wtorek, 10 lutego 2015

O średniowiecznym warsztacie złotnika. Przygotowanie surowców.

Mnich Teofil podaje też metody czyszczenia srebra potrzebnego do wyrobu określonych przedmiotów. Do glinianej czarki należało wsypać przesiany popiół, do którego dolewało się wody i rozprowadzało cienko wewnątrz naczynia i suszyło nad ogniem. Po wysuszeniu, czarkę stawiało się naprzeciw otworu pieca, tak, aby wiało na nią powietrze z miecha i dokładało trochę węgli, dmuchając aż się rozżarzy. Następnie wkładało się do czarki srebro, na wierzch trochę ołowiu, a na to jeszcze rozżarzone węgle aby ołów się roztopił. Dmuchając, odsuwało się ołów, ale gdy srebro nie było jeszcze czyste, czynność powtarzało się, aż do momentu, gdy można było zauważyć, że srebro kipi i pryska - wiadomo było wtedy, że cyna i mosiądz jeszcze były z nim zmieszane. Należało więc połamać niewielki kawałek szkła i wrzucić go na srebro, dodać ołowiu, położyć na to węgle i mocno dmuchać. Po odsunięciu pozostałości szkła i ołowiu, kładło się żagiew (czyli hubę) i powtarzało się czynność tak długo aż srebro stawało się czyste.
Po zakończeniu przygotowań, srebro należało roztopić - w tym celu wkładało się je do tygielka, a gdy się trochę roztopiło, dosypywało się do niego trochę soli i natychmiast trzeba było przelać je do okrągłej formy, która powinna być podgrzana nad ogniem razem z roztopionym w niej woskiem. Jeśli srebro nie miało odpowiedniej jakości, topiło się je ponownie aż stawało się odpowiednie. Dodatkowo należało też przygotować roztwór z czystych drożdży oraz soli, w którym będzie się ono studziło po każdym rozgrzaniu.

Niello.
Popularną metodą zdobienia przedmiotów metalowych, stosowaną w złotnictwie, było niello. Polegała ona na wypełnianiu wzoru wyrytego w metalu pastą wykonaną z siarczków srebra, miedzi i ołowiu, którą następnie polerowało się w celu uzyskania granatowego lub czarnego koloru, kontrastującego z tłem. Mnich Teofil proponował przygotować czyste srebro i podzielić je na dwie części jednakowej wagi i dodać trzecią część czystej miedzi. Po wrzuceniu ich do tygielka, powinno się odważyć tyle ołowiu, ile wynosi połowa miedzi, którą dołożyło się do srebra, a następnie do miedzianego naczynka kruszyło się drobno siarkę, wrzucało ołów, a pozostałą ilość siarki wsypywało się do drugiego tygielka. Po stopieniu się srebra z miedzią konieczne było zamieszanie tych składników równo kawałkiem drewna i natychmiastowe wlanie do niego ołowiu oraz siarki z miedzianego naczynia, powtórne mieszanie węglem i szybkie napełnienie tygla z umieszczoną w nim siarką. Otrzymaną substancję trzeba było rozklepać, włożyć z grube naczynie, nalać wody i bardzo drobno rozkruszyć. Po wysuszeniu, uzyskanym proszkiem napełniało się gęsie pióra, brało fragment gumy o nazwie parahas i ucierało z wodą w tym samym naczyniu, aby woda trochę zmętniała.
Miejsce, które zamierzało się poczernić, najpierw nawilżało się wodą, a później wytrącało z pióra starte niello dopóki nie pokryło się danej powierzchni. Następnie należało doprowadzić do ponownego roztopienia niella, obkładając naczynie rozżarzonymi węglami.

Przykład kielicha zdobionego w technice niello, 2. połowa XII wieku,
źródło: http://www.ganoksin.com/borisat/nenam/nillo-work-10-1.htm

Oczyszczanie złota.
Aby je otrzymać należało wziąć jakiekolwiek złoto i kuć tak długo dopóki nie otrzymało się z niego cienkiej płytki o szerokości trzech palców i maksymalnej długości. Kolejną czynnością było wycięcie z niej części i równej długości i szerokości, położenie jedna na drugiej i przewiercenie cienkim pilnikiem. Następnie brało się dwa tygle, kruszyło glinę, rozdzielało na dwie części, dodając trzecią część soli, a także mocz i mieszało tak, aby się do siebie nie przyklejały. Następnie trzeba było nałożyć trochę tej mieszaniny w jeden tygiel, potem jedną część samego złota, znowu tę mieszankę i złoto - w ten sposób, żeby jedna warstwa nie stykała się z drugą. Wypełniało się naczynie aż po brzegi, przykrywało innym od góry, obkładało się gliną i suszyło na ogniu.
W międzyczasie przygotowywało się piec z kamieni i gliny, o wysokości dwóch stóp; w środku umieszczało się kamienie, a na nich naczynia ze złotem, a następnie okrywało innymi garnkami. Pozostawiało się je na ogniu przez całą noc, rano ponownie roztapiało się złoto, rozklepywało i wkładało do pieca tak, jak poprzednio. Pod upływie dnia i nocy wyjmowało się je, dodawało miedzi i znowu wkładało do pieca. Za trzecim razem należało uzyskane złoto umyć i wysuszyć, pozaginać i tak przygotowane zachować.

Niestety, nie dysponujemy zabytkami wykonanymi ze srebra lub złota, pochodzącymi z wykopalisk na Starym Mieście, dlatego dziś wyjątkowo zaprezentuję obiekty odkryte na terenie osady Truso.


Złoty pierścień, X-XI wiek, wymiary 2,1 x 2,3 x 2,25 cm, blacha o grubości 1 mm; fot. M. Bogucki

Srebrny pierścień, który umieszczony był wewnątrz medalionu skomponowanego z dwóch rozdzielaczy pasa,
około połowy X wieku, wymiary 1,1 x 0,14 x 3,3 cm, fot. L. Okoński.




Post powstał na podstawie: dzieła Mnicha Teofila Teofila kapłana i zakonnika o sztukach rozmaitych ksiąg troje, natomiast zdjęcia pochodzą z katalogu Truso. Między Weonodlandem a Witlandem autorstwa M .F. Jagodzińskiego.


wtorek, 3 lutego 2015

"Tulipan a sprawa europejska"

Na malowanych talerzach fajansowych w XVII i XVIII wieku bardzo często spotykanym motywem dekoracyjnym jest kwiat tulipana. Spotykamy go zarówno na wyrobach importowanych i na tych wytwarzanych przez miejscowych garncarzy. Lokalni rzemieślnicy przyjęli modę "na tulipany" zapewne za pośrednictwem wyrobów przywożonych przede wszystkim z terenu dzisiejszej Holandii.
Stosowanie do zdobienia wyrobów garncarskich tulipanów jest wyrazem swoistego uwielbienia tych kwiatów przez ówczesnych europejczyków, zjawiska określanego niekiedy nawet tulipomanią (takiego, bardzo trafnego określenia użył Zbigniew Herbert w książce "Martwa natura z wędzidłem" - na jej podstawie powstał ten post), po holendersku to tulpenwoede, czyli mania tulipanowa..




Pierwszy raz Europejczycy zapoznali się z tym kwiatem około połowy XVI wieku, kiedy to został on po raz pierwszy przywieziony z Imperium Otomańskiego przez posła austriackiego na dworze Sulejmana Wspaniałego w Konstantynopolu, który nazywał się Ogier de Busbecq.



Wkrótce cebulki tulipana, różnych jego odmian stały się źródłem bogactwa, ale również i krachu finansowego wielu ludzi, przedmiotem spekulacji, szczególnie w Holandii. 
Pierwsze udokumentowane objawy "umiłowania" tulipanów pochodzą już z początku XVII wieku, z Francji. W roku 1608 za jedną cebulkę rzadko spotykanej odmiany pewien malarz oddał swój młyn. Niekiedy cały posag to właśnie sadzonka tulipana. Gdzieś indziej za cebulkę tulipana został oddany cały browar...


Około połowy XVII wieku w Holandii znanych jest kilkaset odmian tulipana, których nazwy brzmią bardzo różnie, np.: "Szmaragd", "Królewski agat", "Diana", "Arlekin", "Pstry", "Dziewica", "Król". Jednak tym najbardziej cenionym był "Semper Augustus", który kosztował pięć tysięcy florenów, czyli równowartość domu z rozległym ogrodem. Niekiedy za cebulki płacono w naturze. I tak, cebulka tulipana o nazwie "Wice-Król", jego nabywcę kosztowała: dwa wozy pszenicy, cztery wozy żyta, cztery tłuste woły, osiem tłustych świń, dwanaście tłustych owiec, dwie beczki wina, cztery baryłki przedniego piwa, tysiąc funtów sera, łóżko, ubranie i srebrny puchar.
Nie ma się co zatem dziwić, że gorączka tulipanów ogarniała całe Niderlandy. Tym bardziej, że bardzo szybko rozchodziły się pogłoski o zdobywanych wielkich fortunach, jak np. o mieszkańcu Amsterdamu, który mając jedynie mały ogródek dorobił się w ciągu czterech miesięcy 60 000 florenów.


Kres tego szaleństwa przyszedł w 1637 roku. W kwietniu tegoż roku Stany wydały dekret, który anulował spekulacyjne umowy, a także ustalał maksymalną cenę za cebulkę tulipana na 50 florenów.
Znacznie dłużej tulipany były jednym z ulubionych motywów dekoracyjnych malowanych na naczyniach ceramicznych. W przypadku wyrobów lokalnego rzemiosła były malowane jeszcze na początku XIX wieku.
Dziś tulipana możemy kupić w każdej kwiaciarni za kilka złotych...

Źródło: http://www.auta24.com/holandia-samochody-do-wynajecia

wtorek, 27 stycznia 2015

Fliza z Amsterdamu

O holenderskim zwyczaju wykładania ścian fajansowymi płytkami wspominaliśmy już na blogu. Ich utylitarny charakter wzbogacano malowanymi dekoracjami, wykonywanymi przez wyspecjalizowanych w tej materii artystów. Powstawały w ten sposób całe kompozycje nadające wnętrzu charakter i ułatwiające utrzymanie pomieszczenia w czystości. Na przełomie XVII/XVIII stulecia zyskały dużą popularność w Europie, stając się elementem wystroju wnętrz mieszczańskich kamienic, pałaców i rezydencji. Powszechnie stosowano je na terenie Żuław Wiślanych, gdzie chętnie osiedlali się - uciekający przed prześladowaniami religijnymi - mennonici. 

Niektóre flizy wyróżniają się dekoracją i bogatym w szczegóły rysunkiem, jak ta którą prezentujemy w dzisiejszym poście. Rysunek na płytce wykonany jest bardzo precyzyjnie. Sprawne pociągnięcia pędzlem świadczą o dużym doświadczeniu malarza w posługiwaniu się kobaltem. Wykonanie starannego rysunku tym barwnikiem sprawiało niewprawionym malarzom dużo trudności. Dekoracja przedstawia scenę figuralną w pejzażu, ujętą w tondo. Na pierwszym planie widzimy cztery męskie postacie, ubrane w długie szaty. Głowę jednej z nich otacza aureola. Postacie wskazują na leżącego mężczyznę. Jego ciało jest nienaturalnie wygięte, coś wydobywa się z jego ust. Scena ta staje się jasna przy zestawieniu jej z tekstem z ewangelii wg św. Mateusza [8,28-34]:

Gdy [Jezus] przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wybiegli mu na przeciw dwaj opętani, którzy wyszli z grobów, bardzo dzicy, tak że nikt nie mógł przejść tą drogą. Zaczęli krzyczeć: "Czego chcesz od nas, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?" A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy prosiły Go: "Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń! Rzekł do nich: "Idźcie!" Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w falach. Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, aby odszedł z ich granic.

fliza z przedstawieniem Nowego Testamentu, Amsterdam ok.1740 [fot. archiwum MAH]
Przedstawiony krajobraz, choć przypominający bardziej holenderskie pejzaże z fliz, to ziemia Gadareńczyków, do której przybył Jezus, ukazany na rysunku w aureoli. Dekoracja przedstawia moment wypędzenia duchów z opętanych., Ciało jednego z nich ukazano w nienaturalnej pozie, z jego ust wydobywa się ciemny obłok - symbolizujący wypędzanego przez Jezusa demona. Na drugim planie, podobnie jak w opisie biblijnym, widzimy przedstawione w prosty sposób stado świń pędzących ku urwisku i tonących w wodach jeziora. Widoczne w tle są także schematycznie zaznaczone postacie uciekających pasterzy.

Wzorem dla tej dekoracji była rycina, którą wykonał Pieter Henriksz Shut - rytownik, zatrudniony ok. 1635 roku w wydawnictwie Claesza Jansz Visschera. Na zlecenie wydawcy wykonał kopie rycin Matthaeusa Meriana, które zdobiły pierwsze ilustrowane wydanie Biblii Lutra wydane w 1630 roku w Strasburgu. Pieter Shut wykonał 233 miedzioryty, wzorując się na rycinach Meriana, dlatego w finalnym efekcie wydana przez Visschera Biblia zawierała kopie, będące lustrzanym odbiciem oryginałów. Pierwsza edycja Biblii z grafikami Shuta ukazała się około 1650 roku.

Uzdrowienie opętanego  Pieter Henriksz Shut 
Powstały dwie wersje tego wydania: jedną z rycinami  w oryginalnym rozmiarze (tzw. de grote Shutbijbel), takim jak w Biblii Meriana oraz jej "mniejsza" wersja (de kleina Shutbijbel). Oprócz kopii rycin Meriana, Pieter Shut wykonał 103 miedzioryty własnego autorstwa, 25 z nich weszło w skład "dużego wydania", a aż 103 pojawiło się w wydaniu mniejszym. Oba wydania Biblii Shuta okazały się wielkim sukcesem. W wyniku tej popularności w XVIII wieku grafiki Shuta zaczęto wykorzystywać w sztuce użytkowej, wiele z nich pojawiło się właśnie na flizach. Elbląski egzemplarz został wykonany w jednym z amsterdamskich warsztatów około 1740 roku.


Atrybucji i interpretacji przedstawionej flizy dokonał Jan Pluis. 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

O średniowiecznym warsztacie złotnika. Narzędzia.




W dzisiejszym poście będzie o warsztacie złotnika w średniowieczu według Mnicha Teofila (Roger z Helmarshausen, łac. Theophilus Presbyter), niemieckiego złotnika i pisarza, a także benedyktyna, który urodził się w około 1080 roku (zmarł po 1125 roku).
Jest on autorem jednego z najważniejszych średniowiecznych podręczników artystycznych, który zawiera wskazówki dotyczące przygotowania farb i ich zastosowania, wytwarzania witraży, odlewania i obróbki metali...
Dzieło to zachowało się w licznych odpisach i nosi tytuł: Teofila kapłana i zakonnika o sztukach rozmaitych ksiąg troje (w Polsce wydane w 1880 roku).

W celu przygotowania odpowiedniego warsztatu należało wznieść obszerne i wysokie pomieszczenie, skierowane na wschód, z oknami od południa i wydzielonymi pomieszczeniami do wykonywania odlewów z miedzi, cyny i ołowiu, a także osobno do pracy w złocie i srebrze.
Naprzeciwko okna kopie się rów, a w poprzek tego rowu przytwierdza się płytę stołu tak, aby nakrywała kolana siedzących w rowie pracowników (ułatwiała ona także zebranie rozsypanych kawałków złota lub srebra).
Piec w pracowni powinien znajdować się w pobliżu okna - mocuje się go za pomocą kilku płyt, a wykonany jest z niewyrobionej gliny zmieszanej z nawozem końskim.

Piec do wytapiania, Teofila kapłana i zakonnika o sztukach rozmaitych ksiąg troje, ryc. 4, s. 61.
W organizowaniu pracowni złotniczej ważne były różnego rodzaju narzędzia, np. miechy z baranich skór przygotowywane wcześniej w mieszaninie drożdży i soli, naciągane wszerz, do których dorabiało się drewnianą głowicę, żelazną rurkę, idącą przez całą długość z odchodzącymi od niej 4 kawałkami drewna.
Kolejne narzędzia niezbędne w pracy to: kowadła (szerokie, płaskie i czworokątne, a także płaskie i rogate (?)), młotki, kleszcze, ciągadło (przez które przewleka się druty), organarium (tworzyło się w nim pręty srebrne lub złote i ziarnistym profilu), pilniki (do piłowania złotych i srebrnych drutów tak, aby mogły na nich powstać paciorki), rylce (służące do grawerowania), skrobaki (służące m.in do polerowania wykonywanego dzieła), wybijaki (wykonywało się nimi podobieństwa zwierząt lub kwiatów, wybijanych w złocie, srebrze i miedzi, a wybijakami stożkowato zakończonymi tworzyło się koła), narzędzia służące do nacinania, wyrabiania gwoździ oraz pilniki.

Wyciąganie drutu, rys. wg Hausbuch der Mendelschen Zwölfbrüderstifung, 1533 r., Stadtbibliothek Nürnberg, (por. E. Brepohl, Theophilus Presbyter und die mittelalterliche Goldschmiedekunst, Leipzig 1987, s. 47
Organarium, Teofila kapłana i zakonnika o sztukach rozmaitych ksiąg troje, ryc. 6, s. 64.
Mnich Teofil podaje także sposób na hartowanie pilników, a także innych narzędzi za stali: należało wypalić w ogniu róg wołu, zeskrobać go i dodać trzecią część soli, a  następnie rozetrzeć. Później wkładało się pilnik do ognia, a gdy się rozgrzał, posypywało się go startą mieszanką i ponownie trzymano wśród rozżarzonych węgli. Następnie zanurzało się pilnik w wodzie, a po wyjęciu, suszyło nad ogniem. Jeśli pilniki były wykonywane z lanego żelaza, hartowało się je poprzez nacieranie starym tłuszczem wieprzowym, okręcanie rzemykami wyciętymi ze skóry kozła i owijanie lnianym sznurkiem. Następnie każdy z osobna należało obłożyć gliną, włożyć do ognia, a po wyjęciu z gliny zanurzyć w wodzie i wysuszyć nad ogniem.
Dość interesująco brzmi metoda hartowania narzędzi żelaznych, które służyły do nacinania szkła i niezbyt twardych drogich kamieni: wówczas należało wziąć trzyletniego kozła, którego trzymało się w stajni bez jedzenia przez trzy dni, czwartego dnia dopiero dostawał do jedzenia paprocie. Po dwóch dniach takiego karmienia, umieszczało się go w beczce z otworami od spodu, pod którą znajdowało się naczynie na mocz kozła. Po zebraniu w ten sposób odpowiedniej ilości moczu (w ciągu dwóch lub trzech dni), wypuszczało się zwierzę, a samym tylko moczu hartowało się narzędzia.
Niezbędne w warsztacie były tygle do topienia złota i srebra. Do ich wykonania potrzebna była dokładnie starta biała glina. Oprócz tego trzeba było połamać drobno stare tygle, w których wcześniej było już topione złoto lub srebro. Utartą glinę łączyło się później z fragmentami tych spalonych naczyń, dolewało wody i formowało nowe tygielki.
Takie wyposażenie warsztatu proponował mnich Teofil. W następnym poście napiszę o przygotowywaniu surowców i tworzeniu niektórych przedmiotów.

Pierścień z około połowy XIII wieku znaleziony podczas wykopalisk na Starym Mieście w Elblągu, nr inw. EM/II/1390 - wykonany z czterech cynowych lub ołowianych drutów, skręconych ze sobą, średnica 16 mm (fotografia i informacje dzięki uprzejmości A. Rybarczyk). 


poniedziałek, 12 stycznia 2015

Szkutnictwo w średniowiecznym Elblągu

Na naszym blogu jakiś czas temu można było przeczytać o tym, jak budowano w Elblągu kogi. W tym wpisie chciałem przybliżyć wiedzę o szkutnictwie w średniowiecznym Elblągu.

Ostatnio powstało bardzo cenne opracowanie pt. "Przemiany w szkutnictwie rzecznym w Polsce. Studium archeologiczne" autorstwa Waldemara Ossowskiego, wydane Centralne Muzeum Morskie w Gdańsku w 2010 roku. Dzisiejszy wpis w dużej części został oparty na ustaleniach z tej właśnie pracy.

Odkrycia związane ze szkutnictwem odkrywane były na Starym Mieście w różnych jego punktach. Do najbardziej powszechnych należą klamerki szkutnicze, używane do przytwierdzania do burt uszczelnienia pomiędzy klepkami. Kształt, wielkość tych charakterystycznych przedmiotów ulegał zmianom w ciągu okresu ich użytkowania. Prześledzenie tych zmian pozwala datować te klamerki, a co za tym idzie, także budowane przy ich użyciu jednostki pływające.
W Elblągu odkryto dotychczas 165 takich klamerek, z których stan zachowania 20. nie pozwala na przypisanie ich do konkretnego typu. Spośród pozostałych najwięcej jest takich (typ B i C), które można datować na 2. połowę XIII wieku. Do najstarszych należą dwie klamry (typ A), które używane były do budowy statków w 2. połowie XII i na początku XIII wieku, a zostały one odkryte w warstwie datowanej na ok. 1250 rok. Zapewne pochodziły z jednostki pływającej, zbudowanej oczywiście poza Elblągiem, która po długim okresie użytkowania (wynoszącym kilkadziesiąt lat) została w Elblągu rozebrana, a jej niektóre elementy posłużyły do wymoszczenia podwórza rozwijającego się Elbląga.

Klamerki szkutnicze typu A i B ze Starego Miasta w Elblągu.
Źródło: W. Ossowski, Przemiany w szkutnictwie rzecznym w Polsce, 2010, il. 44

Klamerki typu B i C pochodzące z jednego zespołu, a datowane na lata 1240-1280 są bardzo ciekawe z punktu widzenia rozwoju szkutnictwa elbląskiego. Te klamerki nie mają bowiem śladów zagięcia, co jednoznacznie wskazuje, że po ich odkuciu nie zostały z jakichś powodów użyte do uszczelnienia budowanej lub remontowanej jednostki pływającej. Przedmioty te wskazują, że już od samego początku rozwoju miasta, w Elblągu budowano nowe statki lub przynajmniej je remontowano.
Występowanie klamerek szkutniczych w Elblągu kończy się w 1. połowie XIV wieku. Przyczyny tego zjawisko mogą być tłumaczone w różny sposób. Być może przyczyną tego jest ustanowienie stałego miejsca budowy statków na Łasztowni, położonej na północ od miasta (w źródłach wymieniana od 1343 roku). Inną przyczyną może być szybki rozwój mieszczańskiej architektury murowanej i brak konieczności moszczenia podwórek drewnem.


Elementy konstrukcyjne rozebranego statku rzecznego odkryte
na parceli przy ul. Św. Ducha 21 (dawniej Św. Ducha 44).
Źródło: W. Ossowski, Przemiany w szkutnictwie rzecznym w Polsce, 2010, il. 40

Oprócz klamerek zostały w Elblągu odkryte także elementy drewniane pochodzące z jednostek pływających. Na podwórku obecnej posesji przy ul. Św. Ducha 21 (dawniej Św. Ducha 44) odkryto, w warstwach datowanych na okres pomiędzy 1239 a 1250 rokiem, elementy konstrukcyjne rozebranego statku rzecznego. Zostały one wtórnie użyte do moszczenia podwórza. Na sąsiedniej parceli (obecnie Św. Ducha 22, dawniej Św. Ducha 45) w warstwie datowanej na ten sam okres odsłonięto fragment dennika, którego przedłużenie stanowiło ramię tworzące podparcie burty.
W trakcie badań archeologicznych na zapleczu parceli przy ul. Studziennej 20 odkryto fragment poszycia. Warstwa, w której leżał jest datowana na okres krótko po 1250 roku.

Dennik odkryty na parceli Św. Ducha 22 (dawniej Św. Ducha 44)
Źródło: W. Ossowski, Przemiany w szkutnictwie rzecznym w Polsce, 2010, il. 42

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Buława "gwiaździsta"

Odnaleziona na posesji Stary Rynek 55, w południowej partii wnętrza kamienicy, w części stropowej najniżej zalegających nawarstwień, obok drewnianych, konstrukcyjnych elementów budynku. Na podstawie stratygrafii znalezisko można datować na XIV wiek. Drewniany trzon broni nie zachował się, w momencie odnalezienia widoczne były pozostałości drewna wewnątrz osady. Głowica została odlana z brązu, posiada gwiaździsty kształt i składa się z czterech, piramidalnych kolców, obwiedzionych u nasady potrójną rytą linią. Niewielkie kuliste guzy znajdują się przy każdym narożniku podstawy kolca oraz w trójkątnych polach pomiędzy nimi. Odnaleziona głowica należy do typu III wg klasyfikacji A. N. Kripnikova.


Buława gwiaździsta, Elbląg, Stary Rynek 55 (XII/XIII-XIV w.) [fot. archiwum MAH]

Buławy wywodzą się z najstarszej znanej ludzkości broni - z maczugi. Proweniencja ich sięga Bliskiego Wschodu.  Znane są ikonograficzne przedstawienia buław w sztuce Egiptu i Mezopotamii. Stosowane były w armii rzymskiej (co najmniej od II w.n.e., upowszechnione w V w.n.e.), która zapoznała się z nimi za sprawą koczowników ze środkowej Azji. Za pośrednictwem tych ludów w XI wieku rozpowszechniły się na terenie Rusi, gdzie w XII i XIII wieku opracowano technologię ich odlewu, zwykle w formie kubicznej, zdobionej guzami. Głównym ośrodkiem ich wytwarzania był Kijów. Najstarsze średniowieczne egzemplarze, datowane na przełom IX i X wieku, odnaleziono na terenie Kaganatu Chazarskiego. Buławy wchodziły też w skład wyposażenia bizantyjskiej ciężkiej jazdy.
Buław używano w walce wręcz, w bezpośrednim starciu, czasami nimi miotano (podobno cesarz Bazyli I zabił w ten sposób wilka). Najprostsze były drewniane, nabijane metalowymi ćwiekami lub grotami, te metalowe, zdobione przysługiwały dowódcom i stanowiły atrybut ich władzy. Ze względu na swój archaiczny kształt w każdej kulturze, w której były wykorzystywane, przekształciły się z formy bojowej w sakralną lub reprezentacyjną.

Podniesienie cesarza na tarczy. Ilustracja z rękopisu Kroniki Skylitzesa [źródło: wikipedia.pl]
Krzyżacy poznali ten rodzaj oręża podczas wypraw krzyżowych. W relacji Jeana de Joinvilla znajduje się fragment dotyczący starcia rycerzy VI krucjaty z Saracenami, którzy pokonali ich zadając "straszne ciosy swymi buławami i zerwali pokrycia z ich koni". Bizantyjskie analogie ma także buława odnaleziona w zamku krzyżowców Vandum Jacob, zniszczonym w 1179 roku przez wojska Saladyna. Jednak niektóre źródła wskazują, że rycerze Zakonu mogli zaznajomić się z tym rodzajem broni w innych regionach, np. w trakcie walk z Połowcami na wschodzie Królestwa Węgier w początkach XIII wieku (wyrazy buława i buzdygan pochodzą z języka połowieckiego) lub podczas walk z plemionami pruskimi (znaleziska archeologiczne tych przedmiotów na stanowiskach bałtyjskich i ugrofińskich sugerują, że broń ta nie była obca plemionom pruskim).

Fragment manuskryptu Biblii Ludwika IX (1240-1250) [źródło:www.medievaltymes.com]
Buława odkryta w Elblągu stanowiła znak dowódczy lub broń użytkową. Uważano ją za niebezpieczną, w średniowiecznych i nowożytnych źródłach pisanych wielokrotnie wspomniane są liczne zakazy noszenia buław na terenie miast.
Bułwy gwiaździste typu III wg Kripnikova odkryto m.in. na terenie grodów zniszczonych podczas najazdów mongolskich w XII i I. połowie XIII wieku. Obiekty, podobne do elbląskiego, odnaleziono w Manujlova (Irkuck, Syberia) oraz w Zelenče (zachodnia Ukraina). Analogiczny przedmiot , datowany na XIII wiek, odnaleziono w Rumunii. W świetle tych analogii zachodzi możliwość, że elbląski egzemplarz buławy jest wcześniejszy niż warstwa, w której został zdeponowany.

Wymiary zabytku:
wysokość: 5 cm; szerokość: 6,7 cm; średnica otworu na trzon: 2,1 cm;



W poście wykorzystano prace:
L. Marek Europejski styl. Militaria z Elbląga i okolic Wrocław 2014
A. Michalak Głowica buławy z Trzciela, pow. Międzyrzecz. Archeologia Środkowego Nadodrza t. 4
P. Strzyż Ruskie buławy "gwiaździste" z terenu Małoposki Acta Militaria Mediaevalia I, Kraków-Sanok 2005



poniedziałek, 1 grudnia 2014

O wytwarzaniu szkła w XVI wieku

W dzisiejszym poście będzie o wytwarzaniu szkła według Georgiusa Agricoli, żyjącego w XV/XVI wieku wybitnego specjalisty zajmującego się górnictwem i metalurgią, którego wiedzę docenił m.in. król Zygmunt August.
Jerzy Agricola (Georg Bauer/Pauer) urodził się w 1494 roku w Glachau w Saksonii., zmarł w 1555 roku. Studiował w Lipsku, Bolonii i Padwie. Był lekarzem górniczym w Jachymowie w Czechach, a następnie lekarzem i burmistrzem w Chemnitz. Pracując w Jachymowie zapoznał się praktycznie z górnictwem, co zaowocowało licznymi pracami na ten temat, m.in. powstało De re metallica - dzieło dotyczące górnictwa i hutnictwa,  zawarte w 12 księgach i uzupełnione drzeworytami ilustrującymi pracę i narzędzia ówczesnych górników (1550 r.).

Tak według Agricoli wyglądała produkcja szkła w XVI wieku:
"Wyrabia się je z pewnych soli i pasku grubego lub drobnego pod wpływem ognia i umiejętnym postępowaniem. Będąc wytworzone, jest przezroczyste jak sole, kamienie szlachetne (...) i można go jak topliwe kamienie i kruszce wytapiać."
Szkło wytapiało się z topliwych kamieni i z soli. Uważało się, że kryształy były najlepszymi surowcami (według Pliniusza w Indiach powstawało z nich idealne szkło), następnie inne kamienie, być może nie tak twarde jak kryształy, ale tak samo jasne i przejrzyste (lub tylko jasne). Takie kamienie należało palić, a później rozgnieść w stępach i zmielić na gruby piasek, który później się przesiewało. Czasem taki piasek można było znaleźć w ujściach rzek, co znacznie oszczędzało pracę.
W przypadku wspomnianej soli, używało się przede wszystkim sody lub soli kuchennej albo soli, uzyskanej z ługu (uzyskiwało się go z rośliny anthyllis, czyli przelotu pospolitego). Należało wtedy dwie części piasku (uzyskanego z topliwych kamieni) wymieszać z jedną częścią sody (lub soli kuchennej mineralnej, soli z solnych roślin) i dodać kawałek magnetytu (ruda żelaza). Magnetyt przyciągał roztopioną masę szklaną, oczyszczał, a barwa szkła zmieniała się z żółtej lub zielonej na białą. Mniej jasne i niezbyt przezroczyste szkło uzyskiwało się też z samego popiołu z 1 częścią piasku, solą z wody morskiej i odrobiną magnetytu.
Popiół pozyskiwało się ze starych drzew (dębu, buku, świerka), w których wydrążało się pień, a następnie rozpalało w środku - należało to robić zimą, kiedy leżał śnieg lub latem, gdy nie padało. Deszcz mógł spowodować mieszanie się popiołu z ziemią.
Szklarze posiadali od jednego do trzech pieców. Ci, którzy mieli trzy piece, w pierwszym roztapiali surowce, w drugim przetapiali, a w trzecim zostawiali do wystygnięcia szklane naczynia. Pierwszy piec był sklepiony i podobny do pieca chlebowego; w jego górnej komorze rozpalało się zmieszane surowce aż się roztopiły i zmieniły w szklaną masę (nie do końca oczyszczoną), którą po wystygnięciu wylewało się i rozbijało na kawałki.

A. dolna komora pierwszego pieca, B. górna komora, C. szklana masa; źródło: G. Agricola  De re metallica Libri XII.

Drugi piec był okrągły i na zewnątrz spięty pięcioma łukami, które go wzmacniały. Również składał się z dwóch komór, przy czym dolna komora posiadała wąski otwór, którym można było wkładać drewno. W ścianie górnej komory wykonane były wnęki (osiem), a przez nie umieszczano garnki na dnie komory wokół wielkiego otworu. Garnki musiały mieć bardzo grube ścianki, aby zbyt szybko nie pękały w wysokich temperaturach. Gdy szklarz posiadał dwa piece, w pierwszym częściowo topił surową mieszankę, a w drugim masę przetapiał i wytapiał ponownie.

A. łuki drugiego pieca, B. ujście dolnej komory, C. wnęki górnej komory, D. baniaste garnki, E. ujście trzeciego pieca, F. wnęki na naczynia, G. otwory górnej komory, H. podłużne naczynia; źródło: G. Agricola  De re metallica Libri XII

Trzeci piec był kwadratowy, składał się również z dwóch komór, dolna miała w fasadzie otwór, do którego można było wkładać drewno do ogniska, znajdującego się tuż przy ziemi. W górnej komorze znajdowały się dwa otwory o odpowiedniej wysokości i szerokości, aby można było do nich włożyć naczynia o długości 3 stóp i wysokości 1,5 stopy. Do nich natomiast wkładało się gotowy szklany towar w celu ostudzenia go w niższej temperaturze. Po wyjęciu tych naczyń z górnej komory, układało się je później do wnęk, gdzie się schładzały.

A. druga dolna komora innego pieca, B. środkowa komora, C. najwyższa komora, D. ujście komory, E. okrągły otwór; źródło: G. Agricola  De re metallica Libri XII.

A. piszczel, B. okienko, C. marmurowa płyta, D. szczypce, E. formy określonego kształtu; źródło: G. Agricola  De re metallica Libri XII.

Po otworzeniu pieca, gliniane naczynia brane były za pomocą szczypiec  i wkładane do drugiego pieca, pod warunkiem, że nie miały pęknięć. Po ponownym wypale napełniało się naczynia rozbitym szkłem lub masą szklaną, zasłaniało się wszystkie otwory w piecu, pozostawiając dwa - przez jeden obserwowało się pracę pieca i wyciągało naczynia, a przez drugi wkładało się dyszę (mosiężną, z miedzi lub żelaza). Rozbite szkło było przetapiane - im dłużej tym lepiej, tzn. wykonany z niego przedmiot miał mniej plam i pęcherzyków. Do stopionej masy wkładano następnie piszczel, powoli obracano i nabierano na nią szkło w takiej ilości, jaka była potrzebna do zrobienia konkretnego przedmiotu. Kolejną czynnością było dmuchanie przez piszczel i wytworzenie pęcherza, rozciąganie szkła i nadawanie mu kształtu w formie. Czynność powtarzano - zagrzewano masę szklaną, dmuchano w nią, formując tak, aby powstały różnego rodzaju naczynia. Na koniec ucinało się część łączącą się z piszczelą i według pomysłu, doklejano nóżki i uszka, pozłacano i malowano różnymi kolorami. Następnie wkładano je do podłużnego, glinianego naczynia, znajdującego się w trzecim piecu lub w górnej komorze drugiego pieca i pozostawiało do wystygnięcia.
W ten właśnie sposób powstawały pełne kunsztu puchary, dzbanki, butelki, bańki, misy, płytki okienne, figurki zwierząt, drzewa i statki w Murano (w północnej części Włoch) - te przedmioty nazywane były szkłem weneckim.

Kielich w typie weneckim znaleziony na Starym Mieście w Elblągu, XVI/XVII wiek (fot. archiwum MAH)

A tutaj można obejrzeć jak współcześnie wytwarza się historyczne szkło: https://www.youtube.com/watch?v=ttNEBtfY7OU


Na podstawie: Georgius Agricola  De re metallica Libri XII (O górnictwie i hutnictwie. Dwanaście ksiąg), Muzeum Karkonoskie w Jeleniej Górze, 2000, red. S. Firszt, z czeskiego przetłumaczyła K. Kurkova.

O szkle w stylu weneckim:  http://staremiastoelblag-mah.blogspot.com/2013/05/szko-z-stylu-weneckim.html