ropni), wewnętrznie używany przez mężczyzn, cierpiących na niezdolność płciową.
Kantaryda** to gatunek chrząszcza, występującego w Europie Środkowej i Południowej. Charakteryzuje się on przede wszystkim tym, że wydziela substancję, która po nałożeniu na skórę człowieka działa drażniąco. Według jednego z podręczników farmacji z początku ubiegłego stulecia, kantarydy stosowane były jako maści, plastry***, napoje wyskokowe, generalnie jako środek wywołujący na skórze zapalenie i tworzenie się bąbli. W medycynie ludowej wykorzystywano kantarydę (w niewielkich dawkach, ponieważ jest to substancja trująca) do sporządzania napojów miłosnych i afrodyzjaków. Zdarzały się jednak komplikacje podczas miłosnych igraszek, gdyż kantaryda powodowała zapalenie dróg moczowych oraz bolesne erekcje.
Pierwszy raz, czystą kantarydę otrzymał francuski chemik Pierre Jean Robiquet w 1810 roku. Była ona wówczas używana w wersji rozcieńczonej do usuwania brodawek i tatuaży. W 1892 roku A.T. Still, znany jako twórca osteopatii, zaproponował wdychanie nalewki z kantarydą, która miała podobno zapobiegać ospie lub wspomagać jej leczenie.
Sama terapia kantarydowa ma różnorodne działanie na organizm - drażniące, stymulujące reakcje obronne organizmu, zwiększające przepływ krwi, poprawiające ukrwienie chorych miejsc. Dodatkowo wspomaga funkcjonowanie układu nerwowego i uśmierza ból. Przynosi efekty w leczeniu stanów zapalnych, dny moczanowej, różnych schorzeń reumatycznych i artretycznych i wielu innych.
W XIX wieku ekstrakt z kantarydy był jednym ze składników środków przeciw wypadaniu włosów. Poniżej podaję przykład płynu na porost włosów „Persian Kair Restorer”, składający się z 50 gr. nalewki kantarydowej, 50 gr. wyciągu z jabłek galusowych, 10 gr. esencji piżmowej, 5 gr. karminu, 100 gr. alkoholu i 1 litr wody różanej, zmieszanych razem. (Wyciąg z jabłek galusowych, startych na proszek, moczy się przez kilka dni w 1 l. alkoholu).
Kantaryda jest lipofilna, tzn. dobrze rozpuszcza się w tłuszczach - stąd, być może, była przechowywana jako olej kantarydowy.

Olej kantarydowy.


Sacharum alb. pulv. (sacharum album pulvis) - sproszkowany biały cukier; składnik leków homeopatycznych, do szerokiego zastosowania.

Biały cukier.


syr. rubi frutic. (syropus rubi fruticosus) - syrop z jeżyny. Według współczesnych badań, sok z jeżyn działa antyrakowo, zapobiega chorobom płuc, chroni przed udarem, chroni przed chorobami układu sercowo-naczyniowego, reguluje ciśnienie krwi i pomaga utrzymać prawidłow poziom cukru, a także wzmacnia kości, dodaje energii i opóźnia proces starzenia się.

Syrop z jeżyny.


Z puknktu widzenia współczesnej farmacji, większość tych "lekarstw" nie dawała oczekiwanych efektów, jednak nie zrezygnowano z ich produkcji do dzisiaj, nadając im miano leków homeopatycznych.



Biblio- i netografia:

I. Dymarczyk Aptekarz i majoliki. O Mateuszu B. Grabowskim i jego krakowskiej kolekcji ceramiki aptecznej, Kraków-Poznań 2015. 

kantaryda https://zdrowie831.wordpress.com/2017/10/07/terapia-kantydynowa/
http://skarbnica.pesel53.pl/artykuly-perfumeryjne/kosmetyka/rozne-kosmetyki/

Więcej na temat terapii kantarydowej: Farmacja krakowska, rok XIII/nr 4/2010, wyd. Okręgowa Izba Aptekarska w Krakowie.

Piżmo
http://www.wbc.poznan.pl/dlibra/applet?mimetype=image%2Fx.djvu&sec=false&handler=djvu_html5&content_url=%2FContent%2F165077%2Findex.djvu - Przegląd perfumeryjny. Bezpłatny dodatek do wiadomości drogistowskich, Poznań, wrzesień 1936 r.

Objaśnienia:

* Gruczoły piżmowca syberyjskiego pozyskuje się w trakcie operacji zwięrzecia i nie jest konieczne zabijanie go, choć w niektórych krajach, np. w Chinach hoduje się je dla mięsa, skóry i piżma. Substancje o zapachu piżma pozyskuje się również od innych zwierząt: piżmaka, skunksa, kaczki piżmowej, woła piżmowego, choć są one uznawane za afrodyzjaki.

** łac. Lytta vesicatoria, znany także jako pryszczel lekarski, majka lekarska jest chrząszczem z rodziny oleicowatych i żeruje głównie na jesionie. Długość ciała dorosłego osobnika waha się pomiędzy 12 a 21 mm, larwy rowijają się w gniazdach błonkówek. Kantaryda jest wytwarzana w celu samoobrony. Kantarydę, zazwyczaj jako pastę, uzyskuje się ze zmielonego na proszek zielonego chrząszcza. Poza kantarydą, dodaje się jeszcze chrzan, musztardę i pieprz.

*** Plaster pokryty był pastą i nakładany na chore miejsce na 24 godziny. W tym czasie, pod plastrem tworzył się płyn surowiczy, który należało przekłuć zaraz po zdjęciu plastra. Oparzone miejsce następnie smarowano środkiem przyspieszającym gojenie.

piątek, 11 maja 2018

Pióro zamiast butelki zapalającej – życie i twórczość Emmy Laddey

Tekst: Joanna Szkolnicka


W tym roku oprócz stulecia odzyskania niepodległości oficjalnie świętujemy także stulecie przyznania Polkom praw wyborczych. W tym samym 1918 roku prawa te uzyskały kobiety w kilku innych krajach europejskich, w tym Niemki. Otrzymanie tych, dzisiaj tak oczywistych praw, poprzedzone było dziesięcioleciami bojów o równouprawnienie kobiet, prowadzonych zarówno w spektakularny sposób, przy pomocy kamieni, butelek zapalających, a nawet bomb (tu celowały głównie brytyjskie sufrażystki), jak i bardziej pokojową metodą  – za pomocą słowa i pióra. Do grupy emancypantek, walczących tą drugą bronią należała pochodząca z Elbląga niemiecka pisarka Emma Laddey.

Emma Laddey (1841-1892),
źródło: m.ngiyaw-ebooks.org

 Urodziła się w Elblągu 9 maja 1841 r. jako córka lekarza F. Radtke. Już w wieku dziesięciu lat pisała drobne utwory teatralne. W 1859 r. wyjechała do Berlina, gdzie zgłębiała tajniki zawodu aktorskiego, jednak planom kariery aktorskiej kres położyły problemy zdrowotne z gardłem. Podczas podróży do Amsterdamu poznała malarza Ernsta Laddey, twórcę obrazów historycznych i rodzajowych, którego poślubiła w 1864. W 1865 r. osiadła razem z nim w Stuttgarcie i zaczęła parać się pisarstwem. W 1880 r. przeprowadziła się do Monachium, gdzie mieszkała do końca życia. Emma Laddey była zaangażowana w niemiecki ruch emancypacyjny kobiet, m. in. publikując artykuły dotyczące tzw. kwestii kobiecej. W Monachium wygłaszała też wielokrotnie skierowane do kobiet, a w szczególności młodych dziewcząt prelekcje dotyczące zagadnień związanych ze sztuką i nauką. W 1873 r. powstało z jej inicjatywy towarzystwo kobiece „Schwäbischer Frauenverein“, które za cel stawiało sobie m. in. dążenie do umożliwienia kobietom studiów wyższych oraz poprawę ich sytuacji ekonomicznej.  Emma Laddey jest autorką licznych powieści, sztuk teatralnych i utworów dla dzieci, zwłaszcza dla dziewcząt, które tworzyła pod pseudonimem „Hermine“.  Jej twórczość niewątpliwie trąci dziś myszką, swego czasu cieszyła się jednak bardzo dużą poczytnością, zwłaszcza wśród „dorastających panienek“. Warto zauważyć, że pisarka również w utworach beletrystycznych przemycała swoje naówczas bardzo nowoczesne poglądy na kwestie dotyczące m. in. wychowania i kształcenia dziewcząt czy roli kobiety w społeczeństwie, np. w zbiorze  opowiadań Auf eigenen Füßen. Erzählungen für Deutschlands Töchter przedstawia sylwetki samotnie żyjących kobiet, zarabiających samodzielnie na swoje utrzymanie, sprzeciwiając się powszechnemu poglądowi, że jedyną drogą spełnionego życia jest dla kobiety małżeństwo, status „starej panny“ jest godny pogardy lub w najlepszym razie litości, a ona sama to postać komiczna i żałosna. Sama pisarka wyszła co prawda za mąż, nastąpiło to jednak jak na ówczesne standardy stosunkowo późno, a jej życiorys świadczy o tym, iż nie czekała na to, że małżeństwo zapewni jej materialny byt, podejmując wcześniej kroki zmierzające do zdobycia zawodu.  Emma Laddey zmarła 12 kwietnia 1892, brak jest zgodności co do miejsca jej śmierci – w większości przypadków podaje się, że zmarła w Monachium, gdzie na stałe mieszkała, jednak w nekrologu, który ukazał się po jej śmierci w elbląskim dzienniku „Altpreussische Zeitung” napisano, że śmierć pisarki nastąpiła w Merseburgu, gdzie bawiła w odwiedzinach u siostry, a jej przyczyną był atak serca. Warto dostrzec, że współczesna  Laddey gazeta, wychodząca w jej rodzinnym mieście, w krótkim nekrologu dostrzegła przede wszystkim jej zaangażowanie dla sprawy kobiecej, w tym zwłaszcza podejmowanie tej tematyki w powieściach i opowiadaniach.


Kałamarz szklany, ze srebrną oprawą, wytwórca – wrocławska firma Juliana Lemora,
lata 20-te XX w. Zbiory MAH. Fot. P. Wlizło.


Poniżej podajemy tłumaczenie fragmentu pierwszego rozdziału jednej z popularnych powieści E. Laddey Tausend Wochen. Eine Geschichte für junge Mädchen. Choć niewątpliwie powieść jest dla współczesnego czytelnika mocno staroświecka, jej główna bohaterka wymyka się stereotypowemu wizerunkowi grzecznej i potulnej panny na wydaniu.


Ilustracja do opowiadania Alpenröschen


Rozdzial I
         
           Ilona.

W oknie jednego z okazałych berlińskich domów siedziała młoda dziewczyna i spoglądała w dół.  Na zewnątrz kłębiło się wielkomiejskie życie, ale wzrok dziewczyny nie zatrzymywał się na jego atrakcjach, ale skupił na rachitycznych lipach, rosnących pod oknem. Po chwili obserwatorka poderwała się żwawo.
„Naprawdę, widzę kilka  kwiatów” – powiedziała do starszej damy, zasiadającej z haftowaną robótką przy drugim oknie. – „Przyszło lato, a ja nawet do tej pory nie odczułam wiosny”.
                 Spod koronkowego czepka okalającego dystyngowaną twarz starszej kobiety uniosły się patrzące z obojętnym wyrazem oczy.
                 „Tak to już jest w dużym mieście” – odparła chłodno. – „Mieszkamy zbyt daleko od Thiergarten, a inne aleje ci się nie podobają. Zresztą masz przecież swój ogród”.
                 „Podwórko” – sprostowała dziewczyna – „Parę metrów łachy piachu porośniętej karłowatymi krzaczkami!”.
                 „Przykro nam Lono, że wciąż jeszcze nie przywykłaś. Zważ, że nie jesteśmy bogatymi ziemianami, jak twoi rodzice, ale skromnymi urzędnikami. Choć twój wuj jest radcą, powinniśmy i tak dziękować Bogu, że możemy pozwolić sobie na ten dom”.
                 „Nie chciałam sprawić ci przykrości, ciociu, ale czy nie możesz zrozumieć, że czuję się tutaj jak ptak w klatce? W domu, na Węgrzech, nie przebywałam pod dachem więcej niż dzikus w swoim szałasie, cały dzień spędzałam na zewnątrz, galopując po wrzosowiskach na moim koniu! Po śmierci rodziców wysłaliście mnie na pensję, już to było ciężkie, ale dało się jeszcze znieść, przynajmniej miałam wokół siebie młodych i wesołych ludzi i był tam kawałek ziemi, który można z czystym sumieniem nazwać ogrodem, gdzie spędzałam wieczory”.
„Przecież nie mogłaś zostać na pensji na zawsze” – odrzekła radczyni dworu. – „Jesteś już młodą damą i musisz się wdrażać do związanych z tym obowiązków”.
„A nie robię tego? Czy nie tkwię godzinami w tej niszy okiennej, kłując sobie igłą palce do krwi? Nie uderzam w fortepian, aż pękają struny? Nie wysiaduję cierpliwie w salonie podczas wizyt tych wszystkich nudnych ludzi, choć mam wówczas ochotę wstać i tupać ze złości? Ale w zamian za to chcę przebywać na powietrzu, nic mnie zatrzyma w domu teraz, kiedy kwitną lipy i róże”.
„Rozmawiałam już o tym z twoim wujem. Kiedy zaczną się wakacje w sądzie, wyjedziemy nad morze”.
„To już coś, ale to ciągle mało. W zeszłym roku w tej małej rybackiej wiosce było niewypowiedzianie nudno”.
„Żałuję, ale nie stać nas, żeby cię zabrać do modnego kąpieliska” – rzekła ostro radczyni. – „Jak wyjdziesz za mąż, będziesz mogła folgować takim zachciankom”.
Kobieta wstała i opuściła pokój. Ilona spojrzała za nią z czołem zmarszczonym niechęcią. Wydymając drwiąco wargi i wzruszając ramionami, rzekła do siebie:
„Jeśli sądzicie, że wypchniecie mnie w ten sposób za swojego nudnego syna, to się mylicie. Lepiej znieść tymczasowe uwięzienie niż zgodzić się na wieczne! W końcu osiągnę upragnioną pełnoletność, nawet jeśli to jeszcze tak długo”.
Poderwała się niecierpliwie, podeszła do pianina, odegrała z pasją skoczną melodię z rodzinnych stron, po czym wybuchła płaczem, schowała twarz w dłoniach i wołała raz za razem: „Nie wytrzymam!”.


Na fali rosnącej popularności literatury retro także dzieła Emmy Laddey doczekały się ostatnio wznowień - również jako e-booki. Współczesna okładka powieści. Źródło: www.amazon.dewww.de-ebooks.org


Na fali rosnącej popularności literatury retro także dzieła Emmy Laddey doczekały się ostatnio wznowień - również jako e-booki. Współczesna okładka powieści. Źródło: www.amazon.dewww.de-ebooks.org