czwartek, 23 marca 2017

Siedmiu Mędrców z Bambusowego Gaju

Podobno nie ma w Chinach dzieła sztuki, które nie zawiera w sobie ukrytego znaczenia. Dotyczy to także dekoracji malowanych na porcelanie. Europejczycy, pragnący jedynie posiadać orientalne przedmioty, byli kompletnie nieświadomi bogactwa symboli i znaczenia przedstawień, nawiązujących do chińskiej tradycji i kultury. Dziś możemy o tych dekoracjach powiedzieć znacznie więcej, niż wiedzieli o nich ich użytkownicy. 

Fragment spodka, Chiny, dynastia Qing, okres Kangxi, pochodzenie: Jingdezhen, 1725 r.
Elbląg Stare Miasto [fot. P. Wlizło - archiwum MAH]


Ciekawą historię przedstawia fragment spodka, odkrytego w latrynie na podwórzu działki przy ul. Mostowej 27. Egzemplarz nie zachował się w całości, co utrudnia jednoznaczną identyfikację dekoracji, niemniej historia warta jest przytoczenia. Malowana kobaltem scena, rozmieszczona na całej powierzchni naczynia, przedstawia trzech Chińczyków na tle krajobrazu. Najprościej uznać ją za zwyczajną scenę rodzajową, pozbawioną większego znaczenia i konotacji. Takie podejście zaprzecza jednak zdaniu, od którego zaczyna się ten post. Jest w chińskiej tradycji historia, pasująca do tego przedstawienia. Opowieść o Siedmiu mędrcach z Bambusowego Gaju

The Seven Sages in the Bamboo Wood - malowidło z Długiego Korytarza w Pałacu Letnim w Pekinie [domena publiczna]
Rzecz działa się w III w. n.e., w trudnych i niespokojnych czasach. Gdy rozpadło się scentralizowane państwo dynastii Han, Chiny pogrążyły się w poważnym kryzysie. Cesarstwo, osłabione najazdami barbarzyńców oraz szerzącą się korupcją, uległo podziałowi na trzy odrębne, zwalczające się królestwa (tzw. San-kuo - epoka Trzech Królestw, 184/220 - 265 r. n.e.). Nie pomogło krótkotrwałe zjednoczenie (280 r. n.e.) pod władzą dynastii Tsin. Jej założyciel - cesarz Wu - postąpił podobnie jak nasz rodzimy Bolesław Krzywousty, z większym jednak rozmachem dzieląc kraj pomiędzy swych 25 synów. Wzajemna zawiść wśród braci doprowadzała do krwawych konfliktów, czyniąc kraj łatwym łupem dla koczowniczych plemion. 

Wybitni uczeni czy leniwi pijacy?

W tak niespokojnych realiach, siedmioro uczonych - poetów i filozofów - odrywało się od codzienności w zaciszu bambusowego zagajnika. Xi K'ang, Shan T'ao, Liu Lang, Ruan Ji, Ruan Xian, Wang Rong oraz Xiang Xiu zdegustowani wewnętrzną sytuacją swego kraju spotykali się w ogrodzie Xi K'anga, by oddawać się Qingtan - sztuce swobodnej konwersacji na poważne filozoficzne tematy. Qingtan, dosłownie czysta rozmowa, była wysoko wymagającym zajęciem intelektualnym. Za czasów dynastii Han była cenioną umiejętnością, świadczyła o dużej wiedzy i wysokim statusie społecznym. W późniejszych okresach przetrwała jedynie jako forma intelektualnej rozrywki. Bywalcy Bambusowego Gaju byli mistrzami w tej sztuce. Łatwość z jaką formułowali myśli, błyskotliwe i celne uwagi wyrażane pięknym językiem, pozwalały prowadzić zajmujące dyskusje na wysokim poziomie. Przynajmniej dopóty, dopóki spożywane wino nie obniżyło ich kognitywnych zdolności. 

The Seven Sages in the Bamboo Wood - przedstawienia na grobowcach w Nanjing (Shaanxi Provincial Museum) [http://www.wikiwand.com]

Ówcześni historycy - związani z otoczeniem cesarskiego dworu - rzetelni wyznawcy konfucjańskich wartości, chętnie postrzegali ich jako zdegenerowanych nihilistów, którzy czcili i wychwalali próżnię i niedziałanie, lekceważyli obrzędy i prawo, pili w nadmiarze wino i gardzili sprawami tego świata. Twierdzenia te w zasadzie był zgodne z prawdą. Jako zwolennicy taoizmu skłaniali się, podobnie jak Platon, ku negacji wartości świata pozorów. Chętnie odwoływali się do mistycznej strony ludzkiej natury oraz prostego, zgodnego z naturalnym rytmem, stylu życia. Cynicznie odnosili się do dworskich rytuałów i ceremonii. Niektórzy z nich rzeczywiście nadużywali alkoholu, wzbudzając swymi ekscesami niesmak opinii publicznej. Tyczyło się to zwłaszcza Liu Ling'a - poety i wielkiego miłośnika wina. Liu Ling skomponował pieśń na cześć tego trunku - mawiał, że dla pijanego człowieka sprawy tego świata znaczą tyle, co rzęsa wodna na rzece. Po mieście poruszał się lekkim powozem zaprzężonym w jelenia. Zawsze towarzyszył mu służący z wielkim dzbanem wina i drugi, który miał natychmiast go pogrzebać, jeśli niespodziewanie by umarł. Najlepiej jego osobę opisuje autobiograficzny wiersz:
Liu Ling (221-300 r. n.e.) [www.history.cultural-china.com]
Żyję, Liu Ling, na tym świecie
Dzięki wódce o mnie wiecie
Kwartę piję, więc za kwartą
Bez kwart pięciu pić nie warto
Prośby żony oraz żale
Nic nie znaczą dla mnie wcale










Podobno z butelką wódki nie rozstawał się także słynny poeta Ruan Ji. Jako potomek szacownego rodu Ruan, odebrał staranne klasyczne wykształcenie i rozpoczął karierę wojskową. Z czasem porzucił politykę, by poświęcić się muzyce. W swoich poematach kpił z cesarskiego dworu, pozornej konfucjańskiej moralności, wszechobecnych intryg i wojen, stosując wyszukane metafory i aluzje. Zbytnia bezpośredniość przekazu mogła narazić go na śmiertelne niebezpieczeństwo. Szczególnie trudny okres przechodził po śmierci ukochanej matki. Pił wtedy na umór przez cały czas żałoby, wywołując takim zachowaniem powszechne zgorszenie.
Ruan Ji, 210 - 263 n.e. [www.history.cultural-china.com]



Jego bratanek, Ruan Xian, również nie stronił od alkoholu. Podobnie jak wuj, był z zawodu żołnierzem i słynnym muzykiem. Mistrzowsko grał na pipie - szarpanym instrumencie strunowym w rodzaju lutni. Ulepszył nawet jej budowę. Bardzo przystojny za młodu, miał dużą słabość do kobiet. Preferował picie z dużych naczyń w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Kronika dynastii Jin podaje, że miał w zwyczaju napełniać wódką duży basen i pić wprost z niego. Nie przeszkadzały mu nawet "dołączające do libacji" zwierzęta (w źródle jest mowa o świniach, choć mogą to być zwykłe pomówienia). Skłonność do alkoholu zniweczyła jego obiecującą karierę urzędniczą. W końcu został wygnany na północ kraju, za krytykę muzyki jednego z ważnych, dworskich urzędników. Swoim hulaszczym trybem życia, obaj Ruan Ji i Ruan Xian, mocno przyczynili się do zubożenia majątku swojego rodu.

Nie wszyscy bywalcy Bambusowego Gaju bez oporów folgowali swoim ludzkim słabościom. Wang Rong, również niewylewający za kołnierz, był wybitnym uczonym, szanowanym urzędnikiem, a nawet dowódcą wojskowym. Miał opinię człowieka, który nie dba o etykietę i zwraca uwagę na to, co ważne. Niektórzy, zapewne zawistnicy, postrzegali go jako skąpca i oskarżali o sprzedaż urzędów (dość powszechną praktykę w ówczesnym czasie). Zachowała się anegdota, jakoby miał sprzedawać gruszki, wydrążone w miejscu gniazd nasiennych, aby nikomu nie udało się wyhodować tak smacznych owoców. 

Wang Rong (po prawej) i Shan T'ao (po lewej). Przedstawienie na na grobowcach w Nanjing (Shaanxi Provincial Museum) [www.wikiwand.com]
Równie poważany był Shan T'ao - najstarszy i najmniej ekscentryczny członek tej barwnej grupy. Swoją urzędową karierę rozpoczął dopiero w wieku 40 lat jako dyrektor ds. personelu na dworze cesarza Wudi (dynastia Jin). Za rządów dynastii Tsin był przewodniczącym Ministerstwa Służby Cywilnej. Sumienny i obowiązkowy, aktywnie uczestniczył w życiu publicznym, nie dając wciągnąć się w dworskie intrygi. Podziwiano jego błyskotliwość i inteligencję. 

Shan T'ao był najlepszym przyjacielem Xi Kanga, którego rekomendował jako swego następcę w roli państwowego urzędnika. Xi Kang odmówił, w charakterystyczny dla siebie sposób tłumacząc, że lubi długo spać, grać na cytrze i śpiewać, łowić ryby, polować na ptaki, a gdy siedzi wyprostowany drętwieją mu stawy; ponadto lubi się drapać (a nie wypada w dostojnym towarzystwie), nie cierpi pism urzędowych, nie łapie się w grzecznościach i zasadach towarzyskich, mierzi go hałas, wytworne uczty i narady. Xi Kang z zamiłowania był kowalem, a swój czas dzielił pomiędzy kuźnię (gdzie często pomagał mu młody Xiang Xiu), a filozoficzne wykłady. Jego prelekcje cieszyły się dużym powodzeniem. Jednej z nich przyszedł posłuchać sam Sy-ma Czao - minister cesarza Wei. Xi Kang zachował się bardzo nierozważnie, ignorując jego szacowną osobę. Urażony taką zniewagą Sy-ma Czao szybko znalazł pretekst, by skazać uczonego na śmierć.

Ostatni z grupy - Xiang Xiu - to słynny konfucjański filozof. W młodości zafascynowany ideami taoizmu, dorosłe życie poświęcił zgłębianiu tej doktryny. Był zdania, że pewne aspekty w filozofii konfucjańskiej należało ponownie zinterpretować na bazie myśli taoistycznej. Według niego oba te nurty stanowiły jedność. 

The Seven Sages of the Bamboo Grove - haft na jedwabiu, 1860-1880 [www.history.cultural-china.com]

Smutna rzeczywistość 

Trudno się dziwić nutce nihilizmu, jaką odczuwać musieli Mędrcy z Bambusowego Gaju. Realia, w których przyszło im żyć, mocno odbiegały od świetlanych czasów dynastii Han. Sprawnie działające państwo, ustąpiło miejsca zwaśnionym tworom. Urzędnicze stanowiska, które niegdyś powierzano wybitnym uczonym, przeszły w ręce popleczników cesarskich eunuchów. Żądni władzy i pieniędzy skupiali się na zaspokajaniu chciwości swych mocodawców, by utrzymać piastowane stanowiska. Jakże różnili się od swych poprzedników, oddanych interesowi swego kraju, którzy czas wolny poświęcali sztuce i pracy naukowej. Im bardziej obniżał się poziom życia publicznego, tym silniejsze stawały się obowiązujące konwenanse. W tym kontekście "szalona działalność" grupy z Bambusowego Gaju jawi się jako świadomy protest przeciwko politycznemu środowisku i pustym konfucjańskim rytuałom. W chińskiej tradycji historia ta przetrwała w formie alegorycznej przypowieści. Stała się symbolem buntu, wyrażanego poprzez zwrot ku naturze i zgłębianie tajemnicy prostego życia. 

Mędrcy z Bambusowego Gaju - zbliżenie na dekorację spodka [fot. Paweł Wlizło - archiwum MAH]






na podstawie:
W. Eberhard Symbole chińskie. Słownik
P. B. Ebrey, A. Walthall East Asia: A Cultural, Social and Political History
C.P. Fitzgerald Chiny. Zarys historii kultury
Feng Youlan Krótka historia filozofii chińskiej
M. Marcinkowski, B. Pośpieszna Porcelana dalekowschodnia z badań archeologicznych na Starym Mieście w Elblągu
J. Zawadzki Dawna literatura chińska: antologia i omówienie t. I 


piątek, 17 lutego 2017

Znaki wytwórni na kaflach

Oglądając piec kaflowy, zazwyczaj trudno stwierdzić, z jakiej pochodzi wytwórni. Znawcy tematu rozpoznają piec na podstawie jego bryły, rodzaju kafli, barwy szkliw oraz analogii, znanych z miejsc, gdzie piece nadal stoją na swoim miejscu. Czasem jednak i to nie daje nam informacji na temat fabryki, w której powstały. Staje się to możliwe dopiero po zdemontowaniu pieca, a następnie oczyszczeniu kafli z gruzu i gliny, ponieważ na odwrociach kafli mogą być umieszczone znaki fabryczne.

Znaki fabryczne na kaflach (oraz płytkach okładzinowych) zaczęły pojawiać się w XIX wieku, kiedy powstawały fabryki kafli piecowych. Zazwyczaj było na nich umieszczane nazwisko fabrykanta lub nazwa miejscowości, a także numer serii lub wzoru. Odciskano je najczęściej na ściankach komór grzewczych lub tylnych powierzchniach kafli wypełniających, rzadziej na odwrotnych stronach kafli fryzowych lub gzymsowych. Być może zaskakującym jest fakt, że znaki fabryczne nie występują na rzeźbionych kaflach ze zwieńczeń, na koronie, czy też na kaflach centralnych (panneaux). Przypuszcza się, że ówczesne fabryki pieców wydawały katalogi swoich produktów, z których klient mógł wybrać odpowiednie urządzenie, zatem nie było potrzeby znakowania wszystkich kafli. 

Analizując kafle, znajdujące się w zbiorach Muzeum, udało mi się znaleźć kilka, które posiadają znaki wytwórni. Część z nich pochodzi z popularnych na naszym terenie kaflarni i jest bardzo dobrze rozpoznawalna - są znaki z fabryki H. Monatha, Kadyn, Velten lub Berlina.


H. MONATH ELBING
Fot. archiwum MAH

znak w formie stempla w kształcie napisów w dwóch rzędach: H.MONATH. oraz ELBING.1 (lub ELBING.2, cyfra umieszczana przypuszczalnie w zależności od numeru serii produkcyjnej. 

Jest to znak fabryczny Fabryki Pieców Kaflowych Hermanna Monatha w Elblągu. Wytwórnia powstała w 1868 roku i funkcjonowała na terenie dawnego zamku krzyżackiego, w pobliżu rzeki przy ulicy Am Elbing 26. Po śmierci założyciela fabryki (1872 r.), zarządzanie zakładu spoczęło na barkach brata, Louisa. W 1915 roku fabrykę zaczął prowadzić jego syn, Hermann. Według źródeł, początkowo produkowano w niej około 200 pieców kaflowych rocznie. Przed I wojną światową, w rozwijającym się zakładzie wybudowano trzy kolejne piece do wypału i jeden do szmelcowania szkliw. Dzięki większej liczbie pieców oraz obsługujących ich ludzi, rocznie z fabryki "wychodziło" około 1000 pieców. W latach 20. Hermann Monath junior podjął współpracę ze znanym elbląskim architektem Friedrichem Fischerem, który był autorem modeli pieców w stylu Art deco.


Okrągły stempel fabryki R. Blumenfelda; liczba "151" oznacza numer projektu.
Kafle o numerach poniżej 443 były produkowane przed 1922 r.
Fot. archiwum MAH

RICHARD BLUMENFELD, VELTEN
Fot. archiwum MAH

Velten to miejscowość, znajdująca się pod Berlinem, w której rozwinął się przemysł ceramiczny. Pierwsza kaflarnia została założona w 1835 roku, pod koniec XIX wieku było ich już 35. Od 1905 roku produkowano około sto tysięcy pieców kaflowych rocznie. Przed I wojną światową zarejestrowanych tam było 40 fabryk pieców i wyrobów ceramicznych, a wytwórnie funkcjonowały pod nazwą "Vereinigte Ofenfabriken GmbH" pod przewodnictwem Richarda Blumenfelda i Gustava Stratmanna.

Richard Blumenfeld żył w latach 1867-1943 w Berlinie. W 1890 r. został dyrektorem Fabryki Wyrobów Ceramicznych J. Ackermanna w Velten. Dość szybko stał się wiodącym producentem pieców i ceramiki architektonicznej. Współpracował ze znanymi architektami, m. in. J. Martensem i W. Gropiusem. W 1924 r., jako właściciel kilkunastu pieców do wypału, mieszalników, kotłów parowych i motorowych oraz zmechanizowanej linii do produkcji kafli, wykupił część fabryk ze zjednoczenia Keramik A.G. W 1933 r. wytwórnia została przez nazistów znacjonalizowana i otrzymała nową nazwę Veltag, Veltener Ofen – und Keramik A.G.



HERMANN SCHMIDT, VELTEN
fot. archiwum MAH

Znak fabryczny wytwórni Hermanna Schmidta, fabrykanta pieców, który w 1871 r. przejął fabrykę w Velten i wprowadził piec do wypału o nazwie „Majolika”. Postać ta zapisała się na kartach historii podberlińskiej wytwórni kafli i pieców także jako współzałożyciel (razem z G. Gerickem i H. A. Ziegerem; 1905 r.) „Miejskiego Muzeum Przemysłu Pieców Kaflowych, Produktów Glinianych i Dbałości o Ojczyznę”.

Majolikawerkstatt Cadinen Wpr.
Fot. A. Grzelak

 Znak fabryczny Królewskiego Warsztatu Majoliki i Terakoty w Kadynach, założonego w 1904 roku przez cesarza Niemiec Wilhelma II. Wytwórnia specjalizowała się w wykonywaniu ceramiki użytkowej, plastyki figuralnej, detalach architektonicznych, a po I wojnie światowej (w czasie kryzysu gospodarczego), rozpoczęto produkcję pieców kaflowych - kopiach XVIII-wiecznych pieców elbląskich i gdańskich. Produkcja kafli była zmechanizowana, ale dekoracje na nich wykonywano ręcznie, korzystając z szablonów. Kierownikiem malarni kafli był Gustav Liedtke, natomiast matryce sporządzał Otto Melzer. 
Sam stempel pochodzi z początku z 1923 roku i został umieszczony na kaflu, który wchodzi w skład pieca eksponowanego na wystawie w Budynku Gimnazjum (obecnie rozebrany ze względu na remont Muzeum), natomiast Warsztat Majoliki funkcjonował do 1945.  



Meissner, Teichert Ofen
Fot. A. Grzelak

Znak wytwórni pieców Teicherta w Miśni (Meissen). Johann Friedrich Ernst Teichert (1832-1886) był bratem Carla Teicherta (1830-1871), pierwszego fabrykanta pieców kaflowych w Colln (pod Miśnią - obecnie jest to jej dzielnica). W 1868 roku, również w Colln, powstała jego własna "Fabryka Pieców i Porcelany (Ernst Teichert Ofen - und Porzellanfabrik GmbH), znajdująca się przy ulicy Drezdeńskiej. Od 1872 roku, po przekształceniu w spółkę akcyjną, znana była jako "Saska Fabryka Pieców i Wyrobów Szamotowych, dawniej Ernsta Teicherta". Teichert był jej kierownikiem technicznym (do końca 1873 r.), a następnie członkiem zarządu spółki (do 1886 r.). W 1872 r. fabryka posiadała 3 piece do wypału, zatrudniała 74 osoby i produkowała około 3000 pieców, a w 1894 r. w 42 piecach wypalano kafle i produkowano około 14000 pieców przy pomocy 450 pracowników. Po śmierci Ernsta zarządzaniem fabryką zajął się jego syn, Christian. Autorami projektów zaś byli znani wówczas artyści i architekci: Carl Weissbach i Carl Graff z Drezna oraz Carl Merkel i F.G. Fehrmann z Miśni.
W 1907 roku zakład przestał działać pod wspomnianą wcześniej nazwą, a w 1923 roku nastąpiło połączenie zakładu Carla Teicherta i Ernsta Teicherta i od tamtej pory zaczął on działać jako "Ernst Teichert G. m. b. H.".



Stegmann, Elbing
Fot. A. Grzelak
Stegmann & Co Ofenfabrik, Zentralheizung znajdowała się przy Berliner Strasse 24, funkcjonowała  na pewno w latach 20. XX wieku do lat 40. Informacje na temat tej fabryki są szczątkowe i opieram się jedynie na elbląskich książkach adresowych z roku 1925/26, 1934 i 1942.


Kunst - Topferei
E. Sch
öffel
Berlin
fot. A. Grzelak
Piec z w/w wytwórni znajduje się na wystawie w Budynku Gimnazjum (niebawem zostanie przeniesiony do magazynu na czas remontu), ma kształt kolumny, a kremowe kafle ze złoceniami zdobione są motywami manierystycznymi, głównie małżowinowo-okuciowymi. Datowany jest on na 1. połowę XIX wieku.

Schömann & Klose
Ofen u. Towarenfabrik
Liegnitz 82
(fot. A. Grzelak)
Znak wytwórni w Legnicy; w zbiorach ceramiki posiadmy jeden taki kafel, zatem jego obecność może być trochę przypadkowa.


Bibliografia:
B. Pospieszna Tropami znaków na kaflach [w:] Kwartalnik Ciepło, nr 1 (28) 2005, s. 35-38.
B. Pospieszna Kafle i piece kaflowe  w zbiorach Muzeum Zamkowego w Malborku, Malbork 2013.

Netografia:
http://www.berliner-zeitung.de/archiv/160-jahre--veltak--im-keramikmuseum-ausstellung-zeigt-alles-ueber-die-ofenfabrik,10810590,9721120.html

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Doppelhaken


Proch na świecie po raz pierwszy pojawia się w Chinach w IX wieku. W Europie nikt w tym czasie nie myślał o użyciu broni palnej. Bezwzględnie panowały wtedy topory, włócznie i miecze. Dopiero po ponad czterech wiekach od użycia prochu w Chinach dociera on na Stary Kontynent. Jego skład w XIII wieku podał Roger Bacon w swoim traktacie „De secretis artis…” oraz Albert Wielki w „De Mirabilibus mundi” z 1280 roku. Receptura tego wybuchowego czarnego proszku dotarła na zachód prawdopodobnie podczas kontaktów ze światem islamskim w czasie rekonkwisty Hiszpanii. Jednak przepis na mieszankę podany przez Bacona  był w postaci anagramu. Anglik chciał nie tylko zachować recepturę w tajemnicy, ale również bał się oskarżenia o czarnoksięstwo.
Ciężko stwierdzić kiedy i gdzie po raz pierwszy użyto prochu do wystrzeliwania pocisków.
Jak wskazują najstarsze źródła, po raz pierwszy broni palnej w Europie użyto w XIV w. na terenie Włoch i Anglii. 

W tym wieku również pojawia się pierwsza ilustracja„nowego” rodzaju broni. Rycina znajduje się w rękopisie Waltera de Milemete, stworzonym dla Edwarda III, króla Anglii. Lufa broni na ilustracji ma kształt flakonu i ułożona jest na stole. Amunicją był pocisk w kształcie bełtu kuszy. Do jego produkcji wykorzystywano aż pięciu rzemieślników różnych specjalności: kowal wykuwał grot, trzpień bełtu wykonywał tokarz, opierzenie z blachy brązowej sporządzali odlewnicy, uszczelki służące do izolowania lufy przeciw „ucieczce” gazów prochowych wykonywali skórnicy.
Wystrzał uzyskiwano po podpaleniu prochu za pomocą rozpalonego pręta lub, co jest bardziej prawdopodobne, podpalonego lontu.
Pierwsza europejska broń palna
Walter de Milemete - De Nobilitatibus Sapientii Et Prudentiis Regum


Pierwszą ręczną bronią palną były hakownice. Kute lub odlewane z żelaza, brązu. Lufa posiadała kształt ośmioboku, rozszerzającego się w kierunku komory prochowej. Długość samej lufy pierwszych hakownic dochodziło do 50 cm, później wydłużone do około 1 metra. Ważące do 15 kg. 

Nazwa broni wzięła się od haka, który znajduje się na końcu lufy. Pojawił się w tym miejscu na początku XV wieku. Pierwsza wzmianka o hakach zawarta jest w aktach arsenału brunszwickiego z 1418 roku Hak służył  do wyeliminowania siły odrzutu,poprzez zaczepienie go np. o brzeg muru. Do obsługi takiej hakownicy początkowo potrzebowano dwóch osób – jedna osoba podpalała lont, druga celowała. 

Hak hakownicy fot. Paweł Wlizło

Używano kul żelaznych, ołowianych, a nawet zdarzają się przypadki, gdzie używano kul szklanych lub ceramicznych.
Broń ta była używana do XVII wieku, czego przykładem jest hakownica ze zbiorów Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu. Już z ulepszonym system odpalania, przypominającym mechanizm kuszy, z którego pozostała jedynie panewka na proch. 
Zamek hakownicy fot. Paweł Wlizło


Niestety łoże hakownicy nie jest oryginalne. Znajduje się na nim inskrypcja, która prawdopodobnie podaje nam datę „1762” oraz litery „IH”.  Sama lufa o kalibrze 32 mm pochodzi z XVII wieku. Cała broń mierzy 111 cm. Na samej lufie odnaleźć również możemy oznaczenie rusznikarza.
Oznaczenia wytwórcy broni fot. Paweł Wlizło
Hakownica posiada, tak jak we współczesnej broni, ułatwiające celowanie, muszkę i szczerbinkę.
Broń tego typu znajdująca się w zbiorach MAH jest typowym przykładem uzbrojenia miejskich arsenałach. Należy ona do ciężkiej odmiany tzw. doppelhaken.

Napis na hakownicy fot. Paweł Wlizło

Do muzeum trafiła jako przekaz Obywatelskiego Komitetu Wykonawczego Roku Jubileuszowego Miasta Elbląga w roku 1954, pochodzi ze zbiorów przedwojennego Stadtische Museum.


Hakownica ze zbiorów MAH fot. Paweł Wlizło

Do opracowania wykorzystano:
Stanisław Kobielski- Polska broń. Broń palna, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk, 1975
Krzysztof Kwiatkowski - Wojska zakonu niemieckiego w Prusach 1230-1525, Toruń 2016
Lech Marek - Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic, Wrocław 2014

wtorek, 17 stycznia 2017

Figurki z miśnieńskiej porcelany

Niedawno prezentowaliśmy Państwu temat porcelany chińskiej, najszlachetniejszego rodzaju ceramiki, która musiała przebyć tysiące kilometrów niebezpiecznej podróży, aby ostatecznie znaleźć się w europejskich domach.
Europejczycy już w średniowieczu podejmowali próby zmierzające do odkrycia sposobu produkcji porcelany; przez wiele lat jednak statki przywoziły porcelanę z Chin i Japonii. Dopiero na początku XVIII wieku w Saksonii pojawiły się warunki sprzyjające porcelanowym przedsięwzięciom.


Inicjatorem tych działań był elektor saski i król Polski, August II Mocny. Interesowała go nie tylko sztuka, której był wielkim miłośnikiem, ale również chemia, a w szczególności badania Ehrenfrieda Walthera von Tschirnhausa i alchemiczne eksperymenty Johanna Friedricha Bottgera. Von Tschirnhausen rozpoczął swoje poszukiwania ok. 1694 roku, topiąc różne trudno topliwe substancje, wymagające wyższej temperatury niż ta, którą udawało się osiągać w tamtym czasie. Około 1704 roku zetknął się on z Bottgerem, uwikłanym w ryzykowne przedsięwzięcie - wytop złota ze zwykłych metali i poszukiwanie kamienia filozoficznego. To był moment rozpoczęcia współpracy przy poszukiwaniach odpowiedniej receptury. 
Pierwszym osiągnięciem Bottgera były czerwone wyroby kamionkowe, które naśladowały wyroby z Yi-Hsing, jednak do wytwarzania porcelany niezbędna była zarówno biała glina (zachowująca swoją barwę przy wypalaniu), jak również topliwy kamień o właściwościach podobnych do petuntse. I tak, pięć lat później, po wielu próbach i niepowodzeniach udało się uzyskać masę porcelanową, w skład której wchodziła glinka kaolinowa, kwarc i skaleń. 

Pierwsze okazy niepolewanej porcelany wykonano najprawdopodobniej w 1708 roku (glina pochodziła ze złóż w Kolditz), a w 1710 roku, na mocy dekretu królewskiego, powstała pierwsza europejska wytwórnia porcelany w Miśni, a jej pełna nazwa brzmiała: Królewsko-Polska i Elektorsko-Saska Manufaktura Porcelany. Początkowo realizowano w niej wyłącznie królewskie zamówienia - powstawały wówczas monumentalne rzeźby i kopie porcelany orientalnej, przeznaczone do Pałacu Japońskiego w Dreźnie. Szybko jednak wykrystalizował się klasyczny repertuar dekoracji na naczyniach porcelanowych: krajobrazy, sceny portowe, motywy zwierzęce i kwiatowe, sceny dworskie, elementy orientalne, wzór cebulowy... Rozpoznawalnym elementem wytwórczości miśnieńskiej są zapewne figurki - postaci ludzkie, głownie dworzanie, a także zwierzęta.

Przykład biskwitowych figur, wykonanych w Wytwórni w Miśni posiadamy w Muzeum w kolekcji ceramiki. I, choć nie zostały one wydobyte podczas wykopalisk, to temat jest na tyle ciekawy i ściśle związany z innymi muzealnymi obiektami porcelanowymi, że warto go poruszyć na blogu.


Jeszcze do niedawna obie figurki były eksponowane w Budynku Gimnazjum, na wystawie
W elbląskiej kamienicy. Wnętrze mieszczańskie z połowy XIX w.. Trafiły one do Muzeum jako zakup, dokonany w 1980 roku. 



Fot. A. Grzelak

Figurka dziewczynki umieszczona jest na krześle, postawionym na owalnej, rokokowej podstawie. Ubrana jest dworską suknię, w prawej dłoni trzyma ciastko.Dziewczynka ubrana jest według XVIII-wiecznej mody kobiecej - nosi bogato zdobioną suknię z gorsetem, zdobioną falbankami i koronkami. Do sukni doczepiono prawdopodobnie sakiewki bądź kieszenie, ukryte pierwotnie pod wierzchnią spódnicą. Na nogach ma pantofelki na obcasie z długim, wąskim noskiem. Wymyślną fryzurę z drobnymi loczkami po bokach mógł przykrywać marszczony kapturek (zwany we Francji bagnolet), widoczny z tyłu. Na szyi ma kolię z koronki. Jej wymiary to 13 x 7,5 x 8,5 cm. 

Fot. A. Grzelak

Figurka chłopca również umieszczona jest na fotelu, stojącym na owalnej, rokokowej podstawie. Chłopiec ubrany jest strój dworski, prawą rękę opiera na oparciu fotela, lewą podtrzymuje nogę. Pod fotelem natomiast leży kosz, z którego wysypują się kwiaty. On również ubrany jest na wzór męskiej mody osiemnastego stulecia. Nosi szustokor, czyli frak bez klap, z długimi rękawami zakończonymi mankietami. Do krótkich spodni nosi pończochy. Pod szustokorem ma kamizelkę zdobioną koronką, a pod szyją nosi fular. Jego fryzura urozmaicona jest lokami po bokach, a z tyłu włosy związano dużą kokardą. Pod pachą trzyma trójgraniasty kapelusz. Jego obuwie jest na płaskim obcasie, zdobione klamrą. Przy lewym boku ma przytwierdzoną szablę (nie zachowała się w całości). Wymiary: 13 x 7,5 x 8,5 cm.

Fot. A. Grzelak
Obie wykonano w wytwórni w Miśni, a czas ich powstania określa się na ok. 1770 rok. 
Nowością wówczas były wyroby koronkowe, które występują na figurkach Aciera. Zdobienie polegało na tym, że koronkę zanurzano w glince porcelanowej i nakładano na figurkę. Bawełniana nitka spalała się w czasie wypału i pozostawiała w porcelanie odcisk sieci oczek. Początkowo, dekoracja ograniczała się do małych dodatków ubioru. Tego typu zdobienie można z całą pewnością zaobserwować na figurkach ze zbiorów muzealnych.

Znakiem na porcelanie jest symbol skrzyżowanych szabli, wprowadzony w 1720 roku, który jest jednym z najstarszych znaków firmowych na świecie. Wcześniej porcelana oznaczana była skrótami: AR, KPM, MPM, KPF.

Znak wytwórni miśnieńskiej, fot. A. Grzelak. 
Trudno wypowiedzieć się w kwestii autorstwa owych figurek. Uważa się, że generalnie, autorem świetnie wymodelowanych figurek o tematyce mitologicznej i rodzajowej był Johann Joachim Kandler, który w 1764 roku zaczął współpracować z Michelem-Victorią Acierem. On z kolei pozostał na stanowisku głównego modelarza do roku 1779 i to jemu przypisuje się ostateczne wprowadzenie stylu neoklasycznego.

Obecnie figurki znajdują się w magazynie i na czas trwania remontu w Budynku Gimnazjum nie będą dostępne dla zwiedzających.



Źródło:

G. Savage Porcelana i jej historia, wyd. PWN, Warszawa 1977.
http://rynekisztuka.pl/2012/09/21/manufaktura-porcelany-w-misni/

http://www.historiamody.cba.pl/cosinosi.htm

piątek, 23 grudnia 2016

Dalekowschodnie skarby Starego Miasta

W 2007 roku w amsterdamskim Sotheby's odbyła się aukcja porcelany wydobytej z wraku chińskiej dżonki u wybrzeży Wietnamu, niedaleko miejscowości Ca Mau (cała historia tutaj). Pod młotek poszło 76.000 sztuk naczyń, o łącznej wartości 3 milionów euro. Bez trudno zlicytowano przedmioty, które przerwały katastrofę bez szwanku, jak i te zniszczone: spalone i stopione ze sobą egzemplarze. 

Porcelana z wraku dżonki z Ca Mau; na czarce widoczne ślady "koralowców", powstałe na skutek zalegania na dnie morza. Zbiory Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Elblągu [fot. A. Grzelak - archiwum MAH]
Liczne przykłady chińskiej porcelany (m.in. z tego samego okresu co ładunek dżonki z Ca Mau) odnaleziono podczas badań archeologicznych na elbląskiej starówce. Liczący ponad 200 egzemplarzy zbiór stał się tematem opracowania dr M. Marcinkowskiego i dr B. Pośpiesznej, które ukazało się w grudniu br. w formie katalogu pt. Porcelana dalekowschodnia z badań archeologicznych na Starym Mieście w Elblągu. Delikatne, biało-niebieskie naczynia są pięknym przykładem sztuki użytkowej, jednak nie tylko estetyka wpływa na ich wartość. Można by lapidarne powiedzieć, że przedmioty te mają duszę. Tą "duszą" jest przebyta droga, ludzie i wydarzenia jej towarzyszące, które składają się na historię przedmiotu. 

Imponująca podróż większości odnalezionych w Elblągu porcelanowych naczyń, zaczęła się w górach niedaleko Jingdezhen, w chińskiej prowincji Jangxi. Tam górnicy wydobywali surowce (kaolin i pentuse - chiński kamień) niezbędne do produkcji porcelany, które przetwarzano w okolicznych warsztatach. Produkcja ceramiki zapewniała pracę okolicznym mieszkańcom, m.in. przy wydobywaniu surowców, przetwarzaniu ich oraz transporcie. Do wykonywania naczyń zatrudniano wyspecjalizowanych garncarzy i malarzy. Końcowy produkt nie był dziełem jednego artysty, a efektem pracy setek rąk. Skala tej wytwórczości jest imponująca. Już samo cesarskie zapotrzebowanie na porcelanę sięgało tysięcy sztuk. W 1546 roku do cesarskiego pałacu dostarczono 72 700 sztuk naczyń (m.in.miski na ryby, dzbany, czarki i półmiski). W raz z pojawieniem się Europejczyków stale wzrastał też eksport do krajów Zachodu. W 1608 roku Holendrzy zamówili w Chinach 108 000 sztuk porcelany, a 36 lat później już 355 000 sztuk. W ciągu 50 lat tylko* na statkach holenderskich przypłynęło do Europy ok. 3 milinów porcelanowych naczyń.

Dalekowschodnie skarby Starego Miasta - fragment ekspozycji [fot. A. Grzelak - archiwum MAH]
Podróż porcelany na europejskie stoły była długa i pełna niebezpieczeństw. Grupy tragarzy transportowały otulone słomą i zapakowane w beczki delikatne naczynia drogą lądową do portu w Kantonie. Wyprawa z ciężkim ładunkiem (oprócz porcelany transportowano tą trasą także bele jedwabiu i herbatę) obejmowała trasę liczącą 1400 km, w czasie której większość drogi przebywano spławiając towar rzekami. Nie brakowało rwących, górskich odcinków, a w połowie podróży tragarzy czekała piesza przeprawa (krótki odcinek 30 km...) przez górskie przełęcze (Przełęcz Meiling, zwana Śliwkową Przełęczą). W Kantonie, jedynym porcie gdzie mogli handlować Europejczycy, porcelanę ładowano na europejskie statki. Morska podróż trwała 8 długich miesięcy, a jej cel mogły zniweczyć burze, sztormy, napady piratów lub inne losowe wypadki, jak choćby pożar, który (z niewiadomych dla nas dzisiaj przyczyn) wybuch na pokładzie chińskiej dżonki.

W Europie porcelana szybko stała się obiektem pożądania. Delikatne i piękne przedmioty fascynowały ze względu na egzotyczne pochodzenie i tajemnicę wytwarzania, której Chińczycy pilnie strzegli. W szybkim czasie, głównie dzięki rozpowszechnieniu się zwyczaju picia herbaty i kawy, stały się przedmiotami codziennego użytku, dostępnymi szerszemu gronu rozwijającego się mieszczaństwa. Przedmioty te są świadectwem rodzących się zwyczajów i zmian w mentalności mieszkańców europejskich miast. Fragmenty spodków i czarek, odnalezione w latrynach ówczesnych elbląskich mieszczan wskazują, że Elblążanie także ulegli wpływom tych procesów.

Historię drogi porcelany, którą po setkach lat odnaleziono na terenie elbląskich parcel można poznać na naszej najnowszej wystawie w Muzeum Archeologiczno-Historycznym w Elblągu, prezentowanej w podziemiach budynku krzyżackiej Słodowni. Potłuczone naczynia stały się punktem wyjścia do opowieści o dalekich morskich podróżach, pierwszych niełatwych kontaktach Europy z chińską cywilizacją, tajnikach porcelanowej produkcji i toczącej się w tle historii Chin. Dzięki zachowanym źródłom możliwe stało się także przypisanie odkrytych naczyń do ich elbląskich nabywców.

Dalekowschodnie skarby Starego Miasta - wystawa czasowa w Muzeum Archeologiczno - Historycznym w Elblągu
* porcelana trafiała do Europy także m.in. za pośrednictwem portugalskim, angielskim i szwedzkim.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia chcielibyśmy życzyć wszystkim naszym Czytelnikom spokojnego i radosnego czasu spędzonego w gronie rodziny i przyjaciół, a w nadchodzącym Nowym Roku samych pomyślnych zdarzeń. 
Do zobaczenia w 2017!

serdecznie pozdrawiamy
autorzy bloga
Joanna Fonferek, Ula Sieńkowska,
Mirek Marcinkowski



wtorek, 6 grudnia 2016

Miecz średniowieczny - znaki, inskrypcje, symbolika cz.2




Oprócz znaków związanych z wierzeniami, wspomnianych w poprzedniej części, na broni możemy spotkać również oznaczenia mieczowników i kowali. Rzemieślnik, dochodzący do swojego kunsztu poprzez długą drogę od czeladnika do mistrza, oznaczał swój wyrób wyróżniając go na tle innych. Symbole miały podkreślać, że broń została wyprodukowana właśnie w tym miejscu i właśnie przez niego. Producenci samych głowni mieczowych nie występowali powszechnie. Skupiali się w ośrodkach metalurgicznych jak np. Solingen i Passawa. Wyroby wykonane przez mieczowników z obu okolic oznaczano symbolem wilka passawskiego. Miejscowości toczyły spór, o to kto ma prawo do korzystania z symbolu. Passawa używała go już od XIII wieku, natomiast Solingen przywłaszczyło sobie znak prawdopodobnie w wieku XV. Na dowód czego mamy skargę w liście Rady miasta Passawy z 1464 roku.
Podobny symbol znajduje się na jednym z dwóch mieczy prezentowanych na wystawie Elbląg Reconditus. Chociaż wilk może bardziej przypominać mityczne zwierzę - jednorożca…ponieważ jest to naśladownictwo najprawdopodobniej z terenu Węgier. 

Znak "jednorożca" - fot. Paweł Wlizło

Na mieczu, oprócz czworonożnego zwierzęcia, znajduje się również symbol serca. Na drugiej stronie głowni, niewidocznej na ekspozycji, znajduje się również „jednorożec”, a ponad nim krzyż równoramienny.

fot. Paweł Wlizło

Z Passawą wiązać się może również symbol pastorału, widoczny na mieczu typu XVII,H2,1 wg Oakeshotta, znajdującym się w naszych zbiorach. Znak ten używany był w czasie, kiedy pracownie miecznicze były we władaniu biskupów.

Pastorał na mieczu typu XVII,H2,1 wg Oakeshotta fot. Paweł Wlizło
Oznaczeniem, którego mogły używać konkurencyjne dla Passawy pracownie solingeńskie, był znak przypominający jabłko cesarskie. Głownia miecza jest ozdobiona nim po obu stronach. 

Znak jabłka cesarskie wypełniony zółtym metalem fot. Paweł Wlizło
O pochodzeniu miecza z Solingen świadczy również nowożytna broń biała wykonywana w tamtejszych pracowniach, oznaczona taką samą sygnaturą.

Niewypełniony znak na mieczu fot. Paweł Wlizło

Na mieczach oprócz sygnatur wykonawców i oznaczeń ”magicznych”, wspomnianych w poprzedniej części ( link do wpisu ) mogły umieszczone być również inskrypcje. W zbiorach muzealnych znajduje się wczesnośredniowieczny miecz typu X.A.1 wg Oakeshotta.
Jest to przykład broni, na której chętnie umieszczano inskrypcje inwokacyjne jak np. +INNOMINEDOMINI+ (W imię Pana) lub cytaty z Księgi Psalmów. Jednak stan zachowania niestety nie pozwala na stwierdzenie, czy posiadał on jakąkolwiek inwokację.

Miecz typu X.A.1 wg Oakeshotta fot. Anna Grzelak

Analogią może być miecz św. Maurycego będący klejnotem Cesarstwa Niemieckiego, posiadający inskrypcję na swojej głowicy i jelcu.

Fot. za: www.mieczesredniowieczne.pl
Na mieczach znajdować się mogą również oznaczenia, którymi posługiwał się kowal produkujący tylko głownie. Broń zazwyczaj była oznaczana przez niego w miejscu niewidocznym podczas późniejszego użytkowania – na trzpieniu, który później pokrywany skórą, lub drewnem stawał się rękojeścią.
Przykład takiej sygnatury znajduje się na mieczu, oznaczonym jako typ XVIII,T2,1 wg Oakeshotta. Znak znajduje się na obu stronach trzpienia, przypomina swoim kształtem krzyż św. Andrzeja, lub łacińskie X. Jeśli uznalibyśmy to za liczbę, to mogła ona służyć jako znak policzonych partii głowni przeznaczonych do sprzedaży. 

 fot. Paweł Wlizło
Kolejnym z oznaczeń kowalskich, które można znaleźć na mieczu, znajdującym się w zbiorach Muzeum Archeologiczno-Historycznego jest półksiężyc wpisany w okrąg. Symbol ten jest na mieczu pokazywanym na wystawie Elbląg Reconditus. Znak półksiężyca używany był przez kowali na terenie Węgier.

fot. Robert Korsak


Do opracowania wykorzystano:

Marian Głosek, Znaki i napisy na mieczach średniowiecznych w Polsce, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1973

Krzysztof Kwiatkowski, Wojska zakonu niemieckiego w Prusach 1230-1525, Toruń 2016

Lech Marek, Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic, Wrocław 2014
red. Andrzej Nadolski, Uzbrojenie w Polsce średniowiecznej 1350-1450, Łódź 1990

Janusz Sękowski, Konserwacja broni białej z elementami bronioznawstwa, Warszawa 2008