poniedziałek, 21 maja 2012

Nowy-stary piec w elbląskim Muzeum

Tym razem chciałabym zaprezentować zainteresowanym historię pieca, do tej pory nie eksponowanego w elbląskim Muzeum. Jest to secesyjny piec kaflowy z około 1910 roku, wykonany w Velten pod Berlinem, w manufakturze Richarda Blumenfelda (1867 – 1943 Berlin) wiodącego producenta pieców oraz ceramiki architektonicznej. Do połowy lat 90-tych piec stał jako wyposażenie mieszkania w kamienicy przy Grobli św. Jerzego w Elblągu, był czynny i używany, następnie został rozebrany i przekazany do Muzeum przez Zarząd Budynków Komunalnych w Elblągu.
Rozebrany piec trafił do Muzeum w dobrym stanie, kafle jednak były pokryte kilkoma warstwami farb klejowych i olejnych, co w pierwszej kolejności należało usunąć, poddając je kąpielom w różnych roztworach i uzyskując naturalną barwę wypalonej gliny. Po konserwacji (wykonanej przez A. Sawicką), wszystkie elementy pieca złożono w magazynie, z zamiarem ponownego postawienia go w bardziej sprzyjających okolicznościach.
W tym roku nareszcie zapadła decyzja o zrekonstruowaniu pieca i umieszczeniu go na jednej z sal muzealnych. Całym przedsięwzięciem zajęła się firma S. Kurcwalda, prace wykonał A. Górny oraz M. Błaut.
Proces rekonstrukcji pieca najlepiej zobrazują zdjęcia wykonane w trakcie jego stawiania:
1. Rekonstrukcja w magazynie na podstawie zdjęcia oryginału,
znajdującego się w kamienicy przy Grobli św. Jerzego (fot.archiwum MAH)

2. Przygotowanie podstawy dla pieca – w tym przypadku zastosowano płyty z gazobetonu,
jako materiał wytrzymały i łatwy w obróbce (fot. archiwum MAH)

3. Ustawianie kolejnych rzędów kafli według obrysu bryły pieca (fot. archiwum MAH)

4. Montowanie gzymsu (fot. archiwum MAH)
                                                                        
5. Montowanie górnej skrzyni pieca (fot. archiwum MAH)



5. Zrekonstruowany piec znajdujący się w Sali Gimnazjum MAH
w Elblągu (fot. archiwum MAH)

6. Znak firmowy wytwórni (fot. archiwum MAH)
 Piec powstał na początku XX wieku i reprezentuje styl secesyjny, charakteryzujący się m. in. płynną, falistą linią, zmieniającą się często w kwiaty lub łodygi, a także występującą razem z elementami roślinnymi. Na bryle pieca można więc zauważyć kilka rodzajów kwiatów polnych i leśnych - maki, stokrotki, konwalie; wodnych - kaczeńce oraz ogrodowych - floksy, tulipany, chmiel w oprawie wijących się, płynnych linii. Na piecu „przysiadły” także cztery świerszcze. Równie ozdobna jest osłonka drzwiczek, na której znalazły się stylizowane maki.

Chcieliśmy być wierni tradycji zduńskiej, w związku z czym umieściliśmy w górnej skrzyni pieca „kapsułę czasu”, czyli puszkę, do której włożyliśmy pierwszą stronę gazety, monetę oraz zapis, mówiący o piecu i osobach związanych z jego stawianiem. Mamy nadzieję, że w przyszłości, na wypadek rozbiórki lub przenosin pieca, takie informacje okażą się przydatne przyszłym pracownikom Muzeum.

poniedziałek, 14 maja 2012

Przez zielone okulary


Średniowieczne okulary są motywem przewodnim wystawy w Zgorzelcu. Wydaje się nieprawdopodobne, że tak kruchy przedmiot przetrwał do naszych czasów. Atrybut, bez którego wielu z nas nie wyobraża sobie życia, przybliża nas do świata i życia ludzi tworzących to miejsce przed nami.

Okulary znalezione w Elblągu datuje się na pierwszą połowę XV wieku. Miejsce ich produkcji nie jest znane i nigdy się nie dowiemy w jaki sposób dotarły do Elbląga. Najprawdopodobniej zostały zakupione przez użytkownika, być może mieszkańca/właściciela parceli, na której je znaleziono. Okulary posiadają rogową oprawę i ciemnozielone szkła. Nie były przeznaczone do czytania. Kolor szkieł sugeruje, że służyły raczej jako filtr łagodzący nadwyrężenie oczu, chroniły przed słońcem lub kurzem. Egzemplarz ten jest najstarszym znalezionym w Polsce.

Okulary kabłąkowe XV w. (fot. archiwum MAH)

Do końca nie wiadomo, kiedy i kto wymyślił okulary. Już starożytni Grecy zaobserwowali, że kuliste naczynie wypełnione wodą powiększa oglądany przez nie przedmiot. Brak jednak dowodów na używanie przez nich okularów czy szkieł powiększających. Prawdopodobnie wynalazek ten powstał w Chinach już w V wieku. Istnieje legenda, w której żyjący samotnie w górach pustelnik Cho Tso używa skorupy świętego żółwia do zrobienia oprawek do szkieł. O stosowaniu okularów przez Chińczyków wiemy z relacji Marco Polo. Jednak pierwszymi na świecie optykami byli wynalazcy soczewki – Arabowie.
W Europie okulary pojawiają się pod koniec XIII wieku we Włoszech. Gdzie dokładnie wykonano je po raz pierwszy jest kwestią sporną. Może wykonał je dominikanin Alessandro de Spino we Florencji, a może miało to miejsce w jednej z wytwórni szkła w Wenecji. Gdziekolwiek się to wydarzyło, nie znano jeszcze wtedy ówczesnej nazwy tego przedmiotu. Określano je jako lapides ad legendum – kamienie do czytania. Przykładano je do oczu trzymając w ręku, opierając na nosie, przywiązywano sznurkiem do uszu. Rogowe oprawki upowszechniły się w XIV wieku. Pierwsze okulary do czytania wytwarzano w Wenecji z kryształów górskich, co potwierdzają statusy gildii z 1284 roku, reprezentującej rzemieślników weneckich obrabiających te szlachetne kamienie. Były to soczewki wypukłe, pomagające dalekowidzom, ułatwiające czytanie i pisanie. Okulary dla krótkowidzów pojawiły się dopiero w XV wieku w Niemczech.


Okulary na obrazie J. van Eycka 1436 r. (fragment)


poniedziałek, 7 maja 2012

Fajans pomorski


 W drugiej połowie XVII w. dużą popularność zdobyła dalekowschodnia porcelana przywożona najpierw z chińskich, a potem także z japońskich wytwórni. Ten nie znany w Europie wyrób, malowany w „dziwne”, „tajemnicze” motywy stał się wyznacznikiem dobrego smaku, mody. Jednocześnie był źródłem zamożności dla sprowadzających go kupców.
Na skutek splotu różnych wydarzeń w niderlandzkim Delft powstały liczne warsztaty ceramiczne. Zaczęto w nich wytwarzać naczynia fajansowe naśladujące dużo droższą porcelanę dalekowschodnią. Wkrótce „delfty”, tak nazywano wyroby wszystkich warsztatów niderlandzkich, za pomocą holenderskich kupców zdobyły popularność w całej Europie, również na terenie Prus Królewskich.
Garncarze z terenu Prus musieli w tym czasie sprostać podwójnej konkurencji – przypływającym na statkach naczyniom z dalekowschodniej porcelany, nabywanej przez zamożnych mieszczan i fajansowi holenderskiemu, który kupowany był głównie przez średnio- i mniej zamożnych. Jedynym wyjściem było opanowanie produkcji wyrobów fajansowych i zdobienie ich na sposób „chiński”. W taki oto sposób w latach 1695-1705 rozpoczęła się historia fajansu pomorskiego, naczyń wyrabianych w rzemieślniczych garncarniach.
Do około 1750 r. miejscowi garncarze starali się naśladować jedynie wyroby holenderskie, stosując do dekoracji prawie wyłącznie barwnik kobaltowy (niebieski), niekiedy w połączeniu z żółtym lub zielonym. Bardzo popularne było malowanie koszy lub wazonów z kwiatami, a na kołnierzach mocno stylizowanego ornamentu chińskiego. Dla miejscowych, a także zapewne i niderlandzkich, malarzy motywy chińskie były jedynie geometrycznym przedstawieniem, bez znaczeń symbolicznych. Innymi bardzo popularnymi tematami dekoracji były: siedzący ptak, sceny ogrodowe, niekiedy postaci, alegorie, np. Sprawiedliwość. W tym początkowym okresie fajans pomorski był wytwarzany przez garncarzy w Gdańsku i Elblągu, być może także w Malborku.

Talerz z fajansu pomorskiego,
1. połowa XVIII w.
(Fot. Archiwum MAH)

Po połowie XVIII w. nastąpiło rozszerzenie miejsc, w których naczynia te robiono, także na mniejsze ośrodki, m.in. Tolkmicko, Frombork, Młynary, być może też Tczew, czy Pruszcz Gdański. Wzbogaceniu uległy też motywy zdobnicze, nabrały one bardziej „europejskiego” charakteru – malarze nie starali się naśladować wzorów chińskich. Popularne były motywy architektoniczne, także widoki „miejskie”, kwiaty, w tym bardzo popularne tulipany, zwierzęta – króliki lub zające, jelenie, postaci, owoce, kosze z kwiatami. Oprócz barwy niebieskiej znacznie częściej do dekoracji wykorzystywano także farby w kolorze zielonym, czerwonym, żółtym i manganowym (brązowo-fioletowym). Jednocześnie nastąpiło pewne obniżenie artystyczne wykonywanych dekoracji.

Misa z fajansu pomorskiego,
2. połowa XVIII w.
(Fot. Archiwum MAH)

Schyłkowy okres fajansu pomorskiego – od początku XIX w., charakteryzował się powielaniem już znanych dekoracji. Z czasem nastąpiła redukcja wykorzystywanych barwników, przede wszystkim do kobaltowego i manganowego. W tym czasie naczyń tych nie wytwarzano już prawdopodobnie w największych ośrodkach, a jedynie w tych mniejszych.
Zmiana mody, napływ doskonalszych i produkowanych metodami przemysłowymi naczyń z tzw. fajansu delikatnego (angielskiego) doprowadziły do upadku rzemiosła garncarskiego i zaprzestania wyrobu naczyń z fajansu pomorskiego.
Dziś, kiedy szukamy pomysłu na promocję Elbląga i regionu może warto zastanowić się nad wypromowaniem fajansu pomorskiego jako produktu lokalnego i wznowić bogate tradycje lokalnego rzemiosła garncarskiego. Tym bardziej że w zbiorach Muzeum Archeologiczno-Historycznego czekają gotowe wzory, czyli naczynia odkryte w trakcie wykopalisk na Starym Mieście.

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Elbląg w Zgorzelcu


Dziś post nieco inny w porównaniu z dotychczasowymi...
W piątek, 27 kwietnia, o godzinie 17, odbył się w Muzeum Łużyckim w Zgorzelcu, wernisaż wystawy "Zgorzelec - Elbląg. Historie równoległe". Jest to wspólna wystawa Muzeum Łużyckiego w Zgorzelcu i Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu.


Elbląg i Zgorzelec, miasta leżące daleko od siebie, co najlepiej poznaliśmy w trakcie własnej podróży, miasta, które w przeszłości nic nie łączyło. Jednak wiadomo, że średniowieczne miasta w naszej części Europy wyrosły z podobnego pnia. Pomimo wszystkich różnic łączy je podobne prawo, budowanie według sprawdzonego schematu, stosowanie takich samych norm współżycia społecznego. Źródłem potęgi i znaczenia dawnych miast była ekonomia. Funkcjonowały one jako ośrodki handlu, przepływu towarów, usług, informacji i pieniądza. Bogactwo mieszczan przekładało się bezpośrednio na bogactwo poszczególnych miast, co pozwalało samorządom miejskim częściowo uniezależnić się od ośrodka władzy. Niektóre mogły nawet pozwolić sobie na prowadzenie własnej polityki.
Zorganizowana wspólnie wystawa jest właśnie próbą pokazania tych wspólnych źródeł, ukazania, że pomimo różnic dzielących oba miasta można znaleźć wspólne cechy. Jak to zostało napisane na jednej z tablic informacyjnych: zerkając przez zielone szkła elbląskich okularów zobaczymy życie w dawnym Zgorzelcu.


Pośród prezentowanych eksponatów zdecydowana większość pochodzi z badań na Starym Mieście w Elblągu. Mieszkańcom Zgorzelca, ale zapewne także Görlitz i turystom prezentujemy najbardziej cenne nasze zabytki. Są wśród nich wspomniane już okulary i instrumenty muzyczne, a także wiele innych przedmiotów.
Oprócz zabytków obrazujących życie dawnych mieszczan zobaczymy także na wystawie prezentowane w nowoczesnej, multimedialnej, formie najważniejsze wydarzenia historyczne obu ośrodków miejskich. Możemy zapoznać się z badaniami wykopaliskowymi prowadzonymi na elbląskiej Starówce oraz poznać wirtualnie elbląskie Muzeum.
W imieniu Pracowników Muzeum Łużyckiego w Zgorzelcu i naszym zapraszamy wszystkich do odwiedzenia tej wystawy, tym bardziej, że na wyciągnięcie ręki (a właściwie przez rzekę) można zobaczyć piękną starówkę w Görlitz. Wystawa będzie prezentowana do końca października 2012 r.


Chcieliśmy w tym miejscu jeszcze raz serdecznie podziękować wszystkim pracownikom muzeum zgorzeleckiego za chęć pokazania elbląskich odkryć, za trud włożony w zorganizowanie wystawy i za serdeczne przyjęcie.



poniedziałek, 23 kwietnia 2012

"Medycyna naturalna"


Rośliny o właściwościach leczniczych były stosowane w średniowieczu, czego dowodzą badania archeobotaniczne, które zostały przeprowadzone na prawie trzystu próbkach, pochodzących ze Starego Miasta w Elblągu. Udało się dzięki temu wydzielić nasiona, owoce i tkanki roślin uprawnych, polnych, chwastów oraz tych, które rosły na pastwiskach, terenach podmokłych lub w lasach. Spośród nich na pewno spora liczba miała właściwości lecznicze albo przynajmniej uważano, że tak jest. Możemy w to wierzyć lub nie, ale wiarygodności dodaje fakt, iż część z nich została znaleziona w miejscu, gdzie również znajdowały się naczynka apteczne. Być może stosowano te rośliny na przemian z lekami kupowanymi w aptekach. Zatem co się okazało? Jakie rośliny, według średniowiecznych mieszkańców Elbląga, pomagały na różnorodne dolegliwości?
Stosowano więc krwawnik pospolity jako środek przeciwkrwotoczny, perz właściwy, mający właściwości moczopędne (podobnie jak łopian), przeciwbakteryjne i przeciwgorączkowe, dzięgiel leśnyrozgrzewający przy kaszlu i dolegliwościach żołądkowych. Mierznicę czarną stosowano na nerwy oraz przy schorzeniach kobiecych i schorzeniach śledziony; odkażająco, dezynfekująco i uspokajająco działała bukowina zwyczajna, natomiast z brzozy przyrządzano polewki, środki moczopędne i odkażające. Lekiem mógł być także tasznik pospolitydziałał przeciwkrwotocznie w chorobach kobiecych; kwiaty chabra bławatka miały właściwości moczopędne, szalej jadowity to ziele, z którego robiono okłady zewnętrzne przy bólach pleców, natomiast jego korzeń pieczony z miodem służył do okładania wrzodów. Leszczyna i wiązówka błotna stosowane były jako specyfiki moczopędne, z dziurawca czterobocznego i jasnoty białej sporządzano napoje i działaniu wielokierunkowym (głównie przeciwzapalnym, żółciopędnym i uspokajającym). Środkami przeczyszczającymi były: len i bobrek trójlistkowy, przeciwbiegunkowo natomiast działała lebiodka pospolita. Powszechny dziś chwast, babka lancetowata i zwyczajna w średniowieczu była stosowana jako środek przeciw kaszlowy, w nieżycie oskrzeli i w stanach zapalnych żołądka i jelit. Przeciwbiegunkowo i przeciwzapalnie działały medykamenty z pięciornika kurze ziele, głowienki pospolitej, maliny właściwej i fałdowanej oraz dębu. Zewnętrznie, jako plaster rozgrzewający, pomimo właściwości trujących, stosowano jaskier, a w przypadku zatrucia, używano szczawiu zwyczajnego.
Na owrzodzenia, a także jako środek moczopędny, przeczyszczający, spazmolityczny (działający rozkurczowo) stosowana była psianka czarna, przeciwbiegunkowo i przeciwreumatycznie – jarzębina, przy złamaniach – korzeń żywokostu lekarskiego. Choroby skóry leczono specyfikami na bazie macierzanki piaskowej, odkażająco działała również borówka brusznica, a pokrzywa zwyczajna i borówka czarna stosowane były w przypadku dolegliwości żołądkowo-jelitowych. Na uspokojenie zaś dobrze wpływał kozłek lekarski, znany dziś jako „valeriana”.
Zioła działały nie tylko leczniczo, ale również miały pewne dodatkowe „moce”. Używano ich jako wsparcia próśb, gdy zaszła potrzeba oraz o zachowanie zdrowia, zarówno ludzi jak i zwierząt gospodarskich, o opiekę, ochronę, bezpieczeństwo, wypędzenie chorób i demonów. Noszone na co dzień, chroniły przed skutkami burz i kłótniami, a umieszczano je prawdopodobnie w wykonywanych specjalnie w tym celu pojemnikach. Jeden z nich znaleźliśmy w XV-wiecznej latrynie. Jest to niewielki pojemnik na rzemieniu, wykonany z poroża przez elbląskiego rzemieślnika, który opatrzył go swoim znakiem.
Pojemniczek rogowy, XV wiek (fot. archiwum MAH)


Temat opracowała pani Joanna Jarosińska w swojej pracy doktorskiej Kształtowanie się flory antropogenicznej oraz użytkowanie roślin w średniowiecznym Elblągu.


wtorek, 17 kwietnia 2012

Delft blue


Te biało-niebieskie naczynia holenderskie odnajdywane są podczas wykopalisk niemal na każdej elbląskiej parceli. Swą nazwę wywodzą od miasta, w którym zaczęła się ich historia. Delft, położone w zachodniej części Holandii, początkowo było ważnym ośrodkiem tkactwa i piwowarstwa. W 1654 roku wybuch stojącego w porcie statku z prochem, położył kres tym gałęziom produkcji. To nieszczęśliwe wydarzenie zbiegło się w czasie z rewolucją jaka dokonała się w początkach XVII wieku w wytwórczości holenderskich ceramików. W czasie odbudowy miasta pomieszczenia po opuszczonych browarach zaadaptowano na warsztaty garncarskie. Kilka z nich istniało już przed pożarem, jednak dopiero po tym zdarzeniu miasto stało się głównym ośrodkiem ceramicznym Holandii.
Technologia wyrobu fajansu znana była ceramikom niderlandzkim już w XVI wieku, dzięki emigrantom z północnych Włoch. Po wybuchu wojny z Hiszpanią (1575) import ceramiki z terenów Europy bardzo się zmniejszył, co zmusiło miejscowych garncarzy do zwiększenia produkcji i podniesienia jakości wyrobów. Garncarze niderlandzcy stworzyli własny styl łączący miejscową tradycję z włoską technologią, tzw. majolikę holenderską. Były to naczynia grubościenne, o szarym odcieniu, pokryte cynowym szkliwem. Do dekoracji stosowano niewielką paletę barw, obejmującą błękit, żółć i zieleń, rzadziej czerń i czerwień. Przełom w wytwórczości nastąpił po zetknięciu się ceramików holenderskich z chińską porcelaną. Popularność jaką zdobyły te delikatne, białe naczynia z Dalekiego Wschodu skłoniła tutejszych wytwórców do podjęcia próby ich naśladownictwa. Proces wyrobu porcelany był przez Chiny pilnie strzeżony i niedostępny ceramikom europejskim, dlatego pomysł ten okazał się złotym interesem.
Naczynia wykonywano ze specjalnie przygotowanej masy niezawierającej związków żelaza, na kole garncarskim lub przy użyciu form. Następnie suszono i wypalano w niskiej temperaturze na tzw. biskwit, aby utrwalić kształt naczynia. Po wypaleniu naczynie miało barwę kremową i było bardzo kruche. Pokrycie szkliwem cynowym lub cynowo-ołowiowym wzmacniało je i czyniło nieprzepuszczalnym dla płynów. Po wypaleniu szkliwo stawało się nieprzeźroczyste i nadawało naczyniom białą barwę, upodabniając je do porcelany. W swoim naśladownictwie Holendrzy posunęli się znacznie dalej pokrywając naczynia niebieską dekoracją kopiowaną wprost z chińskich naczyń. Do malowania używano farby z barwnikiem kobaltowym. Dekorację nanoszono na wilgotne szkliwo i spryskiwano szkliwem ołowiowym (kwaart). Kwaart pokrywał naczynia cienką przeźroczystą powłoką, nadając im blask i ożywiając barwy. Następnie naczynia wypalano po raz drugi w wysokiej temperaturze. W XVIII wieku wprowadzono trzeci rodzaj wypału, tzw. muflowy, w temperaturze ok. 600°C, pozwalający na rozszerzenie palety barw o kolory stosowane naszkliwnie, wymagające wypalania w niższej temperaturze.
Duże podobieństwo do chińskiej porcelany i nieznajomość techniki produkcji spowodowało, że w XVII - wiecznej Europie fajanse wytwarzane w Delft uznawano powszechnie za odmianę porcelany. Podobnie określał je patent otrzymany w 1614 roku, przez ceramika Claesa Jansz Wijtmansa. Sami wytwórcy określali swoje wyroby mianem porselein.
Wysoka jakość, dorównująca chińskim pierwowzorom oraz dużo niższa cena przyczyniły się do sukcesu fajansów z Delft na rynku europejskim. Ilość tego rodzaju wyrobów odnajdowanych w Elblągu świadczy o ich dużej popularności i powszechności. Jest także kolejnym świadectwem silnych kontaktów jakie łączyły Elbląg i Niderlandy.
Naczynia w typie delft blue; fot. archiwum MAH

wtorek, 10 kwietnia 2012

Krótka historia szczoteczek do zębów


Szczoteczka do zębów przedmiot tak niepozorny i powszedni... Okazuje się, że czas jej pojawienia się w europejskich domach jest nieznany, podobnie jak jej dzieje. Wynalezienie szczoteczek do zębów przypisuje się chińczykom około 1498 r. Słabo udokumentowane informacje podają, że około 1570 r. pojedyncze szczoteczki pojawiły się na dworze francuskim, a od 1640 r. sprzedawano je w domu aukcyjnym Hôtel Drouot w Paryżu. Jednakże długo jeszcze używanie tego „wynalazku” nie znajdowało uznania w poglądach ówczesnych lekarzy. Francuski przedstawiciel tej profesji Pierre Fauchard (1678-1761) zalecał płukanki oparte na moczu, a niemiecki lekarz Filip Pfaff (1711-1766) nie zalecał korzystania ze szczoteczki częściej niż raz na 14 dni. Dopiero w 1872 r. marynarka francuska zatwierdziła szczoteczki do zębów jako niezbędne wyposażenie ekwipunku marynarskiego. Ale za to, w założonym w Alabamie (1881 r.) Instytucie Tuskegee, w którym edukowano wyzwoleńców, uczono m.in. używania szczoteczek do zębów, gdyż higiena jamy ustnej zapewniała awans na wyższy stopień rozwoju cywilizacyjnego.
W trakcie prowadzonych w Elblągu prac wykopaliskowych odkryto także szczoteczki do zębów, zrobione z kości. Najstarsze z nich datowane są metodami archeologicznymi na drugą połowę XVIII w. Niektóre miały nawet dwie główki. Wszystkie wykonano jeszcze w warsztatach rzemieślniczych, być może elbląskich. Na przełomie XVIII i XIX w. elblążanie coraz częściej używali tych nowych „wynalazków”, które zaczęto produkować już na skalę przemysłową, ale ciągle jeszcze z kości zwierzęcych. Zmiana surowca na tworzywa sztuczne nastąpiła dopiero w połowie XX w. Najliczniejszą grupą są szczoteczki z drugiej połowy XIX stulecia, co świadczy o ich upowszechnieniu się wśród elblążan. Na niektórych z nich czytelne do dziś napisy wskazujące niekiedy miejsce ich produkcji, np. Extra Fine Paris, premiere qualite garantie; EXCELSIOR, EDEL WEISS. Na jeden widoczny jest wizerunek wieży Eiffla, a u jej podstawy wykonany po łuku napis (wysokości 1 mm) TOUR EIFFEL. Wieża Eiffla została postawiona w 1885 roku w związku z Wystawą Światową odbywającą się w Paryżu. Tak oznaczona szczoteczka mogła być wyprodukowana właśnie w tym roku, być może jako modny w tym czasie souvenir mający upamiętniać to ważne wydarzenie.

Kościane szczoteczki do zębów z XIX w.
(Fot. Archiwum MAH)
Na podstawie dokonanych odkryć widać, że elblążanie dosyć szybko zaczęli używać szczoteczki do zębów i docenili ich znaczenie dla zachowania higieny. Nie powinno to jednak dziwić, gdyż już znacznie wczśniej odbiegali poziomem higieny od niektórych przynajmniej krajów europejskich. Podróżujący po Europie na przełomie XVI i XVII w. Fynes Moryson zanotował w swoim pamiętniku wrażenia z pobytu w Elblągu i Gdańsku: nie tylko bowiem przyjmują obcych za niewysoką cenę, z wielką czystością, dobrym wiktem i noclegiem (dają tam czystą pościel, gdy przyjezdny zatrzymuje się dłużej, zmieniają ją często, zwykle raz na tydzień, co w tak zimnym klimacie zdaje się mniej konieczne), ale mają także zwyczaj (mówię o miastach Elblągu i Gdańsku) przynosić swym gościom wodę do umycia nóg co tydzień za każdym razem, gdy wraca z drogi; takiej uprzejmości nie zaproponowano mi, o ile pamiętam, nigdzie, jak tylko raz w Lubece w Niemczech.