czwartek, 20 kwietnia 2017

Termometr Reaumura, czyli krótka historia pomiarów temperatury.

W jaki sposób możemy określić pojęcie temperatury? Są to przede wszystkim doznania fizjologiczne, towarzyszące dotknięciu lub zbliżeniu do ciał materialnych, które można określić jako zimne, chłodne, letnie, ciepłe lub gorące. Definicję temperatury dobrze określił J.C. Maxwell (szkocki fizyk i matematyk, żyjący w latach 1831-1879): "temperatura ciała jest stanem cieplnym rozpatrywanym w odniesieniu do jego zdolności przekazywania ciepła innym ciałom", co oznacza, że przy bezpośrednim kontakcie dwóch ciał, mających różne temperatury, następuje przekazanie ciepła od ciała o wyższej temperaturze do ciała o niższej, aż do momentu wyrównania temperatur. 
Ludzie od lat intuicyjnie wykorzystywali to zjawisko, ale droga do współczesnego pojmowania temperatury i jej skal była dość długa i nie pozbawiona błędów.

Wszystkim znane są nazwiska Celsjusza*, Fahrenheita** lub Kelvina***, dzięki którym możemy odczytać temperaturę w odpowiedniej skali. Jednak rozwój tej dziedziny nauki zawdzięczamy lekarzowi rzymskiemu, C. Galenowi, żyjącemu w II w. p. n. e.. Wprowadził on cztery stopnie gorąca i cztery stopnie zimna, a pojęcia te odniósł do działania odpowiednich leków na ludzi, w zależności od tego, czy one rozgrzewały czy chłodziły organizm ludzki. Wprowadził on także w swojej skali temperaturę neutralną (dla mieszaniny równych ilości lodu i wrzącej wody), przypisując jej stopień zerowy, jednocześnie twierdząc, że ta temperatura zależy od szerokości geograficznej. 

Pierwsze urządzenie do pomiaru stopnia ciepła lub stopnia, czyli po prostu termometr, stworzył Galileusz - włoski astronom, astrolog, matematyk, fizyk i filozof, żyjący w latach 1564 - 1642. Ów przyrząd składał się z bańki połączonej z długą rurką, zanurzoną w zabarwionej cieczy.

 Tak prawdopodobnie wyglądał pierwszy termometr, źródło: internet.

Po wstępnym ogrzaniu lub ochłodzeniu gazu zawartego w bańce w celu zassania pewnej ilości cieczy, słupek cieczy podnosił się i opadał w zależności od zmian temperatury otoczenia i podawał stopień ciepła lub zimna. Wykorzystał w ten sposób zależność gęstości cieczy od temperatury oraz prawo Archimedesa. Trudno jednak powiedzieć, czy przyrząd ten posiadał podziałkę, zatem określa się go jako termoskop. Choć autorstwo tego wynalazku przypisuje się Galileuszowi, to tak naprawdę była to tylko zmodyfikowana wersja termoskopu Filona z Bizancjum, greckiego filozofa, pisarza i mechanika, który żył w III w. p. n. e.

Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Do zaprezentowania tego tematu zainspirował mnie przedmiot, przypominający termometr lub strzykawkę, znaleziony podczas badań archeologicznych, które odbyły się w 2007 roku na zapleczach kamienic, znajdujących się przy ulicy Stary Rynek 2 do 7. Podczas tych prac wydobyto kilkadziesiąt całych naczyń szklanych oraz ponad 1900 fragmentów, datowanych na okres od XV do początku XX wieku. Oprócz naczyń służących do picia i szkieł okiennych, został znaleziony właśnie tytułowy termometr, o którym wspomniałam w poście o przedmiotach szklanych. 




Fot. A. Grzelak


Thermometer Reaumur, fot. A. Grzelak


Fot. A. Grzelak


Fot. A. Grzelak

Co więc widzimy na tym termometrze? Jedyny czytelny napis to Termometer Reaumur oraz skala od 0 do 40. Sam przedmiot, zakończony okrągłym uchwytem, ma 10,3 cm długości, a jego średnica wynosi 1 cm. W środku znajduje się szklany "tłok", z płaskim końcem wewnątrz obudowy - prawdopodobnie służył on do wskazywania skali.   
               
Nazwisko umieszczone na nim brzmi Rene Antoine Ferchault de Reaumur. Był to francuski naukowiec, żyjący w latach 1683 - 1757, zainteresowany przede wszystkim badaniem życia owadów, ale również znany jako ten, który wprowadził Skalę Reaumura, czyli skalę temperatury pomiędzy temperaturą wrzenia i zamarzania wody, zawierającą się w przedziale odpowiednio od 0 do 80 stopni. Reaumur, jako pierwszy, w 1730 roku zaproponował taką skalę. Stworzony przez niego termometr zawierał rozcieńczony alkohol (etanol), który lepiej pokazywał zmiany temperatury niż rtęć, ponieważ rozszerzał się szybciej. Termometr posiadał rurkę z podziałką, w której każdy stopień był jedną tysięczną objętości zawartej w zbiorniku aż do miejsca, oznaczającego zero.

Skala ustalona przez Reaumura była szeroko stosowana we Europie, głównie Francji, Niemczech i Rosji; około 1790 roku Francuzi wybrali skalę Celsjusza, ale w niektórych częściach Europy nastąpiło to dopiero w połowie XIX wieku. Ciekawostką jest to, że niektóre włoskie i szwajcarskie fabryki nadal stosują tę skalę w produkcji serów, a w Holandii przygotowując desery.   


Literatura:
L. Michalski, K. Eckersdorf Pomiary temperatury, Wydawnictwo Naukowo-Techniczne, Warszawa 1986.
http://www.achem.pl/historia-pomiarow-temperatury/
zdjęcie pierwszego termometru: http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/110429,tworca-termometru-pochodzil-z-gdanska
http://blog.termometry.eu/temperatura/jak-dawniej-mierzono-temperature/
https://en.wikipedia.org/wiki/R%C3%A9aumur_scale



Anders Celsius - szwedzki uczony, fizyk i astronom, żyjący w latach 1701-1744; swoją skalę zaproponował w 1742 r., różniła się ona od obecnej, ponieważ naukowiec przyjął 0 stopni jako temperaturę wrzenia wody, a w 100 stopniach temperatura zamarzała. Później inni naukowcy doszli do wniosku, że lepiej będzie połączyć wzrost liczby stopni z procesem ocieplenia. Od 1774 do 1954 r. określano stopień w skali Celsjusza jako 1/100 różnicy temperatur topnienia lodu i wrzenia wody przy ciśnieniu 1 atm. fizycznej.

** Daniel Gabriel Fahrenheit - holenderski fizyk i inżynier, wynalazca termometru rtęciowego, żyjący w latach 1686-1736; jego skala została zaproponowana w 1724 r., używano jej do pomiaru temperatury w krajach, które stosowały imperialne jednostki miar (brytyjskie) do połowy XX w. Następnie została wyparta przez skalę Celsjusza. 32 stopnie Fahrenheita równie są temperaturze topnienia lodu, 212 stopni F równe jest natomiast temperaturze wrzenia wody pod ciśnieniem 1013 hPa.


*** William Thomson 1. Baron Kelwin - brytyjski fizyk, matematyk, przyrodnik, żył w latach 1824-1907; według jego skali 0 oznacza najniższą teoretycznie możliwą temperaturę jaką może mieć ciało. Temperatura 0 K jest równa temperaturze -273,15 stopni C. Temperaturę w kelwinach otrzymuje się przez dodanie do liczby, wyrażonej w stopniach Celsjusza, stałej 273,15.

czwartek, 13 kwietnia 2017

czwartek, 6 kwietnia 2017

Zgubione w rzece


Znaleziska broni w zbiornikach wodnych są dość częste. Wzmianki o przedmiotach odkrytych w rzekach, jeziorach, bagnach pojawiają się już pod koniec XIX wieku.
Natomiast sama tradycja składania broni w wodzie pochodzi z okresu neolitu. Deponowanym uzbrojeniem były wtedy grociki, siekiery krzemienne oraz kamienne topory.
Uzbrojenie w wodzie składali również we wczesnym średniowieczu, tak bliscy nam poprzez sąsiedztwo Truso, Wikingowie.
Znaleziska depozytów w środowisku wodnym, bagiennym mogą mieć trzy przyczyny – przyczynę polityczną, kultową, lub gospodarczą. Praktyki takie mogły utrzymywać się do późnego średniowiecza.
Polska archeologia jako przyczynę wskazuje głównie uwarunkowania kulturowe- kultowe.. Jednak w przypadku znalezisk z rzeki Tyny ciężko stwierdzić czy znaleziona tam broń było porzucona w celach kultowych, czy po prostu została zgubiona.
Chronologicznie najstarszym przedmiotem znalezionym niedaleko stacji pomp jest miecz określony przez Oakeshotta jako typ XIIIa,J,2.
fot. pw

Miecz ten zdobiony jest znakami krzyża, co jak wiadomo kojarzyć się może z zakonem krzyżackim. Jednak w krzyżach tych należałoby widzieć raczej talizmany chroniące użytkownika.
 fot. archiwum MAH
Broń zdobiona motywem krzyża na głowicy była używana przez uczestników krucjat organizowanych z Cypru, (gdzie przenieśli się Templariusze po straceniu ostatniej twierdzy chrześcijaństwa Akki w 1291 roku) oraz podczas obrony samej wyspy przed niewiernymi.
Identyczny miecz został znaleziony na terenie Anglii, również w rzece, Tamizie. Prawdopodobnie mógł zostać wyrzucony przez jednego z templariuszy w 1307 roku, po rozwiązaniu zakonu w Anglii przez króla Edwarda II. Wrzucenie miecza do wody, miało uchronić przedmiot przed desakralizacją.
Większość akwatycznych znalezisk średniowiecznych mieczy nie pochodzi z miejsc, gdzie funkcjonowały przeprawy przez rzekę. Można z całą pewnością twierdzić, że został on złożony tam specjalnie. Jak np. osiemdziesiąt mieczy znalezionych w rzece Dordogne we Francji lub znalezisko z Radymna z koryta rzeki San.
Kolejnym przedmiotem znalezionym w tym samym miejscu jest rapier, wynik nowożytnej ewolucji średniowiecznego miecza. Był on ściśle powiązany z nauką fechtunku rozwijająca się we Włoszech, Francji i na półwyspie iberyjskim. 
Rapier fot. pw


Podobny rapier znany jest z zamku Sturefors na Gotlandii, należał do Thure Bielke, szwedzkiego szlachcica. Broń najprawdopodobniej została zakupiona podczas jego studiów lub służby dyplomatycznej we Włoszech.
Charakterystyczna głownia rapiera datowana jest na okres od drugiej połowy XVI wieku do początku wieku XVII – jest to okres kiedy nasilona była moda na pojedynkowanie.
Na ten sam czas datuje się również kolejne znalezisko w niedalekiej odległości od rzeki, topór.
fot. pw

Na pierwszy rzut oka, niczym się nie wyróżniający. Jednak po bliższym zapoznaniu się z obiektem można zauważyć jego sygnowanie. Przy obuchu topora widoczne są 3 znaki. Z umieszczonymi w nich literą R lub 8. Są to prawdopodobnie znaki rzemieślnika który wykonał topór. Kolejnymi symbolami na toporze są gwiazdki nabite w kształcie koła. Gwiazdki umieszczono również na brodzie topora, tym razem ułożone w kształcie krzyża.
fot. pw


Można przypuszczać, że oznaczenie krzyża, miało dawać, jako talizman, ochronę użytkownikowi (tak jak w przypadku krzyży na mieczach). Broń posiada widoczny ślad użytkowania – uszkodzenie w połowie długości ostrza.
fot. pw


Kolejne znaleziska wodne, to już te z rzeki Elbląg.
Pierwszym, dość skromnym, jest pudełko na śrut. Zostało wyłowione z rzeki w 1966 roku.
W odróżnieniu od miecza, który mógł zostać złożony w rzece celowo, pudełeczko, ze względu na swoją wielkość, musiało komuś po prostu wypaść z kieszeni. Wieczko po jednej stronie pudełka zdobione jest wieńcem laurowym, wewnątrz którego znajduje się wygrawerowana postać kozła.
fot. pw

Natomiast drugie wieczko zawiera informacje o właścicielu pudełka. Był nim prawdopodobnie Mathis (Mathias?) Olks. Umieszczona została również data - rok 1707. Napisy nie są zbyt dobrze widoczne. Pudełeczko można datować z pewnością na wiek XVIII. Pozostaje tylko odnaleźć jego właściciela.
fot.pw
Trochę większym przedmiotem „zgubionym” w rzece Elbląg, jest lufa armatnia. Prawdopodobnie została wyłowiona z dna rzeki w roku 1977. Czas powstania można szacować na koniec XVIII wieku. Kaliber metrowej lufy to jedynie 6 cm.
fot. pw


Opracowano na podstawie:


M. Głosek, Miecze środkowoeuropejskie z X-XV wieku, Warszawa 1984
M. Głosek, Znaki i napisy na mieczach średniowiecznych w Polsce, Wrocław 1973
L. Marek, Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic, Wrocław 2014
A.Nowakowski, Analiza archeologiczna militariów z Radymna woj. przemyskie (w:) Przemyskie zapiski historyczne. Studia i materiały poświęcone historii Polski Południowo-Wschodniej. R.XI, Przemyśl 1998
E. Oakeshott, Records of the Medieval Sword, Woodbridge 2000

czwartek, 23 marca 2017

Siedmiu Mędrców z Bambusowego Gaju

Podobno nie ma w Chinach dzieła sztuki, które nie zawiera w sobie ukrytego znaczenia. Dotyczy to także dekoracji malowanych na porcelanie. Europejczycy, pragnący jedynie posiadać orientalne przedmioty, byli kompletnie nieświadomi bogactwa symboli i znaczenia przedstawień, nawiązujących do chińskiej tradycji i kultury. Dziś możemy o tych dekoracjach powiedzieć znacznie więcej, niż wiedzieli o nich ich użytkownicy. 

Fragment spodka, Chiny, dynastia Qing, okres Kangxi, pochodzenie: Jingdezhen, 1725 r.
Elbląg Stare Miasto [fot. P. Wlizło - archiwum MAH]


Ciekawą historię przedstawia fragment spodka, odkrytego w latrynie na podwórzu działki przy ul. Mostowej 27. Egzemplarz nie zachował się w całości, co utrudnia jednoznaczną identyfikację dekoracji, niemniej historia warta jest przytoczenia. Malowana kobaltem scena, rozmieszczona na całej powierzchni naczynia, przedstawia trzech Chińczyków na tle krajobrazu. Najprościej uznać ją za zwyczajną scenę rodzajową, pozbawioną większego znaczenia i konotacji. Takie podejście zaprzecza jednak zdaniu, od którego zaczyna się ten post. Jest w chińskiej tradycji historia, pasująca do tego przedstawienia. Opowieść o Siedmiu mędrcach z Bambusowego Gaju

The Seven Sages in the Bamboo Wood - malowidło z Długiego Korytarza w Pałacu Letnim w Pekinie [domena publiczna]
Rzecz działa się w III w. n.e., w trudnych i niespokojnych czasach. Gdy rozpadło się scentralizowane państwo dynastii Han, Chiny pogrążyły się w poważnym kryzysie. Cesarstwo, osłabione najazdami barbarzyńców oraz szerzącą się korupcją, uległo podziałowi na trzy odrębne, zwalczające się królestwa (tzw. San-kuo - epoka Trzech Królestw, 184/220 - 265 r. n.e.). Nie pomogło krótkotrwałe zjednoczenie (280 r. n.e.) pod władzą dynastii Tsin. Jej założyciel - cesarz Wu - postąpił podobnie jak nasz rodzimy Bolesław Krzywousty, z większym jednak rozmachem dzieląc kraj pomiędzy swych 25 synów. Wzajemna zawiść wśród braci doprowadzała do krwawych konfliktów, czyniąc kraj łatwym łupem dla koczowniczych plemion. 

Wybitni uczeni czy leniwi pijacy?

W tak niespokojnych realiach, siedmioro uczonych - poetów i filozofów - odrywało się od codzienności w zaciszu bambusowego zagajnika. Xi K'ang, Shan T'ao, Liu Lang, Ruan Ji, Ruan Xian, Wang Rong oraz Xiang Xiu zdegustowani wewnętrzną sytuacją swego kraju spotykali się w ogrodzie Xi K'anga, by oddawać się Qingtan - sztuce swobodnej konwersacji na poważne filozoficzne tematy. Qingtan, dosłownie czysta rozmowa, była wysoko wymagającym zajęciem intelektualnym. Za czasów dynastii Han była cenioną umiejętnością, świadczyła o dużej wiedzy i wysokim statusie społecznym. W późniejszych okresach przetrwała jedynie jako forma intelektualnej rozrywki. Bywalcy Bambusowego Gaju byli mistrzami w tej sztuce. Łatwość z jaką formułowali myśli, błyskotliwe i celne uwagi wyrażane pięknym językiem, pozwalały prowadzić zajmujące dyskusje na wysokim poziomie. Przynajmniej dopóty, dopóki spożywane wino nie obniżyło ich kognitywnych zdolności. 

The Seven Sages in the Bamboo Wood - przedstawienia na grobowcach w Nanjing (Shaanxi Provincial Museum) [http://www.wikiwand.com]

Ówcześni historycy - związani z otoczeniem cesarskiego dworu - rzetelni wyznawcy konfucjańskich wartości, chętnie postrzegali ich jako zdegenerowanych nihilistów, którzy czcili i wychwalali próżnię i niedziałanie, lekceważyli obrzędy i prawo, pili w nadmiarze wino i gardzili sprawami tego świata. Twierdzenia te w zasadzie był zgodne z prawdą. Jako zwolennicy taoizmu skłaniali się, podobnie jak Platon, ku negacji wartości świata pozorów. Chętnie odwoływali się do mistycznej strony ludzkiej natury oraz prostego, zgodnego z naturalnym rytmem, stylu życia. Cynicznie odnosili się do dworskich rytuałów i ceremonii. Niektórzy z nich rzeczywiście nadużywali alkoholu, wzbudzając swymi ekscesami niesmak opinii publicznej. Tyczyło się to zwłaszcza Liu Ling'a - poety i wielkiego miłośnika wina. Liu Ling skomponował pieśń na cześć tego trunku - mawiał, że dla pijanego człowieka sprawy tego świata znaczą tyle, co rzęsa wodna na rzece. Po mieście poruszał się lekkim powozem zaprzężonym w jelenia. Zawsze towarzyszył mu służący z wielkim dzbanem wina i drugi, który miał natychmiast go pogrzebać, jeśli niespodziewanie by umarł. Najlepiej jego osobę opisuje autobiograficzny wiersz:
Liu Ling (221-300 r. n.e.) [www.history.cultural-china.com]
Żyję, Liu Ling, na tym świecie
Dzięki wódce o mnie wiecie
Kwartę piję, więc za kwartą
Bez kwart pięciu pić nie warto
Prośby żony oraz żale
Nic nie znaczą dla mnie wcale










Podobno z butelką wódki nie rozstawał się także słynny poeta Ruan Ji. Jako potomek szacownego rodu Ruan, odebrał staranne klasyczne wykształcenie i rozpoczął karierę wojskową. Z czasem porzucił politykę, by poświęcić się muzyce. W swoich poematach kpił z cesarskiego dworu, pozornej konfucjańskiej moralności, wszechobecnych intryg i wojen, stosując wyszukane metafory i aluzje. Zbytnia bezpośredniość przekazu mogła narazić go na śmiertelne niebezpieczeństwo. Szczególnie trudny okres przechodził po śmierci ukochanej matki. Pił wtedy na umór przez cały czas żałoby, wywołując takim zachowaniem powszechne zgorszenie.
Ruan Ji, 210 - 263 n.e. [www.history.cultural-china.com]



Jego bratanek, Ruan Xian, również nie stronił od alkoholu. Podobnie jak wuj, był z zawodu żołnierzem i słynnym muzykiem. Mistrzowsko grał na pipie - szarpanym instrumencie strunowym w rodzaju lutni. Ulepszył nawet jej budowę. Bardzo przystojny za młodu, miał dużą słabość do kobiet. Preferował picie z dużych naczyń w otoczeniu rodziny i przyjaciół. Kronika dynastii Jin podaje, że miał w zwyczaju napełniać wódką duży basen i pić wprost z niego. Nie przeszkadzały mu nawet "dołączające do libacji" zwierzęta (w źródle jest mowa o świniach, choć mogą to być zwykłe pomówienia). Skłonność do alkoholu zniweczyła jego obiecującą karierę urzędniczą. W końcu został wygnany na północ kraju, za krytykę muzyki jednego z ważnych, dworskich urzędników. Swoim hulaszczym trybem życia, obaj Ruan Ji i Ruan Xian, mocno przyczynili się do zubożenia majątku swojego rodu.

Nie wszyscy bywalcy Bambusowego Gaju bez oporów folgowali swoim ludzkim słabościom. Wang Rong, również niewylewający za kołnierz, był wybitnym uczonym, szanowanym urzędnikiem, a nawet dowódcą wojskowym. Miał opinię człowieka, który nie dba o etykietę i zwraca uwagę na to, co ważne. Niektórzy, zapewne zawistnicy, postrzegali go jako skąpca i oskarżali o sprzedaż urzędów (dość powszechną praktykę w ówczesnym czasie). Zachowała się anegdota, jakoby miał sprzedawać gruszki, wydrążone w miejscu gniazd nasiennych, aby nikomu nie udało się wyhodować tak smacznych owoców. 

Wang Rong (po prawej) i Shan T'ao (po lewej). Przedstawienie na na grobowcach w Nanjing (Shaanxi Provincial Museum) [www.wikiwand.com]
Równie poważany był Shan T'ao - najstarszy i najmniej ekscentryczny członek tej barwnej grupy. Swoją urzędową karierę rozpoczął dopiero w wieku 40 lat jako dyrektor ds. personelu na dworze cesarza Wudi (dynastia Jin). Za rządów dynastii Tsin był przewodniczącym Ministerstwa Służby Cywilnej. Sumienny i obowiązkowy, aktywnie uczestniczył w życiu publicznym, nie dając wciągnąć się w dworskie intrygi. Podziwiano jego błyskotliwość i inteligencję. 

Shan T'ao był najlepszym przyjacielem Xi Kanga, którego rekomendował jako swego następcę w roli państwowego urzędnika. Xi Kang odmówił, w charakterystyczny dla siebie sposób tłumacząc, że lubi długo spać, grać na cytrze i śpiewać, łowić ryby, polować na ptaki, a gdy siedzi wyprostowany drętwieją mu stawy; ponadto lubi się drapać (a nie wypada w dostojnym towarzystwie), nie cierpi pism urzędowych, nie łapie się w grzecznościach i zasadach towarzyskich, mierzi go hałas, wytworne uczty i narady. Xi Kang z zamiłowania był kowalem, a swój czas dzielił pomiędzy kuźnię (gdzie często pomagał mu młody Xiang Xiu), a filozoficzne wykłady. Jego prelekcje cieszyły się dużym powodzeniem. Jednej z nich przyszedł posłuchać sam Sy-ma Czao - minister cesarza Wei. Xi Kang zachował się bardzo nierozważnie, ignorując jego szacowną osobę. Urażony taką zniewagą Sy-ma Czao szybko znalazł pretekst, by skazać uczonego na śmierć.

Ostatni z grupy - Xiang Xiu - to słynny konfucjański filozof. W młodości zafascynowany ideami taoizmu, dorosłe życie poświęcił zgłębianiu tej doktryny. Był zdania, że pewne aspekty w filozofii konfucjańskiej należało ponownie zinterpretować na bazie myśli taoistycznej. Według niego oba te nurty stanowiły jedność. 

The Seven Sages of the Bamboo Grove - haft na jedwabiu, 1860-1880 [www.history.cultural-china.com]

Smutna rzeczywistość 

Trudno się dziwić nutce nihilizmu, jaką odczuwać musieli Mędrcy z Bambusowego Gaju. Realia, w których przyszło im żyć, mocno odbiegały od świetlanych czasów dynastii Han. Sprawnie działające państwo, ustąpiło miejsca zwaśnionym tworom. Urzędnicze stanowiska, które niegdyś powierzano wybitnym uczonym, przeszły w ręce popleczników cesarskich eunuchów. Żądni władzy i pieniędzy skupiali się na zaspokajaniu chciwości swych mocodawców, by utrzymać piastowane stanowiska. Jakże różnili się od swych poprzedników, oddanych interesowi swego kraju, którzy czas wolny poświęcali sztuce i pracy naukowej. Im bardziej obniżał się poziom życia publicznego, tym silniejsze stawały się obowiązujące konwenanse. W tym kontekście "szalona działalność" grupy z Bambusowego Gaju jawi się jako świadomy protest przeciwko politycznemu środowisku i pustym konfucjańskim rytuałom. W chińskiej tradycji historia ta przetrwała w formie alegorycznej przypowieści. Stała się symbolem buntu, wyrażanego poprzez zwrot ku naturze i zgłębianie tajemnicy prostego życia. 

Mędrcy z Bambusowego Gaju - zbliżenie na dekorację spodka [fot. Paweł Wlizło - archiwum MAH]






na podstawie:
W. Eberhard Symbole chińskie. Słownik
P. B. Ebrey, A. Walthall East Asia: A Cultural, Social and Political History
C.P. Fitzgerald Chiny. Zarys historii kultury
Feng Youlan Krótka historia filozofii chińskiej
M. Marcinkowski, B. Pośpieszna Porcelana dalekowschodnia z badań archeologicznych na Starym Mieście w Elblągu
J. Zawadzki Dawna literatura chińska: antologia i omówienie t. I 


piątek, 17 lutego 2017

Znaki wytwórni na kaflach

Oglądając piec kaflowy, zazwyczaj trudno stwierdzić, z jakiej pochodzi wytwórni. Znawcy tematu rozpoznają piec na podstawie jego bryły, rodzaju kafli, barwy szkliw oraz analogii, znanych z miejsc, gdzie piece nadal stoją na swoim miejscu. Czasem jednak i to nie daje nam informacji na temat fabryki, w której powstały. Staje się to możliwe dopiero po zdemontowaniu pieca, a następnie oczyszczeniu kafli z gruzu i gliny, ponieważ na odwrociach kafli mogą być umieszczone znaki fabryczne.

Znaki fabryczne na kaflach (oraz płytkach okładzinowych) zaczęły pojawiać się w XIX wieku, kiedy powstawały fabryki kafli piecowych. Zazwyczaj było na nich umieszczane nazwisko fabrykanta lub nazwa miejscowości, a także numer serii lub wzoru. Odciskano je najczęściej na ściankach komór grzewczych lub tylnych powierzchniach kafli wypełniających, rzadziej na odwrotnych stronach kafli fryzowych lub gzymsowych. Być może zaskakującym jest fakt, że znaki fabryczne nie występują na rzeźbionych kaflach ze zwieńczeń, na koronie, czy też na kaflach centralnych (panneaux). Przypuszcza się, że ówczesne fabryki pieców wydawały katalogi swoich produktów, z których klient mógł wybrać odpowiednie urządzenie, zatem nie było potrzeby znakowania wszystkich kafli. 

Analizując kafle, znajdujące się w zbiorach Muzeum, udało mi się znaleźć kilka, które posiadają znaki wytwórni. Część z nich pochodzi z popularnych na naszym terenie kaflarni i jest bardzo dobrze rozpoznawalna - są znaki z fabryki H. Monatha, Kadyn, Velten lub Berlina.


H. MONATH ELBING
Fot. archiwum MAH

znak w formie stempla w kształcie napisów w dwóch rzędach: H.MONATH. oraz ELBING.1 (lub ELBING.2, cyfra umieszczana przypuszczalnie w zależności od numeru serii produkcyjnej. 

Jest to znak fabryczny Fabryki Pieców Kaflowych Hermanna Monatha w Elblągu. Wytwórnia powstała w 1868 roku i funkcjonowała na terenie dawnego zamku krzyżackiego, w pobliżu rzeki przy ulicy Am Elbing 26. Po śmierci założyciela fabryki (1872 r.), zarządzanie zakładu spoczęło na barkach brata, Louisa. W 1915 roku fabrykę zaczął prowadzić jego syn, Hermann. Według źródeł, początkowo produkowano w niej około 200 pieców kaflowych rocznie. Przed I wojną światową, w rozwijającym się zakładzie wybudowano trzy kolejne piece do wypału i jeden do szmelcowania szkliw. Dzięki większej liczbie pieców oraz obsługujących ich ludzi, rocznie z fabryki "wychodziło" około 1000 pieców. W latach 20. Hermann Monath junior podjął współpracę ze znanym elbląskim architektem Friedrichem Fischerem, który był autorem modeli pieców w stylu Art deco.


Okrągły stempel fabryki R. Blumenfelda; liczba "151" oznacza numer projektu.
Kafle o numerach poniżej 443 były produkowane przed 1922 r.
Fot. archiwum MAH

RICHARD BLUMENFELD, VELTEN
Fot. archiwum MAH

Velten to miejscowość, znajdująca się pod Berlinem, w której rozwinął się przemysł ceramiczny. Pierwsza kaflarnia została założona w 1835 roku, pod koniec XIX wieku było ich już 35. Od 1905 roku produkowano około sto tysięcy pieców kaflowych rocznie. Przed I wojną światową zarejestrowanych tam było 40 fabryk pieców i wyrobów ceramicznych, a wytwórnie funkcjonowały pod nazwą "Vereinigte Ofenfabriken GmbH" pod przewodnictwem Richarda Blumenfelda i Gustava Stratmanna.

Richard Blumenfeld żył w latach 1867-1943 w Berlinie. W 1890 r. został dyrektorem Fabryki Wyrobów Ceramicznych J. Ackermanna w Velten. Dość szybko stał się wiodącym producentem pieców i ceramiki architektonicznej. Współpracował ze znanymi architektami, m. in. J. Martensem i W. Gropiusem. W 1924 r., jako właściciel kilkunastu pieców do wypału, mieszalników, kotłów parowych i motorowych oraz zmechanizowanej linii do produkcji kafli, wykupił część fabryk ze zjednoczenia Keramik A.G. W 1933 r. wytwórnia została przez nazistów znacjonalizowana i otrzymała nową nazwę Veltag, Veltener Ofen – und Keramik A.G.



HERMANN SCHMIDT, VELTEN
fot. archiwum MAH

Znak fabryczny wytwórni Hermanna Schmidta, fabrykanta pieców, który w 1871 r. przejął fabrykę w Velten i wprowadził piec do wypału o nazwie „Majolika”. Postać ta zapisała się na kartach historii podberlińskiej wytwórni kafli i pieców także jako współzałożyciel (razem z G. Gerickem i H. A. Ziegerem; 1905 r.) „Miejskiego Muzeum Przemysłu Pieców Kaflowych, Produktów Glinianych i Dbałości o Ojczyznę”.

Majolikawerkstatt Cadinen Wpr.
Fot. A. Grzelak

 Znak fabryczny Królewskiego Warsztatu Majoliki i Terakoty w Kadynach, założonego w 1904 roku przez cesarza Niemiec Wilhelma II. Wytwórnia specjalizowała się w wykonywaniu ceramiki użytkowej, plastyki figuralnej, detalach architektonicznych, a po I wojnie światowej (w czasie kryzysu gospodarczego), rozpoczęto produkcję pieców kaflowych - kopiach XVIII-wiecznych pieców elbląskich i gdańskich. Produkcja kafli była zmechanizowana, ale dekoracje na nich wykonywano ręcznie, korzystając z szablonów. Kierownikiem malarni kafli był Gustav Liedtke, natomiast matryce sporządzał Otto Melzer. 
Sam stempel pochodzi z początku z 1923 roku i został umieszczony na kaflu, który wchodzi w skład pieca eksponowanego na wystawie w Budynku Gimnazjum (obecnie rozebrany ze względu na remont Muzeum), natomiast Warsztat Majoliki funkcjonował do 1945.  



Meissner, Teichert Ofen
Fot. A. Grzelak

Znak wytwórni pieców Teicherta w Miśni (Meissen). Johann Friedrich Ernst Teichert (1832-1886) był bratem Carla Teicherta (1830-1871), pierwszego fabrykanta pieców kaflowych w Colln (pod Miśnią - obecnie jest to jej dzielnica). W 1868 roku, również w Colln, powstała jego własna "Fabryka Pieców i Porcelany (Ernst Teichert Ofen - und Porzellanfabrik GmbH), znajdująca się przy ulicy Drezdeńskiej. Od 1872 roku, po przekształceniu w spółkę akcyjną, znana była jako "Saska Fabryka Pieców i Wyrobów Szamotowych, dawniej Ernsta Teicherta". Teichert był jej kierownikiem technicznym (do końca 1873 r.), a następnie członkiem zarządu spółki (do 1886 r.). W 1872 r. fabryka posiadała 3 piece do wypału, zatrudniała 74 osoby i produkowała około 3000 pieców, a w 1894 r. w 42 piecach wypalano kafle i produkowano około 14000 pieców przy pomocy 450 pracowników. Po śmierci Ernsta zarządzaniem fabryką zajął się jego syn, Christian. Autorami projektów zaś byli znani wówczas artyści i architekci: Carl Weissbach i Carl Graff z Drezna oraz Carl Merkel i F.G. Fehrmann z Miśni.
W 1907 roku zakład przestał działać pod wspomnianą wcześniej nazwą, a w 1923 roku nastąpiło połączenie zakładu Carla Teicherta i Ernsta Teicherta i od tamtej pory zaczął on działać jako "Ernst Teichert G. m. b. H.".



Stegmann, Elbing
Fot. A. Grzelak
Stegmann & Co Ofenfabrik, Zentralheizung znajdowała się przy Berliner Strasse 24, funkcjonowała  na pewno w latach 20. XX wieku do lat 40. Informacje na temat tej fabryki są szczątkowe i opieram się jedynie na elbląskich książkach adresowych z roku 1925/26, 1934 i 1942.


Kunst - Topferei
E. Sch
öffel
Berlin
fot. A. Grzelak
Piec z w/w wytwórni znajduje się na wystawie w Budynku Gimnazjum (niebawem zostanie przeniesiony do magazynu na czas remontu), ma kształt kolumny, a kremowe kafle ze złoceniami zdobione są motywami manierystycznymi, głównie małżowinowo-okuciowymi. Datowany jest on na 1. połowę XIX wieku.

Schömann & Klose
Ofen u. Towarenfabrik
Liegnitz 82
(fot. A. Grzelak)
Znak wytwórni w Legnicy; w zbiorach ceramiki posiadmy jeden taki kafel, zatem jego obecność może być trochę przypadkowa.


Bibliografia:
B. Pospieszna Tropami znaków na kaflach [w:] Kwartalnik Ciepło, nr 1 (28) 2005, s. 35-38.
B. Pospieszna Kafle i piece kaflowe  w zbiorach Muzeum Zamkowego w Malborku, Malbork 2013.

Netografia:
http://www.berliner-zeitung.de/archiv/160-jahre--veltak--im-keramikmuseum-ausstellung-zeigt-alles-ueber-die-ofenfabrik,10810590,9721120.html