wtorek, 16 maja 2017

O emaliowanych szkłach z Elbląga

W dzisiejszym poście chciałabym poruszyć temat naczyń emaliowanych, pochodzących z badań archeologicznych na elbląskiej Starówce. Nie jest to liczna grupa tego typu zabytków i rzadko występuje na badanych stanowiskach archeologicznych w Polsce, więc zdecydowanie zasługuje na uwagę.

Technologia

Określenie "szkło emaliowane" oznacza technikę zdobienia wyrobów szklanych, która polega na malowaniu ich kolorowymi farbami. Malowanie wykonuje się 'na zimno', stosując lakiery i farby terpentynowe, bez wypalania naczynia. Jest to technika wydajna, ale jednak nietrwała, ze względu na dużą ścieralność malowanej powierzchni. Bardziej trwała jest technika 'na gorąco', która polega na tym, że na powierzchnię szklanego wyrobu nakłada się farbę, a następne wypala naczynie powtórnie. Służy do tego piec malarski, tzw. muflowy, czyli bez bezpośredniego dostępu ognia. W piecu następowało trwałe stopienie się dekoracji ze strukturą szkła. Używa się do tego farb, mających w składzie sproszkowane szkliwo i związki metali barwiących, które dzielą się na nieprzezroczyste (emalie, glazury, smalty), przezroczyste (transparentowe, olejne, żywiczne) i pigmentowe, łączone ze szkliwami. O tym, jak długo utrzymywała się farba na szkle, decydowała ich jakość, a dokładniej stopień rozdrobnienia i wymieszania z olejkami (damarowym, goździkowym, terpentynowym), które wyparowywały po nałożeniu na szkło. Dla uzyskania odpowiednich barw, używało się najczęściej tlenków metali - barwa niebieska to tlenek kobaltowy, zielona - tlenek miedziowy z dwuchromianem potasu, żółta - chromian ołowiowy, biała - tlenek cyny, czarna - tlenek żelazowy z tlenkiem kobaltowym i braunsztynem (ruda manganu). Do nakładania barwników najlepszy podobno był pędzel z włosia bobrowego. Używano także stempli. Złocono natomiast pastami, zawierającymi złoto (sproszkowany metal lub chlorek złotawy).

Geneza

Malowanie naczyń 'na zimno' znane już było w starożytnym Egipcie, a także stosowano je przez cały okres cesarstwa rzymskiego. Rozkwit tej techniki nastąpił we wczesnym średniowieczu za sprawą Arabów, którzy przywozili tego typu szkła z głównych ośrodków produkcyjnych z Syrii i Iraku. Następnie, sztukę tę przejęli Wenecjanie, przez co emalierstwo na wiele lat stało się główną gałęzią szklarstwa weneckiego - przy znajomości produkcji przezroczystego szkła, dodawało kunsztu owym wyrobom. Z Wenecji, technika dekorowania szkieł farbami przeniknęła do innych regionów Europy. 
Pierwsze emaliowane szkła pojawiły się w północnej Europie dzięki niemieckim kupcom z Augsburga i Norymbergii, a około 1540 roku naczynia malowane w stylu niemieckim zaczęto wykonywać w austriackich i południowo-niemieckich hutach. Choć w XVI wieku w Wenecji emaliowane szkło wyszło już z mody, to w środowiskach mieszczańskich, głównie czeskim i niemieckim miało ono swój rozkwit i w pewnym stopniu, jako jeden z wielu czynników, wyznaczało właśnie kulturę mieszczańską, określało przynależność do określonego bractwa, cechu lub gildii.

Zdobnictwo

Najczęściej pojawiającymi się motywami były herby książęce i patrycjuszowskie, znaki cechów rzemieślniczych, przedstawienia religijne, sceny polowań, biesiad, poza tym fragmenty warsztatów rzemieślniczych, motywy roślinne, geometryczne, wzbogacane napisami i sygnaturami. Zazwyczaj tego typu dekoracje umieszczano na wysokich szklanicach, zwanych humpenami lub wilkomami, a także na kuflach, dzbanach, czworobocznych flaszach i kielichach.

Zabytki

Elbląskie emaliowane szkła należą do wyjątkowych obiektów, ponieważ w trakcie wieloletnich badań wykopaliskowych znaleziono stosunkowo niewiele takich obiektów oraz fragmentów. Ich niewielka liczba spowodowana jest najprawdopodobniej zwyczajowym tłuczeniem naczyń do picia podczas uczt. Są to wyroby datowane na 2. połowę XVI wieku do końca XVII wieku.
Poniżej zaprezentuję pokrótce niektóre z tych naczyń. Należą one niewątpliwie do jednych z najciekawszych i zarazem najcenniejszych obiektów, które zostały znalezione w trakcie badań.

Kielich z wielorybem (?) połykającym Jonasza
kielich ze sceną biblijną w formie dekoracji, na której umieszczono potwora morskiego z fragmentem ciała człowieka. Jest to najprawdopodobniej prorok Jonasz, który chcąc uniknąć zadania, powierzonemu mu przez Boga, został ukarany połknięciem przez wieloryba. Obok widzimy datę 1582 oraz napis D.P. JONAS. Kielich swoją formą nawiązuje do XVI-wiecznych form weneckich. Być może autorem tego naczynia był jeden z potomków hutniczego rodu Preusslerów (prowadzili oni m.in. huty Marienberg i Jugel w Saksonii). Według dostępnej kartoteki mieszkańców Starego Miasta, dowiadujemy się, że właścicielem działki, z której pochodzi omawiany kielich, był Piotr Himmelreich, znany patrycjusz elbląski, który zmarł własnie w 1582 roku. Zatem możemy przypuszczać, że naczynie mogło być zamówione przez np. radnych miejskich w celu upamiętnienia śmierci człowieka wybitnego. Wymiary: wysokość - 15,5 cm, średnica wylewu - 8,2 cm.

Kielich z wielorybem (?), fot. P. Wlizło


Kufel kobaltowy
to kolejne wyjątkowe naczynie, wykonane z przezroczystego szkła, zabarwionego na kolor kobaltowy. Kufel zdobiony jest złoceniami, połączonymi z kolorowymi aplikacjami, wykonanymi emalią: czerwoną, błękitną, białą i żółtą. Środkową część brzuśca zdobią sześcioramienne gwiazdy, wzbogacone motywami kwiatowymi, a pozostałą powierzchnię wypełniają poziome i pionowe paski z motywami rombów i kropkami. Naczynie powstało najprawdopodobniej w XVI w., a dokładniej w latach 1580-1610 (w XVI stuleciu zaczęły się pojawiać właśnie kobaltowe kufle, jako efekt kompromisu pomiędzy stylem weneckim a miejscowymi tradycjami, poza tym tego typu naczynia były charakterystyczne dla działających w tym czasie hut szklarskiego rodu Schurerów), a jego właścicielem mógł być Andreas Siebert, średnio zamożny mieszczanin, właściciel kamienicy przy ul. Mostowej 16. Wymiary: wysokość - 13,3 cm, średnica wylewu - 8,7 cm.

Fot. A. Grzelak

Fot. A. Grzelak



Dzban
o barwie kobaltowej został ozdobiony kolorowymi farbami: białą, żółtą, zieloną i czarną,co wzbogacono złoconymi paskami a jego głównym motywem ornamentacyjnym są umieszczone we fryzach stylizowane liście akantu, a także kropki i paski w różnych układach. Dzban  nie posiada analogii wśród znalezisk w Polsce, ale najprawdopodobniej pochodzi z terenu Czech lub południowych Niemiec. Czas jego powstania określa się na początek XVII wieku. Być może właścicielami tego dzbana (na pewno działki) byli bliżej nieznani średniozamożni mieszczanie Nickell Schaderau i Ernst Bottger.

Szklanice
należą do najczęściej ozdabianych przez dekoratorów-szklarzy w XVI i XVII wieku. W naszych zbiorach posiadamy 4 takie egzemplarze.

Pierwszą z nich jest częściowo zachowana szklanica, zdobiona wzorem reliefowym z emaliowanymi białymi kropkami oraz natapianymi guzkami, tzw. jeżynkami, charakterystycznymi dla roemerów. Naczynie datowane jest na 2. połowę XVI wieku, ma kształt lejkowaty, trudno jednak podać jego całkowite wymiary (udało się zrekonstruować 16 cm z wysokości). Podobne naczynia znane są z terenów Nadrenii, południowych Niderlandów i Anglii, a wykonywano je prawdopodobnie w hutach w okolicach Antwerpii lub w Spessart. Elbląska szklanica na pewno była importowana, a jej posiadaczem mógł być Bartolomeus Greffe, właściciel kilku parcel w mieście, bardzo zamożny kupiec, a także burgrabia.

Druga szklanica posiada ornament kasetonowy z rzędami białych, emaliowanych kropek na korpusie oraz złocony pasek (również z kropek) pod brzegiem naczynia. Wylew podkreślony jest kryzą, wykonaną z falistego wałka, ozdobionego emalią. Naczynie ma kształt owoidalny ze zwężającym się ku górze kołnierzem. Nie jest wykluczone, że mógł to być kufel. Szkło, z którego naczynie wykonano, jest bezbarwne i przezroczyste, z delikatną korozją. Pochodzi z przełomu XVI i XVII wieku - w tym czasie właścicielem działki (ul. Bednarska 14) był średniozamożny mieszczanin Bartłomiej Labien, a następnie Dawid Schroeter.

Kolejna ma barwę kobaltową i jest zachowana we fragmentach, na podstawie których można odtworzyć jej pierwotny kształt - owoidalny, z lekko stożkowatym wylewem z kryzą oraz stopką. Na jej powierzchni zachował się motyw emaliowanej siatki (trudno określić kolor ze względu na korozję), utworzonej z regularnie rozmieszczonych punktów, trudno jednak powiedzieć, czy zastosowany tutaj motyw jest elementem przedstawienia rodzajowego, czy też może ornamentem samym w sobie. Naczynie można wydatować na XVI/XVII wiek.

Ostatnia z tej grupy jest szklanica (odtworzona z fragmentów) z dekoracją w formie sceny z jeźdźcem na koniu wśród motywów kwiatowych, którą wykonano farbami emaliowymi o barwie białej, żółtej, niebieskiej, zielonej i brązowej. Naczynie sygnowane jest datą 1642 i napisem, z którego zachowały się tylko 2 litery "...er". Postać jeźdźca również zachowana jest we fragmencie, w którym można dostrzec twarz jeźdźca i jego nakrycie głowy, a także długi płaszcz i lufę muszkietu (lub zwój papieru?) oraz białego konia.

Buteleczka apteczna
czworoboczna buteleczka z cynową zakrętką, wykonana z jasno zielonego szkła z dekoracją w formie zielonego wieńca laurowego, wewnątrz którego umieszczono litery M I oraz datę 1648, a na powierzchni naczynia, za pomocą farby białej, żółtej, zielonej, błękitnej i złoceń, namalowano ornament kwiatowo-geometryczny. Najwcześniejsze tak zdobione naczynie pojawiło się w Moguncji i datowane jest na 1485 rok. Natomiast forma szyldu, ozdobionego motywem dookolnego wieńca (najczęściej z wawrzynu, liści akcji, dębu lub lauru) rozwinęła się na przełomie XVI i XVII wieku, a w XVIII wieku stała się najbardziej powszechnym sposobem zdobienia tych wyrobów. Ma to wymowę symboliczną, która wiąże się z użyczaniem ludziom swych świeżych sił, zapewnianiem błogosławieństwa, pomyślnego rozwoju i ochroną przed nieszczęściem.
Inicjały na butelce mogły być inicjałami któregoś z aptekarzy, działających w Elblągu, jednak dostępne źródła nie potwierdzają tego, a jedynie dostarczają informacji na temat właściciela działki, na której znaleziono naczynie - był nim Michał Lange (lata 40. XVII w.), zamożny mieszczanin.

Buteleczka z datą 1648, fot. A. Grzelak

Fot. A. Grzelak


Podsumowanie
Omówione naczynia zostały odkryte w kwartałach centralnych Starego Miasta, pomiędzy ulicami: Rybacką, Bednarską, Mostową, Kowalską i Rzeźnicka i łączącym je, Starym Rynkiem. Oznacza to, że musiały one należeć do przedstawicieli miejscowego patrycjatu, którzy pełnili prestiżowe funkcje w mieście, a pod względem dóbr materialnych, zaliczali się do bogatych obywateli miasta. W XVI i XVII wieku cena emaliowanych naczyń była bardzo wysoka i mogli sobie na nie pozwolić tylko bogaci, co tłumaczy niewielką liczbę takich wyrobów wśród znalezisk archeologicznych. Większość z nich zapewne nie była używana na co dzień i raczej pełniła funkcję reprezentacyjną, czasem tylko będąc ozdobą stołu. W ten sposób, niektóre z naczyń, jak na przykład kielich z Jonaszem, mogły znajdować się w gospodarstwie domowym do 50 lat.
Podsumowując, w okresie renesansu szklane naczynia emaliowane były jednym z elementów charakteryzujących kulturę materialną społeczeństwa i z pewnością świadczyły o wysokich wymaganiach artystycznych mieszczan.




*Post powstał na podstawie artykułu Andrzeja Gołębiewskiego pt. Elbląskie szkła emaliowane, opublikowanego w czasopiśmie Archaeologia Historia Polona, t. 8, 2000, s. 205-231.





  

czwartek, 20 kwietnia 2017

Termometr Reaumura, czyli krótka historia pomiarów temperatury.

W jaki sposób możemy określić pojęcie temperatury? Są to przede wszystkim doznania fizjologiczne, towarzyszące dotknięciu lub zbliżeniu do ciał materialnych, które można określić jako zimne, chłodne, letnie, ciepłe lub gorące. Definicję temperatury dobrze określił J.C. Maxwell (szkocki fizyk i matematyk, żyjący w latach 1831-1879): "temperatura ciała jest stanem cieplnym rozpatrywanym w odniesieniu do jego zdolności przekazywania ciepła innym ciałom", co oznacza, że przy bezpośrednim kontakcie dwóch ciał, mających różne temperatury, następuje przekazanie ciepła od ciała o wyższej temperaturze do ciała o niższej, aż do momentu wyrównania temperatur. 
Ludzie od lat intuicyjnie wykorzystywali to zjawisko, ale droga do współczesnego pojmowania temperatury i jej skal była dość długa i nie pozbawiona błędów.

Wszystkim znane są nazwiska Celsjusza*, Fahrenheita** lub Kelvina***, dzięki którym możemy odczytać temperaturę w odpowiedniej skali. Jednak rozwój tej dziedziny nauki zawdzięczamy lekarzowi rzymskiemu, C. Galenowi, żyjącemu w II w. p. n. e.. Wprowadził on cztery stopnie gorąca i cztery stopnie zimna, a pojęcia te odniósł do działania odpowiednich leków na ludzi, w zależności od tego, czy one rozgrzewały czy chłodziły organizm ludzki. Wprowadził on także w swojej skali temperaturę neutralną (dla mieszaniny równych ilości lodu i wrzącej wody), przypisując jej stopień zerowy, jednocześnie twierdząc, że ta temperatura zależy od szerokości geograficznej. 

Pierwsze urządzenie do pomiaru stopnia ciepła lub stopnia, czyli po prostu termometr, stworzył Galileusz - włoski astronom, astrolog, matematyk, fizyk i filozof, żyjący w latach 1564 - 1642. Ów przyrząd składał się z bańki połączonej z długą rurką, zanurzoną w zabarwionej cieczy.

 Tak prawdopodobnie wyglądał pierwszy termometr, źródło: internet.

Po wstępnym ogrzaniu lub ochłodzeniu gazu zawartego w bańce w celu zassania pewnej ilości cieczy, słupek cieczy podnosił się i opadał w zależności od zmian temperatury otoczenia i podawał stopień ciepła lub zimna. Wykorzystał w ten sposób zależność gęstości cieczy od temperatury oraz prawo Archimedesa. Trudno jednak powiedzieć, czy przyrząd ten posiadał podziałkę, zatem określa się go jako termoskop. Choć autorstwo tego wynalazku przypisuje się Galileuszowi, to tak naprawdę była to tylko zmodyfikowana wersja termoskopu Filona z Bizancjum, greckiego filozofa, pisarza i mechanika, który żył w III w. p. n. e.

Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Do zaprezentowania tego tematu zainspirował mnie przedmiot, przypominający termometr lub strzykawkę, znaleziony podczas badań archeologicznych, które odbyły się w 2007 roku na zapleczach kamienic, znajdujących się przy ulicy Stary Rynek 2 do 7. Podczas tych prac wydobyto kilkadziesiąt całych naczyń szklanych oraz ponad 1900 fragmentów, datowanych na okres od XV do początku XX wieku. Oprócz naczyń służących do picia i szkieł okiennych, został znaleziony właśnie tytułowy termometr, o którym wspomniałam w poście o przedmiotach szklanych. 




Fot. A. Grzelak


Thermometer Reaumur, fot. A. Grzelak


Fot. A. Grzelak


Fot. A. Grzelak

Co więc widzimy na tym termometrze? Jedyny czytelny napis to Termometer Reaumur oraz skala od 0 do 40. Sam przedmiot, zakończony okrągłym uchwytem, ma 10,3 cm długości, a jego średnica wynosi 1 cm. W środku znajduje się szklany "tłok", z płaskim końcem wewnątrz obudowy - prawdopodobnie służył on do wskazywania skali.   
               
Nazwisko umieszczone na nim brzmi Rene Antoine Ferchault de Reaumur. Był to francuski naukowiec, żyjący w latach 1683 - 1757, zainteresowany przede wszystkim badaniem życia owadów, ale również znany jako ten, który wprowadził Skalę Reaumura, czyli skalę temperatury pomiędzy temperaturą wrzenia i zamarzania wody, zawierającą się w przedziale odpowiednio od 0 do 80 stopni. Reaumur, jako pierwszy, w 1730 roku zaproponował taką skalę. Stworzony przez niego termometr zawierał rozcieńczony alkohol (etanol), który lepiej pokazywał zmiany temperatury niż rtęć, ponieważ rozszerzał się szybciej. Termometr posiadał rurkę z podziałką, w której każdy stopień był jedną tysięczną objętości zawartej w zbiorniku aż do miejsca, oznaczającego zero.

Skala ustalona przez Reaumura była szeroko stosowana we Europie, głównie Francji, Niemczech i Rosji; około 1790 roku Francuzi wybrali skalę Celsjusza, ale w niektórych częściach Europy nastąpiło to dopiero w połowie XIX wieku. Ciekawostką jest to, że niektóre włoskie i szwajcarskie fabryki nadal stosują tę skalę w produkcji serów, a w Holandii przygotowując desery.   


Literatura:
L. Michalski, K. Eckersdorf Pomiary temperatury, Wydawnictwo Naukowo-Techniczne, Warszawa 1986.
http://www.achem.pl/historia-pomiarow-temperatury/
zdjęcie pierwszego termometru: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/110429,tworca-termometru-pochodzil-z-gdanska
http://blog.termometry.eu/temperatura/jak-dawniej-mierzono-temperature/
https://en.wikipedia.org/wiki/R%C3%A9aumur_scale



Anders Celsius - szwedzki uczony, fizyk i astronom, żyjący w latach 1701-1744; swoją skalę zaproponował w 1742 r., różniła się ona od obecnej, ponieważ naukowiec przyjął 0 stopni jako temperaturę wrzenia wody, a w 100 stopniach temperatura zamarzała. Później inni naukowcy doszli do wniosku, że lepiej będzie połączyć wzrost liczby stopni z procesem ocieplenia. Od 1774 do 1954 r. określano stopień w skali Celsjusza jako 1/100 różnicy temperatur topnienia lodu i wrzenia wody przy ciśnieniu 1 atm. fizycznej.

** Daniel Gabriel Fahrenheit - holenderski fizyk i inżynier, wynalazca termometru rtęciowego, żyjący w latach 1686-1736; jego skala została zaproponowana w 1724 r., używano jej do pomiaru temperatury w krajach, które stosowały imperialne jednostki miar (brytyjskie) do połowy XX w. Następnie została wyparta przez skalę Celsjusza. 32 stopnie Fahrenheita równie są temperaturze topnienia lodu, 212 stopni F równe jest natomiast temperaturze wrzenia wody pod ciśnieniem 1013 hPa.


*** William Thomson 1. Baron Kelwin - brytyjski fizyk, matematyk, przyrodnik, żył w latach 1824-1907; według jego skali 0 oznacza najniższą teoretycznie możliwą temperaturę jaką może mieć ciało. Temperatura 0 K jest równa temperaturze -273,15 stopni C. Temperaturę w kelwinach otrzymuje się przez dodanie do liczby, wyrażonej w stopniach Celsjusza, stałej 273,15.

czwartek, 13 kwietnia 2017

czwartek, 6 kwietnia 2017

Zgubione w rzece


Znaleziska broni w zbiornikach wodnych są dość częste. Wzmianki o przedmiotach odkrytych w rzekach, jeziorach, bagnach pojawiają się już pod koniec XIX wieku.
Natomiast sama tradycja składania broni w wodzie pochodzi z okresu neolitu. Deponowanym uzbrojeniem były wtedy grociki, siekiery krzemienne oraz kamienne topory.
Uzbrojenie w wodzie składali również we wczesnym średniowieczu, tak bliscy nam poprzez sąsiedztwo Truso, Wikingowie.
Znaleziska depozytów w środowisku wodnym, bagiennym mogą mieć trzy przyczyny – przyczynę polityczną, kultową, lub gospodarczą. Praktyki takie mogły utrzymywać się do późnego średniowiecza.
Polska archeologia jako przyczynę wskazuje głównie uwarunkowania kulturowe- kultowe.. Jednak w przypadku znalezisk z rzeki Tyny ciężko stwierdzić czy znaleziona tam broń było porzucona w celach kultowych, czy po prostu została zgubiona.
Chronologicznie najstarszym przedmiotem znalezionym niedaleko stacji pomp jest miecz określony przez Oakeshotta jako typ XIIIa,J,2.
fot. pw

Miecz ten zdobiony jest znakami krzyża, co jak wiadomo kojarzyć się może z zakonem krzyżackim. Jednak w krzyżach tych należałoby widzieć raczej talizmany chroniące użytkownika.
 fot. archiwum MAH
Broń zdobiona motywem krzyża na głowicy była używana przez uczestników krucjat organizowanych z Cypru, (gdzie przenieśli się Templariusze po straceniu ostatniej twierdzy chrześcijaństwa Akki w 1291 roku) oraz podczas obrony samej wyspy przed niewiernymi.
Identyczny miecz został znaleziony na terenie Anglii, również w rzece, Tamizie. Prawdopodobnie mógł zostać wyrzucony przez jednego z templariuszy w 1307 roku, po rozwiązaniu zakonu w Anglii przez króla Edwarda II. Wrzucenie miecza do wody, miało uchronić przedmiot przed desakralizacją.
Większość akwatycznych znalezisk średniowiecznych mieczy nie pochodzi z miejsc, gdzie funkcjonowały przeprawy przez rzekę. Można z całą pewnością twierdzić, że został on złożony tam specjalnie. Jak np. osiemdziesiąt mieczy znalezionych w rzece Dordogne we Francji lub znalezisko z Radymna z koryta rzeki San.
Kolejnym przedmiotem znalezionym w tym samym miejscu jest rapier, wynik nowożytnej ewolucji średniowiecznego miecza. Był on ściśle powiązany z nauką fechtunku rozwijająca się we Włoszech, Francji i na półwyspie iberyjskim. 
Rapier fot. pw


Podobny rapier znany jest z zamku Sturefors na Gotlandii, należał do Thure Bielke, szwedzkiego szlachcica. Broń najprawdopodobniej została zakupiona podczas jego studiów lub służby dyplomatycznej we Włoszech.
Charakterystyczna głownia rapiera datowana jest na okres od drugiej połowy XVI wieku do początku wieku XVII – jest to okres kiedy nasilona była moda na pojedynkowanie.
Na ten sam czas datuje się również kolejne znalezisko w niedalekiej odległości od rzeki, topór.
fot. pw

Na pierwszy rzut oka, niczym się nie wyróżniający. Jednak po bliższym zapoznaniu się z obiektem można zauważyć jego sygnowanie. Przy obuchu topora widoczne są 3 znaki. Z umieszczonymi w nich literą R lub 8. Są to prawdopodobnie znaki rzemieślnika który wykonał topór. Kolejnymi symbolami na toporze są gwiazdki nabite w kształcie koła. Gwiazdki umieszczono również na brodzie topora, tym razem ułożone w kształcie krzyża.
fot. pw


Można przypuszczać, że oznaczenie krzyża, miało dawać, jako talizman, ochronę użytkownikowi (tak jak w przypadku krzyży na mieczach). Broń posiada widoczny ślad użytkowania – uszkodzenie w połowie długości ostrza.
fot. pw


Kolejne znaleziska wodne, to już te z rzeki Elbląg.
Pierwszym, dość skromnym, jest pudełko na śrut. Zostało wyłowione z rzeki w 1966 roku.
W odróżnieniu od miecza, który mógł zostać złożony w rzece celowo, pudełeczko, ze względu na swoją wielkość, musiało komuś po prostu wypaść z kieszeni. Wieczko po jednej stronie pudełka zdobione jest wieńcem laurowym, wewnątrz którego znajduje się wygrawerowana postać kozła.
fot. pw

Natomiast drugie wieczko zawiera informacje o właścicielu pudełka. Był nim prawdopodobnie Mathis (Mathias?) Olks. Umieszczona została również data - rok 1707. Napisy nie są zbyt dobrze widoczne. Pudełeczko można datować z pewnością na wiek XVIII. Pozostaje tylko odnaleźć jego właściciela.
fot.pw
Trochę większym przedmiotem „zgubionym” w rzece Elbląg, jest lufa armatnia. Prawdopodobnie została wyłowiona z dna rzeki w roku 1977. Czas powstania można szacować na koniec XVIII wieku. Kaliber metrowej lufy to jedynie 6 cm.
fot. pw


Opracowano na podstawie:


M. Głosek, Miecze środkowoeuropejskie z X-XV wieku, Warszawa 1984
M. Głosek, Znaki i napisy na mieczach średniowiecznych w Polsce, Wrocław 1973
L. Marek, Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic, Wrocław 2014
A.Nowakowski, Analiza archeologiczna militariów z Radymna woj. przemyskie (w:) Przemyskie zapiski historyczne. Studia i materiały poświęcone historii Polski Południowo-Wschodniej. R.XI, Przemyśl 1998
E. Oakeshott, Records of the Medieval Sword, Woodbridge 2000

czwartek, 23 marca 2017

Siedmiu Mędrców z Bambusowego Gaju

Podobno nie ma w Chinach dzieła sztuki, które nie zawiera w sobie ukrytego znaczenia. Dotyczy to także dekoracji malowanych na porcelanie. Europejczycy, pragnący jedynie posiadać orientalne przedmioty, byli kompletnie nieświadomi bogactwa symboli i znaczenia przedstawień, nawiązujących do chińskiej tradycji i kultury. Dziś możemy o tych dekoracjach powiedzieć znacznie więcej, niż wiedzieli o nich ich użytkownicy. 

Fragment spodka, Chiny, dynastia Qing, okres Kangxi, pochodzenie: Jingdezhen, 1725 r.
Elbląg Stare Miasto [fot. P. Wlizło - archiwum MAH]


Ciekawą historię przedstawia fragment spodka, odkrytego w latrynie na podwórzu działki przy ul. Mostowej 27. Egzemplarz nie zachował się w całości, co utrudnia jednoznaczną identyfikację dekoracji, niemniej historia warta jest przytoczenia. Malowana kobaltem scena, rozmieszczona na całej powierzchni naczynia, przedstawia trzech Chińczyków na tle krajobrazu. Najprościej uznać ją za zwyczajną scenę rodzajową, pozbawioną większego znaczenia i konotacji. Takie podejście zaprzecza jednak zdaniu, od którego zaczyna się ten post. Jest w chińskiej tradycji historia, pasująca do tego przedstawienia. Opowieść o Siedmiu mędrcach z Bambusowego Gaju

The Seven Sages in the Bamboo Wood - malowidło z Długiego Korytarza w Pałacu Letnim w Pekinie [domena publiczna]
Rzecz działa się w III w. n.e., w trudnych i niespokojnych czasach. Gdy rozpadło się scentralizowane państwo dynastii Han, Chiny pogrążyły się w poważnym kryzysie. Cesarstwo, osłabione najazdami barbarzyńców oraz szerzącą się korupcją, uległo podziałowi na trzy odrębne, zwalczające się królestwa (tzw. San-kuo - epoka Trzech Królestw, 184/220 - 265 r. n.e.). Nie pomogło krótkotrwałe zjednoczenie (280 r. n.e.) pod władzą dynastii Tsin. Jej założyciel - cesarz Wu - postąpił podobnie jak nasz rodzimy Bolesław Krzywousty, z większym jednak rozmachem dzieląc kraj pomiędzy swych 25 synów. Wzajemna zawiść wśród braci doprowadzała do krwawych konfliktów, czyniąc kraj łatwym łupem dla koczowniczych plemion. 

Wybitni uczeni czy leniwi pijacy?

W tak niespokojnych realiach, siedmioro uczonych - poetów i filozofów - odrywało się od codzienności w zaciszu bambusowego zagajnika. Xi K'ang, Shan T'ao, Liu Lang, Ruan Ji, Ruan Xian, Wang Rong oraz Xiang Xiu zdegustowani wewnętrzną sytuacją swego kraju spotykali się w ogrodzie Xi K'anga, by oddawać się Qingtan - sztuce swobodnej konwersacji na poważne filozoficzne tematy. Qingtan, dosłownie czysta rozmowa, była wysoko wymagającym zajęciem intelektualnym. Za czasów dynastii Han była cenioną umiejętnością, świadczyła o dużej wiedzy i wysokim statusie społecznym. W późniejszych okresach przetrwała jedynie jako forma intelektualnej rozrywki. Bywalcy Bambusowego Gaju byli mistrzami w tej sztuce. Łatwość z jaką formułowali myśli, błyskotliwe i celne uwagi wyrażane pięknym językiem, pozwalały prowadzić zajmujące dyskusje na wysokim poziomie. Przynajmniej dopóty, dopóki spożywane wino nie obniżyło ich kognitywnych zdolności. 

The Seven Sages in the Bamboo Wood - przedstawienia na grobowcach w Nanjing (Shaanxi Provincial Museum) [http://www.wikiwand.com]

Ówcześni historycy - związani z otoczeniem cesarskiego dworu - rzetelni wyznawcy konfucjańskich wartości, chętnie postrzegali ich jako zdegenerowanych nihilistów, którzy czcili i wychwalali próżnię i niedziałanie, lekceważyli obrzędy i prawo, pili w nadmiarze wino i gardzili sprawami tego świata. Twierdzenia te w zasadzie był zgodne z prawdą. Jako zwolennicy taoizmu skłaniali się, podobnie jak Platon, ku negacji wartości świata pozorów. Chętnie odwoływali się do mistycznej strony ludzkiej natury oraz prostego, zgodnego z naturalnym rytmem, stylu życia. Cynicznie odnosili się do dworskich rytuałów i ceremonii. Niektórzy z nich rzeczywiście nadużywali alkoholu, wzbudzając swymi ekscesami niesmak opinii publicznej. Tyczyło się to zwłaszcza Liu Ling'a - poety i wielkiego miłośnika wina. Liu Ling skomponował pieśń na cześć tego trunku - mawiał, że dla pijanego człowieka sprawy tego świata znaczą tyle, co rzęsa wodna na rzece. Po mieście poruszał się lekkim powozem zaprzężonym w jelenia. Zawsze towarzyszył mu służący z wielkim dzbanem wina i drugi, który miał natychmiast go pogrzebać, jeśli niespodziewanie by umarł. Najlepiej jego osobę opisuje autobiograficzny wiersz:
Liu Ling (221-300 r. n.e.) [www.history.cultural-china.com]
Żyję, Liu Ling, na tym świecie
Dzięki wódce o mnie wiecie
Kwartę piję, więc za kwartą
Bez kwart pięciu pić nie warto
Prośby żony oraz żale
Nic nie znaczą dla mnie wcale










Podobno z butelką wódki nie rozstawał się także słynny poeta Ruan Ji. Jako potomek szacownego rodu Ruan, odebrał staranne klasyczne wykształcenie i rozpoczął karierę wojskową. Z czasem porzucił politykę, by poświęcić się muzyce. W swoich poematach kpił z cesarskiego dworu, pozornej konfucjańskiej moralności, wszechobecnych intryg i wojen, stosując wyszukane metafory i aluzje. Zbytnia bezpośredniość przekazu mogła narazić go na śmiertelne niebezpieczeństwo. Szczególnie trudny okres przechodził po śmierci ukochanej matki. Pił wtedy na umór przez cały czas żałoby, wywołując takim zachowaniem powszechne zgorszenie.
Ruan Ji, 210 - 263 n.e. [www.history.cultural-china.com]



Jego bratanek, Ruan Xian, również nie stronił od alkoholu. Podobnie jak wuj, był z zawodu żołnierzem i słynnym muzykiem. Mistrzowsko grał na pipie - szarpanym instrumencie strunowym w rodzaju lutni. Ulepszył nawet jej budowę. Bardzo przystojny za młodu, miał dużą słabość do kobiet. Preferował picie z dużych naczyń w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Kronika dynastii Jin podaje, że miał w zwyczaju napełniać wódką duży basen i pić wprost z niego. Nie przeszkadzały mu nawet "dołączające do libacji" zwierzęta (w źródle jest mowa o świniach, choć mogą to być zwykłe pomówienia). Skłonność do alkoholu zniweczyła jego obiecującą karierę urzędniczą. W końcu został wygnany na północ kraju, za krytykę muzyki jednego z ważnych, dworskich urzędników. Swoim hulaszczym trybem życia, obaj Ruan Ji i Ruan Xian, mocno przyczynili się do zubożenia majątku swojego rodu.

Nie wszyscy bywalcy Bambusowego Gaju bez oporów folgowali swoim ludzkim słabościom. Wang Rong, również niewylewający za kołnierz, był wybitnym uczonym, szanowanym urzędnikiem, a nawet dowódcą wojskowym. Miał opinię człowieka, który nie dba o etykietę i zwraca uwagę na to, co ważne. Niektórzy, zapewne zawistnicy, postrzegali go jako skąpca i oskarżali o sprzedaż urzędów (dość powszechną praktykę w ówczesnym czasie). Zachowała się anegdota, jakoby miał sprzedawać gruszki, wydrążone w miejscu gniazd nasiennych, aby nikomu nie udało się wyhodować tak smacznych owoców. 

Wang Rong (po prawej) i Shan T'ao (po lewej). Przedstawienie na na grobowcach w Nanjing (Shaanxi Provincial Museum) [www.wikiwand.com]
Równie poważany był Shan T'ao - najstarszy i najmniej ekscentryczny członek tej barwnej grupy. Swoją urzędową karierę rozpoczął dopiero w wieku 40 lat jako dyrektor ds. personelu na dworze cesarza Wudi (dynastia Jin). Za rządów dynastii Tsin był przewodniczącym Ministerstwa Służby Cywilnej. Sumienny i obowiązkowy, aktywnie uczestniczył w życiu publicznym, nie dając wciągnąć się w dworskie intrygi. Podziwiano jego błyskotliwość i inteligencję. 

Shan T'ao był najlepszym przyjacielem Xi Kanga, którego rekomendował jako swego następcę w roli państwowego urzędnika. Xi Kang odmówił, w charakterystyczny dla siebie sposób tłumacząc, że lubi długo spać, grać na cytrze i śpiewać, łowić ryby, polować na ptaki, a gdy siedzi wyprostowany drętwieją mu stawy; ponadto lubi się drapać (a nie wypada w dostojnym towarzystwie), nie cierpi pism urzędowych, nie łapie się w grzecznościach i zasadach towarzyskich, mierzi go hałas, wytworne uczty i narady. Xi Kang z zamiłowania był kowalem, a swój czas dzielił pomiędzy kuźnię (gdzie często pomagał mu młody Xiang Xiu), a filozoficzne wykłady. Jego prelekcje cieszyły się dużym powodzeniem. Jednej z nich przyszedł posłuchać sam Sy-ma Czao - minister cesarza Wei. Xi Kang zachował się bardzo nierozważnie, ignorując jego szacowną osobę. Urażony taką zniewagą Sy-ma Czao szybko znalazł pretekst, by skazać uczonego na śmierć.

Ostatni z grupy - Xiang Xiu - to słynny konfucjański filozof. W młodości zafascynowany ideami taoizmu, dorosłe życie poświęcił zgłębianiu tej doktryny. Był zdania, że pewne aspekty w filozofii konfucjańskiej należało ponownie zinterpretować na bazie myśli taoistycznej. Według niego oba te nurty stanowiły jedność. 

The Seven Sages of the Bamboo Grove - haft na jedwabiu, 1860-1880 [www.history.cultural-china.com]

Smutna rzeczywistość 

Trudno się dziwić nutce nihilizmu, jaką odczuwać musieli Mędrcy z Bambusowego Gaju. Realia, w których przyszło im żyć, mocno odbiegały od świetlanych czasów dynastii Han. Sprawnie działające państwo, ustąpiło miejsca zwaśnionym tworom. Urzędnicze stanowiska, które niegdyś powierzano wybitnym uczonym, przeszły w ręce popleczników cesarskich eunuchów. Żądni władzy i pieniędzy skupiali się na zaspokajaniu chciwości swych mocodawców, by utrzymać piastowane stanowiska. Jakże różnili się od swych poprzedników, oddanych interesowi swego kraju, którzy czas wolny poświęcali sztuce i pracy naukowej. Im bardziej obniżał się poziom życia publicznego, tym silniejsze stawały się obowiązujące konwenanse. W tym kontekście "szalona działalność" grupy z Bambusowego Gaju jawi się jako świadomy protest przeciwko politycznemu środowisku i pustym konfucjańskim rytuałom. W chińskiej tradycji historia ta przetrwała w formie alegorycznej przypowieści. Stała się symbolem buntu, wyrażanego poprzez zwrot ku naturze i zgłębianie tajemnicy prostego życia. 

Mędrcy z Bambusowego Gaju - zbliżenie na dekorację spodka [fot. Paweł Wlizło - archiwum MAH]






na podstawie:
W. Eberhard Symbole chińskie. Słownik
P. B. Ebrey, A. Walthall East Asia: A Cultural, Social and Political History
C.P. Fitzgerald Chiny. Zarys historii kultury
Feng Youlan Krótka historia filozofii chińskiej
M. Marcinkowski, B. Pośpieszna Porcelana dalekowschodnia z badań archeologicznych na Starym Mieście w Elblągu
J. Zawadzki Dawna literatura chińska: antologia i omówienie t. I